Co u pana słychać?
Mieszkam na Teneryfie. Zostałem już tutaj i zajmuję się obecnie różnego rodzaju imprezami, zwłaszcza tymi związanymi z międzynarodowymi dziecięcymi turniejami piłkarskimi. Zawsze robię coś związanego z futbolem, nawet gdyby było to oglądanie meczu zza płotu.
Real Madryt i Roma – pana pierwszy i ostatni klub.
Tak, to prawda.
Dosyć zamknięty krąg.
Dorastanie w Realu Madryt zawsze cię naznacza. Teraz nazywają to DNA. Za moich czasów mocno na nas wpływali ludzie ze szkółki jak Vicente del Bosque, Toni Grande, José Antonio García Remón, Juanito, Carlos Santillana czy Isidro. Ludzie, którzy mocno cię naznaczali pod względem osobistym i sprawiali, że Real Madryt zawsze miałeś w sercu.
Zadebiutował pan w Castilli w Segunda División w wieku 17 lat.
Przeszedłem tam w wieku 15 lat. W tamtych czasach bardzo często jeździło się na testy do klubów. Jechałeś na testy i jeśli je zaliczałeś, to zapisywali cię na Torneo Social. Przeszedłem testy i w pierwszym meczu wzięli mnie do drużyny Juvenilu C Realu Madryt i od tamtej pory spędziłem siedem lat pomiędzy młodszymi kategoriami a Castillą.
Spotkał się pan z Julenem Lopeteguim, Pepe Melem, José Luisem Pérezem Caminero…
Tak, dokładnie. W Juvenilu razem z Caminero byliśmy na początku parą napastników. Później skończyliśmy razem w Valladolidzie jako stoperzy, ponieważ nie dawaliśmy już rady więcej. (śmiech)
Słucham? Jako napastnicy?
Tak, zaczynałem właśnie na tej pozycji. Toni Grande cofnął mnie do środka pola, a w moim ostatnim sezonie Del Bosque przesunął mnie na pozycję stopera i zostałem już tam na stałe.
Zawsze się mówi, że wyważenie drzwi do pierwszego zespołu jest praktycznie misją niemożliwą, ale wydaje się, że w tamtych czasach ruchy pomiędzy Castillą a pierwszą drużyną były płynniejsze. Dlaczego w pana przypadku się nie udało?
Ponieważ inni byli lepsi, mam co do tego jasność. (śmiech) Przejście z Castilli do Realu Madryt jest bardzo skomplikowaną misją – tak było wtedy i tak jest teraz. Jedną rzeczą jest być bardzo dobrym piłkarzem, a inną być zawodnikiem Realu Madryt, co wymaga zdecydowanie więcej niż samej jakości technicznej. Valdano opowiadał nam, że samo zabranie piłki na Bernabéu ze środka pola do bramki już cię przytłacza przy tych wszystkich krzykach… Ponadto wcześniej był limit trzech obcokrajowców i pojawienie się Quinty del Buitre wydawało się czymś łatwym. Ale to nie było łatwe, w żadnej epoce.
Mimo wszystko statystyka wskazuje, że wcześniej docierało tam więcej wychowanków.
Wiesz może dlaczego? Bo Real Madryt miał za sobą 32 lata bez wygrania Pucharu Europy. W tamtych czasach wygrywało się ligi, dwa Puchary UEFA, a teraz jak Real Madryt nie wygra Ligi Mistrzów, to odrazu robi się z tego dramat. Ponadto obecnie Real Madryt ma światowy rynek. To wszystko ma wpływ.
Udowodnił pan, że innymi drogami również da się zostać zawodowym piłkarzem i grać w Primera. W dalszym ciągu wspomina się to, jak pan krył Ronaldo. To powód do dumy czy raczej żal, że niektórzy starają się sprowadzić pana karierę tylko do tego, że zatrzymał pan Fenomeno?
Jestem absolutnie dumny z mojej kariery. A cały wydźwięk tego, co zrobiłem, nie był spowodowany samym kryciem w moim wykonaniu, ale tym, kogo miałem naprzeciwko. Ronaldo był w tamtej epoce bestią i dla wielu z nas najlepszym piłkarzem, jakiego kiedykolwiek widzieliśmy. Miałem to szczęście, że w dwóch ligowych meczach z Tenerife nie strzelił nam gola, ale to wszystko mniej zależało od ciebie, a od tego, kto był naprzeciwko.
W tamtych czasach odejście hiszpańskiego piłkarza do włoskiego futbolu było rzadkością. Peiró, Luis del Sol, Martín Vázquez i niewielu więcej. Jak doszło do pańskiego transferu do Romy?
Tamten kontekst nie miał nic wspólnego z tym obecnym. Przypomnę, że gdy odchodziłem do Romy, to Helguera i ja byliśmy chyba dziesiątym i jedenastym hiszpańskim piłkarzem, który tam przechodził. Liga włoska była wtedy najsilniejsza ze wszystkich, to tam były wszystkie gwiazdy i wielkie drużyny. W wieku 29 lat przedłużyłem swój kontrakt z Tenerife o cztery lata, ale po pierwszym sezonie z dużą siłą pojawiła się Roma…
Kto by wtedy odmówił…
Wyobraź sobie, że pojawia się klub takiego kalibru – warunki finansowe, prestiż, twoje osobiste ego. Nie da się odmówić.
Co za przypadek, że przeszliście tam w tym samym czasie z Helguerą. Zbudowaliście w Rzymie małą hiszpańską grupkę?
Bardziej byliśmy hiszpańską wysepką. (śmiech). Inni zawodnicy traktowali nas w rewelacyjny sposób, to trzeba przyznać. Cały sztab techniczny, ludzie z klubu i z miasteczka sportowego – przez całe cztery lata, jakie tam spędziłem.
Na własne oczy mógł pan oglądać eksplozję talentu Francesco Tottiego, gdy zaczynał zdobywać swój status w Romie.
Przez trzy czy cztery lata dzielił grę w Primaverze z pierwszą drużyną, ale taki trener jak Zeman potrafił wykorzystać jego umiejętności i wtedy to eksplodowało. Był niesamowitym piłkarzem. Razem z Helguerą sami zadawaliśmy sobie pytanie: „Dlaczego nie bierze go Real Madryt?”.
Kilka lat później Florentino Pérez próbował go sprowadzić, ale Totti wolał pozostać wierny Romie.
Bo Francesco to Rzymianin nie tylko sercem, ale również czynami. Myśleliśmy, że Milan, Inter czy Juventus, jak tylko będą chcieli, to go wezmą, ale w trakcie rozmów z nim zawsze powtarzał, że we Włoszech mógłby grać tylko w Romie i że jedyną alternatywą, jaką kiedykolwiek by rozważył, byłby Real Madryt.
Dobrze by mu poszło na Bernabéu?
Na pewno. Tego typu piłkarzom wszędzie dobrze idzie. Tak samo było w przypadku Ronaldo, o którym mówiło się różne rzeczy, jak przychodził do Włoch. Pizzi mówił nam, że w Barcelonie gość grał tak jak w szkole, ale on robił to w starciach z zawodowcami.
Karierę zakończył pan w Romie po czterech latach praktycznie bez gry. Niech pan wybaczy, ale z zewnątrz to naprawdę dziwny przypadek.
Rozumiem to, że z zewnątrz tak to może wyglądać. W moim drugim sezonie Zeman powiedział mi w trakcie okresu przygotowawczego, że na mnie nie liczy. Gdy dochodziłem już do porozumienia z hiszpańskimi klubami, aby odejść, to prezes Franco Sensi nie godził się na mój powrót do ligi hiszpańskiej. Proponowali mi Turcję lub za pośrednictwem dyrektora sportowego Lucchesiego opcję w Chinach, gdy nikt tam jeszcze nie przechodził, więc to odrzuciłem. Sensi powiedział mi, że jeśli nie akceptuję jego opcji, to wypełnię cztery lata kontraktu bez możliwości odejścia.
I tak codziennie przyjeżdżał pan sumiennie na treningi.
Tak, tak. Gdy podpisujesz kontrakt, to nikt nie gwarantuje ci gry, ale twoim obowiązkiem są treningi i bycie profesjonalistą. Codziennie wywiązywałem się ze wszystkich moich obowiązków, nigdy się nie chowałem. Ale mimo wszystko nie odczuwam frustracji. Byłem tam dobrze traktowany i Roma to wciąż drużyna, do której mnie ciągnie we Włoszech.
Teraz drużyna prowadzona przez Gasperiniego jeszcze do niedawna była liderem. Zaskakujące?
Gasperini to dla mnie topowy trener. Podobnie oceniałem Zemana. Doprowadził do tego, że Roma stała się konkurencyjną ekipą, która bardzo dobrze gra w piłkę i naciska z dużą intensywnością.
Realowi Madryt będzie ciężko?
Będą ich naciskać. Pokonanie Realu Madryt to w futbolu coś największego. Gdy wygrywasz z Realem Madryt, jak za czasów tych lig, które wydzieraliśmy im na Teneryfie – to coś, co zostaje na zawsze.
Jako specjalista na zawsze niewygodnej pozycji stopera, co by pan doradził Huijsenowi?
Myślę, że z racji tego, że jest w Realu Madryt, każdy szczegół się wyolbrzymia. Ma niekwestionowaną jakość i potencjał. Dla tak młodego chłopaka rzucenie się w wymiar Bernabéu wymaga czasu i tego, aby nabrać pewności siebie. Najlepsze, co może zrobić, to słuchać się Mourinho, który jest najlepszym trenerem, jakiego mógłby mieć, aby dalej się rozwijać.
Wnioskuję, że lubi pan Mou.
Lubię odważnych i topowych trenerów. Mourinho zna Real Madryt i lepiej od wielu madridistas wie, co znaczy ta instytucja. Niezależnie od tego, gdzie idzie, szybko tworzy więź z kibicami – tak jak wcześniej było w Interze czy właśnie w Romie.
Komentarze (0)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj sięSocio RealMadryt.pl
Zanim odpowiesz, sprawdź wcześniejsze komentarze
Jako Socio możesz przeglądać publiczną historię komentarzy użytkowników i lepiej wiedzieć, z kim oraz o czym dyskutujesz.