W panelu kontrolnym Realu Madryt zapaliła się żółta lampka. Coś nie do końca działa dobrze i ten sygnał od razu postawił José Mourinho w stan gotowości. Problem ten wyrządził już poważne szkody przy okazji porażki z Betisem i w przypadku braku jego natychmiastowej naprawy może szybko wykoleić Królewskich z walki o tytuły, wskazuje MARCA. Temat jest zdiagnozowany, ale nie rozwiązany. Otóż Real Madryt doprowadza w drugich połowach do swego rodzaju autodestrukcji i to, co teraz jest jeszcze żółtą lampką, równie dobrze mogło być już czerwoną, gdyby nie udana akcja ratunkowa przy okazji ostatniego meczu ligowego.
Ten Real Madryt jest drużyną o dwóch twarzach, a najbardziej można się było o tym przekonać właśnie we wtorek w Elche. Całkowite odpuszczenie drugiej połowy mogło się skończyć stratą dwóch punktów, które po pierwszej połowie wydawały się już zagwarantowane. A we wcześniejszych meczach to właśnie ta lepsza twarz z pierwszych połów ratowała Królewskich przed poważniejszymi konsekwencjami, ponieważ dobre wejścia w mecz i dobre pierwsze trzy kwadranse pozwalały piłkarzom Mourinho budować na tyle solidną i bezpieczną zaliczkę, że nawet totalny zjazd w drugiej połowie nie doprowadzał do tragedii. Niepokój jest jednak uzasadniony, a liczby mówią same za siebie.
Na siedem meczów rozegranych w tym sezonie (sześć w La Lidze i jeden w Lidze Mistrzów) w czterech ostatnich Real Madryt nie wygrałby żadnego z nich, gdyby pod uwagę brać tylko drugie połowy – 1:2 z Elche, 0:1 z Interem Mediolan, 0:1 z Betisem i 1:1 z Rayo Vallecano. W trzech z tych spotkań zaliczka z pierwszej połowy pozwalała ostatecznie Los Blancos postawić na swoim i dowieźć zwycięstwo. Z Betisem tej poduszki bezpieczeństwa jednak zabrakło i skończyło się porażką. Inną niepokojącą statystyką w tych czterech ostatnich meczach jest bilans bramkowy – w samych drugich połowach aż pięć straconych i tylko dwa strzelone gole. Z drugiej strony Real Madryt potrafił wygrywać drugie połowy w poprzednich meczach z Málagą, Realem Sociedad i Espanyolem.
Utrata kontroli
Fakty są takie, że w ostatnich tygodniach Królewscy ewidentnie igrają z ogniem. Od wydawać by się mogło rozstrzygniętego i ustawionego meczu do totalnego chaosu i drżenia o ostateczny wynik. Od totalnej dominacji w grze po całkowite oddanie piłki rywalowi. Od radosnych golead po roztrwanianie przewagi i psucie dobrego wizerunku z poprzednich minut… Podsumowując, od pewnego wygrywania pierwszych połów do niewytłumaczalnego przegrywania tych drugich. Real Madryt łatwo i szybko traci kontrolę, a to może postawić na ostrzu noża długoterminowe cele na ten sezon. Potknięcie z Elche byłoby przecież jednoznaczne z doprowadzeniem do bardzo trudnej sytuacji w La Lidze na kilka dni przed derbami z Atlético Madryt.
W oczekiwaniu na znalezienie rozwiązania Mourinho bardzo dobrze zdaje sobie sprawę z problemu: „Problem wydaje mi się oczywisty. Mecze, które wydają się rozstrzygnięte, na końcu rozstrzygnięte nie są. Wydaje się, że z tej łatwości przechodzimy do utraty kontroli. Nie wiem, czy to właściwe słowo, ale to takie pójście na łatwiznę. Że wszystko wydaje się łatwe, więc pozwalasz, żeby sprawy toczyły się same. Na takich stadionach, jak Espanyolu czy ten, właściwie na wszystkich stadionach w Hiszpanii, przy pełnych trybunach i fantastycznych kibicach, kiedy grają przeciwko Realowi Madryt, to walczą do samego końca. Jeden gol i mecz znów jest otwarty. Dobre jest to, że później, w obliczu trudności i presji związanej z możliwością straty punktów, drużyna reaguje i wygrywa, co ostatecznie jest najważniejsze. Dobre jest też to, że na meczach Realu Madryt nikt się nie nudzi, bo są bardzo widowiskowe”. Na ten moment na pewno widowiskowe nie są drugie połowy w wykonaniu Królewskich, podsumowuje MARCA.
Komentarze (3)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj sięSocio RealMadryt.pl
Zanim odpowiesz, sprawdź wcześniejsze komentarze
Jako Socio możesz przeglądać publiczną historię komentarzy użytkowników i lepiej wiedzieć, z kim oraz o czym dyskutujesz.