Najpierw cię uściskam, bo dawno się nie widzieliśmy, chociaż cały czas cię śledziliśmy. Jak ci się żyje w Mediolanie? Widzę, że ci się spodobało, skoro zostałeś na kolejny rok.
Tak, wygląda na to, że rzeczywiście mi się spodobało. Czuję się dobrze. Jestem bardzo, bardzo zadowolony z życia w Mediolanie. Od pierwszego dnia zostałem świetnie przyjęty przez klub i kibiców, dlatego jestem szczęśliwy. Miasto jest piękne, inne niż Madryt, ale też bardzo mi się podoba. Naprawdę dobrze się tutaj czuję, cieszę się tym wszystkim i jestem szczęśliwy.
Nie wiem, czy zwróciłeś na to uwagę, ale to ciekawe, bo przeszedłeś z Realu Madryt, króla Champions League z 15 Pucharami Europy, do Milanu, który z siedmioma triumfami zajmuje drugie miejsce w tej klasyfikacji. Minęło już prawie 20 lat od jego ostatniego zwycięstwa, a mimo to wciąż jest drugi. Możesz więc powiedzieć, że grałeś w dwóch klubach z największą liczbą Pucharów Europy.
Tak.
Łącznie 22.
Tak, tak. To wiele mówi zarówno o Realu Madryt, jak i o Milanie. Real Madryt jest największym klubem w historii, a Milan to wielki klub, który po Realu zdobył najwięcej europejskich trofeów. To pokazuje jego rangę. Chociaż od dawna nie wygrał Champions League, pozostaje historycznym klubem z niesamowitą przeszłością. Brakuje tylko powrotu na poziom, który osiągał w latach 90., w pierwszej dekadzie XXI wieku i później. Niezależnie od tego Milan pozostaje jednym z największych klubów świata.
Kiedy byłeś dzieckiem, Milan z Gullitem, Rijkaardem, Van Bastenem, Baresim, Ancelottim i innymi legendami był niemal niepokonany. Realowi napsuł wtedy sporo krwi, bo praktycznie nie dało się go pokonać. Milan również ma mnóstwo legend, może nie aż tyle co Real, ale naprawdę wiele.
Tak, oczywiście. Dorastałem, oglądając dużo włoskiej piłki, ponieważ Włochy leżą blisko Chorwacji. W tamtych czasach była to prawdopodobnie najsilniejsza liga świata, tak jak dzisiaj Premier League, i występowało w niej mnóstwo niesamowitych zawodników. Milan był moim ulubionym klubem w dzieciństwie, podziwiałem go. Nigdy nie przypuszczałem, że moja droga zaprowadzi mnie kiedyś właśnie tutaj, ale życie pisze niesamowite historie i ostatecznie jestem w Milanie.
A co powiedział ci Ancelotti? Doskonale zna ten klub, spędził tutaj wiele lat i zakładam, że rozmawialiście o Milanie przed podjęciem przez ciebie decyzji.
Jeszcze kiedy byliśmy razem w Madrycie, czasami rozmawialiśmy o Milanie i opowiadał mi o swoich doświadczeniach oraz swojej historii z tym klubem. Zadzwonił do mnie, kiedy było już wiadomo, że ja nie będę kontynuował kariery w Realu i że jego też tam nie będzie. Kilka dni później skontaktował się ze mną, bo wiedział o zainteresowaniu Milanu. Ludzie stąd pytali go o mnie i…
Naprawdę? Skontaktowali się z nim?
Tak, tak, powiedzieli mu o tym. Wypowiadał się o Milanie w samych superlatywach, chociaż oczywiście już wiedziałem, że to wielki klub. Czujesz to po sposobie, w jaki ludzie mówią o Milanie. Tak samo jest z Realem Madryt – o pewnych klubach mówi się inaczej. W przypadku Milanu też tak jest, szczególnie kiedy rozmawia się o jego przeszłości…
O jego historii…
O jego historii. Dlatego kiedy pojawiła się możliwość przejścia do Milanu, nie miałem wielu wątpliwości.
Zmieńmy temat. Półtora miesiąca temu podjąłeś decyzję, która bardzo ucieszyła wszystkich fanów Modricia. Myśleliśmy, że po mundialu Luka zakończy karierę, a ty nagle wszystkich zaskoczyłeś. Milan nie zakwalifikował się nawet do Champions League, więc sądziłem, że tym bardziej nie będziesz chciał zostawać, a ty powiedziałeś: „Nie, jeszcze jeden rok. Chcę pomóc Milanowi i dalej cieszyć się futbolem”.
Zawsze chciałem grać dalej. Tak naprawdę mogłem podpisać nowy kontrakt już w listopadzie ubiegłego roku, po trzech czy czterech miesiącach spędzonych tutaj.
Na kolejny rok…
Tak. Powiedziałem jednak klubowi, że chcę poczekać i zobaczyć, jak będę się czuł, czy nadal będę miał taką samą ochotę do gry, tę samą pasję i motywację. Kiedy skończył się mundial, nadal czułem w sobie tę chęć, motywację i pasję. Dlatego chciałem kontynuować, bo wciąż czuję się dobrze i mam siłę. Nie robię czegoś tylko po to, żeby to robić. Nie chcę być tutaj tylko dla samego bycia i nie odgrywać ważnej roli. To wszystko sprawiło, że zdecydowałem się zostać jeszcze przez rok. Sezon zakończył się tak, jak się zakończył, nie w najlepszy sposób, ale później rozmawiałem z nowym trenerem [Rúbenem Amorimem], ludźmi z klubu i właścicielem. Przedstawili mi nowy projekt, powiedzieli, czego chcą i że jestem jego częścią, że chcą, abym odgrywał w nim bardzo ważną rolę. To też ma znaczenie przy podejmowaniu takiej decyzji. Później rozmawiasz z rodziną, ze swoimi bliskimi, bierzesz pod uwagę ich zdanie i opinię, ale ostatecznie decyzja należała do mnie. To ja musiałem czuć w środku, że nadal chcę rywalizować i codziennie trenować. Wszystkie te rzeczy sprawiły, że zostałem.
To godne podziwu, bo w przyszłym tygodniu skończysz 41 lat. Jeszcze niedawno uważano za oczywiste, że piłkarz w takim wieku nie tylko kończy karierę, ale wręcz mówi: „Dobrze, chcę już zapomnieć o piłce i futbolu”. Ty kochasz piłkę i pewnie zdajesz sobie sprawę, że dzień po zakończeniu kariery pojawi się ogromna pustka. Do tego fizycznie wyglądasz tak samo, ważysz tyle samo, talent się nie starzeje, a twoje ruchy się nie zmieniły. Pewnie zastanawiasz się: „Dlaczego miałbym odchodzić?”. Jakby istniał obowiązek zakończenia kariery po osiągnięciu określonego wieku.
Tak, rzeczywiście funkcjonuje takie przekonanie, że kiedy osiągasz pewien wiek, najlepiej już skończyć i zrobić miejsce innym. Ja jednak nie patrzę na to w ten sposób, jeśli nadal dobrze się czujesz. To jest moje życie. Naprawdę kocham to, co robię. Kocham futbol, jestem szczęśliwy i cieszę się nim. Robię to od ponad 30 lat. Zacząłem jako sześciolatek i wiem, że ta kariera nie może trwać tak długo jak inne zawody. Ale dla mnie to nie jest praca. To coś, co kocham. A kiedy robisz coś, co kochasz, nie postrzegasz tego jako pracy. Cieszę się tym każdego dnia i dopóki będę dobrze się czuł oraz widział, że jestem w stanie robić to, czego się ode mnie wymaga, chcę grać dalej. Jak długo? Wiem, że koniec jest coraz bliżej, ale nie wiem, czy nastąpi w tym roku, czy w kolejnym.
A może jeszcze później?
Może jeszcze później… Nigdy nie wiadomo.
Czyli nie powiedziałeś sobie: „To mój ostatni sezon”. Nie masz czegoś takiego w głowie?
Naprawdę nie wiem. Może tak być, naprawdę może to być mój ostatni sezon, ale nie chcę mówić tego teraz, kiedy mamy wrzesień. Najpierw chcę…
Zobaczyć, jak potoczy się sezon.
Tak. Zobaczyć, jak przebiegnie sezon i jak będę się czuł. Jak już mówiłem, kiedy podejmuję decyzje, słucham swojego ciała. Dlatego żyję z dnia na dzień i nie wybiegam za bardzo w przyszłość. Staram się być obecny tu i teraz, cieszyć się tym, a później zobaczymy, co powie mi organizm. Na razie nadal uważam, że mogę grać na tym poziomie i myślę, że pokazuję to w meczach oraz we wszystkim, co robię. Dlatego chcę kontynuować. Zobaczymy, jak długo. Nie zamierzam wyznaczać sobie żadnej daty tylko dlatego, że inni mówią: „Masz 41 lat, dlaczego jeszcze grasz?”. Nigdy specjalnie nie przejmowałem się głosami z zewnątrz. Zawsze miałem własne zdanie i wydaje mi się, że do tej pory podejmowałem w swojej karierze całkiem dobre decyzje. Oczywiście nie jestem już taki jak 12 czy 15 lat temu, ale nadal mogę dać bardzo dużo.
Ja ci to mówię.
Tak.
Masz sześć Pucharów Europy, podobnie jak Carvajal, Nacho, Toni Kroos i Paco Gento. Jesteście jedyną piątką z takim dorobkiem. Gdybyś jednak wygrał Ligę Europy, miałbyś dodatkowy atut, taką gwiazdkę, której oni nie mają. Wiem, że sezon dopiero się zaczął, ale pewnie myślisz: „Szkoda, że w ostatniej kolejce nie udało się wejść do Champions League, ale pojawia się inna motywacja – europejskie trofeum”. Dla Milanu byłby to pierwszy europejski puchar od 19 lat. To pewnie dodatkowa motywacja, oczywiście obok Scudetto. Liga Europy to przecież kolejne europejskie trofeum.
Tak, oczywiście. Ale do tego jeszcze bardzo daleka droga. Milan ze względu na swoją historię i wszystko, czego dokonał, zawsze musi myśleć o zdobywaniu trofeów, ale trzeba iść krok po kroku. Mamy nowego trenera, dokonano wielu zmian i zobaczymy, jak to wszystko się rozwinie. Sezon jest długi. Zaczęliśmy dobrze, a to zawsze jest ważne, kiedy przychodzi nowy trener z nowymi pomysłami. Wydaje mi się, że wykonujemy dobrą pracę, ale to dopiero początek. Zobaczymy, jak zakończy się sezon i czy coś wygramy. Takie jest pragnienie całego klubu, zawodników i nowego trenera. Zobaczymy, czy uda nam się je spełnić.
Jest jeszcze jedna osoba, która ma 41 lat. Twój były kolega z drużyny i przyjaciel Cristiano. Wiem, że obaj jesteście jak z innej planety, ale dla mnie stanowicie dwa przykłady pokazujące wielkość tego sportu. Znając Cristiano, zakładasz, że dobije do tysiąca goli? Brakuje mu tylko 22 i zostałby jedynym zawodnikiem w historii z tysiącem oficjalnych bramek. Nie sądzę, żeby komuś innemu przyszło do głowy strzelać gole przez 25 lat, żeby dojść do tysiąca.
Cristiano jest niesamowity. To fenomen, potwór i nie mam najmniejszych wątpliwości, że osiągnie tę liczbę. To, czego dokonał i co nadal robi, sposób, w jaki ciągle rywalizuje i daje z siebie wszystko w każdym meczu, jest godny podziwu. Mam do niego szczególną sympatię ze względu na wszystko, co razem zrobiliśmy i osiągnęliśmy w naszym Realu Madryt. Dlatego życzę mu, żeby jak najszybciej dobił do tysiąca. Ma przed sobą co najmniej rok i jestem pewien, że – jak już powiedziałem – tego dokona. To coś niesamowitego. Nie wiem, jak długo jeszcze będzie chciał grać, ale jeśli zechce występować do pięćdziesiątki, nadal będzie strzelał gole. Ma niewiarygodny dar do zdobywania bramek, a przede wszystkim niesamowity charakter, wiarę i pewność siebie.
Ostatni raz widziałeś go na mundialu. Dla Chorwacji był to oczywiście smutny dzień. Dużo dyskutowano o tamtym meczu. Wiem, że to technologia, a na początku wszyscy przyjęliśmy ją dobrze, ale przyznam, że gdyby Hiszpania odpadła po anulowaniu takiej bramki… Zakładam, że w Chorwacji też długo o tym rozmawialiście. Odpaść z mundialu, wiedząc, jak wierni są chorwaccy kibice i jak licznie podróżują za reprezentacją, musiało być trudne. Nie tylko dlatego, że odpadliście, ale także przez sposób, w jaki do tego doszło.
Tak, przegranie w taki sposób było ogromną frustracją. Uważam, że rozegraliśmy świetny mecz i byliśmy lepszym zespołem od Portugalii, szczególnie w drugiej połowie. Mogliśmy rozstrzygnąć spotkanie znacznie wcześniej. Jeśli chodzi o technologię, uważam, że w pewnym stopniu jest dobra dla futbolu, ale wykorzystuje się ją bardzo źle i wybiórczo. Jakby patrzono na to, kto jest większy czy coś takiego. Nie lubię rozmawiać o takich rzeczach, ale w tym meczu nie chodziło tylko o ostatnią bramkę. Był też rzut karny. Jeżeli dyktujesz taki rzut karny… Sędzia powiedział nam na boisku, że niczego nie widział i że obaj zawodnicy się przepychali. VAR nie może interweniować, jeśli mamy do czynienia z szarą strefą, którą można interpretować na dwa sposoby. Powinien wchodzić tylko wtedy, kiedy mamy do czynienia z ewidentnym błędem, takim na 300%. W przeciwnym razie nie powinien interweniować. Po to mamy sędziów, żeby podejmowali decyzje. Jeśli ma być inaczej, niech postawią roboty do sędziowania. Moim zdaniem źle korzystają z tej technologii i pewne rzeczy trzeba zmienić. VAR jest dobry, bo pomaga przy błędach dotyczących spalonych czy sytuacji na linii bramkowej, ale nie jest używany właściwie i często ingeruje wtedy, kiedy nie powinien. Na początku tłumaczono nam, że VAR będzie wykorzystywany tylko przy bardzo poważnym, stuprocentowo oczywistym błędzie. Jeśli takiego nie ma, decyzje są częścią futbolu i powinien podejmować je sędzia.
Zgadzam się. Skoro rozmawiamy o Chorwacji, 26. dnia miesiąca na Sánchez Pizjuán w Sewilli odbędzie się mecz Hiszpania – Chorwacja. Zobaczymy tam Lukę?
Najpierw muszę podjąć decyzję i porozmawiać z federacją oraz nowym selekcjonerem, który dopiero rozpoczął pracę.
Ptaszki mi jednak ćwierkają, że masz bardzo dobre relacje z nowym trenerem…
Tak, mamy bardzo dobre relacje. Moja droga w reprezentacji zaczęła się właśnie z nim w kadrze do lat 21. Pierwszym trenerem, który powołał mnie do seniorskiej reprezentacji, był Zlatko Kranjčar, ale po tamtym mundialu przyszedł Slaven Bilić, który teraz wrócił. Pracowaliśmy razem przez sześć lat i zrobiliśmy wiele dobrych rzeczy. Nie takich jak reprezentacja w ostatnich latach, ale byliśmy blisko.
Uważam, że jego powrót to bardzo dobra decyzja federacji. Był najlepszą opcją. Jak już mówiłem, najpierw muszę porozmawiać z nim oraz federacją i poinformować ich o swojej decyzji. Później zobaczymy, czy się tam spotkamy.
Skoro mówimy o trenerach, przejdźmy do drugiego złotego etapu twojego życia, czyli Realu Madryt. Mourinho wrócił do klubu. To trener, który uparł się i powiedział Florentino: „Prezesie, musimy sprowadzić tego chłopaka. Musimy go sprowadzić”. W Tottenhamie praktycznie musiałeś się zbuntować, bo nie chciano pozwolić ci spełnić marzenia o Realu. Wygląda na to, że Mourinho ponownie rozbudził nadzieję Bernabéu i samego zespołu. Widać nowy Real Madryt. Znasz go, więc opowiedz najpierw, jak wyglądało to wtedy, kiedy przychodziłeś do Realu. Jak do ciebie zadzwonił, jak przekonał cię swoją osobowością? I czy uważasz, że Mourinho rzeczywiście może przywrócić tę zwycięską mentalność, za którą tęsknili kibice?
Tak, bez żadnych wątpliwości. Już po pierwszych meczach widać, że to inny Real Madryt. Real, który budzi strach. I bardzo mi się to podoba. Uważam, że decyzja o zatrudnieniu Mourinho była bardzo trafna. Patrząc na ten zespół i całą sytuację, był najlepszą opcją na to stanowisko. Zna ten klub, jest zwycięzcą, ma niesamowitą osobowość. Mam do niego szczególną sympatię, bo to właśnie on mnie sprowadził, a to było najważniejsze w kontekście mojego transferu. Powiedział klubowi: „Chcę jego albo nikogo”.
Czyli postawił sprawę bardzo jasno!
Właśnie. Dzięki temu trafiłem do Realu Madryt. Patrząc na to, jak przebiegały negocjacje, gdyby nie jego stanowisko, Real mógłby w pewnym momencie wycofać się z rozmów przez wszystkie problemy i ciągłe zwroty akcji. Dlatego mam do niego ogromną sympatię i szacunek. Jedyne, czego żałuję, to że nie pracowałem z nim dłużej.
Tylko jeden rok.
Tak, ale w ciągu tego roku bardzo dużo się nauczyłem. Tego, jak jeszcze lepiej wykonywać swoją pracę, jak walczyć, jak dawać z siebie wszystko… Jego sposób przygotowywania meczów był czymś niesamowitym. Wychodziłeś na boisko i dokładnie wiedziałeś, co się wydarzy. Uważam, że jest najlepszą możliwą opcją i da madridismo mnóstwo radości. Real Madryt będzie bardzo groźny we wszystkich rozgrywkach. Mourinho jest dla mnie kimś wyjątkowym ze względu na to, jak walczył o mój transfer. Takich rzeczy się nie zapomina. Zrobiłbym dla niego wszystko. Nie rozmawiamy zbyt często, czasami wymieniamy wiadomości, ale zawsze życzę mu wszystkiego najlepszego. Uważam, że znalazł się we właściwym miejscu, ponieważ pracuje w najlepszym klubie świata, a sam jest jednym z najlepszych trenerów w historii. To bardzo dobre połączenie i jestem pewien, że inni będą się go obawiać.
Na pewno. Barcelona, podobnie jak za pierwszym razem, pewnie znów zaczyna się bardziej martwić. Kiedy Mourinho po raz pierwszy trafił do Realu, mierzył się z Barceloną Guardioli, która wydawała się niepokonana. Słynny finał Pucharu Króla i późniejsza Liga Rekordów zatrzymały tę dominację. Teraz, choć nie w Champions League, Barcelona zdobyła dwa mistrzostwa z rzędu, a trzecie byłoby dla Realu trudne do przyjęcia. Ludzie czują jednak, że z Mourinho będzie jej dużo trudniej i że coś zaczyna się zmieniać.
Na pewno. Real Madryt nigdy nie powinien jednak patrzeć na to, co robią inni, tylko na siebie. Barcelona może jest jego największym rywalem, ale Real musi skupiać się na sobie. To inni powinni martwić się Realem, a nie Real innymi. Zawsze tak było, przynajmniej w moich czasach i dużo wcześniej. Właśnie dlatego Real Madryt jest tak wielki.
W Mediolanie cię uwielbiają, na San Siro widać, że kibice cię kochają, ale madridismo również o tobie nie zapomniało. Przed każdym meczem na Bernabéu nadal widuję mnóstwo koszulek z nazwiskiem Modrić. Tamto pożegnanie razem z Carletto pewnie często do ciebie wraca. Zdajesz sobie sprawę, że część twojego serca pozostała w Madrycie i że dla madridismo zawsze będziesz legendą, mimo że odszedłeś do Milanu? Kibice nadal cię śledzą, cieszą się ze zwycięstw Milanu ze względu na ciebie i chcą, żebyś wygrywał.
To coś niesamowitego. Podczas pożegnania powiedziałem pewne zdanie…
Jak ono brzmiało?
„Nie płacz, że coś się skończyło. Uśmiechnij się, że się wydarzyło”.
Właśnie.
I później dodałem, że moim największym trofeum, mimo zdobycia tylu tytułów, jest miłość kibiców Realu Madryt. Trudno znaleźć słowa, którymi można podziękować za tak wielkie uczucie. Czułem je od pierwszego dnia, nawet kiedy przechodziłem ten trochę trudniejszy okres po przyjściu do klubu. Czułem na trybunach i na ulicach, że ludzie mnie lubią, a z czasem ta więź stawała się coraz silniejsza. Dla mnie jest to ważniejsze niż jakiekolwiek trofeum.
Zdobyłeś z Realem sześć Pucharów Europy i łącznie 28 trofeów. Jesteś zawodnikiem z największą liczbą tytułów w historii Realu, masz o jeden więcej niż Dani [Carvajal], ale brakowało wam większej liczby mistrzostw Hiszpanii. Niedawno widziałem wywiad Mourinho z Pedrerolem w El Chiringuito. Kiedy zapytano go o Negreirę, José mówił, że w tamtym czasie nie wiedział o tej sprawie, ale „coś mu śmierdziało”. Ty przeżyłeś tamte lata. Zastanawiałeś się czasem, jak to możliwe, że wygrywaliście więcej Champions League niż mistrzostw Hiszpanii? Zauważałeś w sędziowaniu sytuacje, które nie były normalne, szczególnie teraz, kiedy wiadomo już o sprawie Negreiry?
Nie wiem. To sprawa, która rzeczywiście nie jest normalna. Nie chcę jednak bardziej w to wchodzić, bo nie lubię tego tematu. Dlaczego w moich czasach zdobywaliśmy więcej Champions League niż mistrzostw Hiszpanii? Myślę, że dlatego, że nie byliśmy aż tak skoncentrowani na codzienności ligowej. Wydawało nam się, że zawsze będzie jeszcze czas, żeby coś naprawić. W Champions League wiedzieliśmy natomiast, że nie możemy sobie pozwolić na błąd. Dokonaliśmy w Champions League tego, czego dokonaliśmy, bo wiedzieliśmy, że jeśli popełnisz błąd, odpadasz. W La Lidze zawsze wydawało nam się, że jeszcze odrobimy stracone punkty, ale Barcelona była bardzo mocna i nie pozwalała nam ich odrabiać. Dlatego uważam, że właśnie z tego powodu zdobyliśmy wtedy mniej mistrzostw niż Pucharów Europy. Niczego bym jednak nie zmienił.
Lepiej wygrać więcej Champions League niż mistrzostw.
Tak. Champions League to trofeum, które wszyscy chcą zdobyć, a mieć ich sześć to coś niesamowitego. Dlatego niczego bym nie zmienił.
Powiedziałeś jednak, że sprawa Negreiry nie jest normalna…
Oczywiście, że nie jest normalna, ale nie śledzę tego tematu zbyt dokładnie. To nie jest normalne, ale uważam też, że częściowo to nasza wina, że nie zdobyliśmy więcej mistrzostw Hiszpanii.
W tamtej złotej epoce zdobyłeś też Złotą Piłkę. Ostatnim zawodnikiem Milanu, który ją wcześniej wygrał, był Kaká w 2007 roku. Od 2008 do 2017 roku wszystkie nagrody dzielili między siebie Cristiano i Messi, aż pojawiłeś się ty i przerwałeś tę dominację. Wiem, że zawsze byłeś zawodnikiem zespołowym, ale takie indywidualne wyróżnienie jest chyba marzeniem każdego piłkarza. Nikt ci go nie odbierze, zasłużyłeś na nie.
Tak, to coś niesamowitego. Największe indywidualne wyróżnienie, jakie istnieje. Nie ma niczego większego. Szczególnie zdobycie go w epoce dwóch takich fenomenów jak Cristiano Ronaldo i Messi, a przecież byli też inni wielcy zawodnicy, którzy co roku walczyli o tę nagrodę, jak Neymar czy Karim [Benzema], który wygrał ją kilka lat później, i wielu innych. Zdobycie Złotej Piłki było czymś niezwykłym. Jestem bardzo szczęśliwy i dumny z tego, że ją mam, szczególnie kiedy patrzę na listę zawodników, którzy wcześniej ją zdobywali. Do tego pochodzę z małego kraju. Dla nas zawsze jest dużo trudniej niż dla zawodników z wielkich państw, takich jak Hiszpania, Włochy, Niemcy czy Francja. Musimy zrobić dwa razy więcej. To sprawia, że jestem jeszcze bardziej dumny z tej nagrody. Zawsze jednak powtarzam, że najważniejsze są osiągnięcia drużynowe i to się nie zmienia. Złota Piłka była pięknym wyróżnieniem za świetny sezon, który rozegrałem w Realu Madryt, a przede wszystkim z Chorwacją. Dlatego jestem z niej bardzo zadowolony.
A kto twoim zdaniem wygra w tym roku? Mówi się o Mbappé, Rodrim, Bellinghamie, który rozegrał świetny mundial i znakomicie rozpoczął sezon. Gdybyś miał wskazać zawodnika, który najbardziej na nią zasłużył…
Naprawdę nie wiem. Nie chcę nikogo wymieniać ani mówić, kto zasługuje bardziej. Są ludzie, którzy głosują i decydują o tym, kto wygra. Jest wielu kandydatów z Realu Madryt i innych klubów. Zobaczymy, kto zwycięży. Nie chcę wskazywać nazwisk.
Rozumiem. Dzisiaj wokół Złotej Piłki zawsze wybuchają jakieś kontrowersje. Zostawmy więc tę nagrodę. Opowiedz mi o Mbappé, Bellinghamie i Viníciusie, tym spektakularnym tercecie. Poprzedni sezon był dziwny, ale to trzech niesamowitych piłkarzy, prawda?
To fenomenalni zawodnicy. Bardzo się cieszę, że Vinícius przedłużył kontrakt z klubem. Jego odejście nie byłoby dobre, biorąc pod uwagę wszystko, co daje drużynie. Kylian jest niesamowity. Łatwość, z jaką zdobywa bramki, jego szybkość i dynamika są spektakularne… Najbliżej czuję się jednak Jude'a, bo podobnie jak ja jest środkowym pomocnikiem.
Pomocnikiem…
Tak. Od pierwszego dnia widziałem w nim coś innego. Najpierw jako w zawodniku, ze względu na jego talent, ale także ze względu na osobowość.
Może zostać liderem.
Tak, może być liderem. Ludzie na Bernabéu doceniają, że daje z siebie wszystko na boisku, że zostawia tam całego siebie. Kibice Realu nie cenią wyłącznie talentu, ale również pracę. To, czego dokonał na mundialu i jak rozpoczął ten sezon, jest niesamowite. Mam nadzieję, że tak będzie dalej.
Wiele osób związanych z Realem marzy o tym, żebyś po zakończeniu kariery wrócił na Bernabéu jako dyrektor sportowy albo trener. Pewnie sam wyobrażałeś sobie już tysiąc różnych scenariuszy, ale zdajesz sobie sprawę, że ludzie czekają na dzień, w którym wrócisz do Realu Madryt?
Mam nadzieję, że tak się stanie. Real Madryt jest moim domem i zawsze nim będzie. Zawsze będę madridistą ze względu na wszystko, czego tam doświadczyłem. To były najlepsze lata mojego życia, zarówno zawodowego, jak i prywatnego. Mam nadzieję, że kiedyś będę mógł wrócić, ale zobaczymy, w jakiej roli. Jestem człowiekiem, który chce wykonywać swoją pracę dobrze i być przydatny. Nie wróciłbym do Realu tylko ze względu na swoje nazwisko, żeby po prostu tam być i do końca nie wiedzieć, czym właściwie się zajmuję. Nie potrafiłbym tak pracować. Jeśli wrócę, chcę być przydatny, ważny i odgrywać istotną rolę w tym, co będę robił. Tak jak Mourinho powiedział niedawno: pracować „dla” Realu Madryt, pomagając klubowi we wszystkim, w czym tylko będę mógł. Nie potrafię robić niczego na pół gwizdka. Albo robię coś dobrze, albo nie robię tego wcale. Zobaczymy, ale z pewnością byłoby to spełnienie marzeń.
Właśnie dlatego, Luka, jesteś mistrzem i przykładem do naśladowania.
Dziękuję, dziękuję.
Komentarze (1)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj sięSocio RealMadryt.pl
Zanim odpowiesz, sprawdź wcześniejsze komentarze
Jako Socio możesz przeglądać publiczną historię komentarzy użytkowników i lepiej wiedzieć, z kim oraz o czym dyskutujesz.