Oczy dużej części piłkarskiej Europy są obecnie zwrócone na Manchester City i siedzibę Premier League w Londynie. Niezależna komisja ma w najbliższych tygodniach zdecydować o karze dla angielskiego klubu po uznaniu go za winnego poważnych naruszeń finansowych z lat 2009–2018.
Jak opisuje El Mundo, wewnątrz City Football Academy panuje obecnie „skrajne zaniepokojenie”. Źródła z otoczenia szatni przyznają, że sami piłkarze jeszcze do tego lata nie zdawali sobie w pełni sprawy ze skali sprawy i możliwych konsekwencji. Dopiero w ostatnich miesiącach kierownictwo klubu zaczęło poważnie brać pod uwagę scenariusz bardzo dotkliwej kary. „Nie wiemy, co się wydarzy, ale panuje duże zaniepokojenie”, przyznają osoby znajdujące się blisko zawodników.
29 września, 21 miesięcy po zakończeniu przesłuchań, niezależna komisja prowadząca sprawę Manchesteru City potwierdziła, że klub korzystał z fikcyjnych umów, fałszował swoje sprawozdania finansowe i łamał zasady kontroli ekonomicznej Premier League. Według El Mundo finansowa skala całej sprawy może zbliżać się do miliarda funtów.
Manchester City odwołał się od decyzji komisji. Jeśli apelacja zostanie odrzucona, klub zamierza skierować sprawę do Sądu Najwyższego Wielkiej Brytanii. Zgodnie z przepisami Premier League proces odwoławczy powinien zakończyć się najpóźniej dwa miesiące po otrzymaniu powiadomienia, a następnie komisja miałaby kolejne 30 dni na wydanie decyzji. Oznacza to, że cała sprawa może przeciągnąć się do początku lutego.
Największe obawy w szatni nie dotyczą jednak wysokiej grzywny finansowej, lecz ewentualnego odjęcia punktów. El Mundo wskazuje, że mówi się nawet o sankcji na poziomie 40–60 punktów.
Gdyby kara była na tyle dotkliwa, że doprowadziłaby do spadku Manchesteru City do Championship, wiele gwiazd zespołu miało już przekazać władzom klubu, że będzie chciało odejść. Niewielu czołowych zawodników zamierzałoby zostać w drużynie występującej na drugim poziomie rozgrywkowym.
Co więcej, część piłkarzy może rozważyć swoją przyszłość nawet bez spadku, jeśli City przez karę nie zagra w europejskich pucharach w kolejnym sezonie.
W centrum całej sytuacji znajduje się Erling Haaland. Norweg w styczniu 2025 roku przedłużył kontrakt z Manchesterem City do czerwca 2034 roku. Umowa na pierwszy rzut oka wiąże go z klubem na wiele lat, ale El Mundo podkreśla, że zapisano w niej klauzule ułatwiające odejście napastnika w określonych okolicznościach. Jedną z nich miałby być właśnie spadek zespołu.
I tutaj pojawia się Real Madryt. Hiszpański dziennik wymienia Królewskich obok Barcelony, Paris Saint-Germain i Arsenalu jako kluby, które od dłuższego czasu obserwują rozwój wydarzeń w Manchesterze i możliwe konsekwencje sankcji dla kadry City.
Na razie wszystko zależy więc od ostatecznego wymiaru kary. Jeśli Manchester City rzeczywiście otrzyma sankcję, która zagrozi jego miejscu w Premier League lub wykluczy klub z europejskich pucharów, przyszłość największych gwiazd zespołu może stać się jednym z najważniejszych tematów kolejnego okna transferowego. Haaland będzie wówczas jednym z najbardziej pożądanych zawodników na rynku.
Komentarze (21)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj sięSocio RealMadryt.pl
Zanim odpowiesz, sprawdź wcześniejsze komentarze
Jako Socio możesz przeglądać publiczną historię komentarzy użytkowników i lepiej wiedzieć, z kim oraz o czym dyskutujesz.