Hernández Hernández z gwizdkiem i Iglesias Villanueva z VAR-em - już ich wyznaczenie na ten mecz rozczarowało Real Madryt, który doświadczył z ich strony wielu psikusów, donosi El Debate. O ile klub uderzył po meczu w sędziów, to drużyna uderza się we własne piersi. Pomijając kwestie sędziowskie, Real Madryt daje sam sobie ostrzeżenie: jeśli chcemy zdobywać trofea, nie możemy marnować 6 stuprocentowych okazji w jednym meczu. Po prostu.
Sami zawodnicy upominają się we własnym gronie, zanim zrobi to Mourinho. Różnicą między Realem Madryt a innymi zespołami jest jakość, ale jeśli nie pokazuje się klasy również pod samą bramką, nie uwidaczniają się też te domniemane różnice. Piłkarze doskonale to wiedzą. Mbappé zmarnował dwie sytuacje bramkowe i nie wykorzystał rzutu karnego. Vinícius był nieobecny i pojawił się tylko po to, by wypracować jedenastkę. Pozostali zawodnicy spisali się lepiej, ale nie wykorzystali tego, co ich wyróżnia. Królewscy jako zespół zaprezentowali się przyzwoicie, lecz nie pokazali swoich magicznych zagrań w wykończeniu. Ich próby rozbijały się o słupki i poprzeczkę albo o bramkarza Betisu, który był jak mur. W Realu Madryt dobrze znają tę historię. Mają dość robienia bohaterów z bramkarzy rywali.
Kiedy ci bramkarze zachowują czyste konto, Real Madryt wie, jaki płynie z tego komunikat: Houston, mamy problem. Pojawił się w Sewilli, ale w ekipie liczą, że to się nie powtórzy. Mourinho zna słabość zespołu, twierdzi Tomás González-Martín: na wyjazdach traci on na wartości. U siebie strzela 4 gole, a poza domem męczy się, by trafiać do siatki i zdobywać punkty. Portugalski szkoleniowiec dobrze wie, że w Barcelonie udało się wygrać tylko dzięki bramce Espíego w 90. minucie. W Sewilli anulowano kolejnego pięknego gola napastnika, a Mbappé zabrał strzelbę z pustakami. A kiedy już strzał leciał we właściwym kierunku, trafiał w słupki. Rezultat: zero punktów i już 3-punktowa strata do Barcelony.
Wniosek Mourinho jest logiczny, analityczny i niepodważalny: marnujemy okazje, ponieważ brakuje nam koncentracji w decydujących akcjach – przy podaniu i przy strzale. Trener ostrzegł zawodników, że trzeba być w pełni zmobilizowanym od pierwszej minuty, by zdobyć bramkę, zamiast myśleć, że do trzech razy sztuka, bo za trzecim razem też można spudłować albo posłać piłkę w słupek czy poprzeczkę. A rywal może równie dobrze zdobyć gola po swojej jedynej kontrze. Wtedy zaczynają się pośpiech, nerwowość i przychodzi porażka. Taki scenariusz został odtworzony w Sewilli.
Doświadczeni piłkarze wiedzą, że takie rzeczy się zdarzają i dlatego aktywnie pracują nad tym, by im zapobiegać. Przykładem jest Cristiano, twierdzi dziennikarz El Debate. Miał instynkt zabójcy od pierwszej minuty. Nie wybaczał. Mbappé i Vinícius uśmiechają się po zmarnowanej okazji, ponieważ myślą, że nadejdą kolejne. I nadeszły, ale ich też nie wykorzystali. Vinícius pokazał jednak coś tylko raz, a Mbappé zmarnował wszystkie szanse. Przekaz jest też taki, że nie należy zakładać, iż skuteczność w końcu przyjdzie. Trzeba zapewnić sobie punkty, zdobyć bramkę, a później ze spokojem przypieczętować zwycięstwo kolejnymi trafieniami. Mourinho próbuje przekazać, że napastnicy muszą być skoncentrowani i maksymalnie zmobilizowani, by oddawać strzał w 5. minucie z takim samym poczuciem pilności jak w 90.
Real Madryt w piątek zasłużył na zwycięstwo, ale przegrał. W drodze powrotnej mówiono, że prawdopodobnie przegrywa się tylko jeden na dwadzieścia takich meczów, ale ten minimalny odsetek ziścił się już przy pierwszej okazji. I w czwartym spotkaniu przyszła porażka. Pojawiła się też już strata do Barcelony. Dlatego takie gwiazdy jak Mbappé, Vinícius i Bellingham zawsze muszą dawać o sobie znać. W Sewilli Anglik walczył, ale bez błysku. Vinícius błysnął tylko raz, a Mbappé walił ślepakami. Porażka. To nie może się powtórzyć. Margines błędu został wyczerpany.
Przy tym Tomás González-Martín podkreśla, że w ocenie sztabu szkoleniowego Real Madryt zagrał dobrze. Mourinho nie ma piłkarzom nic do zarzucenia w kontekście całego meczu i zaangażowania. Dostrzega jednak, że grze Królewskich zabrakło ciągłości. Jego podopieczni rozegrali znakomitą pierwszą połowę bez gola, a w drugiej spuścili z tonu. To był kolejny z błędów. Zmiany nie pomogły zbyt wiele. Roszady Manuela Pellegriniego były lepsze. W Realu Madryt tylko Espí wniósł coś dobrego.
Analiza porażki wskazuje również na problem, w którym Güler został zmieniony jako pierwszy, czego kibice Realu Madryt nie zrozumieli. Turek spisuje się lepiej niż inni pomocnicy. To szczegóły, które dokładają się do słabszego funkcjonowania Realu Madryt w drugiej połowie. Zabrakło siły i wytrzymałości. Mimo tego mankamentu zespół stworzył wystarczająco wiele okazji, by wyraźnie wygrać, a tego nie zrobił. To ostrzeżenie. Gole nie przyjdą same i nie wolno dzielić skóry na niedźwiedziu.
Komentarze (23)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj sięSocio RealMadryt.pl
Zanim odpowiesz, sprawdź wcześniejsze komentarze
Jako Socio możesz przeglądać publiczną historię komentarzy użytkowników i lepiej wiedzieć, z kim oraz o czym dyskutujesz.