Świat, który nas otacza, to okrutne miejsce pełne niesprawiedliwości, nierówności i brutalności. Nawet pomimo szlachetnych pobudek każdego dnia jesteśmy bezlitośnie poniewierani przez system. Można go co prawda próbować obalić, ale najczęściej kończy się to rozbitą głową i śladami krwi na nieskruszonej ścianie.
Trudno nieraz nie zadać więc sobie pytania, jak żyć w świecie, gdzie za każdy nieuznany po interwencji VAR-u gol Realu Madryt cena paliwa wzrasta o 10 groszy, system kaucyjny służy do spłacania zaległości wobec Negreiry, a Fede Valverde w starciu z Kang-inem Lee, zamiast wykazywać się męstwem, powinien symulować urwanie nogi, by ktoś w porę zainteresował się zamachem na jego zdrowie.
Jednocześnie można też jednak zastanawiać się, czy sami w rzeczywistości działamy w kierunku mającym uczynić świat lepszym miejscem i czy tak naprawdę z pełnym przekonaniem jesteśmy w stanie stwierdzić, że to świat jest zły, a nigdy my. Czy Mbappé strzela na mniejszą bramkę niż rywale? Czy gdyby Vinícius nie grał tak źle, to czy powstałyby absurdalne teorie dotyczące jego sobowtóra? Czy Brazylijczyk musiał ciągnąć przeciwnika za włosy? Czy Real powinien dawać się zaskoczyć w tak dziecinny sposób, jak przy akcji z czerwoną kartką Huijsena w derbach?
Ocena proporcji między czynnikami zewnętrznymi i wewnętrznymi wpływającymi na obecny stan rzeczy pozostaje kwestią mocno subiektywną. Nie istnieje tu żadna matematyczna formuła, która czarno na białym wykazałaby nam jedyną możliwą prawdę i bilans win. Mecz z Villarrealem był plastycznym obrazem tego, z czym na ten moment się zmagamy. Z jednej strony wygraliśmy z wymagającym rywalem, z drugiej – ważne zwycięstwo znów nie jest głównym wątkiem historii spotkania.
Wyrwanie się z zapętlającego się schematu bywa bardzo skomplikowanym zadaniem. Dziś jednak okoliczności do podjęcia kolejnej próby zatrzymania choć na chwilę tego błędnego koła są całkiem sprzyjające. Liga Mistrzów stanowi bowiem skrawek świata może niecałkowicie wolny od zepsucia, ale mimo wszystko budzący o wiele mniej nieprzyjemnych emocji niż rodzime rozgrywki. Choć udanie się w inne miejsce nie sprawi w magiczny sposób, że problemy tkwiące w nas zostawimy za sobą, to jednak zdystansowanie się od trapiących nas na co dzień zewnętrznych czynników może pomóc w zahamowaniu spirali napędzanej przez złą krew.
Pod wieloma względami taki mecz, jak ten dzisiejszy może nam dobrze zrobić, o ile rzecz jasna zgra się ze sobą kilka czynników. Wyjazd do Rzymu i zmiana scenerii na Champions League sprzyja zdystansowaniu się od codziennych afer i skupieniu się wyłącznie na sobie. Rywal natomiast jest z jednej strony na tyle dobry, by nie zamazywał oceny postawy zespołu, z drugiej zaś nie należy do ścisłego topu, na rywalizację z którym mimo wszystko chyba nie jesteśmy jeszcze na tym etapie gotowi. W najgorszym razie w razie wpadki skończy się z kolei na standardowej gadce o zwalnianiu wszystkich i wszystkiego, co nie zmieni faktu, że w fazie ligowej nie wyczerpiemy jeszcze marginesu błędu.
Gdybyśmy mieli wymyślić jakiś tytuł na idealny scenariusz wieczornej konfrontacji, prawdopodobnie postawilibyśmy na „Błogosławioną nudę”. Fajnie byłoby oczywiście zobaczyć jakiś pokaz fajerwerków, ale raczej zgodzimy się, że to nie one są tym, czego obecnie potrzebujemy najbardziej. Stratosferyczne spotkanie Realu Madryt paradoksalnie mogłoby jedynie przyczynić się do zakłamania obrazu drużyny tym razem w drugą stronę.
Zdecydowanie bardziej pożądanym efektem po ostatnim gwizdku niż problemy z opanowaniem ekstatycznego uniesienia byłoby poczucie spokoju. Pokonanie trzeciego zespołu minionego sezonu Serie A po płynnej i uporządkowanej grze pozwoliłoby nam złapać oddech przy kalendarzu, który sam w sobie jeszcze i tak zapewni nam podniesione tętno.
Dziś choć przez chwilę przestańmy więc zastanawiać się, jak bardzo zły jest świat i skupmy się wyłącznie na tym, co możemy zrobić, by jego niedoskonałości miały na nas jak najmniejszy wpływ. Wykorzystanie tej okazji może być w dłuższej perspektywie znacznie istotniejsze niż to, ilu strzałów będzie potrzebował Mbappé do pokonania bramkarza.
Mecz z Romą rozpocznie się o 21:00 na Stadio Olimpico. W Polsce to spotkanie pokażą CANAL+ 360 w serwisie CANAL+ [współpraca] i Telewizja Polska.
Komentarze (7)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj sięSocio RealMadryt.pl
Zanim odpowiesz, sprawdź wcześniejsze komentarze
Jako Socio możesz przeglądać publiczną historię komentarzy użytkowników i lepiej wiedzieć, z kim oraz o czym dyskutujesz.