Przychodzi czas na mecz z Realem Madryt, z którego szkółki się wywodzisz. Co czujesz?
Prawda jest taka, że podchodzę do tego z radością, ponieważ to ostatecznie coś pięknego móc zagrać właśnie tam, na Bernabéu. Spędziłem tam wiele lat i uznaję to za swój dom. Ten klub jest moim domem. I cóż, trzeba dać z siebie wszystko. To coś, co sobie wywalczyliśmy, to, że teraz możemy tu być. I pozostaje nam tylko to – dać z siebie wszystko na boisku. I cieszyć się tym.
Na pewno wiele razy wyobrażałeś sobie siebie grającego na tym stadionie, ale w koszulce Realu Madryt. To będzie dziwne uczucie?
Tak, na pewno. Ja od dziecka wielokrotnie przesiadywałem na tych trybunach, oglądając Ligę Mistrzów i wszystkie mecze. Ale to będzie coś pięknego wyjść tam teraz jako zawodnik, jako jeden z głównych bohaterów. To prawda, że z innym herbem, ale cóż… Tak naprawdę nigdy nie myślałem o tym, że zostanę zawodnikiem Realu Madryt. Chodzi mi tutaj o mój poziom. Ale rozegranie na Bernabéu meczu Primera División było moim marzeniem.
Dlaczego nie widziałeś siebie grającego w Realu Madryt?
Ja grałem z nadzieją i chęciami na rozwój, ale prawda jest taka, że nigdy nie myślałem o tym, że tam dotrę. Statystyka sama ci to mówi. Zawsze podchodziłem do tego z nadziejami na to, że coś się może wydarzyć, ale nigdy nie myślałem o tym, że tam dotrę. To prawda, że zacząłem trenować z pierwszą drużyną i otrzymywałem powołania na jakieś mecze, ale wiedziałem, że na koniec pod względem technicznym jestem na to za krótki. To inny poziom, to najlepsi piłkarze na świecie. I możliwe, że zabrakło też mi trochę większej wiary w to wszystko.
Niewielu to osiąga…
Real Madryt ma trochę inny projekt, który polega na sprzedawaniu zawodników. I nie wychodzi im to źle, ponieważ wielu odchodzi do naprawdę silnych drużyn. Trudno jest wykonać ten przeskok do pierwszego zespołu. Gdy z nimi trenujesz i widzisz ich poziom, nie tylko pod kątem fizycznym, ale również technicznym… Zdajesz sobie trochę sprawę z tego, że to chyba nie jest twój poziom. Możliwe, że później rozwijasz pewne rzeczy, stajesz się bardziej inteligentny na boisku i coś możesz osiągnąć, ale ja w tamtym momencie widziałem siebie lata świetlne za nimi. Wiem, że niełatwo jest dotrzeć do Primera División, że jestem dobrym zawodnikiem, ale sam nie wiem. Nie jestem tak widowiskowy, chociaż miałem też sezony, w którym strzelałem więcej goli i bardziej błyszczałem, ale myślę, że nie jestem jakoś szczególnie utalentowany. Moją siłą jest głowa, ponieważ są też bardziej utalentowani ode mnie piłkarze, którzy grają jednak w niższych kategoriach. I to nie jest kwestia futbolu, ale po prostu sposób myślenia: „Dam z siebie wszystko. Zrobię wszystko, co jest zależne ode mnie i dotrę tam, gdzie mogę”. I myślę, że ta mentalność dobrze mi zrobiła, ponieważ jestem teraz tutaj. Nie będę zmieniał czegoś, co dobrze idzie.
W Castilli byłeś niezłym goleadorem. W zawodowym futbolu więcej cię to kosztuje.
Czasami sobie mówisz: „Wcześniej to miałem”. I zagrania, które wcześniej ci wchodziły, teraz po prostu nie wchodzą. Ale myślę, że prędzej czy później to wróci. W poprzednim roku wykonałem wielki krok, bez żadnych problemów fizycznych i teraz chcę dalej podążać tą linią. Nie stawiam sobie granic.
Tego lata Real Madryt sprzedał swoich wychowanków za prawie 200 milionów euro. To mówi dobrze czy źle o sytuacji szkółki w klubie?
Myślę, że dobrze. Ostatecznie celem tych wszystkich chłopaków jest gra w Primera. To prawda, że gra w pierwszej drużynie jest marzeniem, ale my rozmawiamy tutaj o najlepszej drużynie na świecie, to jest bardzo trudne. Podoba mi się ta formuła w stylu: „Słuchaj, sprzedamy cię, ale jeśli dobrze sobie poradzisz, to cię odkupimy”. Wielu zawodników ze szkółki Realu Madryt dołącza do zawodowego futbolu, a ostatecznie o to w tym wszystkim chodzi.
Co dał ci pobyt w Valdebebas?
Wszystko – i pod kątem piłkarskim, i osobistym. Rywalizacja, codzienna walka. Rok w rok sprowadzają ci dwóch czy trzech nowych gości na twoją pozycję, aby ci ją zabrać, aby niczego ci nie podarować za darmo. Musisz cały czas naciskać. To wszystko otwiera ci olbrzymie drzwi do zawodowego futbolu.
Dostrzegasz już rękę Mou?
Nie oglądałem zbyt wiele, widziałem tylko pierwszą połowę z Espanyolem. W pierwszych 15 minutach ich miażdżyli, ale później Espanyol wyglądał już dobrze. Pod względem fizycznym latają jak samoloty, a pod względem technicznym również są bardzo dobrzy. Ale musimy podejść do tego jak po prostu do kolejnego meczu.
Lubisz Mou? On lubi zawodników w stylu box-to-box, tak jak ty.
Oglądam dokument na jego temat i wydaje mi się typowym zwycięzcą. Uwielbia rywalizować, a to ostatecznie w Realu Madryt jest bardzo ważne.
W Castilli prowadził cię Raúl. Niesprawiedliwie się wobec niego zachowano?
To też zależy trochę od szczęścia. Gdy był Raúl, to w pierwszej drużynie był Ancelotti. Później sprowadzili Xabiego i później go zwolnili… Ale Raúla już wtedy nie było. A gdyby był, to na pewno wtedy by postawili na niego. To bardzo dobry trener i mógłby dużo dać Realowi Madryt. Ma również ten gen zwycięzcy. Ale na tym poziomie trudno jest to wszystko osiągnąć.
Drużyną, która stawia na szkółkę, jest Málaga. I teraz wróciła do Primera División.
Gdyby ktoś powiedział to na początku poprzedniego sezonu, to byłaby to niespodzianka. Ale od listopada, grudnia i stycznia wraz z mijaniem kolejnych meczów wszyscy zaczęli w to coraz bardziej wierzyć. Mamy dobrą drużyną, bardzo dobrych zawodników, ale czasami w futbolu to nie wystarcza. Ale udało się nam osiągnąć to wspólne zaangażowanie, którego drużyna potrzebuje do awansu.
To drużyna młodych chłopaków. Ostatecznie jesteś jednym z tych, który wprowadza najwięcej powagi.
Myślę, że trzeba mieć wszystkiego po trochu. Mamy ludzi, którzy wprowadzają dobrą atmosferę, ale są też inni… Nie chcę przez to powiedzieć, że nie lubimy dobrej atmosfery, to logiczne, ale my również naciskamy. I ten kontrast też jest trochę kluczem do tego, aby to wszystko funkcjonowało. Trzeba dobrze spędzać czas, ale bez zapominania, że skupienie jest na pracy i codziennej rywalizacji.
Ale wielu z tych zawodników jeszcze nie tak dawno grało z prowincjonalnymi drużynami na ziemistych boiskach. A teraz szykują się do starcia z Realem Madryt.
Ale ten tydzień jest dla nas taki sam jak każdy. Teraz jest Real Madryt, a rok temu było Mirandés. I pracowaliśmy tak samo. Tak powinno być. Możliwe, że w dniu meczu poczujemy to bardziej, będzie więcej nerwów, ale nie możemy stracić skupienia na tym, aby wyjść po to, aby zrobić swoje. Z nadziejami i chęciami. Myślę, że musimy poprawić wiele rzeczy, inne już teraz robimy dobrze. Z tym wszystkim, co mamy, wszyscy musimy wiosłować w jednym kierunku, zachować siłę, wszystko z optymizmem i ambicjami.
Opowiedz nam coś o Funesie. Nikt go nie znał, był w Malagueño, jest profesorem uniwersyteckim, był w trakcie aplikacji na zupełnie inne kierunki… I nagle was wszystkich przekonał, latacie przy nim po boisku, puszcza wam motywujące kawałki z takich filmów jak Kung Fu Panda…
Temat Kung Fu Pandy jest dobry dla mediów, jest chwytliwy – ale my nie wygrywamy dlatego, że w szatni puszcza nam Kung Fu Pandę. To dużo więcej, on ma bzika na punkcie futbolu i myślę, że właśnie to było kluczowe. Dodał nam tego punktu pewności siebie, którego możliwe, że potrzebowaliśmy. Mieliśmy na sobie za dużą presję. I dużo wie o futbolu i to wszystko zaczął nam pokazywać.
Po wywalczeniu awansu musiałeś wrócić do Celty, ale wiedziałeś, że chcesz grać w Máladze.
Byłem bardzo spokojny. To nie tak, że byłem pewny, że wrócę, ponieważ wszystko się mogło wydarzyć, ale ostatecznie chciałem wrócić, a klub też chciał, abym wrócił. W Vigo również za bardzo na mnie nie liczono i wiedziałem, że prędzej czy później to się rozwiąże. Starałem się cieszyć tygodniami wakacji. Wiedziałem, że prędzej czy później to się zamknie.
Z perspektywy pomocnika powiedz coś więcej o środku pola Realu Madryt. Brakowało tam Rodriego?
Dla mnie Rodri jest jednym z najlepszych na świecie i myślę, że bardzo dobrze by im zrobiło jego przyjście, ale cóż, oni mają Bellinghama, Tchouaméniego, Bernardo Silvę, który też jest dla mnie topem… I wielu innych jak Güler, który również bardzo dobrze sobie radzi. Realowi Madryt idzie dobrze dopóki nie przegra dwóch meczów i wtedy nagle wszystko staje się tragedią… Trzeba zachować spokój, Mou dopiero tu przyszedł, trzeba dać mu czas. I nie mówię, że tylko ten rok, ale wręcz kilka lat na ten projekt i dopiero wtedy zobaczyć, jak idzie. Wygrywanie Ligi Mistrzów co rok jest niemożliwe, co jakiś czas muszą przegrać. Ale szybko się odbudują. Myślę, że to jest właśnie problem kibica Realu Madryt – w przypadku porażki nagle będzie chciał zwolnienia Mou i wszystkich. Ale futbol tak nie działa. Niech zapytają o to na przykład kibica Málagi, gdzie przegrywanie jest normalne.
Największym niebezpieczeństwem Realu Madryt jest ich przód?
Mamy swój plan. Wiemy, że w Realu Madryt jest wielu zawodników, którzy jedną akcją rozwalają ci cały tygodniowy plan, ale wiemy też, gdzie chcemy iść i postaramy się ich zatrzymać. Mamy dobrych zawodników pod względem defensywnym, to będzie piękna batalia.
Málaga nigdy nie wygrała na Bernabéu.
Nie wiedziałem o tym, ale takie statystyki są po to, aby je przełamywać. W poprzednim sezonie też mieliśmy kilka meczów, których nigdy wcześniej nie wygraliśmy i udało się to osiągnąć. To kolejne wyzwanie.
Zobaczymy odważną Málagę?
Tak, tak, wyjdziemy tak, jak zawsze to robimy. Jeśli zaczniemy kombinować, to wtedy wszystko się nam posypie. To logiczne, że będą fazy, w których Real Madryt nas zepchnie, ale nasze nastawienie będzie takie samo jak w każdy weekend.
Jeśli strzelisz, to będziesz celebrował?
Nie, nie mógłbym tego zrobić na Bernabéu. Mam wielki szacunek do klubu, mam z nim wielką więź. Obym mógł strzelić, obyśmy mogli zgarnąć dzięki temu trzy punkty, ale nie będę celebrował.
Komentarze (0)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj sięSocio RealMadryt.pl
Zanim odpowiesz, sprawdź wcześniejsze komentarze
Jako Socio możesz przeglądać publiczną historię komentarzy użytkowników i lepiej wiedzieć, z kim oraz o czym dyskutujesz.