Trenerze, to jest Real Madryt: do końca, Vamos Real. Jak się pan czuje po tak wielkim zwycięstwie na bardzo trudnym terenie, jakim jest stadion Espanyolu?
To wielkie zwycięstwo, ponieważ graliśmy z bardzo dobrym przeciwnikiem. Oni nie mieli ani jednego zawodnika na mundialu. Pracują razem od siedmiu tygodni, rozegrali bardzo dużo sparingów i było to czuć w intensywności ich gry. To był trudny mecz zarówno pod względem przełamania ich organizacji defensywnej, jak i kontrolowania szybkich przejść do ataku. Mieli siłę, intensywność i szybkość, żeby ruszać do przodu. Jednak nasza druga połowa była bardzo mocna. Naprawdę bardzo mocna przeciwko Espanyolowi, który swoją postawą jeszcze bardziej podnosi wartość naszego zwycięstwa. Takie punkty na koniec sezonu mogą znaczyć bardzo wiele. Było dużo wysiłku i trzeba było dobrze zarządzać siłami zawodników. Nie spodziewałem się też, że Jude będzie w stanie grać tak długo, ale był na boisku i miał bardzo duży wpływ na mecz. Na końcówkę zdecydowałem się grać z dwoma napastnikami, wprowadzając Espíego, kiedy drużyna była już trochę zmęczona. Później posłałem tam Camavingę, żeby dać nam trochę więcej kontroli, ponieważ w tym momencie graliśmy właściwie tylko z dwoma środkowymi pomocnikami. Arda schodził bardziej do środka, a Dumfries grał szerzej. Kiedy wprowadziłem Trenta i Diomandé, chciałem odwrócić sytuację na boisku. Dzięki Diomandé mieliśmy znacznie więcej pojedynków jeden na jednego. Jestem zadowolony z ducha zespołu, z wysiłku i z tego uczucia, które pojawia się, kiedy zaczynasz zdobywać punkty w ostatniej minucie. To może coś znaczyć.
To uczucie, o którym pan mówi, było też widać po drugim golu. Świętowali wszyscy: zawodnicy z boiska i cała ławka. Co pan czuł, widząc taką jedność?
Bardzo mi się to podobało, ale wydaje mi się, że byłem jedynym, który zachował zimną krew, bo zostało jeszcze kilka minut gry. Musieliśmy nadać drużynie inną strukturę. W tym momencie trzeba było bronić w czteroosobowej linii pomocy, a nie grać z ofensywnym skrzydłowym. Espí był świeży i musiał pracować również za Viníciusa i Kyliana. Całe to nastawienie i ta atmosfera są bardzo pozytywne. Teraz czas odpocząć. Wczoraj oglądałem Betis z Realem Sociedad. Mówimy o dwóch bardzo dobrych zespołach, a w środę gramy na Bernabéu. Będziemy mieli za sobą naszych kibiców, ale wiemy, że nie będzie łatwo.
Co Espí daje tej drużynie?
Właśnie to. Ale nie chodzi tylko o pracę bez piłki. Widzieliście też, jak potrafił zagrać jako typowa „dziewiątka”, przytrzymać piłkę i zgrać ją Kylianowi. Ma takie cechy. To rasowy napastnik, całkiem dobry technicznie, a do tego ma instynkt strzelecki. Jest jeszcze coś, co jest bezcenne: jego marzenie o grze dla Realu Madryt. To również robi różnicę. Chcę, żeby wszyscy mieli taką mentalność, również ci, którzy są tutaj od wielu lat. Żeby cały czas czuli, że gra w Realu Madryt jest czymś innym. Bo dla rywali gra przeciwko Realowi Madryt także jest czymś innym. Nie możemy tego lekceważyć. Drużyna czy zawodnik wychodzący przeciwko Realowi Madryt będzie grał na granicy swoich możliwości pod względem motywacji.
Na koniec: zwróciło moją uwagę, że po pierwszym golu poszedł pan świętować z częścią sztabu. W Valdebebas dużo pracujecie nad stałymi fragmentami gry. Jak duża jest w tym zasługa pańskich współpracowników?
Pedro i Sami. To oni pracują nad naszymi stałymi fragmentami zarówno w defensywie, jak i w ofensywie. Oczywiście jesteśmy jednym sztabem szkoleniowym, ale ten gol daje mi szczególną satysfakcję właśnie ze względu na nich. Dla nich obu to z pewnością wyjątkowe uczucie. W drugiej połowie byliśmy też bardzo blisko kolejnego gola po stałym fragmencie, chyba po uderzeniu Konaté. W przeszłości strzelaliśmy bardzo mało goli w ten sposób. Musimy zdobywać ich więcej.
Komentarze (10)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj sięSocio RealMadryt.pl
Zanim odpowiesz, sprawdź wcześniejsze komentarze
Jako Socio możesz przeglądać publiczną historię komentarzy użytkowników i lepiej wiedzieć, z kim oraz o czym dyskutujesz.