REKLAMA
REKLAMA

Brakujący element

Czegoś brakuje, ale czego?

REKLAMA
REKLAMA
Brakujący element
José Mourinho. (fot. Getty Images)

Zakładamy, że każdy z nas choć raz w życiu doświadczył tego dziwnego uczucia, kiedy w teorii wszystko wydaje się znajdować na swoim miejscu, nic w rażący sposób nie zakłóca krajobrazu, a mimo to w środku odnosimy wrażenie, że coś nie gra. Że nasze feng szui jest zaburzone, choć nie ma ku temu racjonalnego powodu. Ten budzący swego niepokój brak bliżej nieokreślonego „czegoś” potrafi być wyjątkowo męczący, najlepiej wiedzą to zapewne osoby rzucające palenie lub inne używki. Na mniejszą skalę od czasu do czasu z czymś podobnym zmagamy się jednak wszyscy lub prawie wszyscy.

REKLAMA
REKLAMA

José Mourinho po powrocie do Realu Madryt zdążył poprowadzić zespół już w pięciu meczach, a jednak przez cały ten czas mogliśmy obserwować zarówno jego, jak i nowych piłkarzy trochę jak przez sklepową witrynę. Niby wiemy, że są tuż za progiem, ale wciąż nie mogliśmy ich „dotknąć” i poczuć, że są nasi. Widziano ich w Austrii, Niemczech, na Węgrzech oraz na zachodzie i wschodzie Hiszpanii, ale nie tam, gdzie de facto jest ich miejsce, czyli na Santiago Bernabéu.

Choć informację o ponownym zatrudnieniu The Special One podano już w czerwcu, dopiero teraz, pod koniec sierpnia, nadszedł dzień, na który tak naprawdę czekaliśmy. Po 13 latach publika zgromadzona w białej świątyni wreszcie będzie miała okazję przywitać człowieka będącego w oczach wielu osobą odpowiedzialną za położenie podwalin pod największe sukcesy Królewskich w ostatnich latach. Wraz z Portugalczykiem na stadionie po raz pierwszy pojawią się też ci, którzy mają pomóc w powrocie drużyny na właściwe tory. Trzeba przecież pamiętać również o tym, że kibice nie mieli okazji przywitać żadnego z nowych nabytków podczas oficjalnych prezentacji. Te bowiem odbyły się za zamkniętymi drzwiami.

W praktyce sezon więc zdążył się już rozpocząć, ale prawdziwy okres rozliczeniowy rozpocznie się de facto dzisiaj o godzinie 21:00. Ośmielimy się stwierdzić, że początek tego projektu budzi o wiele więcej – również tych skrajnych – emocji niż przed rokiem, gdy klub zatrudniał Xabiego Alonso. Wówczas daliśmy się ponieść chyba fali zbytniego entuzjazmu, tym razem przeważa raczej ciekawość i zaintrygowanie. Real tego lata wyszedł bowiem wyraźnie poza schemat nie tylko przy wyborze trenera, lecz także w sprawie transferów.

REKLAMA
REKLAMA

Trudno nie odnieść wrażenia, że tym razem nie tylko wiek, lecz przede wszystkim rzeczywiste potrzeby zespołu były głównym kryterium przy dokonywaniu wzmocnień. Brak jeszcze jednego stopera? Jest Konaté. Problemy z płynnością w środku pola? Mamy Bernardo. Budzące wątpliwości boki obrony? Na jedną flankę Dumfries, na przeciwległą Cucurella. Kłopot z typową dziewiątką na okopujących się głęboko rywali? Rozwiązaniem ma być Espí. Wreszcie też kupiono kogoś na prawe skrzydło, kto na prawym skrzydle nie gra za karę, czyli Yana Diomandé. Na papierze każdy z tych ruchów naprawdę się broni. Mourinho ma natomiast za zadanie tylko i aż poskładać to w całość. Jego punkt wyjścia wydaje się jednak znacznie lepszy niż w przypadku dwóch poprzednich szkoleniowców.

Tak czy inaczej, głupio byłoby kompletnie zignorować pierwszą ligową potyczkę Realu przeciwko Espanyolowi. Mecz ten jednak jest bardzo trudny do oceny, ponieważ w gruncie rzeczy o jego ostatecznym odbiorze zadecydowała jedna akcja z doliczonego czasu. Gdyby Espí koniec końców nie trafił do siatki, prawdopodobnie mówilibyśmy dziś o spotkaniu będącym kalką wielu konfrontacji z dwóch poprzednich sezonów. Najlepszym podsumowaniem był chyba komentarz samego Mourinho, który stwierdził, że jednej strony Real zasłużył na zwycięstwo, z drugiej z kolei Espanyol nie zasłużył na porażkę. Choć pozornie obie te rzeczy sobie przeczą, w tym przypadku słowa te wcale nie brzmią szczególnie dziwnie.

REKLAMA
REKLAMA

Jakkolwiek patrzeć, dziś wymagać będziemy czegoś więcej. Pierwszy domowy mecz i cała towarzysząca mu otoczka sprawiają, że chciałoby się, by boiskowe wydarzenia nadążyły za podniosłością chwili. Życzymy więc sobie i wam, by wieczorne starcie nie pozostawiło w nas tego wspomnianego na początku nieprzyjemnego uczucia, że czegoś wciąż jeszcze brakuje.


Mecz z Realem Sociedad rozpocznie się o godzinie 21:00 na Santiago Bernabéu. W Polsce spotkanie będzie można obejrzeć na CANAL+ SPORT i CANAL+ Sport 6 w serwisie CANAL+ Online [współpraca].

Czytaj kolejne newsy bez przeklikiwania

Jako Socio korzystasz z widoku Aktualności+, w którym kolejne artykuły wyświetlają się w całości, jeden pod drugim. Wystarczy przewijać.

  • Aktualności+
  • Bez reklam
  • Priorytetowy support
Zobacz Aktualności+ od 12,50 zł /mies.przy płatności rocznej

Ostatnie aktualności

REKLAMA
REKLAMA

Komentarze (9)

REKLAMA