REKLAMA
REKLAMA

Mourinho: Ufam hiszpańskim sędziom, nie sądzę, żeby którykolwiek wychodził na boisko jako „kolega Negreiry”

José Mourinho pojawił się na konferencji prasowej przed meczem z Realem Sociedad w La Lidze. Przedstawiamy zapis tego spotkania dziennikarzy z trenerem Realu Madryt w Valdebebas.

REKLAMA
REKLAMA
Mourinho: Ufam hiszpańskim sędziom, nie sądzę, żeby którykolwiek wychodził na boisko jako „kolega Negreiry”
José Mourinho podczas dzisiejszej konferencji prasowej w Valdebebas. (fot. RealMadridTV)

[Real Madrid TV] Jutro pierwszy domowy mecz w tym sezonie, powrót drużyny, a także pana na Bernabéu. Jak do tego podchodzicie i przede wszystkim co chciałby pan zobaczyć jutro w swojej drużynie przeciwko tak dobremu rywalowi jak Real Sociedad?
To pierwszy mecz u siebie, ale ostatecznie jeden z 19, które rozegramy u siebie, i jeden z 38 w rozgrywkach ligowych. Każdy punkt jest ważny i każdy stracony punkt również jest bardzo ważny. Oczywiście naszym celem jest zwycięstwo, przy pełnym szacunku dla zespołu, który na ten szacunek zasługuje. To drużyna ze swoją tożsamością, z zawodnikami o dużej jakości, która na pewno postawi nam trudne warunki. Na stadionie Espanyolu bardzo mocno odczuwaliśmy wsparcie tamtejszych kibiców dla swojej drużyny. Oczywiście jutro na Bernabéu liczymy na wsparcie naszych kibiców dla naszego zespołu. Przede wszystkim oczekuję, żeby zawodnicy, żeby drużyna miała ten sam głód zwycięstwa, takie samo nastawienie, taką samą odporność, taką samą siłę, a jednocześnie spokój potrzebny do zmierzenia się z trudnym zespołem w trudnym meczu. Mam nadzieję, że kibice spojrzą na drużynę i dostrzegą taką mentalność. Być może właśnie taka mentalność sprawi, że Bernabéu stanie się jeszcze mocniejsze.

REKLAMA
REKLAMA

[AS] Kiedy wychodziliśmy, słyszeliśmy hałas Formuły 1…
To jakaś Formuła, ale nie 1.
Formuła 3. Przy takim natłoku spotkań, kiedy będziecie grać co trzy dni, a pan wielokrotnie podkreślał, że nie wszyscy zawodnicy są na takim samym poziomie przygotowania, jak sprawić, żeby wszyscy stali się „Formułą 1”, skoro niektórzy mają za sobą siedem razy więcej treningów od innych?
To prawda. Nie odbierając Espanyolowi zasług za mecz, który rozegrał, jedną z rzeczy, które zrobiły różnicę, było to, że mierzyliśmy się z zespołem bez zawodników uczestniczących w mundialu, który od dłuższego czasu pracował razem, rozegrał mnóstwo sparingów i przystąpił do spotkania z poziomem intensywności, którego my jeszcze nie mamy. Najbardziej wyrazisty przypadek, mimo że pod względem fizycznym jest wyjątkowym zawodnikiem, to Jude. Widzieliście, że w momencie, kiedy musieliśmy strzelić gola i był remis, nie mogłem trzymać go na boisku dłużej, niż to zrobiłem. Oczywiście ta różnica istnieje. Mamy jednak bazową strukturę złożoną z ludzi, którzy pracują dłużej i są na wyższym poziomie przygotowania. Samo granie również pomaga. Granie przyspiesza proces dochodzenia do normalnej formy, dlatego trzeba odpowiednio zarządzać różnicą między graniem zbyt dużo a niegraniem wcale. Zawodnicy muszą grać. Na przykład Cucu. Wpuściłem go na boisko, bo uważałem, że może nam coś dać, co rzeczywiście zrobił, ale również po to, żeby dać mu te 30–35 minut. Zarządzamy tym na podstawie obiektywnych danych, danych naukowych, mamy ludzi, którzy się tym zajmują, ale łączymy to także z moją wizją, moim doświadczeniem, komunikacją z zawodnikami oraz z czymś, co jest jeszcze ważniejsze od wszystkiego, z odczuciami samego piłkarza i wiedzą, jaką każdy zawodnik ma na temat własnego organizmu.

REKLAMA
REKLAMA

[Radio Nacional de España] W pierwszej odpowiedzi mówił pan, że jest całkowicie skupiony na meczu, ale jutro wraca pan na Bernabéu. Rozumiem, że pod względem osobistym będzie w tym również coś wyjątkowego i emocjonalnego. Jak pana zdaniem przyjmie pana Bernabéu?
Nie chcę, żeby Bernabéu przyjęło mnie w jakiś szczególny sposób. Chcę, żeby Bernabéu przyjęło drużynę jako swoją drużynę, swoją pasję. Poprzedni sezon nie zakończył się dobrze i w pewnym momencie mogło się wydawać, że ta miłość przechodziła przez trudny okres. Chcę, żebyśmy zaczęli od zera, chociaż w tym przypadku nie jest to do końca zero. Myślę, że ludzie zdążyli już poczuć, jak ta grupa pracuje, jakie ma zaangażowanie i jak bardzo chce robić wszystko dobrze. Chcę, żeby wspierali zespół i to jest dla mnie najważniejsze. Ja nie jestem ważny. Jeśli pyta mnie pan o moje odczucia, to jestem w pełni zdolny kontrolować swoje emocje i normalnie rozegrać mecz, który normalny nie jest, bo gramy o trzy punkty i musimy je zdobyć. Naprawdę bardzo chciałbym jednak, żeby drużyna poczuła coś innego niż to, czego doświadczała w poprzednim sezonie, przede wszystkim w jego końcowej części.

[laSexta] Po meczu z Espanyolem powiedział pan, że sędziowanie wydało się panu dobre, ale później zwrócił pan uwagę na to, czego doświadcza Vinícius. Patrząc na sędziowanie wobec was i Barcelony, wobec Viníciusa i Lamine’a, uważa pan, że Vinícius jest traktowany inaczej? I czy w swojej drugiej kadencji ufa pan hiszpańskiemu sędziowaniu?
Powiem panu prawdę. W poprzednim sezonie oglądałem każdy mecz Realu Madryt i każdy mecz Barcelony. Szczerze mówiąc, nie mogę powiedzieć wiele o całym sezonie, bo nie śledziłem tego tydzień po tygodniu i mecz po meczu. Mogę jednak powiedzieć, co czuję teraz, także na podstawie sparingów i spotkań rozgrywanych poza Hiszpanią w okresie przygotowawczym. Wyraźnie widać różnicę. Nie mówię o Laminie, tylko ogólnie o różnicy w traktowaniu Viníciusa względem innych zawodników. Weszło to już w pewną dynamikę, w spiralę, którą wyczuwają przeciwnicy. A kiedy przeciwnik czuje, że może sobie na coś pozwolić, to to robi. To jest dla mnie bardzo oczywiste. Trochę jak z małymi dziećmi. Moje już nie są małe, mają 29 i 26 lat, ale małe dzieci posuwają się tak daleko, jak im na to pozwolisz. Z piłkarzami na boisku jest tak samo. Jeśli mogę obijać Viníciusa, jeśli mogę wywierać na niego presję fizycznie czy słowami, jeśli żółtą kartkę dostaję dopiero po dziesięciu faulach, jeśli mogę dojść niemal do agresji, to oczywiście jest to sposób traktowania, który mi się nie podoba. Jak mówiłem ostatnio, jeśli ktoś chce interpretować moje słowa przez pryzmat tego, co mówiłem jako trener Benfiki, sprawa jest bardzo prosta. Kiedy byłem trenerem Benfiki, interesowała mnie wyłącznie Benfica, a nie Real Madryt. Teraz rozumiem, że sam próbuję sprawić, żeby Vini lepiej kontrolował emocje. Ale zaczyna się mecz i po trzech minutach ktoś go kopie, a to jest agresja. Nie obchodzi mnie, czy to kopnięcie łamie mu L4, L5 i kręgi szyjne. To jest agresja, to jest kopnięcie i to jest czerwona kartka. Jeśli chodzi o sędziego z poprzedniego meczu, to po kilkukrotnym obejrzeniu spotkania, co zawsze robimy, uważam, że pod względem technicznym sędziował bardzo dobrze. Na boisku miałem wątpliwości przy jednej drobnej sytuacji, potencjalnej drugiej żółtej kartce dla zawodnika Espanyolu na początku drugiej połowy za nadepnięcie Carrerasa, ale po obejrzeniu tego doskonale rozumiem, że nie była to druga żółta. Poza tym sędziowanie bardzo mi się podobało. Jeśli chodzi o czerwoną kartkę za agresję na Viníciusie, rozumiem, że główny sędzia tego nie widział. Rozumiem też sytuację czwartego arbitra, który stał tuż obok… Chociaż nie rozumiem, że nie chciał sam podjąć decyzji, która byłaby fundamentalna dla meczu. O VAR-ze mogę powiedzieć, że nie wykonał swojej pracy zbyt dobrze. Ale główny sędzia bardzo mi się podobał. Czy ufam hiszpańskiemu sędziowaniu? Zawsze mówię to samo, przed każdym meczem zawsze ufam sędziemu. Czy to w lidze, w której pracuję, obecnie hiszpańskiej, czy w Lidze Mistrzów z arbitrem dowolnej narodowości. Zawsze ufam. Po spotkaniu czasami są rzeczy, które mi się nie podobają. Jeśli poprzez to pytanie chce pan trochę nawiązać do tego, co wydarzyło się w przeszłości, to ja na takim poziomie nie mam wątpliwości. Nie myślę, że jest dzisiaj w Hiszpanii sędzia, który wychodzi na boisko z myślą, że jest kolegą Negreiry albo że Negreira poprosił go kiedyś o przysługę. Nie. W tym przypadku całkowicie stoję po stronie uczciwości hiszpańskich arbitrów. W niektórych meczach były już decyzje, które wpłynęły na wyniki. W pierwszym domowym meczu Atlético decyzja miała wpływ na wynik. W meczu Sevilli z Rayo również. Ale takie rzeczy się zdarzają. Mogą się zdarzyć.

REKLAMA
REKLAMA

[Cadena SER] W tej spirali wokół Viníciusa, o której mówił pan po meczu z Espanyolem na Cornelli, niestety przyzwyczailiśmy się już do tego, że jest prowokowany, Vinícius odpowiada i prowadzi ciągły dialog czy to z publicznością, czy z rywalem, czy z arbitrem. Chciałem zapytać pana jako trenera, czy zamierza pan z nim o tym rozmawiać, czy już pan rozmawiał i czy chce pan coś w jego zachowaniu zmienić. Nie może pan zmienić wyzwisk z trybun czy kopnięcia rywala, ale być może są rzeczy, które sam Vinícius może zmienić?
Są rzeczy, które dzieją się na boisku, i takie, które dzieją się poza nim. Jeśli chodzi o reakcję na publiczność i na obelgi, oczywiście nie mówię o zachowaniach rasistowskich czy homofobicznych, tylko o typowych wyzwiskach ze strony, nazwijmy go, zwykłego kibica, uważam, że Vinícius może nad tym lepiej panować. Myślę, że jego relacja z trybunami rywali może się poprawić. Ale jeśli chodzi o grę, kopnięcia, faule, rzuty karne i całe nagromadzenie frustracji, uważam, że odpowiedzialny jest sędzia. „Sędzia”, tak się mówi, prawda? W tym przypadku wolę mówić „sędzia” niż „arbiter”, bo chodzi mi o sprawiedliwość. Powiem panu prawdę. Jak wszyscy wiedzą, albo w ogóle nie byłem piłkarzem, albo byłem bardzo małym piłkarzem. Gdybym rozpoczął mecz i ktoś by mnie kopnął… Przy moim charakterze być może minutę później czerwoną kartkę dostałbym ja. To sędzia musi tam być, musi chronić wszystkich zawodników i musi chronić grę. W takich sytuacjach bardzo trudno jest mi pomóc Viniemu. Natomiast jego relacja ze stadionami rywali jest czymś, nad czym możemy pracować.

REKLAMA
REKLAMA

[Cadena COPE, Miguel Ángel Díaz] Chciałem zapytać, bo mówił pan teraz o swoim charakterze. Wiele osób pracujących w klubie mówi, że widzą pana znacznie spokojniejszego niż podczas pierwszej kadencji, bardziej refleksyjnego i powściągliwego. Chciałem zapytać, czy…
Już powiedział mi pan coś interesującego. Ma pan kontakt z ludźmi, którzy tutaj pracują [Mourinho się uśmiecha i grozi palcem].
My, dziennikarze, z tego żyjemy, a przynajmniej próbujemy. Chciałem zapytać, czy sam uważa się pan teraz za spokojniejszego, bardziej refleksyjnego i czy sądzi pan, że będzie w stanie utrzymać taki ton serdeczności i spokoju przez cały sezon?
Myślę, że tak. Od kilku lat, nie tylko odkąd tutaj przyszedłem, czuję się spokojniejszy i mam większą kontrolę nad swoimi emocjami. Pod tym względem na pewno tak. Nadal jednak nie wiem… Wiem, ale być może w inny sposób, jak będę reagował na trudne sytuacje i momenty frustracji, które na pewno nadejdą, bo jeszcze ich nie było. Wygraliśmy pierwszy mecz. Nie pojawiły się również dlatego, że nie widziałem jeszcze u nikogo lenistwa. Nie lubię lenistwa. Lubię, kiedy ludzie pracują dla Realu Madryt. Do tej pory nie widziałem ani nie czułem żadnego lenistwa. Widziałem wszystkich, którzy chcą dawać z siebie wszystko. I w tej chwili, jak mówiłem również ostatnio, być może to zawodnicy i ludzie, którzy tutaj pracują, chronią mnie przed moją ciemną stroną osobowości. Być może to oni mnie przed nią chronią. Dobrze się z tym czuję.

REKLAMA
REKLAMA
X
@ESnomanuhttps://x.com/ESnomanu/status/2092188749874532768

Po załadowaniu tej treści Twoje dane mogą trafić na serwery zewnętrznej firmy.

Co się stanie po załadowaniu?

X otrzyma Twój adres IP i informacje o przeglądarce, może też zapisać własne pliki cookie i przetwarzać dane poza Europejskim Obszarem Gospodarczym. Stałą zgodę wycofasz w ustawieniach.

Więcej o prywatności

[Onda Cero] Chciałem zapytać o kadrę. Uważa ją pan za zamkniętą zarówno pod względem ewentualnego przyjścia kolejnego zawodnika, jak i odejścia kogoś z obecnych? Czy ma pan jakieś zastrzeżenie albo prośbę dotyczącą pozycji, którą należałoby jeszcze wzmocnić?
Dla mnie kadra jest zamknięta, ale rynek jest otwarty. Nigdy nie wiadomo, co może się wydarzyć. Nie wiadomo, czy nie przyjdzie zawodnik i nie powie: „Chcę odejść. Posadził mnie pan na ławce w dwóch meczach i chcę odejść”. Na razie nie spodziewam się tego, bo widzę ludzi bardzo zaangażowanych, z bardzo dobrym poczuciem grupy i zespołu, ale coś takiego zawsze może się zdarzyć. Nie wiem też, czy nie zadzwoni do mnie prezes albo José Ángel i nie powie: „Mamy niesamowitą ofertę za któregoś zawodnika”. Nie wiem. W mojej głowie kadra jest zamknięta. Nie mam żadnej prośby. Jestem bardzo zadowolony z zawodników, których mam. Gdyby teraz któryś z nich odszedł, nie byłbym zadowolony. Chciałbym zostać z tą kadrą przez cały sezon, również przy otwartym rynku.

[El País] Ostatnio mówił pan, że pod względem taktycznym trudniejsze będzie dla pana znalezienie odpowiedniego sposobu na wspólną grę Viníciusa, Bellinghama i Mbappé niż znalezienie roli dla każdego z nich z osobna. W tej pracy, którą pan wykonuje, co jest najtrudniejsze? Co pana zdaniem może sprawić największy problem?
Najtrudniejszego problemu nie będę miał, bo najtrudniej jest wtedy, kiedy nie masz zawodników z absolutnego topu albo kiedy przy pierwszym problemie, kontuzji czy zawieszeniu, nie masz piłkarzy, którzy potrafią utrzymać poziom zespołu. To największy problem, jaki może mieć trener. Ja miałem go w ostatnich latach, ponieważ pracowałem w drużynach, które nie należały do najlepszych w Europie. Tego największego problemu tutaj nie będę miał. Gdybym powiedział panu, jakie elementy uważam za najtrudniejsze, jednocześnie powiedziałbym coś moim przeciwnikom, a mam nadzieję, że oni tego nie zrozumieją albo zrozumieją dopiero po meczu i po porażce. Nie chcę za dużo zdradzać. Ale jeśli pyta mnie pan, czy chcę całą trójkę, czy wolałbym tylko dwóch, to chcę całą trójkę. Chcę całą trójkę i uważam, że to, co mają pozytywnego, zdecydowanie rekompensuje to, co ewentualnie może nie być idealnie kompatybilne pod względem taktycznym. A ja jestem tutaj również po to, żeby im pomagać, przed meczami poprzez pracę, a w trakcie spotkań poprzez decyzje, które mogę podejmować.

REKLAMA
REKLAMA

[Televisión Española] Przy nieobecności Tchouaméniego często widzimy Fede Valverde w pozycji bardziej związanej z kreowaniem gry i wyprowadzaniem piłki. Po analizie wszystkich danych po meczu, pańskich odczuć, które, jak pan mówił, są dla pana ważne, oraz rozmów z samym zawodnikiem, gdzie w idealnej sytuacji, kiedy wszyscy są dostępni, najbardziej widzi pan Fede? Przez ostatnie sezony oglądaliśmy go w bardzo różnych rolach. Bardziej przy rozegraniu, jako klasycznego pomocnika czy jako zawodnika wchodzącego wyżej?
Nie podoba mi się, kiedy gra na prawej obronie, chociaż w przeszłości czasami z konieczności ustawiali go tam inni trenerzy, także w reprezentacji i na mundialu. Grał na prawej obronie, na prawej stronie, jako „dziesiątka”… Występował na pozycjach, na których moim zdaniem może grać, ale dla mnie bez żadnych wątpliwości jest zawodnikiem środka pola. Później wszystko zależy od rywala, od tego, z kim gra, i od naszych celów. Może być bardziej pozycyjny albo bardziej mobilny. Koncepcja, że tylko środkowi pomocnicy są odpowiedzialni za budowanie gry, coraz bardziej zanika w futbolu. Jeśli drużyna ma niesamowitą „szóstkę”, która kontroluje wszystkie ruchy, ale przeciwnik kryje ją indywidualnie, to co wtedy? Nie będzie już dotykać piłki 70 razy, tylko 30. Zespół musi mieć inne rozwiązania. Dzisiaj wszystkie drużyny budują na różne sposoby, czwórką, trójką, trójką z bocznym obrońcą, trójką z pomocnikiem, z bocznymi obrońcami ustawionymi niżej albo wyżej. Proszę spojrzeć na różnicę między Trentem a Dumfriesem. Ktoś może powiedzieć: „Boczny obrońca to boczny obrońca”. Ale dzisiaj boczny obrońca może być niemal skrzydłowym albo może być takim zawodnikiem jak Trent, który wchodzi do środka i ma bardzo ważne podanie przy budowaniu akcji. Dlatego na tym etapie nie chcę przyklejać etykiet, Tchouaméni, „6”, Camavinga, „6”, Fede, „8”, Bernardo, „10”. Te rzeczy się rozmywają. W czasie meczu role trochę się przenikają.

REKLAMA
REKLAMA

[El Chiringuito] Skoro mówimy o ustawieniu, kiedy wpuścił pan Carlosa Espíego na ostatnie dziesięć minut, niezależnie od gola, można było odnieść wrażenie, że polecił mu pan ustawić się między dwoma środkowymi obrońcami, co trochę uwolniło Mbappé. Gra Espíego i Mbappé razem to rozwiązanie tylko na sytuacje awaryjne, kiedy mecz się zacina, czy możemy widzieć ich razem częściej, nawet od początku?
Możemy ich zobaczyć razem. Oczywiście w procesie naszej ewolucji jako zespołu już na początku okresu przygotowawczego, kiedy nie było Kyliana, graliśmy w ten sposób z Endrickiem. To inny profil gry ofensywnej. Carlos również daje nam inny profil. Patrząc jednak na to, jak wyglądał mecz z Espanyolem, który był bardzo głęboko cofnięty i praktycznie już nie wychodził ze swojej połowy, Kylian jako superpiłkarz w tej desperackiej fazie zaczął schodzić niżej, próbował, tak jak przy golu, samemu brać piłkę, przeprowadzać akcję indywidualną i eliminować jednego czy dwóch przeciwników. Pomyślałem wtedy, że Carlos może być ważny, żeby związać ze sobą obrońców. Do tego, kiedy na boisku jest Trent, jakość dośrodkowań bardzo mocno wzrasta, więc posiadanie tam tego giganta również mogło być rozwiązaniem.

REKLAMA
REKLAMA

[Okdiario] Chciałem zapytać o Tchouaméniego. Dzisiaj nie trenował z resztą kolegów, przynajmniej podczas pierwszych 15 minut. Jak wygląda jego sytuacja? Czy doszło do nawrotu urazu i co właściwie mu dolega?
To nie jest nawrót urazu. Bardzo dużo wycierpiał na mundialu, bo na mundialu się cierpi. Jeśli musisz grać z urazem w ostatnich meczach sezonu, wiedząc, że później masz miesiąc wakacji, ryzykujesz wszystkim. On właśnie tak zrobił. Jak widzieliście, nie zagrał w kilku meczach, ale później ponownie wystąpił w półfinale. Ma pewien problem, na który okres wakacyjny nie wystarczył. Oczywiście zawodnik zaczyna widzieć budujący się zespół, nadchodzące mecze i chce próbować. Spróbował. Mógłby dalej trenować i grać, ale uznaliśmy, że nie można rozpoczynać sezonu z bólem. Można kończyć sezon z bólem. Można powiedzieć w ostatnim miesiącu czy dwóch: „Dobra, jedziemy do końca”. Ale nie można rozpoczynać sezonu w sierpniu, nie będąc w stu procentach zdrowym. Dlatego razem z nim, ze sztabem i działem medycznym zdecydowaliśmy, że ma wrócić dopiero wtedy, gdy będzie w stu procentach gotowy. Poczekamy. Jeśli potrzeba kolejnego tygodnia, poczekamy tydzień. Jeśli dwóch, poczekamy dwa. Nie będziemy niczego przyspieszać.

REKLAMA
REKLAMA

[Radio MARCA] Mówił pan właśnie o Tchouaménim i o tym, żeby nie podejmować ryzyka na początku sezonu. Jeśli się nie mylę, jutro będzie siedem nieobecności. Wspominał pan również o braku rytmu i niewielkiej liczbie treningów części mundialistów. Przy tym wszystkim na początku sezonu musicie rozegrać cztery mecze w ciągu 12 dni. Uważa pan, że to niesprawiedliwe, żeby rozpoczynać sezon w taki sposób albo żeby terminarz ligi był tak skonstruowany?
Nie. Muszę wręcz podziękować La Lidze, że zachowała zdrowy rozsądek i w przypadku drużyn, które miały wielu zawodników na mundialu, przesunęła start o dodatkowy tydzień. Gdyby tego nie zrobiono, mielibyśmy zdecydowanie większy problem. Pierwszy mecz z Realem Sociedad rozegralibyśmy dwa tygodnie temu. To byłby ogromny problem. Żaden z naszych mundialistów by nie zagrał. Myślę, że Oyarzabal również by nie wystąpił. Dlatego La Liga zachowała zdrowy rozsądek i dała wszystkim zespołom z mundialistami możliwość przesunięcia spotkania o tydzień. Jeśli więc teraz mamy takie nagromadzenie meczów, jest ono konsekwencją czegoś, co było dla nas pozytywne. Profesjonalne zespoły muszą grać po trzy mecze w tygodniu. Muszą. Jeśli któryś zawodnik będzie cierpiał bardziej, jeśli pokażą to dane naukowe albo zdrowy rozsądek i odczucia samego piłkarza, nie zagra, a zagra ktoś inny.

REKLAMA
REKLAMA

[TNT Sports Brasil] Ostatnio powiedział pan, że Endrick ma drobny problem mięśniowy. Czy może pan powiedzieć trochę dokładniej, co mu dolega i kiedy spodziewa się pan jego powrotu? Co pan o nim myśli i jaką rolę przewiduje pan dla Endricka w tym sezonie?
Nie potrafię dokładnie powiedzieć, na czym polega konkretny problem. Ma zapalenie ścięgna i niewielki problem mięśniowy w jego okolicy, ale bardziej chodzi o ostrożność niż o jakiś poważny uraz. To zawodnik, który bardzo mi się podoba. Miał bardzo, bardzo, bardzo dużo kontaktów z klubów zainteresowanych Endrickiem, zarówno wypożyczeniem, jak i transferem definitywnym. Nie chciałem zgodzić się ani na wypożyczenie, ani na sprzedaż, bo podoba mi się ten zawodnik. Chciałbym pracować z tym młodym piłkarzem, który ma ważne atuty. Nie jestem pewien, czy zdąży na pierwsze powołanie Carlo do reprezentacji, ale posiadanie jednego z moich wielkich przyjaciół jako selekcjonera jednego z moich zawodników jest dla mnie dużą przewagą. Carlo zadzwoni do mnie bezpośrednio.

Czytaj kolejne newsy bez przeklikiwania

Jako Socio korzystasz z widoku Aktualności+, w którym kolejne artykuły wyświetlają się w całości, jeden pod drugim. Wystarczy przewijać.

  • Aktualności+
  • Bez reklam
  • Priorytetowy support
Zobacz Aktualności+ od 12,50 zł /mies.przy płatności rocznej

Ostatnie aktualności

REKLAMA
REKLAMA

Komentarze (16)

REKLAMA