REKLAMA
REKLAMA

MARCA: Real nie ubolewa nad „utratą” Rodriego

Real Madryt chciał sprowadzić Rodriego, ale nigdy nie przedstawił Manchesterowi City formalnej oferty. Jak informuje dziennik MARCA, Królewscy byli gotowi zapłacić około 60 milionów euro, jednak sam pomocnik nie dał zielonego światła na transfer i ostatecznie wybrał Barcelonę. W klubie przyjęto tę decyzję bez większego dramatu, bo Hiszpan miał być jedynie dodatkowym wzmocnieniem kadry.

REKLAMA
REKLAMA
MARCA: Real nie ubolewa nad „utratą” Rodriego
Rodri. (fot. Getty Images)

Dziennik MARCA podkreśla, że tego lata Real Madryt wygrał już kilka podobnych rywalizacji transferowych. Marc Cucurella, Bernardo Silva i Denzel Dumfries mogli trafić do Barcelony, ale wybrali Królewskich. Tym razem role się odwróciły i to Rodri zdecydował się na przenosiny do największego rywala Realu.

REKLAMA
REKLAMA

Madrytczycy nigdy nie przedstawili jednak Manchesterowi City formalnej oferty. Do pierwszych rozmów między klubami doszło w kwietniu. Anglicy poinformowali wówczas, że zaoferowali pomocnikowi przedłużenie kontraktu, którego przyjęcia Rodri nie był pewny, i pozwolili Realowi rozpocząć negocjacje z zawodnikiem. Na Santiago Bernabéu oceniano, że rozsądną ceną za transfer byłoby około 60 milionów euro, a nie 100 milionów, o których spekulowano w niektórych doniesieniach.

Brakowało jednak najważniejszego elementu. Rodri nigdy nie dał Realowi zielonego światła na transfer. Bez jednoznacznej zgody zawodnika klub nie zamierzał robić kolejnego kroku i składać Manchesterowi City oficjalnej propozycji.

Mimo takiego zakończenia rozmowy pozostawiły w Realu dobre wrażenie. Według Marki w klubie są zadowoleni ze sposobu, w jaki zachowywali się zarówno piłkarz, jak i jego otoczenie. Rodri wybrał Barcelonę ze względu na większą bliskość jej stylu gry oraz szatni i trudno uznać, by o jego decyzji przesądziły kwestie finansowe. Real tym razem przegrał transferową rywalizację, ale przyjął to ze spokojem i świadomością, że nie każdą walkę na rynku można wygrać.

Co istotne, cały plan budowy kadry nie był uzależniony od pozyskania Hiszpana. W pierwotnych założeniach rolę, którą mógłby odgrywać Rodri, przewidziano dla Bernardo Silvy. Były zdobywca Złotej Piłki miał być dodatkowym luksusowym wzmocnieniem. Jego przyjście prawdopodobnie wymusiłoby też odejście któregoś z pomocników. Zainteresowanie klubów Premier League wzbudzali Tchouaméni i Camavinga, podczas gdy Fede Valverde od razu zamknął drzwi przed możliwością transferu.

REKLAMA
REKLAMA

Po niepowodzeniu operacji z Rodrim Real uważa swoją kadrę za zamkniętą w około 95%. Sytuację mogłaby zmienić dopiero astronomiczna oferta za któregoś z obecnych zawodników.

MARCA zwraca jednocześnie uwagę na jedną z najważniejszych zmian po przyjściu José Mourinho. Atmosfera w szatni miała ulec całkowitej przemianie. W poprzednim sezonie pojawiała się w niej pewna toksyczność, natomiast Portugalczykowi udało się wprowadzić harmonię i zdrową rywalizację, którą widać podczas każdego treningu.

To właśnie na tym Real ma budować w sezonie, w którym ponownie będzie musiał radzić sobie bez klasycznego organizatora gry, poszukiwanego przez klub już od dwóch lat. Rodri wybrał Barcelonę i teraz Królewscy będą musieli pokazać, czy potrafią kolejny raz poradzić sobie bez takiego profilu pomocnika.

Ostatnie aktualności

REKLAMA
REKLAMA

Komentarze (74)

REKLAMA