Masz teraz 25 lat i żyjesz marzeniem, którego wielu z nas nie zrealizowało, w tym ja. Sam o tym wiesz. Przypominam sobie mecz w Madrycie: wychodzisz na Bernabéu, czeka tam 80 tysięcy ludzi, masz herb Interu na piersi. Grasz przeciwko Viniemu Júniorowi i Mbappé. Z pewnością możemy zaliczyć ich do dziesięciu najlepszych napastników ostatnich lat. Kiedyś powiedziałeś, że nie jesteś typem człowieka, który dostaje wielkiej gęsiej skórki, kiedy wychodzi na takie stadiony. Że nie robi to już na tobie aż takiego wrażenia, z wyjątkiem domowych meczów Ligi Mistrzów na San Siro, o których kiedyś wspominałeś. Kiedy patrzę na ten mecz w Lidze Mistrzów, to przecież marzenie każdego małego chłopca. Muszę więc zadać to standardowe pytanie: jakie emocje jeszcze to w tobie wywołuje? Czy coś jeszcze się w tobie dzieje?
Tak, skłamałbym, gdybym powiedział, że nie robi to na mnie żadnego wrażenia. To był mój pierwszy występ na Bernabéu i pierwszy mecz przeciwko Realowi Madryt. Oczywiście, że coś czujesz, kiedy wychodzisz na ten stadion. Poza tym znam kilku chłopaków po drugiej stronie, co też zawsze jest fajne. Ale to wszystko jest otoczką. Kiedy sędzia daje sygnał do rozpoczęcia meczu, przestaje to mieć znaczenie. Zapominasz też o kibicach wokół i chcesz po prostu rozegrać dobre spotkanie. Uważam, że zagraliśmy naprawdę dobry mecz.
Byliście lepsi.
Tyle że w Lidze Mistrzów, przeciwko takim drużynom, popełniasz dwa błędy, a Mbappé nie trzeba dwa razy prosić. Chce swojej Złotej Piłki i od razu wykorzystuje takie sytuacje. Dlatego trochę zapłaciliśmy frycowe, zwłaszcza w pierwszych 20 minutach. Ale tak jak powiedziałeś, uważam, że później graliśmy naprawdę dobrze. Takie mecze po prostu sprawiają przyjemność. Przecież każdy tego chce.
Jeśli taki mecz nie sprawia ci przyjemności, następnym razem chętnie się z tobą zamienię, bo to przecież piłkarski Olimp. To była też taka typowa piłka Mourinho: strzelili dwa gole, a potem cofnęli się pod własną bramkę na swoim stadionie. Mówisz jednak, że oczywiście robi to na tobie wrażenie: Bernabéu, 80 tysięcy ludzi, tyle bodźców, które do ciebie docierają. Dostałeś jeszcze piłką po strzale Fede Valverde. Jak długo potem o tym słuchałeś?
Po meczu spojrzałem na telefon i widziałem tylko ten filmik.
Istne szaleństwo.
Wszyscy mi pisali: „Nigdy wcześniej nie oglądałeś piłki? Przy Fede Valverde nie wchodzi się na linię strzału”. Ale ja nie miałem czasu na reakcję.
Właśnie powiedziałeś, że Internet był pełen tego nagrania. To była pierwsza rzecz, którą dostałem po tym meczu również ja. Podpis brzmiał mniej więcej: „Jeśli przeżyje, nadaje się do reprezentacji”. [śmiech] Skoro jednak zajrzałeś do telefonu, to mam pytanie. Słyszałem kiedyś wywiad, w którym mówiłeś, że właściwie rzadko korzystasz z mediów społecznościowych, zwłaszcza po takich spotkaniach. Zacząłeś ten mecz trochę pechowo, ale później zagrałeś świetnie. Zawsze zaglądasz do mediów społecznościowych czy jak to u ciebie wygląda bezpośrednio po meczu?
Na przykład, po takim spotkaniu to nieuniknione. Zobaczysz związane z nim filmiki, bo każdy ogląda mecze Realu Madryt, a już zwłaszcza Real Madryt – Inter. Myślę, że w ostatnich latach te dwie drużyny są w ścisłej europejskiej czołówce. Dlatego takie rzeczy automatycznie do ciebie trafiają. A kiedy powstają memy i inne podobne rzeczy, to właściwie jest to też zabawne. Nie jestem jednak kimś, kto aktywnie tego szuka albo sprawdza: „Co ludzie mówią o meczu?”. Uważam, że to nie może ci pomóc.
Wystarczy, że raz wejdziesz na Instagram i już masz tego pełno, prawda?
Nie zaglądam do skrzynki. Nie sprawdzam próśb o kontakt ani wiadomości od nieznajomych, niezależnie od tego, czy zagrałem dobrze, czy źle.
Czyli to, czy w ogóle otwierasz Instagram, nie zależy od tego, czy mecz był dobry, czy zły?
Korzystam z niego tylko dlatego, że wszyscy ciągle mówią: „Dzisiaj ważne jest też budowanie swojej marki poza piłką”. Gdyby nie to, nie miałbym Instagrama.
Naprawdę? Okej.
Nie mam takiej potrzeby: „O, dzisiaj zagrałem dobry mecz, teraz chcę coś opublikować” albo: „Zrobiłem świetne zdjęcie na wakacjach, świat musi je zobaczyć”. Zupełnie taki nie jestem. Ale to może bardzo pomagać, dlatego z niego korzystam.
Myślę, że mogę coś o tym powiedzieć. Sam też jestem ofiarą mediów społecznościowych. To poniekąd moja praca, ale na dłuższą metę prawdopodobnie lepiej trochę je ograniczać. Ile czasu potrzebujesz w taki wieczór, żeby rzeczywiście zasnąć? Długo to trwa po takim wieczorze z Ligą Mistrzów?
Ogólnie po meczach nie jest łatwo zasnąć. Myślę, że po prostu przez adrenalinę. Ale zasadniczo nie jestem kimś, kto ma mnóstwo myśli w głowie. Oczywiście, jeśli nie rozegrałeś najlepszego spotkania, jeśli być może popełniłeś jakiś błąd, to trochę o tym myślisz: „Ach, mogłem zrobić to, mogłem zachować się lepiej, po prostu wybić piłkę” albo coś podobnego. Nie jest jednak tak, że nie daje mi to spać po nocach.
Ale analizujesz to sam czy dzwonisz też czasami do kogoś po meczu?
Nie, robię to sam.
Sam? Ok...
Dla mnie to nie jest aż takie… Koniec końców to też tylko praca, prawda?
Dla ciebie.
Tak.
Podchodzisz do tego bardzo spokojnie, ale prawdopodobnie nie każdy tak to postrzega. Właśnie do tego zmierzam. Ten pechowy początek meczu na Bernabéu… Celowo go wyciągam, bo później rozegrałeś naprawdę kapitalne spotkanie. Ale po 11 minutach, jak powiedziałeś, przegrywacie 0:1, niefortunnie się poślizgnąłeś, a Mbappé nie potrzebuje trzech okazji, tylko od razu trafia do siatki. Potem jednak się pozbierałeś. Zresztą nie tylko „pozbierałeś”, ale po prostu dobrze wszedłeś w mecz, wygrywałeś pojedynki, miałeś swoje akcje. Czy dzięki doświadczeniu wypracowałeś już tak ogromną odporność psychiczną? Masz dopiero 25 lat, ale rozegrałeś już ponad 100 oficjalnych spotkań w Interze. Jak to sobie tłumaczysz?
To wszystko kwestia nastawienia. Myślę, że wielu piłkarzy, czy ogólnie sportowców, mocno odczuwa to, kiedy już na początku popełni duży błąd. Potrafię zrozumieć, że to na ciebie wpływa, bo początek meczu jest bardzo ważny. Sam też zawsze sobie mówię: pierwsza akcja musi wyjść, nawet jeśli to tylko proste podanie do drugiego stopera. W przeciwnym razie możesz zacząć sobie myśleć: „O cholera, już coś mi nie wyszło”. Wtedy próbujesz też mniej, a czasami trzeba podejmować ryzyko. Jeśli pozwalasz, żeby coś takiego na ciebie wpływało, to moim zdaniem trochę psuje twoją grę. Niestety błędy są częścią piłki, zwłaszcza w przypadku obrońcy. [śmiech] Ale ja w meczu z Realem po prostu zaczepiłem korkami o murawę!
Wygląda to głupio.
Wygląda to gó**ianie, jasne. Ale nie możesz pozwolić, żeby to tak na ciebie wpłynęło. Do końca meczu zostało 75 minut, więc musisz grać dalej. Mbappé chce strzelić kolejnego gola, Vini też chce strzelić, dlatego nie masz nawet czasu, żeby długo się nad tym zastanawiać. Myślę więc, że to wszystko kwestia psychiki.
Właśnie to mnie ciekawi. Świadomie pracujesz nad tym, żeby tak reagować, albo ogólnie pracujesz jakoś nad stroną mentalną?
Nie, ale uważam, że to ma najwięcej sensu. Zawsze staram się podchodzić do wszystkiego bardzo logicznie i dla mnie takie zachowanie jest po prostu najbardziej sensowne. Nie masz też wyboru…
Ale przecież nie każdy to potrafi.
W takim meczu popełnisz jeszcze jeden poważny błąd i teoretycznie trener może cię zmienić po 30 minutach. Wtedy mecz się dla ciebie kończy, ale dopóki nie zejdziesz z boiska, musisz grać dalej.
Nie masz wyboru.
Nie masz wyboru. Oczywiście zależy też, jaki błąd popełniłeś. W tym przypadku i nie obchodzi mnie, co mówią ludzie, ja zawsze mogę się usprawiedliwić: „Zaczepiłem korkami o murawę”. Nikt nie robi tego celowo. Jeśli zagrasz niedokładne podanie czy coś podobnego, to już trochę inna sytuacja.
Albo przy golu na 2:0.
Tak, na przykład. Tutaj niewiele można powiedzieć. [śmiech] Ale nauczył mnie tego trener w Danii, mój pierwszy trener w Danii, David Nielsen. Powiedział mi: „Kiedy coś przytrafi ci się na boisku, musisz zrzucić winę na kogoś innego. Obwiń murawę, możesz też obwinić kolegę z drużyny, jeśli chcesz. A po 5 sekundach musisz już wyrzucić to z głowy i grać dalej”. Uważam, że to bardzo, bardzo dobre podejście. Spojrzałem na chwilę pod nogi, na murawę: „No nie, człowieku…”. I potem grasz dalej.
Komentarze (0)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj sięSocio RealMadryt.pl
Zanim odpowiesz, sprawdź wcześniejsze komentarze
Jako Socio możesz przeglądać publiczną historię komentarzy użytkowników i lepiej wiedzieć, z kim oraz o czym dyskutujesz.