REKLAMA
REKLAMA

Eberl: Olise? Nie musimy ulegać żadnej ofercie, niezależnie od kwoty

Max Eberl, członek zarządu Bayernu Monachium odpowiedzialny za sprawy sportowe, udzielił wywiadu Christianowi Falkowi i Julianowi Agardiemu z dziennika BILD. Mówił między innymi o plotkach łączących Michaela Olise z Realem Madryt, rozmowach w sprawie nowego kontraktu Harry’ego Kane’a i ambicjach klubu w Lidze Mistrzów.

REKLAMA
REKLAMA
Eberl: Olise? Nie musimy ulegać żadnej ofercie, niezależnie od kwoty
Michael Olise. (fot. Getty Images)

W czwartek Bayern rozpocznie nowy sezon Ligi Mistrzów domowym meczem z norweskim wicemistrzem, Bodø/Glimt. Czy finał w Madrycie jest jasno określonym celem?
Chcemy dotrzeć do finału, a najlepiej także go wygrać. Zrobimy w tym celu wszystko. Bayern Monachium ma ambicję zdobywać wszystkie możliwe trofea. Ale przy tak silnej konkurencji sama jakość już nie wystarcza. Potrzeba również odrobiny szczęścia w decydującej sekundzie czy sytuacji. Różnice między takimi drużynami jak Real Madryt, Barcelona, Paris Saint-Germain, Manchester City, Liverpool, Arsenal czy Bayern Monachium są bardzo niewielkie. W tych spotkaniach rozstrzygają detale.

REKLAMA
REKLAMA

Czy pana zdaniem udało się latem wzmocnić kadrę Bayernu?
Nad tym pracowaliśmy. W ostatnich dwóch latach udało nam się zmienić kadrę, wnieść do niej nowe impulsy i stopniowo ją wzmacniać. Teraz odeszli Nicolas Jackson, Leon Goretzka i Raphaël Guerreiro, a dołączyli Nathaniel Brown, Ismael Saibari i Bara Sapoko Ndiaye. Odmłodziliśmy zespół i mamy więcej możliwości. Zyskaliśmy też na szybkości, kreatywności i wszechstronności.

Podobno razem z Vincentem Kompanym zabiegał pan o Ismaela Saibariego już od blisko roku…
Od dłuższego czasu obserwowaliśmy jego rozwój w Eindhoven. Nie jest tajemnicą, że na lewe skrzydło rozważaliśmy również Anthony’ego Gordona. Świadomie z niego zrezygnowaliśmy, ponieważ był po prostu za drogi. Mieliśmy wtedy dwa warianty: Gordon albo Saibari. Po naszym meczu Ligi Mistrzów w Eindhoven Vinnie porozmawiał z Ismaelem. Później przyszedł do mnie i zapytał: „Znamy już tego chłopaka?”. Odpowiedziałem: „Tak, znamy”. Potem nadal uważnie go obserwowaliśmy, aż w końcu sprowadziliśmy go latem.

Enzo Fernández przeszedł tego lata z Chelsea do Manchesteru City za 145 milionów euro, a Bradley Barcola z PSG do Liverpoolu za 125 milionów. Czy Bayern także mógłby wydać takie kwoty?
Bayern Monachium ma duże możliwości, co pokazał przy zakupie Harry’ego Kane’a. Jeśli chcemy przeprowadzić wielki transfer i jesteśmy do niego przekonani, stać nas na to. Chcemy jednak podejmować takie decyzje z myślą o dłuższej perspektywie. Nasza strategia w ostatnich latach polegała na tym, by mieć piłkarzy, z którymi możemy wygrać Ligę Mistrzów, mistrzostwo Niemiec i Puchar Niemiec. Jednocześnie chcemy wprowadzać młodych zawodników z akademii, którzy będą się u nas rozwijać.

REKLAMA
REKLAMA

Szczególnie Barcolą Bayern interesował się w ostatnich latach wielokrotnie…
Tak naprawdę znam Bradleya jeszcze z czasów pracy w Lipsku. Chciałem sprowadzić go do RB. Spotkaliśmy się wtedy i o tym rozmawialiśmy, więc nawiązałem z nim bliższą relację. To zainteresowanie istniało zatem od dawna. Oczywiście rozważaliśmy Bradleya również w Bayernie. Ale kwoty, o których słyszeliśmy, były dla nas zbyt wysokie. Zdecydowaliśmy się na Luisa Díaza, który też sporo kosztował, ale były to zupełnie inne pieniądze niż w przypadku Bradleya. Poza tym Díaz jest piłkarzem, dla którego ludzie przychodzą na stadion. Jesteśmy z niego ogromnie zadowoleni.

Tego lata pojawiło się wiele plotek łączących Michaela Olise z Realem Madryt. Czy w którymś momencie zawodnik albo jego przedstawiciele kontaktowali się z panem w sprawie transferu?
W ogóle. Ani razu. Podczas mundialu Michael napisał do mnie na WhatsAppie. Przez chwilę zawahałem się, zanim otworzyłem wiadomość [śmiech]. Nie wiedziałem, czy może rzeczywiście chce poruszyć ten temat. Ale to było zdjęcie z Manu Koné, którego kiedyś sprowadziłem do Gladbach, a pod nim serduszko. Obaj przesyłali mi pozdrowienia z Ameryki. Później zapytałem Michaela, czy w kolejnym sezonie chciałby grać z numerem 11. Wolał jednak zachować 17. Na tym polegał nasz kontakt, więc przez cały czas wszystko było w porządku.

REKLAMA
REKLAMA

Jak opisałby pan charakter Michaela Olise?
Michael po prostu chce grać w piłkę. Tego lata po sieci krążył filmik, który doskonale go opisuje: gra na nim w piłkę w Nowym Jorku, w samych skarpetkach. Uwielbiam go i jego sposób bycia, choć dziennikarzom bywa z nim trudno [śmiech]. Ja jednak świetnie się z nim dogaduję. To wspaniały piłkarz i człowiek, który mówi: „Piłka jest moim życiem”. A przecież właśnie takich zawodników chcemy mieć.

Od jakiej kwoty zacząłby pan rozważać jego sprzedaż?
Jeśli chce się wygrać Ligę Mistrzów, takie pytanie w ogóle się nie pojawia. I to jest piękne w Bayernie Monachium: nie musimy ulegać żadnej ofercie, niezależnie od kwoty.

Jego kontrakt obowiązuje do 2029 roku. Kiedy mają się rozpocząć rozmowy o przedłużeniu?
Michael zrobił u nas niesamowite postępy. Na pewno w odpowiednim momencie usiądziemy i porozmawiamy o przyszłości. Ma jeszcze trzy lata kontraktu. Podkreślam: bez klauzuli odstępnego. Ujmę to tak: do przyszłego lata powinniśmy wiedzieć, czy z jego strony jest chęć przedłużenia umowy.

W przeciwieństwie do Olise rozmowy z Harrym Kane’em o nowym kontrakcie trwają już od kilku tygodni. Jak bardzo jest pan przekonany, że zakończą się porozumieniem?
Harry miał imponującą karierę już przed przyjściem do Bayernu. Ale trofea zaczął zdobywać dopiero w Monachium. Myślę, że tutaj jeszcze dojrzał jako człowiek i lider. Widać i czuć, że dobrze odnajduje się w Monachium, w klubie i w drużynie. Nie widzę niczego, co przemawiałoby przeciwko przedłużeniu kontraktu.

REKLAMA
REKLAMA

Czy wyznaczył pan sobie termin zakończenia tych rozmów?
Nie chcemy, żeby ta sprawa ciągnęła się w nieskończoność. I nie będzie.

Jak ocenia pan szanse Kane’a na Złotą Piłkę?
Przez ostatnie dwa lata z bliska obserwowałem Harry’ego, jego grę i to, co osiągał. Bił rekordy, a do tego jest wyjątkową osobowością. Dla mnie nie ma innego kandydata.

Pański kontrakt przedłużono mniej więcej dwa tygodnie temu o kolejne dwa lata. Wcześniej publicznie wiele mówiono o pańskiej pracy w Bayernie, również w radzie nadzorczej. Jak się pan z tym czuł?
Kiedy zaczynałem w Gladbach, ktoś powiedział, że dostałem tę pracę tylko dlatego, że akurat przejeżdżałem obok na rowerze. Gdy przechodziłem do Lipska, zarzucano mi, że zamieniam tradycję na komercję. Przyszedłem do Bayernu i pytano: „Czy on sobie poradzi?”. Na wszystko musiałem ciężko zapracować i skupiam się wyłącznie na swojej pracy. Bayernu trzeba doświadczyć, nie da się do tego przygotować. Poznaje się go dopiero od środka. Zawsze wychodziłem z założenia, że przede wszystkim trzeba dobrze wykonywać swoją pracę. Dla członka zarządu odpowiedzialnego za sport to najmocniejszy argument. Starałem się do pewnego stopnia odsunąć od siebie publiczną dyskusję.

REKLAMA
REKLAMA

Po zdobyciu Pucharu Niemiec w maju uczcił pan sukces cygarem. Czy po przedłużeniu kontraktu też pan po nie sięgnął?
Razem z Janem-Christianem Dreesenem, którego umowę również przedłużono, wznieśliśmy toast z radą nadzorczą. Cygara nie było, ale w kolejnych dniach świętowałem też prywatnie z najważniejszymi dla mnie osobami. Wielkiej imprezy nie było.

Selekcjoner reprezentacji Niemiec Jürgen Klopp niedawno odwiedził Säbener Straße. Miał pan czas z nim porozmawiać?
Rozmawiałem z nim na stadionie, kiedy przyjechał na nasz mecz z VfB Stuttgart. Z Kloppo zawsze miałem bardzo dobre relacje, choć nie kontaktowaliśmy się często. Ale kiedy się spotykamy, cieszymy się na swój widok. Cenię go i lubię z nim rozmawiać. To bardzo dobry wybór dla niemieckiej piłki. Jest kimś, kto potrafi stanąć na czele i pociągnąć innych za sobą. Sam jednak nie rozwiąże wszystkich problemów.

Czy jego przeszłość w Borussii Dortmund, rywalu Bayernu, ma jeszcze znaczenie?
Jürgen będzie mógł oprzeć reprezentację na bardzo licznej grupie zawodników Bayernu. Oczywiście wykonał w BVB świetną pracę i jako Bayern musimy to niestety przyznać. Ale teraz zależy mu na niemieckiej piłce. Dlatego bardzo uważnie przygląda się temu, co dzieje się w naszym klubie.

REKLAMA
REKLAMA

Czy widzi pan Jonasa Urbiga w przyszłości w roli pierwszego bramkarza reprezentacji Niemiec?
To nie ja o tym decyduję. Naszym zdaniem Jonas ma ogromny potencjał. Jak najbardziej widzimy w nim przyszłego następcę Manuela Neuera w Bayernie. Nadal będzie się uczył od Manu. Uważam, że ma predyspozycje do gry w reprezentacji. Nie potrafię jednak powiedzieć, kiedy i w jakiej roli miałoby to nastąpić.

Regularnie można przeczytać o fatalnych relacjach między panem a dyrektorem sportowym Christophem Freundem. Co pan o tym sądzi?
To bzdury! Ta historia jest wyssana z palca i zupełnie jej nie rozumiem. Nie wiem, skąd się wzięła. Pracujemy z Christophem w Bayernie od dwóch i pół roku i moim zdaniem współpracuje nam się bardzo dobrze. Każdy ma jasno określone zadania i czerpiemy z tej pracy przyjemność. Dniem i nocą staramy się robić wszystko, co najlepsze dla Bayernu.

Kontrakt Freunda wygasa przyszłego lata. Jako członek zarządu odpowiedzialny za sport ma pan bezpośredni wpływ na jego przyszłość.
Przedłużenie jego umowy powinno przebiec szybko i bez rozgłosu. Dla mnie nie ma wątpliwości, że powinien dostać nowy kontrakt.

Wiele plotek dotyczyło również szefa skautingu Nilsa Schmadtke. Podobno jest bliski odejścia z Bayernu. Jak wygląda jego sytuacja?
Fakty są takie: Nils ma jeszcze rok kontraktu i moim zdaniem należy do najlepszych w Niemczech specjalistów od skautingu i budowania kadry. Dlatego go zatrudniliśmy. Porozmawiamy o tym, co będzie po wygaśnięciu jego umowy. Ale uważam, że to, co pisano o nim w mediach, było nie w porządku. Nie można zostawić tego bez reakcji.

REKLAMA
REKLAMA

Podczas przygotowań do sezonu u Jamala Musiali wystąpiły napady nieświadomości, w wyniku których upadał na boisku. Jak Bayern go wspiera?
Dla opinii publicznej to nowa sytuacja, ale my mierzymy się z nią na co dzień już od pewnego czasu. Obecnie oceniam sytuację pozytywnie. Ponownie zwiększono dawki leków i wszystko zmierza w dobrym kierunku. Teraz ważne jest, by zapewnić mu spokój, którego potrzebuje. Chciałbym, żeby kiedy wychodzi na boisko, znów liczył się sport. Żeby dano mu spokojnie grać i go wspierano.

Załóżmy, że za dwa lata ponownie spotka się pan z nami na wywiadzie. Co musiałoby się do tego czasu wydarzyć, żeby mógł pan powiedzieć, że Bayern wszedł na kolejny poziom?
Jeśli chcę budować przyszłość klubu, muszę znać jego przeszłość. A żeby wykorzystać te doświadczenia, trzeba pracować już dziś. Robiliśmy to przez ostatnie dwa lata i chcemy pracować tak dalej. Nie mogę obiecać zwycięstwa w Lidze Mistrzów, bo tam decydują niuanse. Oczywiście chcielibyśmy jednak w ciągu najbliższych dwóch lat raz wygrać te rozgrywki. Chcemy, żeby Bayern nadal był silnym rywalem dla klubów z potężnego rynku Premier League. Chcemy pozostać konkurencyjni i rozwijać kadrę w sposób, na który nas stać i w którym ludzie widzą sens.

Czytaj kolejne newsy bez przeklikiwania

Jako Socio korzystasz z widoku Aktualności+, w którym kolejne artykuły wyświetlają się w całości, jeden pod drugim. Wystarczy przewijać.

  • Aktualności+
  • Bez reklam
  • Priorytetowy support
Zobacz Aktualności+ od 12,50 zł /mies.przy płatności rocznej

Ostatnie aktualności

REKLAMA
REKLAMA

Komentarze (4)

REKLAMA