To nie jeden z wielu powrotów, ale jeden z tych najbardziej wyczekiwanych. Ponieważ chociaż José Mourinho podkreśla, że w tej drużynie nie ma zawodników niekwestionowanych, to przypadek Auréliena Tchouaméniego ma dopisek małym drukiem, wskazuje AS. I unikając słowa „niekwestionowany”, można tutaj użyć takich sformułowań jak „kluczowy” czy „fundamentalny”. Sztab techniczny widzi we francuskim pomocniku zawodnika, który ma zagwarantować drużynie porządek i stabilność. A to bez wątpienia najsłabsze punkty ekipy Królewskich, która ma tendencje do tworzenia się pęknięć między liniami. Ogólny plan pozostaje bez zmian – wobec tak napiętego terminarza będzie dużo rotacji. Ale na te największe wieczory wyjść na boisko będzie mogło tylko jedenastu. I Tchouaméni na pewno będzie jednym z nich.
Ostatnie dni stały pod znakiem gry na czas. To praktyka, która jest już swego rodzaju rutyną w tym sezonie. „W Elche bez wątpienia otrzyma więcej minut. Czuje się coraz lepiej, jest coraz silniejszy, ma coraz większą pewność siebie. Na pewno zagra, ale nie powiem ile”, zapowiadał Mourinho na konferencji prasowej przed ostatnim meczem. Z Valdebebas dobiegały informacje, że plan był taki, aby Tchouaméni rozegrał nieco ponad 30 minut. Ponieważ chociaż odczucia były bardzo pozytywne, to nikt nie chciał podejmować nawet najmniejszego ryzyka odnowienia urazu. I gdy nadszedł mecz, okazało się, że Francuz wychodzi w pierwszym składzie. W środku pola u boku Fede Valverde.
86 minut
I ostatecznie rozegrał dużo więcej niż planowane początkowo pół godziny. Na boisku spędził w sumie 86 minut, w trakcie których potwierdził, że rehabilitację można uznać za zakończoną. Tchouaméni już od dłuższego czasu nie odczuwał żadnego bólu mięśniowego, a to było największą obawą sztabu medycznego wobec regularnego zwiększania obciążenia pracy. I chociaż oczywiście wciąż nie jest w pełni formy i brakuje mu czasu, aby złapać odpowiedni rytm rozgrywek, to same liczby pokazują, że mowa tutaj o zawodniku, który w pomocny może robić różnicę.
26-letni Francuz był trzecim zawodnikiem Realu Madryt z największą liczbą podań – miał ich 40, a więcej zanotowali tylko odpowiedzialni za wyprowadzenie piłki Dean Huijsen i Ibrahima Konaté. Warto tu podkreślić, że Tchouaméni był przy tym bardzo efektywny, ponieważ zanotował skuteczność podań na poziomie 95,2% – licząc atakujących i pomocników, lepszy pod tym względem był tylko Arda Güler ze skutecznością 96,2%. Rozegrał prawie cały mecz, a boisko opuścił dopiero w momencie, w którym Mourinho w ostatnich minutach postanowił pójść all in w poszukiwaniu zwycięskiej bramki.
Powrót na stałe
Ogólnie to był słaby mecz w wykonaniu Realu Madryt. Po dobrej pierwszej połowie przyszło całkowite rozprężenie i drużyna straciła jak jakiegokolwiek ducha rywalizacji. I w tej tragedii Tchouaméni był jednym z niewielu, który mógłby się wybronić. Odpowiedzialny za cztery odbiory ostatecznie pozostawił po swoim występie dobre odczucia, które zwiastują jego powrót na stałe do pierwszego składu.
I to jest właśnie kwestia tego, że Mourinho na dłuższą metę widzi we Francuzie zawodnika, który da drużynie porządek i kontrolę. Który będzie zapobiegał pożarom, gdy rywal będzie przełamywał linie w ustawieniu Królewskich. Który ma tym samym duże szanse na to, aby w najbliższą niedzielę wyjść w pierwszym składzie na derby Madrytu na Metropolitano. Kluczowe będą tutaj odczucia fizyczne po czterech dniach odpoczynku po rozegraniu 86 minut w Elche. A kolejne tygodnie to kolejne wyzwania. Najpierw reprezentacja Francji, a następnie na dobre już odzyskanie statusu zawodnika fundamentalnego w Realu Madryt. Tego, który łączy linie. Tchouaméni wrócił i nie jest to jeden z wielu powrotów, podsumowuje AS.
Komentarze (7)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj sięSocio RealMadryt.pl
Zanim odpowiesz, sprawdź wcześniejsze komentarze
Jako Socio możesz przeglądać publiczną historię komentarzy użytkowników i lepiej wiedzieć, z kim oraz o czym dyskutujesz.