REKLAMA
REKLAMA

Mourinho: Na miejscu Viníciusa już by mnie nie tu nie było i wymusiłbym odejście tam, gdzie byłbym szanowany

José Mourinho pojawił się na konferencji prasowej przed meczem z Sevillą w La Lidze. Przedstawiamy zapis tego spotkania dziennikarzy z trenerem Realu Madryt w Valdebebas.

REKLAMA
REKLAMA
Mourinho: Na miejscu Viníciusa już by mnie nie tu nie było i wymusiłbym odejście tam, gdzie byłbym szanowany
José Mourinho podczas dzisiejszej konferencji prasowej w Valdebebas. (fot. RealMadridTV)

[Real Madrid TV] Real Madryt zmierzy się jutro z bardzo wymagającym rywalem. Sevilla nie przegrała w tym sezonie żadnego ligowego meczu na wyjeździe. Jak widzi pan zespół? W jakim jest stanie po wielkim powrocie w Rzymie?
Zmęczeni, ale jutro nie będziemy zmęczeni. Dzisiaj, jak sądzę i z tego, co widziałem w raportach działu medycznego, jesteśmy jeszcze trochę zmęczeni. Niektórzy grali dłużej od innych. Ale jutro będzie nowy dzień i będziemy w dobrym stanie. Mamy również bardzo dobre opcje na wypadek, gdybyśmy zdecydowali się na jakieś zmiany i chcieli dać zespołowi trochę świeżości. Ma pan rację, Sevilla spisuje się bardzo dobrze. U siebie przegrała kilka spotkań, ale nawet w nich rywalizowała o zwycięstwo. Luis García, którego z przyjemnością zobaczę ponownie po tylu latach, wykonuje świetną pracę. W poprzednim sezonie uratował zespół, a w tym również pracują bardzo dobrze. Bez wątpienia czeka nas trudny mecz, ale to normalne. Chcemy wygrać.

REKLAMA
REKLAMA

[La Razón] Kiedyś mówił pan tutaj o obrońcach. Powiedział pan, że dobrze, jeśli potrafią grać piłką i są przystojni, ale przede wszystkim mają być obrońcami. A czego wymaga pan od pomocnika?
Żeby był pomocnikiem [uśmiech]. Wymagam od niego kompletności, której wymaga ta pozycja. Pomocnik, który tylko broni, jest defensywnym i ograniczonym pomocnikiem. Jeśli tylko atakuje, to lepiej, żeby grał na skrzydle, jako „dziesiątka” albo fałszywa „dziewiątka”. Środek pola jest naprawdę bardzo trudną pozycją. Żeby być pomocnikiem z najwyższej półki, trzeba mieć bardzo wiele różnych umiejętności. Bardzo trudno być wielkim pomocnikiem.

[Okdiario] Wczoraj prezes La Ligi porównał Real Madrid TV do metod nazistowskiej propagandy...
Nie, nie, nie. Proszę tego nie mówić. Nie, proszę tego nie mówić.
Nie wiem więc, co pan o tym sądzi...
Nie, widział pan już, co o tym sądzę. Proszę mnie, żebyśmy o tym nie rozmawiali, bo istnieją pewne granice i tutaj weszliśmy na teren, na którym... Można to usprawiedliwić tylko wtedy, jeśli mamy do czynienia z przypadkiem klinicznym. Jeśli to nie jest przypadek kliniczny, nie ma ani uzasadnienia, ani usprawiedliwienia. I ja nie chcę w to wchodzić. Myślę, że madridismo coraz lepiej rozumie, z czym mierzy się Real Madryt. I jak już wcześniej mówiłem, również ze względu na ogromny prestiż, jaki hiszpański futbol ma za granicą, prestiż federacji z mistrzostwem świata i La Ligi, która ma u siebie najważniejszy klub na świecie, lepiej byłoby spróbować zatrzymać te rzeczy tutaj i nie pozwolić, żeby wychodziły na zewnątrz.

REKLAMA
REKLAMA

[RNE] Kiedy zaczynał się sezon, mówił pan, że Arda Güler może grać niżej, przy wyprowadzaniu piłki i w środku pola, ale wtedy jeszcze pan tego nie widział. W dwóch ostatnich meczach, po zmianach, których pan dokonał, zespół bardzo się poprawił, szczególnie właśnie w fazie kreacji. Czy widzi pan Ardę coraz bliżej takiej roli, czy wszystko zależy od konkretnego meczu?
On już nad tym pracuje. Wykonujemy określoną pracę i mam wrażenie, że wam bardzo trudno jest przyznawać zasługi tej pracy. Mam wrażenie, że rzeczy negatywne zawsze mają konkretnego właściciela, a rzeczy pozytywne są przedstawiane jako efekt samego klubu albo szczęścia. Arda jest bardzo utalentowanym zawodnikiem, wszyscy o tym wiemy. Ma 21 lat, więc na szczęście oczywiście nie jest jeszcze gotowym produktem. Ma warunki, żeby być zawodnikiem wielofunkcyjnym i grać na różnych pozycjach. Jestem bardzo zadowolony. Nie mogę powiedzieć nic więcej.

[El Chiringuito] Chciałem zapytać o Viníciusa. Przy trzecim golu Romy, co bardziej pana zirytowało: zagranie piętą w tamtym miejscu boiska czy to, że później nie wrócił do obrony? I czy na te cztery ligowe mecze, w których nie zagra, macie jakiś plan, żeby spróbować odbudować Brazylijczyka?
Odpowiem na pana pytanie, ale najpierw sam chcę o coś zapytać i proszę mnie źle nie zrozumieć. To nawet zabawne pytanie, ale naprawdę jestem ciekawy. Ludzi, którzy was śledzą, interesuje, o której godzinie przyjeżdżamy do Valdebebas? Naprawdę pytam. Interesuje ich, że Mourinho przyjechał o 7:56, a ktoś inny o 8:10?
Bardzo. Ludzie bardzo interesują się wszystkim, co dzieje się z zawodnikami Realu Madryt.
A wyjazdami też?
Tak, tym również możemy się zajmować.
A kiedy ja nie wyjeżdżam? Kiedy zostaję tutaj, to następnego ranka nie wiedzą, o której przyjechałem. Myślą, że w ogóle nie przyjechałem.
Informujemy, że pan zostaje, bo pan tutaj mieszka. Mówiliśmy o tym kilka razy.
Nie, to zabawne. Dobrze, odpowiadam. Vinícius miał bardzo trudny mecz. Jak mówiłem po spotkaniu, dla mnie głównym winowajcą tego, jak trudny był to dla niego mecz, był Gasperini, ponieważ Roma atakowała nas praktycznie wyłącznie jedną stroną. Prawie w ogóle nie atakowała lewym skrzydłem, wszystko szło prawą stroną. Byli tam Soulé i Wesley, a jako trzeci dołączał Mancini przeciwko Cucurelli i Viníciusowi. Bardzo trudna sytuacja. W pierwszej połowie również mnie jako trenerowi było bardzo trudno dokonywać zmian pozycji, bo część informacji dociera dobrze, a część nie. Vinícius był bliżej mnie, więc mógł mnie zrozumieć, ale nie miałem pewności, czy po drugiej stronie Diomandé i Dumfries właściwie odbiorą wiadomość. Vinícius miał bardzo trudną pierwszą połowę. Na początku drugiej skończyła się dominacja Romy w atakach prawą stroną. Co mnie zirytowało? Oczywiście sposób, w jaki straciliśmy tę bramkę, szczególnie w momencie, kiedy mecz był całkowicie uspokojony, wyrównany i nie mieliśmy żadnego problemu do rozwiązania. Przez trzy dni nad tym pracowaliśmy. Wiedzieliśmy, jak zawodnicy tacy jak Ndicka czy Mancini wyskakują do rywala przy takim sposobie budowania akcji. W tej sytuacji Vini musi zabezpieczyć piłkę, sprowokować faul, zagrać do tyłu i nigdy nie robić tego, co zrobił. Ale już po wszystkim, nic się nie stało. Dokonałem pięciu zmian, nie jednej. Zmiany są coraz ważniejszą częścią futbolu. Czasami dlatego, że intensywność jest ogromna i trudno grać przez 90 minut z prędkością 200 kilometrów na godzinę. Czasami dlatego, że masz inne opcje, czasami dlatego, że masz inne plany. A przyszłość Viniego? Jego przyszłość to pracować więcej od tych, którzy muszą grać w każdym meczu. Niczego nie obiecuję, bo nie lubię składać obietnic zawodnikom, a tym bardziej wam, ale myślę, że w środę zagra od początku. Myślę, że w środę będzie podstawowym zawodnikiem. A jeśli chodzi o cztery mecze kary, jestem bardzo zadowolony, bo myślałem, że dostanie więcej. Myślałem, że przy odwołaniu Realu Madryt znajdą jakiś ukryty haczyk i dołożą mu jeszcze jeden czy dwa mecze, jakby chcieli powiedzieć: „Spokojnie, cicho, masz cztery i więcej o tym nie rozmawiajmy”.

REKLAMA
REKLAMA

[AS] Wracając do Viníciusa, jak zarządza pan jego charakterem? Od momentu przyjścia do La Ligi popełniono na nim 511 fauli. To bardzo żywiołowy zawodnik, z bardzo mocnym charakterem. Jak pan sobie z tym radzi? Rozmawia pan z nim o tym?
To fantastyczny chłopak, z którym bardzo łatwo zbudować dobrą relację. Nie ma ani jednego dnia, żebym nie spędził z nim kilku minut sam na sam. Jak mówię, bardzo go lubię. To fantastyczny chłopak. I ogromnie go cenię za to, że potrafi z tym wszystkim żyć, przetrwać to i nadal się uśmiechać. Naprawdę bardzo to doceniam. Gdybym ja był na jego miejscu, prawdopodobnie nie byłoby mnie tutaj. Prawdopodobnie już tego lata wymusiłbym odejście do innych rozgrywek, innego kraju, do klubu i na stadiony rywali, gdzie byłbym szanowany. Ale ze względu na madridismo, miłość do klubu, również do miasta i wiarę, że wszystko zawsze może się poprawić, przedłużył kontrakt i nadal ma ten uśmiech. Oczywiście coś lub ktoś może na niego negatywnie wpłynąć, bo jest człowiekiem, ale nie sądzę, żeby ktokolwiek był w stanie odebrać mu tę radość życia, pracy, przebywania ze swoimi ludźmi i kolegami z drużyny. To fantastyczny chłopak.

[Onda Cero] Ostatnio w Rzymie pytałem pana o merytokrację i o to, jak trudno jest mieć na ławce chłopaków, którzy grają mniej od podstawowych zawodników. Odpowiedział mi pan, słusznie zresztą, że podstawowi również grają dzięki merytokracji. Endrick na początku sezonu był kontuzjowany, trudno było mu wejść do zespołu, rozegrał tylko cztery minuty w La Lidze, a ostatnio w pół godziny rozegrał wielki mecz. Powiedział pan też przed spotkaniem, że kto chce Endricka, musi się dogadać z panem, bo nie odejdzie w styczniu. Jaki ma pan wobec niego plan i czy widzi go pan również na prawej stronie, gdzie ostatnio spisał się bardzo dobrze, a nie tylko jako napastnika?
Jak mówiłem wcześniej, myślę, że czasami trudno jest wam przyznać zasługi komuś, kto robi coś dobrze, i znaleźć w tym równowagę. Kiedy uważacie, że ktoś robi coś źle, to go niszczycie, ale kiedy robi coś dobrze, też trzeba o tym mówić. Myślę, że dobrze odczytałem ten mecz przed jego rozpoczęciem i w jego trakcie, a później oczywiście zasługa należy do chłopaka, który wszedł i zrobił ogromną różnicę. Weźmy te trzy gole po rzutach rożnych. Jak dochodzi się do tych rzutów rożnych? Poprzez lawinę ofensywnej gry. To, że gole później padają po stałych fragmentach, to jedno, ale jak dochodzisz do tych sytuacji? Jude pod koniec też był bardzo blisko gola po rzucie rożnym. Mieliśmy jeszcze kilka innych kornerów. Powiedziałbym, że w dziesięć minut wykonaliśmy ich około siedmiu. Dlaczego? Bo to była lawina futbolu. I dalej mówię to samo: wielu zawodników zasługuje na grę. Ta historia z merytokracją nie może polegać na tym, że powiem, iż tylko jedenastu zasługuje na występ. Nie jedenastu zasługuje na grę. Piętnastu, szesnastu, wielu zawodników. Proszę spojrzeć, jeszcze o nim nie mówiłem, ale Łunin zasługuje na grę. I nie żartuję, naprawdę zasługuje. Chłopak przychodzi tutaj, każdego dnia pracuje tak, jak pracuje, każdego dnia rywalizuje z najlepszym bramkarzem świata i każdego dnia jest tutaj pozytywny wobec kolegów, w każdym ćwiczeniu treningowym. Łunin zasługuje na grę, ale nie gra. Gdzie jest tutaj merytokracja? Nie mogę wystawić jednocześnie Courtois i Łunina. To nie znaczy, że nie przejmuję się merytokracją. Z zawodnikami z pola jest dokładnie tak samo. Myślę, że wszyscy się zgodzimy, że pięciu zawodników, którzy weszli w Rzymie i pomogli drużynie odmienić mecz, zasługuje na to, żeby jutro zagrać. Ale co z pozostałymi? Oni nie zasługują? Diomandé, który wykonał dobrą pracę, nie zasługuje? Cucurella, który miał bardzo trudne zadanie, szczególnie w pierwszej połowie, nie zasługuje? Valverde nie zasługuje? Jude Bellingham nie zasługuje? Kylian nie zasługuje? To nie znaczy, że merytokracja nie istnieje. To po prostu trudna część pracy trenera. Moi koledzy prowadzący drużyny z mniejszą liczbą możliwości pewnie mówią: „José, ale masz szczęście, że masz takie problemy”. I rzeczywiście, to szczęście mieć taką kadrę. Mam za to pecha, że mam takich dziennikarzy jak wy, którzy zawsze pytają o najbardziej skomplikowaną część sytuacji [uśmiech].

REKLAMA
REKLAMA

[MARCA] Jakieś dwa miesiące temu powiedział pan, że chce krótkiej kadry, mniej więcej 20 zawodników. I właśnie taką pan ma.
Tak. Wszyscy są zawsze powołani. Zawsze wszyscy. Jutro nie jest powołany Vinícius, za to powołany jest Militão. I jedziemy dalej. Jedyna łatwa rzecz dla mnie jest taka, że nie muszę wybierać kadry. Zawsze jest tych 23 i tyle.
Idąc dalej, czy rozważał pan możliwość sięgnięcia po kogoś w zimowym oknie transferowym? Co musiałoby się wydarzyć, żeby poprosił pan o transfer albo odejście któregoś zawodnika?
Nie proszę o transfery. Jestem zadowolony z kadry i z zawodników. Mam poczucie, że normalną koleją rzeczy jest to, że ludzie się poprawiają, poprawiają i poprawiają, indywidualnie oraz jako zespół, szczególnie jeśli mamy czas i spokój na pracę. Myślę też, że zadaniem trenera jest pracować nad rozwojem zawodników, których ma. Kadra jest bardzo dobra. Nie mam twarzy, żeby prosić o nowych zawodników. Jak pan powiedział, lubię też krótkie kadry, więc gdyby ktoś miał przyjść, ktoś inny musiałby odejść. Jeśli władze klubu będą coś rozważały, jak zawsze jesteśmy tutaj, żeby o tym porozmawiać i to ocenić. Ale z mojej inicjatywy nie pojawi się: „Chcę jednego czy dwóch zawodników”. Nie. Nie chcę nowych zawodników.

REKLAMA
REKLAMA

[Cadena SER] Jeśli jest coś, czego Vinícius nigdy nie robi, to się nie chowa. Ani na boisku, ani nawet poza nim, kiedy zabiera głos. Ostatnio mówił w Rzymie. Chciałem zapytać, czy podczas tych rozmów, które pan z nim prowadzi, doradza mu pan również w innych sprawach?
To są prywatne rozmowy.
Mam na myśli rzeczy związane z grą, na przykład momenty, kiedy się zagotuje. Czy doradza mu pan również w takich kwestiach? I skoro tego lata był bliski odejścia, czy istnieje dla niego lepsze miejsce niż Real Madryt, czy tutaj jest jego dom?
Nie, dla niego nie ma lepszego miejsca. Kiedy przedłużał kontrakt, podpisywał go z przekonaniem, że Madryt jest jego domem, że Real Madryt jest jego domem, i z nadzieją na dalsze robienie tego, co robił do tej pory w swojej historii w Realu Madryt, czyli zdobywanie trofeów. Ma bardzo dobre relacje ze wszystkimi w szatni. Powiedziałbym, że jest jednym ze źródeł radości i empatii w tej szatni, jednym z najważniejszych. I jak mówiłem wcześniej, mam ogromne wątpliwości, czy ja na jego miejscu, jako młody zawodnik mający wiele możliwości odejścia, byłbym w stanie mieć taką siłę psychiczną, żeby to wszystko wytrzymać i robić to z uśmiechem.

REKLAMA
REKLAMA

[Cadena COPE] W ostatnich meczach pojawiła się dyskusja dotycząca pozycji Gülera i Valverde. Stawia pan na duet Tchouaméni i Valverde w środku pola, ale wydaje się, że kiedy Urugwajczyk gra na boku, a Güler w środku, zespół funkcjonuje lepiej. Jak pan to widzi? Czy Tchouaméni i Valverde nadal będą pańskim podstawowym duetem w środku pola, czy może pan wprowadzić tam trochę więcej talentu poprzez Gülera albo Bernardo Silvę?
Jestem tutaj po to, żeby robić to, co uważam za najlepsze dla drużyny. Myślę, że nadejdzie dzień, kiedy sondaże albo sztuczna inteligencja będą ustawiały zespoły, a trenerzy ograniczą się do pracy na boisku. Ale do dzisiaj, przynajmniej w moim przypadku, to trener ustala skład i podejmuje decyzje. Trener, który jest uparty i zamknięty, który nie jest otwarty na analizę, i nie mówię nawet o krytyce czy opiniach, bo przy całym szacunku dla ludzi, którzy wyrażają swoje zdanie, jedni dlatego, że kochają futbol, inni dlatego, że ich pracą jest wyrażanie opinii, nie uważam, żeby te opinie były więcej warte od mojej analizy jako trenera. Ale jak powiedziałem, trener uparty, który nie jest otwarty na analizę i na ciągłe próby poprawy, jest trenerem ograniczonym. Tak samo uważam, że trener, który słucha sondaży, publicystów i komentatorów, nie jest trenerem. A ja nie jestem uparty. Jestem człowiekiem całkowicie otwartym na opinie mojego sztabu, na własną analizę meczów i treningów. Czy mogę coś zmienić? Tak, mogę. Ale zmienię to na podstawie mojej analizy sytuacji, mojej pracy i mojego przygotowania, bo zawsze chcę się poprawiać. Tyle. Z pewnością mogę pójść w różnych kierunkach, również biorąc pod uwagę to, że mecz piłkarski trwa 90 minut, ma wiele niuansów i wiele różnych momentów. Pięć zmian, szczególnie w przypadku zespołów z bardzo mocnymi ławkami, jest bardzo ważnym elementem strategicznym. Myślę, że mniej więcej odpowiedziałem.

Czytaj kolejne newsy bez przeklikiwania

Jako Socio korzystasz z widoku Aktualności+, w którym kolejne artykuły wyświetlają się w całości, jeden pod drugim. Wystarczy przewijać.

  • Aktualności+
  • Bez reklam
  • Priorytetowy support
Zobacz Aktualności+ od 12,50 zł /mies.przy płatności rocznej

Ostatnie aktualności

REKLAMA
REKLAMA

Komentarze (52)

REKLAMA