[Real Madrid TV] Wszyscy rozumiemy, że pod względem nastrojów drużyna jest w bardzo dobrym momencie po dwóch ostatnich zwycięstwach w La Lidze i wysokiej wygranej z Realem Sociedad. Jutro Real Madryt zagra z Málagą, będzie to trzeci mecz w ciągu ośmiu dni. Jak Real Madryt wygląda pod względem fizycznym?
Na ten moment dobrze. Oczywiście są zawodnicy, którzy, jak nie przestaję powtarzać, mieli różne okresy przygotowawcze. Ale mamy też mocną kadrę i odpowiednie rozwiązania, żeby rekompensować te niewielkie problemy. Mogę podać przykład, tylko później nie pytajcie mnie o więcej, bo więcej nie powiem. Jutro od początku zagra Cucurella, a Álvaro, który grał i dobrze spisał się przeciwko Espanyolowi i Realowi Sociedad, zacznie na ławce. Jeśli Cucu dojdzie do 70. czy 75. minuty i zabraknie mu paliwa, mamy Álvaro, który może wejść. To właśnie taki rodzaj rozwiązań daje trenerowi kadra taka jak ta.
[Televisión Española] Chciałem zapytać o Diomandé. Jak pan go ocenia? I przy okazji, nie wiem, czy bierze pan pod uwagę, że może jutro po raz pierwszy wyjść w podstawowym składzie?
Nie, jak powiedziałem już koledze z Real Madrid TV, nie będę mówił już nic więcej o poszczególnych zawodnikach. Ale Diomandé jest jednym z tych, którzy dołączyli do nas najpóźniej. Miał trudne lato, trudne ze względu na niepewność związaną z decyzją. Nie trenował z Lipskiem, więc kiedy przyjechał do Madrytu, nie miał wypracowanej bazy treningowej ze swoim poprzednim zespołem i dochodzi do formy krok po kroku. Przeciwko Espanyolowi i Realowi Sociedad dostał już minuty, a właśnie tego zawodnicy potrzebują, żeby się rozwijać. Jest coraz lepiej przygotowany i jutro albo zagra od początku, albo wejdzie z ławki. Jest coraz bardziej gotowy.
[El País] Jednym z tematów, o których przez ostatnie dwa lata najwięcej tutaj rozmawialiśmy, była współpraca Viníciusa z Mbappé. Pana wtedy nie było, więc nie mogę pytać o przeszłość, choć rozumiem, że pan ją przeanalizował. Patrząc na to, co widzi pan obecnie, jak duży margines poprawy ma jeszcze ich współpraca na boisku?
Nie chodzi o nich dwóch, tylko o wszystkich. Kluczowa jest jakość. Mówimy o absolutnie najwyższej jakości. Później jest drugi element, drugorzędny, ale to, że jest drugorzędny, nie oznacza, że nie jest ważny, czyli empatia między dwiema osobami. Nie mówię już o dwóch zawodnikach, tylko o dwóch osobach. Jest między nimi ogromna empatia, przyjaźń i współpraca. Kiedy łączysz osobistą więź z niesamowitą jakością dwóch piłkarzy, mamy wszystko, żeby stawać się coraz lepsi. Dynamika zespołu nie polega na dwóch plus dziewięciu, tylko na jedenastu. To właśnie ta dynamika stworzy im i wszystkim pozostałym warunki do tego, żeby stawali się coraz lepsi i osiągali coraz wyższy poziom. Po tych kilku tygodniach wspólnej pracy nie mógłbym być bardziej zadowolony z tego, co robią.
[El Chiringuito] Jutro mecz rozpoczyna się o 17:00. Chciałem zapytać o kwestię przedmeczowych zgrupowań. Ma pan już w głowie konkretny sposób działania? Woli pan, żeby zawodnicy odpoczywali w swoich domach czy tutaj, w Valdebebas, biorąc pod uwagę nietypową godzinę meczu? I czy rozmawiał pan już o tym z kapitanami? W przeszłości był to temat, który wywoływał pewne...
Są dwa rodzaje koncentracji. Jedna to ta, o której pan mówi, czyli bycie razem, spanie w hotelu czy spanie w Valdebebas. A później jest ta druga koncentracja, która jest tutaj [wskazuje na głowę]. I to właśnie ona naprawdę mnie interesuje. Nie ma nic wspólnego z tym, czy śpisz tutaj, w hotelu czy w domu. To coś zupełnie innego. To jest to, co robimy na treningach. Czasami myślę, i trochę mnie to smuci, że przychodzicie na trening nawet trzy razy w tygodniu, a jedyne, co widzicie, to rozgrzewkę i ćwiczenia w kółku. Tymczasem w pozostałej części pracy jest ogromna koncentracja [pokazuje palcem na głowę]. Ogromna. I właśnie taki rodzaj koncentracji mnie interesuje. To, czy śpimy razem, czy nie, zależy od sytuacji. Dzisiaj tego nie robimy. Mieliśmy trzy dni między meczami, bez podróży, bez wracania do Madrytu o drugiej czy trzeciej nad ranem, jak może się zdarzyć po spotkaniu Ligi Mistrzów. Teraz jesteśmy wszyscy razem. Mamy odprawę techniczną, czy taktyczną, jak wy to nazywacie. Później wspólnie zjemy. Spędzimy tutaj jeszcze trochę czasu, a potem spotkamy się rano. Ja i Espí śpimy tutaj w Valdebebas. Właściwie ja, Espí i Cucurella. Reszta jedzie spać do domu.
[Cadena SER] Czy Bellingham jest spoiwem tej drużyny? Ze względu na swoją jakość i pressing na przeciwnikach? Czy jest trochę przykładem dla pozostałych zawodników?
To wyjątkowy zawodnik. Wyjątkowy. Niesamowicie ważny dla zespołu. Ma różne atuty, fizyczne, mentalne, taktyczne, zdolność do odbioru piłki i pressingu, umiejętność strzelania goli oraz grę w powietrzu. To absolutnie imponujący zawodnik. Bardzo lubię rozmawiać o Kylianie, Vinim i Jude’zie. Rozumiem, dlaczego o nich pytacie. Ale jestem bardzo zadowolony ze wszystkich zawodników. Jak już kiedyś mówiłem na konferencji, tutaj mamy tylko wielkich zawodników, wielkich zawodników i wielkich zawodników. Drużyna musi funkcjonować jak drużyna. Myślę, że madridismo przychodzi na Bernabéu, żeby oglądać tych wyjątkowych piłkarzy, ale madridismo przychodzi też na Bernabéu, żeby zobaczyć zespół, który gra jak zespół, cierpi jak zespół, przechodzi przez trudności, tak jak przez pewien okres przeciwko Realowi Sociedad, jako zespół i miażdży jako zespół. Jestem trenerem tej drużyny i bardzo podobają mi się wszyscy zawodnicy, których mam.
[Cadena COPE] Niedługo zacznie się dużo mówić o Złotej Piłce, która zostanie wręczona w październiku. Jak duże znaczenie ma dla pana ta nagroda i kto, pana zdaniem, zasługuje na nią w tym roku?
Myślę, że indywidualnie to bardzo piękna rzecz. To coś, dzięki czemu wchodzisz do indywidualnej historii konkretnego zawodnika. I uważam za normalne, że ta grupa, nie jest ich wielu, może kilkunastu zawodników na bardzo, bardzo wysokim poziomie, z których my mamy trzech albo czterech, ma taką ambicję. Dla mnie Złota Piłka powinna trafiać do jednego z tych piłkarzy, za którymi po zakończeniu kariery tęsknimy. I tęsknimy już na zawsze. Tęsknię za Maradoną, Ronaldinho, Ronaldo Nazário, Cristiano Ronaldo, Messim, Zizou, Lotharem Matthäusem. Za takimi ludźmi tęsknię. Nie możesz dawać Złotej Piłki zawodnikowi tylko dlatego, że wygrał Ligę Mistrzów albo mundial. Jeśli chcesz nagrodzić Ligę Mistrzów, daj Złotą Piłkę Luisowi Enrique, Złotą Piłkę dla trenerów, bo on reprezentuje swój zespół. Jeśli chcesz nagrodzić reprezentację Hiszpanii, to na Złotą Piłkę dla trenerów na pewno zasługuje De la Fuente. To byłoby wielkie uhonorowanie zespołu, który przeszedł do historii. Ale czym innym jest najlepszy piłkarz świata. Nie musi być ani z Paris Saint-Germain, ani z reprezentacji Hiszpanii. Najlepszych piłkarzy świata jest dwóch, trzech albo czterech i wiemy, kim są. Wiemy też, gdzie są, tutaj. Wiemy również, kto tego lata indywidualnie przeszedł do historii. Później Złota Piłka jest też być może czymś, w czym pojawia się polityka, a kiedy wchodzi polityka, zaczyna mi się to mniej podobać. Znacie już moje podejście do Złotej Piłki. Nie będziemy teraz wymyślać Złotej Piłki dla reprezentacji Hiszpanii czy Paris Saint-Germain tylko dlatego, że wygrali. W takim przypadku wybór do Złotej Piłki jest między Luisem Enrique a De la Fuente. Najlepszy zawodnik to ktoś inny.
[Onda Cero] Chciałem zapytać o Thiago Pitarcha. W poprzednim sezonie rozegrał już mecze o dużym ciężarze, w których koszulka Realu Madryt mogła ciążyć, a jemu nie ciążyła, nawet jeśli czasami popełniał błędy, bo jest bardzo młody. Przedłużył kontrakt, rozegrał bardzo dobre mistrzostwa Europy, a teraz jest kontuzjowany. Ostatnio mówiono mi, że Arbeloa bardzo nalegał, żeby zabrać go ze sobą do Fulham, ale pan chce go tutaj. Jak ważny będzie dla pana, kiedy wróci do zdrowia, i co sądzi pan o nim jako piłkarzu?
Pozwoli pan, że przy tej okazji nie będę mówił tylko o konkretnym przypadku Thiago. Dla mnie Arbeloa wykonał fantastyczną pracę na dole. Później na górze muzyka jest już inna i znalazł się w sytuacji, która dla nikogo nie byłaby łatwa. Wykonał jednak fantastyczną pracę, nie tylko z Thiago, ale także z wieloma innymi zawodnikami. Ta praca na dole jest kontynuowana bardzo dobrze, bo za każdym razem, kiedy przychodzi do mnie zawodnik z Castilli, podoba mi się. Nie ma ani jednego, który by mi się nie podobał. Spośród wszystkich, którzy przyszli i którzy przychodzą, nie ma ani jednego, który by mi się nie podobał. W przypadku Thiago Álvaro dał mu tyle meczów i tyle minut, że bez żadnych wątpliwości pokazał, iż nie może już regularnie grać na poziomie rozgrywek, w których występuje Castilla. Oczywiście czasem może tam zagrać, ale to nie jest już zawodnik na tę kategorię. To piłkarz pierwszej drużyny i bardzo mi się podoba. Ma cechy, które bardzo, bardzo cenię. Wchodzi do tej grupy 21 zawodników. Jak widzicie, w tej chwili mamy na ławce Rivasa, Cirię, Cestero i dwóch bramkarzy, bo nie mamy zbyt wielu ludzi. Kiedy Thiago będzie zdrowy, będzie częścią tej grupy. A skoro będzie częścią grupy, czekają na niego również minuty. Ma bardzo dużą jakość. Jedyne, co mu mówię, to że mięśnie jego nóg są takie same jak moje i musi poprzez pracę dołożyć tam parę kilogramów.
[La Razón] Ostatnio przeciwko Realowi Sociedad, kiedy rywal się cofnął, Real Madryt stworzył bardzo dużo sytuacji bramkowych. Czy uważa pan, że nad atakiem trzeba pracować równie dużo jak nad obroną, czy raczej należy zostawić ofensywę inspiracji zawodników o największej jakości?
Kiedy masz zawodników o niesamowitej jakości, bardzo często sprawiają, że trener wygląda jak fenomen. A bardzo często trener żadnym fenomenem nie jest, tylko to oni są fenomenami i sprawiają, że trener wygląda na bardzo, bardzo dobrego. Robią rzeczy, które wykraczają poza to, nad czym pracujemy na co dzień. My pracujemy zarówno nad organizacją defensywną, jak i ofensywną. Dzisiaj na przykład całe 45 minut pracy poświęciliśmy organizacji ofensywnej. Oczywiście pracujemy nad ustawieniami taktycznymi, ruchem zawodników i tak dalej. Ale kiedy przychodzi moment trudności i masz takich piłkarzy, bardzo często to oni wygrywają mecze. Trzeba zostawić im przestrzeń na kreatywność i na ich zdolność do podejmowania decyzji, oczywiście nie tracąc przy tym organizacji. I uważam, że pod tym względem bardzo mocno się rozwijamy.
[Okdiario] Dzisiaj widzieliśmy Endricka razem z Militão na bocznym boisku. Chciałem zapytać, ile mniej więcej zostało mu do powrotu? I mówił pan ostatnio o Tchouaménim, że zespół się buduje i zawodnik może odczuwać niepokój, patrząc na to z boku. Endrick również widzi, jak wygląda sytuacja z przodu, przyszedł Diomandé, Espí wchodzi i zdobywa pierwsze punkty dla drużyny. Czy Endrick też odczuwa pewien niepokój?
Tak, ale Endrick jest już blisko. Powiedziałbym, że spośród wszystkich kontuzjowanych to właśnie on jest najbliżej powrotu. Nie chcę ryzykować z Betisem. Nie chcę też ryzykować, podając panu konkretną datę, ale może zdążyć na Betis albo na pierwszy mecz Ligi Mistrzów. Jest bardzo blisko powrotu. Oczywiście pozostałe procesy, Militão, Rodrygo, Asencio, są bardziej skomplikowane. Jeśli chodzi o Tchouaméniego, musimy kontrolować emocje, bo nie chcę, żeby z powodu ogromnej chęci gry wracał, potem wypadał, później znowu wracał i znowu wypadał. Jedna rzecz to mundial. Zagrał, poczuł problemy, zatrzymał się, później ponownie wystąpił w półfinale. Nie chcę rozpoczynać sezonu w sierpniu z taką sytuacją. Wolę jeszcze trochę poczekać i mieć Tchouaméniego, który jest dla nas ważnym zawodnikiem, w pełni zdrowego.
[Radio Nacional de España] Pozostając przy zawodnikach, którzy grali na mundialu, niektórzy dotarli do samego końca, jak reprezentanci Hiszpanii, inni, jak Mbappé czy Bellingham, praktycznie do finału, półfinału czy meczu o trzecie miejsce. Mbappé i Bellingham rozpoczęli sezon bardzo dobrze. Jak macie zaplanowaną kwestię możliwego szczytu formy i późniejszego spadku? I czy w jakiś sposób wpływa na was zmiana w kalendarzu, wcześniejszy początek Ligi Mistrzów i dłuższa przerwa reprezentacyjna, podczas której będą cztery mecze i zawodnicy wyjadą praktycznie na dwa tygodnie, a nawet trochę dłużej?
Mecze reprezentacji mnie martwią. To bardzo dużo czasu. Zawodnicy, którzy jadą na reprezentację i grają, martwią mnie mniej niż ci, którzy jadą na reprezentację, ale nie grają. Ci martwią mnie bardzo. Ja na przykład dzięki relacji, jaką mam z Carlo, będę na bieżąco z sytuacją, czy zawodnik gra, czy nie gra, jaki trening wykonał. Być może będziemy też mogli wymieniać dane GPS i inne informacje, które mamy po obu stronach. Z Carlo na pewno nie będzie problemu. Z innymi selekcjonerami, z którymi nie mam takiej przyjaźni i takiego zaufania, sytuacja, w której zawodnicy są poza klubem praktycznie przez trzy tygodnie, jest bardzo skomplikowana. Musimy jednak zaufać profesjonalizmowi tych trenerów oraz szacunkowi, jaki będą mieli do zawodników i klubów. Nie chcę teraz dramatyzować, ale to okres, w którym bardzo często zdarzają się kontuzje na reprezentacji, a także urazy już po powrocie do klubu. Wracają do klubu, tracąc całą równowagę pracy, którą wcześniej wykonywali, a później w następnym tygodniu czy dwóch pojawia się kontuzja. To niepokojące, ale tak już jest. Nic nie możemy z tym zrobić.
[El Desmarque] Skoro mówi pan o Ancelottim, był on ostatnim wielkim zwycięzcą na ławce Realu Madryt po tych latach bez trofeów. O Ancelottim mówiło się, że jest wielkim trenerem, ale również świetnie zarządza szatnią. Chciałem więc zapytać, siedząc na ławce Realu Madryt i będąc na tym miejscu, co jest trudniejsze, zarządzanie szatnią czy trenowanie pod względem technicznym i taktycznym?
Ancelotti jest wielki pod każdym względem. To nie jest trener, który ma jakiś słabszy punkt. Jest wielki, wielki, absolutnie wielki na każdym poziomie. Powiem panu prawdę, ja nie czuję, żeby cokolwiek było szczególnie trudne. Wszystko traktuję bardzo naturalnie. Nawet problemy są czymś naturalnym. W tej chwili nie mieliśmy jeszcze pierwszego problemu, ale on nadejdzie. A kiedy nadejdzie, czy będzie to problem taktyczny, czy, jak pan mówi, związany z zarządzaniem grupą, to normalne, że coś takiego może się wydarzyć. Trzeba patrzeć na to naturalnie i naturalnie sobie z tym poradzić.
[Radio MARCA] Wrócę do Ancelottiego. Mówił tutaj, że dziennikarze przywiązujemy ogromną wagę do wyjściowej jedenastki, a on w futbolu z pięcioma zmianami niemal większą wagę przywiązywał do tego, kto kończy mecz i w jaki sposób go kończy. Zgadza się pan z tym? I czy trudno jest przekonać do takiego myślenia samych zawodników?
Jeśli jutro podejdziemy do meczu i aż do półtorej godziny przed jego rozpoczęciem przeciwnik nie będzie znał naszego składu, to wolę właśnie tak. Ale jeśli nasz skład wyjdzie już dzisiaj, nie jest to dla mnie żaden dramat. Naprawdę, żaden dramat. Martwi mnie bardziej sytuacja, kiedy wprowadzasz wiele zmian strukturalnych. Jeśli jutro na przykład przejdziemy na trójkę z tyłu i zagramy trzema środkowymi obrońcami albo wystawimy razem Espíego i Kyliana, jeśli zrobimy coś, co trochę wykracza poza to, czego trener Málagi może się spodziewać, wtedy ma to znaczenie. Ale różnica między wystawieniem Carrerasa a Cucurelli nie jest dla mnie dramatyczna. Jeśli skład nie wycieknie, jest to pozytywne odczucie, bo oznacza, że zawodnicy niczego nie powiedzieli, kitmani niczego nie powiedzieli, dział medyczny trzymał język za zębami. To pozytywny sygnał. Ale jeśli skład wyjdzie, nie będzie to dramat.
Komentarze (19)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj sięSocio RealMadryt.pl
Zanim odpowiesz, sprawdź wcześniejsze komentarze
Jako Socio możesz przeglądać publiczną historię komentarzy użytkowników i lepiej wiedzieć, z kim oraz o czym dyskutujesz.