REKLAMA
REKLAMA

Mourinho: Bez żadnego problemu przyjmujemy do wiadomości, jakie mamy problemy i co musimy poprawić

José Mourinho pojawia się dzisiaj na konferencji prasowej przed jutrzejszym spotkaniem z Atlético Madryt w La Lidze. Przedstawiamy zapis tego spotkania trenera Realu Madryt z dziennikarzami, które odbyło się na Bernabéu wyjątkowo z powodu meczu młodzieżowego Realu Madryt o Puchar Interkontynentalny U-20.

REKLAMA
REKLAMA
Mourinho: Bez żadnego problemu przyjmujemy do wiadomości, jakie mamy problemy i co musimy poprawić
José Mourinho na tej konferencji prasowej na Bernabéu. (fot. realmadrid.com)

[Real Madrid TV] Jutro macie drugi wyjazdowy mecz w tym tygodniu, trzeci w ciągu zaledwie 8 dni, a do tego klasyk madryckiego futbolu, czyli derby. Jak podchodzicie do tego spotkania i czym są dla pana derby? Chodzi o trzy punkty czy o coś bardziej wyjątkowego?
Derby zawsze mają w sobie coś więcej. Derby to historia, kultura, pasja kibiców. A piłkarze i trenerzy, nawet jeśli niektórzy nie są mocno związani z klubami od wielu lat, to szybko rozumieją, co to oznacza. Ale poza tym to mecz ligowy, mecz o trzy punkty. Trzeba też patrzeć na niego z takim pragmatyzmem, że gramy o trzy punkty.

REKLAMA
REKLAMA

[RTVE] Chciałem zapytać o coś, co jak przyznał pan ostatnio, pana niepokoi: momenty dekoncentracji zespołu, kiedy prowadzi. Pomijając Ligę Mistrzów, w której Real Madryt rzeczywiście zdecydowanie dominował nad Atlético Madryt, od czasu przeprowadzki rywala na Metropolitano wygraliście tam tylko 2 z 11 spotkań. To zaskakujące, biorąc pod uwagę ogólny bilans rywalizacji obu klubów. Czy to pana niepokoi i jak uda się panu sprawić, żeby zawodnicy od początku wyszli na Atlético na 100%?
Nie wiem, czy mi się uda. Nie wiem, czy mi się uda. Taki jest zamiar, zarówno mój, jak i piłkarzy. Nie wiem, czy mnie jako trenerowi się uda i nie wiem, czy piłkarzom jako piłkarzom się uda, ale taki jest zamiar. Przy pierwszym pytaniu twoja koleżanka z Real Madrid Televisión poruszyła temat tak wielu spotkań rozgrywanych jedno po drugim. Staraliśmy się w tu, znaleźć jakiś dzień, jakiś moment, krótkie okresy, żeby móc pracować nad rzeczami, które musimy poprawić. I to jest proces. Jeśli są ludzie, którzy prowadzą swoje kluby przez rok, dwa, trzy, cztery, pięć czy dziesięć lat z rzędu i ciągle mówi się o procesie, rozwoju, czasie potrzebnym na pracę i poprawę, to wyobraź sobie nas, gdy jesteśmy razem od kilku miesięcy. Rozegraliśmy nie wiem ile, siedem czy osiem oficjalnych meczów. Musimy się poprawiać, ale musimy też osiągać wyniki i nad tym pracujemy. Wczoraj na przykład pracowaliśmy, dzisiaj także, kiedy już wyszliście [z otwartej części treningu], pracowaliśmy, ponieważ oczywiście są rzeczy, które musimy poprawić. Mamy oczywiście do siebie duże zaufanie, ale jednocześnie mamy też pokorę, by wiedzieć, że musimy pracować, żeby się poprawiać.

REKLAMA
REKLAMA

[DAZN] To już trzecia konferencja prasowa w tym tygodniu. Z pierwszej, w poniedziałek, wychodził pan, mówiąc, że dziwi pana, iż nie zapytaliśmy o rzuty karne. [Mou kiwa twierdząco głową] Wracam więc do tamtego momentu, jak gdybyśmy wtedy zadali to pytanie: co chciał nam pan powiedzieć?
Nie, teraz jest za późno. [śmiech wszystkich, śmiech Mourinho] Nie, ale to prawda, ponieważ po tamtej kolejce rozegraliśmy następną i po tej następnej kolejce było więcej pytań, które mogliście mi zadać. Myślę, że na przykład mogłeś zadać bardzo jasne i oczywiste pytanie: co sądzę o tym, że Elche skończyło mecz z jedenastoma zawodnikami? Ale jeśli zaczniemy w to wchodzić, to potem dojdziemy też do jutrzejszego spotkania... Wolę powiedzieć, że chociaż trochę dziwne jest to, że już tydzień temu wiedzieliśmy, kto będzie sędzią jutrzejszego meczu, to jednak skoro go wyznaczono, to ma odpowiednie umiejętności i wystarczające doświadczenie, żeby poprowadzić spotkanie o takim wymiarze emocjonalnym. Ja nie lubię rozmawiać o sędziach przed meczami i ma moje pełne zaufanie. Po meczu zobaczymy, ale przed meczem ma moje pełne zaufanie.

[Chiringuito] Trochę zwróciła naszą uwagę godzina, na którą wyznaczył pan konferencję prasową [na 15:30; zwykle odbywają się o 10:00 przed treningiem lub około 12:30-13:00 po treningu]. To prawda, że miał pan dziś dość intensywny dzień, był pan na Bernabéu oglądać zespół młodzieżowy, ale czy wolał pan dzisiaj wypowiadać się po Simeone?
Dlaczego?
Pytam.
Nie...
Czy wolał pan najpierw poznać wypowiedzi Simeone i dowiedzieć się, co mówi o panu?
Nawet nie wiedziałem, o której godzinie Simeone ma konferencję prasową. Nie miałem pojęcia. Nie. Rano nam nie pasowało, ponieważ mieliśmy na dole [w sekcji pierwszej drużyny w Valdebebas] pracę do wykonania, a także spotkania z zawodnikami. Oczywiście po treningu wybiegłem sprintem, żeby zobaczyć jak najwięcej z meczu na Bernabéu. I tyle. Z jakiego powodu miałbym zyskać jakąś przewagę, wypowiadając się przed Diego albo po nim? Nie.

REKLAMA
REKLAMA

[SER] Nie zapytam o jedenastkę, bo przypuszczam, że nam jej pan nie poda...
Zgadza się.
... ale zapytam o Viníciusa. Po spotkaniu w Elche nawet sam napisał w mediach społecznościowych: „Oby celownik był lepiej ustawiony”. Czy dla Viniego to szczególny mecz?
Dla Viniego? Myślę, że dla wszystkich w takim samym stopniu. Nie wiem, być może dla zawodników, którzy są w Realu Madryt dłużej, ze względu na ten historyczny ultraniekorzystny bilans, o którym wcześniej mówiliście, ma to dodatkowe znaczenie. Ale nie sądzę. Myślę, że wszyscy jesteśmy w tym razem. Wszyscy zdajemy sobie sprawę z trudności tego spotkania. Także z tego, o czym mówiłem wcześniej: to derby, to jest kultura, historia, historia futbolu, historia miasta... To zawsze oznacza coś więcej. Ale ten mecz jest tak samo ważny dla Viniego jak dla każdego z nas.

[ABC] Mówi pan, że woli, żebyśmy pytali o ostatni mecz, a nie o wydarzenia sprzed dwóch kolejek. Więc po tym, co wydarzyło się w Realu Madryt w związku ze sprawą koszulki, wysłuchaliśmy wyjaśnień Kyliana Mbappé. Chciałem zapytać pana o tę sytuację: co pan sądzi? Jakie są pańskie wnioski?
[kiwa przecząco głową] Ja rozmawiam o futbolu.

[COPE] Wydaje się, że Barça gra bardzo dobrze, bardzo ładnie, a Realowi Madryt przychodzi to trochę trudniej, choć to prawda, że stwarza bardzo wiele okazji. Czasami jednak zespół się wyłącza, a rywal ma nawet większe posiadanie piłki niż pańska drużyna. Czy to pana niepokoi? Czy może można być szczęśliwym i wygrywać, nie grając ładnie i nie mając większego posiadania piłki od przeciwnika?
Przede wszystkim, uważam, że ze względu na swoją historię i kulturę Real Madryt nie może porównywać się z nikim. Z nikim. Dlatego nie będę porównywał nas z żadnym zespołem. Mówię o nas, bez problemu mówię o naszych problemach. Mówię bez problemu o rzeczach, które musimy poprawić. Chociaż przez tych kilka miesięcy mojego drugiego pobytu tutaj coraz lepiej rozumiem, że coraz trudniej usłyszeć coś pozytywnego o Realu Madryt. Ale my dalej pracujemy z pokorą, jak mówiłem wcześniej, oraz bez żadnego problemu przyjmując do wiadomości, jakie mamy problemy i co musimy poprawić. Jednocześnie bardzo, bardzo dobrze zdajemy sobie sprawę z naszej siły, zarówno indywidualnej, jak i zespołowej, oraz z bardzo dobrych rzeczy, które również mamy w naszej drużynie. A w tych trzech meczach, w których w końcowych minutach potrzebowaliśmy gola, żeby wygrać albo zremisować, jak z Betisem, kończyliśmy spotkania z ogromną siłą fizyczną i psychologiczną, także zaangażowaniem oraz determinacją. Mogę jasno powiedzieć: nie jest normalne, że prowadzisz z Elche 2:0, a w 8 którejś minucie remisujesz. Ale nie jest też normalne, że po wyrównaniu w osiemdziesiątej którejś minucie zespół w ciągu 3-4 minut się zmienia, rusza do przodu, ma jedną okazję do zdobycia bramki, potem następną, strzela i wygrywa. Nie jest też normalne, że po golu straconym niemal pod koniec przegrywasz z Betisem, a mimo to masz siłę fizyczną, mentalną, serce i determinację, żeby strzelić niesamowitego gola za sprawą Espíego, wywalczyć rzut karny, którego nie wykorzystujesz i jeszcze znaleźć siły, by w pozostałych minutach próbować wszystkiego. Ten zespół poza jakością ma siłę, która dla mnie znaczy bardzo wiele: siłę grupy. Dlatego wierzę, że niezależnie od wszystkiego… Liga to maraton. Liga nie zawsze jest autostradą, nie zawsze jest prostą autostradą bez żadnych przeszkód. Ale my będziemy w tej walce.

REKLAMA
REKLAMA

[Onda Cero] Powiedział pan wcześniej, że Realu nie można z nikim porównywać i że nie chce pan tego robić. Chciałem zapytać, jak ocenia pan kadrę Atlético Madryt: czy jest blisko Realu i Barçy, na tym samym poziomie, czy niżej? Co pan sądzi o obecnym Atlético?
Nie... Nie chcę porównywać. Nie proś mnie o porównywanie jednej kadry z drugą. Nie proś mnie o porównywanie Oblaka z Courtois czy Romero z Rüdigerem. Nie, nie zamierzam iść w tym kierunku. Powiem tak: mocna kadra, wiele rozwiązań i świetny trener, który wie, czego chce, wybiera zawodników, których lubi, zawodników będących jego odzwierciedleniem, mających jego DNA. To wiele lat pracy. Patrzę na ten zespół i uważam, że będzie walczył o mistrzostwo. Tak go postrzegam.

[El País] Przed meczem z Elche mówił pan, że nie lubi, kiedy jego zespół gra w niskim bloku. Chciałem zapytać bardziej o pana i całą pańską karierę, a pracuje pan na ławce trenerskiej od ponad 25 lat. Jak przez ten czas zmieniało się pana podejście do wyższego i niższego ustawienia bloku? Jak ewoluował pan pod tym względem?
Ewoluowałem w zależności od moich zawodników. Bo czym innym jest twoja wizja futbolu, który najbardziej ci się podoba w poszczególnych fazach gry i elementach organizacji zespołu, a czym innym to, co możesz zrobić z piłkarzami, których masz. Myślę, że jedną z moich zalet jako trenera – dla jednych może to być zaleta, dla innych coś negatywnego – jest to, że zawsze starałem się dostosowywać do potencjału i cech moich zawodników. Zawsze mówiłem na przykład, że mój Inter mógł grać przez 90 minut w niskim bloku i przez cały czas znajdować się w swojej strefie komfortu. Mogliśmy stać tak przez trzy dni i za nic w świecie nie strzeliliby nam gola, nawet gdybyśmy byli martwi [śmiech]. Chodzi o profile zawodników i profile zespołów. Jeśli pytasz mnie, czy lubię bronić w niskim bloku, odpowiem: lubię umieć bronić w niskim bloku. Bo bardzo trudno jest w trakcie meczu nie przechodzić przez takie momenty. A kiedy przychodzą – czasami trwają dwie, trzy minuty, a czasami dziesięć czy dwadzieścia – musisz wiedzieć, jak sobie w nich radzić. To jedna z rzeczy, nad którymi pracujemy, żeby się poprawić. Nie oznacza to, że właśnie tak chcemy grać, ale musimy mieć świadomość i pokorę, by wiedzieć, że będziemy przechodzić przez takie momenty, zarówno w lidze, jak i w Lidze Mistrzów. Musimy umieć się w nich odnaleźć, musimy umieć rywalizować.

REKLAMA
REKLAMA

[AS] Na tym etapie kariery bardziej motywuje pana Klasyk czy derby?
Motywuje mnie każdy dzień. Kiedy tak mówisz… Rozumiem, że mówisz to z szacunkiem i ja również chcę odpowiedzieć ci z szacunkiem [uśmiech]... Kiedy mówisz „na tym etapie kariery”, to pod względem motywacji moja kariera od pierwszego dnia do ostatniego będzie zawsze wyglądać tak samo, jeśli dobrze mnie rozumiesz... Nie jest tak, że wiek, doświadczenie czy lata kariery sprawiają, iż zmieniam sposób bycia czy zachowania. Motywuje mnie tak samo gra w następnej kolejce z Villarrealem, jak Klasyk czy derby. Nie ma to dla mnie absolutnie żadnego znaczenia. Jak mówiłem wcześniej, Klasyki i derby to kultura, historia, są jej częścią i oczywiście dlatego mają w sobie coś więcej. Ale jeśli mówimy o motywacji, to motywacja jest każdego dnia.

[MARCA] Przeżywał pan kulturę derbów w Lizbonie, Porto, Londynie, Mediolanie, Madrycie, Rzymie, Stambule i Manchesterze...
W tak wielu miejscach... [uśmiech]
Które z tych derbów zrobiły na panu największe wrażenie?
Trudno powiedzieć, ponieważ kiedy zakładasz koszulkę danego klubu, natychmiast zaczynasz czuć jak kibic. Od razu zaczynasz rozumieć znaczenie tego wszystkiego. Nie ma derbów, w których wychodzisz w tygodniu poprzedzającym na ulicę i ktoś nie powie ci czegoś takiego, jak: zabijemy Juve, zrobimy to czy tamto... To sytuacja, w której albo się izolujesz i nie masz kontaktu ze światem zewnętrznym, albo to wyłapujesz i to przesłanie do ciebie dociera. I wszystkie derby są wyjątkowe. Najbardziej zaskoczyły mnie, ponieważ zupełnie się tego nie spodziewałem, derby Milanu z Interem. Bo ja myślałem, że to derby, w których jest dużo… Może nie dużo, ale trochę nienawiści, która zawsze pojawia się w takich sytuacjach związanych z kulturą. Tymczasem zaskoczyło mnie, że Inter i Milan mają dobre relacje, że są przyjaciółmi. Nienawiść jest trochę bardziej na północ [śmiech]. Nie spodziewałem się tego. Przyjechałem i przy okazji moich pierwszych derbów Inter–Milan widziałem na ulicach parę idącą za rękę: jedno w koszulce jednego klubu, drugie w koszulce drugiego. Ojciec z dwójką dzieci: jedno za Milanem, drugie za Interem. To mnie zaskoczyło, ponieważ na przykład w Portugalii to misja niemożliwa [uśmiech]. A w Turcji to nawet nie mówię [śmiech].

REKLAMA
REKLAMA

[OkDiario] Simeone powiedział na dzisiejszej konferencji przed derbami, że jest pana wielbicielem. Chciałem zapytać, co pan sądzi o Simeone. W 2014 roku, po półfinale z Atlético Madryt, kiedy prowadził pan Chelsea, mówił pan, że trenera nie należy oceniać przez pryzmat tego, że nie wygrał Ligi Mistrzów i że jest wielu bardzo dobrych trenerów, którzy jej nie zdobyli...
[przerywa] Posłuchaj, w trakcie kariery mówi się tyle głupot, że gdybyś cofał się coraz dalej i dalej, nie znalazłbyś wśród nas nikogo – a mówiąc „wśród nas”, nie mam na myśli siebie i Diego, tylko nas wszystkich – kto nie opowiadałby głupot, nie mówił rzeczy pod wpływem chwili. Czasami mówimy coś również ze względów strategicznych. Ale na końcu albo kogoś szanujesz, albo nie. Rozumiesz? Kiedy kilka lat temu skontaktowano się ze mną i zapytano, czy mógłbym wypowiedzieć się o Diego do jego filmu dokumentalnego, nie zastanawiałem się ani minuty. On wie. Dokładnie wie, co czuję i co myślę. I tyle. Znów jesteśmy rywalami, ale jesteśmy towarzyszami broni.

[Radio Nacional] Po derbach nastąpi długa przerwa reprezentacyjna. [Mourinho wzdycha i kiwa twierdząco głową] Już widzę, że niezbyt się pan z niej cieszy. Wczoraj zapytano selekcjonera Luisa de la Fuente, czy podoba mu się nowy format Ligi Narodów, czyli te cztery mecze rozgrywane tak szybko jeden po drugim. Odpowiedział, że nie, że wcześniej było lepiej, ponieważ między spotkaniami jest bardzo mało czasu na odpoczynek. Pytamy was, trenerów klubowych i wam też się to nie podoba. Czy zatem wszyscy zgadzają się co do tego, że kalendarz jest źle ułożony?
Posłuchaj... Ale co możemy zrobić? Prawda? Możemy się tylko dostosować. W naszym przypadku wyobraź sobie, że zostaje czterech zawodników. Przez dwadzieścia dni, piętnaście, osiemnaście czy dziewiętnaście zostaje czterech zawodników. Potem jeden wróci trzy dni przed Villarrealem, drugi cztery, inny dwa. Do tego Vini wróci z Indii, Brazylijczycy wracają z Indii, Valverde z Korei i musi oblecieć cały świat, żeby wrócić. Europejczycy rozegrają cztery ciężkie mecze, bo mówimy o Lidze Narodów, w której wszyscy są na podobnym poziomie. Hiszpania gra z Anglią i nie wiem, z kim jeszcze... Francja gra z Turcją i z Belgią... To trudne spotkania, jest ich wiele. W moim przypadku to trudne, bardzo trudne, bo potem po trzech dniach jest Villarreal, a zaraz później Roma, prawda? Od razu potem jest Roma. To trudne. Ale jednocześnie oznacza to, że mamy bardzo dobrych zawodników, którzy są powoływani do reprezentacji. Będziemy starali się jak najdokładniej śledzić ich sytuację. Bardzo uważnie będziemy przyglądać się rozegranym minutom, a także — jeśli uzyskamy dostęp, bo nie wszyscy trenerzy nam go dadzą — danym z treningów, które odbędą. Postaramy się jednak podejść do tego z jak największą precyzją, żeby mieć jak najmniej problemów.

REKLAMA
REKLAMA

[El Mundo] Jednym z zawodników, którzy zostają podczas tej przerwy, jest Tchouaméni. Kilka dni temu powiedział pan, że uważa Zidane’a za rozsądnego człowieka i ten ostatecznie nie powołał go on do reprezentacji. Zawodnik rozegrał 87 minut w Elche. Czy jest gotowy na dwa spotkania z rzędu i co pan sądzi o decyzji o niepowołaniu go?
Posłuchaj, nie miałem żadnego wpływu na tę decyzję. Nie dzwoniłem do Zidane’a, Zidane nie dzwonił do mnie, nie mieliśmy żadnego kontaktu. Ta sytuacja trochę mnie zaskoczyła, ale oni dwaj rozmawiali: trener i zawodnik. Wspólnie doszli do wniosku, że na ten moment dla Auréliena najlepiej będzie, jeśli po jutrzejszym meczu dostanie czas, żeby odbyć, powiedzmy, okres przygotowawczy, którego nie miał. Trener przedstawił mu swój punkt widzenia. Powiedział mu, że liczy na niego w przyszłości i porozumieli się w tej sprawie. Dla nas to przywilej, ponieważ po Atlético będzie miał kilka dni odpoczynku, a następnie przejdzie przygotowania, których wcześniej nie miał. Będzie mógł w ich trakcie popracować, żeby być mocniejszym na to, co przed nami.

[El Desmarque] Dzisiaj mija 100 dni od mianowania pana nowym trenerem Realu Madryt. Chciałem poprosić o ocenę tych pierwszych 100 dni: czy wszystko przebiega tak, jak pan to sobie wyobrażał i jaką ocenę wystawiłby pan sobie za ten okres?
Nie... Moja ocena jest taka, że dałem z siebie wszystko. Więcej dać nie mogę. To nie oznacza, że nie musimy nadal dawać z siebie wszystkiego, by poprawiać się każdego dnia na każdym poziomie. Bo praca trenera, w moim przypadku – myślę, że nie wszyscy jesteśmy tacy sami – nie sprowadza się wyłącznie do trenowania i rozgrywania spotkań. Z mojego punktu widzenia jest znacznie bardziej globalna, ma o wiele większy wpływ na budowanie klubu, w tym przypadku jego piłkarskiej części, niż samo prowadzenie treningów, wybieranie składu, rozgrywanie meczów czy przeprowadzanie zmian. To dla mnie niewiele, to bardzo podstawowe rzeczy. I nie wystawiam sobie oceny. Nie uważam, że jest idealna ani że jest zła, ale nie wystawiam sobie żadnej noty. Moja ocena jest taka: dałem z siebie maksimum. Maksimum. I tak będę robił dalej.

REKLAMA
REKLAMA

[Radio MARCA] W poprzednim sezonie Real Madryt przyjechał o tej porze sezonu na Metropolitano po wygraniu wszystkich wcześniejszych meczów. W tym roku również jesteście w dobrej dyspozycji, z tylko jedną porażką w Sewilli. Tamta ubiegłoroczna przegrana bardzo zaszkodziła zespołowi i mocno naznaczyła cały sezon. Czy postrzega pan jutrzejszy mecz jako coś więcej niż walkę o trzy punkty? Czy to może być punkt zwrotnym, na dobre lub na złe i sprawdzian po tych 100 dniach?
Nie jestem pesymistą. Nie chcę myśleć o tym w kategoriach „na dobre i na złe”. Ty jako dziennikarz zadajesz pytanie o jedno i drugie. Ja jako trener nie odpowiem ci o tym, co może pójść źle. Odpowiadam tylko o tym, co może pójść dobrze i mam nadzieję, że pójdzie nam dobrze.

Czytaj kolejne newsy bez przeklikiwania

Jako Socio korzystasz z widoku Aktualności+, w którym kolejne artykuły wyświetlają się w całości, jeden pod drugim. Wystarczy przewijać.

  • Aktualności+
  • Bez reklam
  • Priorytetowy support
Zobacz Aktualności+ od 12,50 zł /mies.przy płatności rocznej

Ostatnie aktualności

REKLAMA
REKLAMA

Komentarze (14)

REKLAMA