„Real Madryt uważa za absolutnie godne potępienia i niedopuszczalne porównanie dokonane przez dziennikarza COPE Juanmę Castaño Real Madrid TV do dziennika Gara w artykule opublikowanym dziś na łamach ABC.
Nasz klub uważa, że porównywanie oficjalnego medium Realu Madryt z gazetą, której historia jest związana ze środowiskiem organizacji terrorystycznej ETA, stanowi niezwykle poważne przekroczenie wszelkich granic.
Real Madrid TV w sposób całkowicie uprawniony korzysta ze swojego prawa do informowania oraz obrony interesów naszego klubu, jego członków i kibiców. Jest oficjalnym medium klubu ze 124-letnią historią, reprezentującego poglądy i wartości milionów kibiców na całym świecie.
Real Madryt zastrzega sobie prawo do podjęcia odpowiednich działań w związku z atakiem, który jest całkowicie niedopuszczalny”, napisano w oficjalnym komunikacie klubu.
Gara to baskijski dziennik założony w 1999 roku jako następca zamkniętego rok wcześniej Egin. Ten drugi został zamknięty przez hiszpański wymiar sprawiedliwości w związku ze śledztwem dotyczącym jego powiązań ze strukturami ETA i jej politycznym zapleczem. Gara przejęła część jego pracowników, infrastruktury i funkcjonowała jako medium związane z baskijskim ruchem niepodległościowym oraz lewicą abertzale (dosłownie „patriotyczna lewica”). Dlatego nazwa Gara w Hiszpanii ma znacznie mocniejsze konotacje niż po prostu „stronnicza gazeta”. Odwołuje się bowiem do historii środowiska, którego część struktur była przedmiotem postępowań związanych z terrorystami.
Poniżej pełne tłumaczenie felietonu Juanmy Castaño:
Na początek jasno zaznaczę: moim zdaniem obie najbardziej kontrowersyjne sytuacje w derbach na Metropolitano zasługiwały na czerwone kartki. Zarówno wejście Cutiego Romero w Bellinghama, jak i Kang-in Lee w Valverde. Uważam więc, że ten mecz mógł potoczyć się zupełnie inaczej, a właściwie zakończyć się zupełnie innym wynikiem, i że Real Madryt ma pełne prawo wyrażać złość na arbitra, VAR i Komitet Techniczny Arbitrów. Konferencja Mourinho nie wydaje mi się ani historyczna, ani oburzająca, ani szczególnie błyskotliwa. Powiedziałem, napisałem, sprawa jasna.
Teraz przejdźmy do tego, co niektórym, a może nawet wielu, spodoba się znacznie mniej. Dzisiejszy Real Madryt to podziały, brak jedności, różnice zdań i polaryzacja. W Realu nie ma spokoju. Nie ma go, bo wojna ze wszystkimi dookoła nie przesłania tej, która toczy się wśród kibiców rozczarowanych wieloma piłkarzami, Mourinho i oczywiście prezesem Florentino Pérezem.
Nie chodzi o to, że wszystko jest źle, lecz o to, że wszystko mogłoby wyglądać znacznie lepiej. Sprowadzanie problemów tego klubu do sędziowania oznacza zamykanie oczu na coś, co zaczęło się dużo wcześniej. Real na Metropolitano grał niemal tak samo w jedenastu, jak później w dziesięciu. Real, który pokonał Inter, wyglądał tak samo, tyle że wygrał. Nic więcej. I tak jest już od dwóch lat.
Nadchodzą trudne tygodnie. W klubowej telewizji, która jest takim dziennikiem Gara dla najzagorzalszych wyznawców Florentino, nawołują do wycofania się z krajowych rozgrywek. Skarżą się, że nie pokazuje im się powtórek, tymczasem podczas derbów, zgodnie z oczekiwaniami, oba te wejścia zobaczyliśmy od razu, wyraźnie i z każdej możliwej kamery. Po raz kolejny cały świat jest przeciwko Realowi. Wszyscy są przeciwko Realowi. Nawet ten, kto w dziale protokołu Atlético wpadł na pomysł zaproszenia do loży Enrique Riquelme albo uznał, że wypada go zaprosić. Riquelme to dla otoczenia Florentino swego rodzaju antychryst, który wydobywa z niego najgorsze instynkty. Odwieczna zasada: jesteś ze mną albo przeciwko mnie.
Real przedłużył kontrakt z Viníciusem, wydał 140 milionów euro na Diomandé, pozwolił Rodriemu przejść do Barcelony i nie poszukał nikogo, kto zająłby tę pozycję w środku pola. Postawił na trenera stworzonego na obraz i podobieństwo prezesa. Ma Mbappé, którego bardziej zajmuje własna Złota Piłka niż gra zespołu. Wplątał się w pozasportową aferę z koszulkami w Elche… A mimo to okazuje się, że za wszystko odpowiadają system i Ortiz Arias. Otóż nie. Ten sędzia być może odpowiada za porażkę w derbach, ale nie za całą resztę.
Te derby przeniosły nas do pierwszej kadencji Mourinho, 16 lat wstecz. Ta sama narracja, inne czasy. Kartka ze zdjęciami, karne przyznawane Barcelonie i Atlético, podejrzenia o manipulacje. A do tego wszystkiego prezes wściekły, bo Riquelme siedzi w loży. Nieustanna wojna.
Komentarze (10)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj sięSocio RealMadryt.pl
Zanim odpowiesz, sprawdź wcześniejsze komentarze
Jako Socio możesz przeglądać publiczną historię komentarzy użytkowników i lepiej wiedzieć, z kim oraz o czym dyskutujesz.