„Po bardzo wielu przemyśleniach w ciągu ostatniego miesiąca postanowiłem zachować w pamięci to, co dobre.
Podczas mojego pobytu w Madrycie miałem szczęście dzielić szatnię i codzienne życie z wyjątkowymi kolegami oraz trenerami. To ludzie, z którymi – jak wiem – pozostanę w kontakcie przez całe życie. Z czasem, powoli i często w trudny sposób, nauczyłem się, że prawdziwą wielkość człowieka mierzy się właśnie w ten sposób. Ogromnie cieszy mnie, że mogłem dzielić tak ważną część swojej kariery z ludźmi, którzy byli mi tak bliscy i którzy są tak wyjątkowi. Osiągnąłem również coś bardzo trudnego, co przez resztę życia będę nosił w sobie z ogromnym szacunkiem i wdzięcznością: więź z madridistas. Były wieczory, kiedy zapewne traciliście przeze mnie cierpliwość po jakimś rzucie, na który może zdecydować się tylko Mario, zanim ktoś zdąży coś powiedzieć… I wiele innych, kiedy to wy doprowadzaliście mnie do utraty cierpliwości. Przypuszczam, że właśnie tak wyglądają relacje, które naprawdę mają znaczenie.
Od pierwszego dnia przekaz był dla mnie bardzo jasny: wygrać wszystko. I udało nam się to osiągnąć: wygrywaliśmy mecze, bitwy, wojny, zdobywaliśmy tytuły… WSZYSTKO! Jeżeli jednak ktoś zdobył mnie na zawsze, to właśnie wy. Pokazaliście mi, co oznacza bliskość klubu, który przeżywa się jak rodzinę. Uczyniliście ze mnie prawdziwego zwycięzcę. Połączenie mojej mentalności, charakteru, osobowości i ducha rywalizacji z DNA Realu Madryt jest bez wątpienia jedną z najlepszych rzeczy, jakie spotkały mnie w życiu. Bardzo szybko wszystko doskonale zrozumiałem, być może nawet wcześniej, niż sobie wyobrażałem: to było moje miejsce. Nadszedł jednak moment, o którym myślałem, że nigdy nie nadejdzie: odejście z Realu Madryt, odejście z mojego domu.
Ta decyzja nie wynika z braku waszej miłości ani z braku chęci dalszej walki za ten herb. Jest konsekwencją okoliczności, które skłoniły mnie do wybrania innej drogi. Z całego serca dziękuję wam za to, jak traktowaliście mnie od pierwszego dnia. Zawsze starałem się odwzajemnić tę miłość, pozostając jak najbliżej was: przed meczami, w ich trakcie i po ich zakończeniu, w Fundacji, w mieście, a przede wszystkim na parkiecie, dając z siebie wszystko w każdej akcji, aby pomóc drużynie w zwycięstwie. I właśnie tam najmocniej odczuwałem wasze wsparcie: zarówno w dobrych, jak i w złych chwilach!
Teraz podążam dalej z takim samym entuzjazmem i taką samą ambicją, z jakimi tutaj przybyłem. Dobrze mnie już znacie. Mam nadzieję, że pewnego dnia nasze drogi ponownie się skrzyżują. Życzę wam wszystkiego najlepszego. Zawsze będę uważnie śledził losy drużyny.
DZIĘKUJĘ! ¡HALA MADRID Y NADA MÁS!
Chciałbym również podziękować prezesowi Florentino Pérezowi oraz wszystkim osobom pracującym w klubie za te piękne lata. Chcę też podziękować Alberto Herrerosowi i Rudy’emu Fernándezowi za ich profesjonalizm, za dobre słowa, które zawsze kierowali pod moim adresem zarówno prywatnie, jak i w mediach, oraz za wsparcie, które zawsze publicznie mi okazywali.
W szczególności chciałbym podziękować panu Juanowi Carlosowi Sánchezowi za wszystko, co mi dał, oraz za sposób, w jaki wspólnie ze mną zarządzał moim kontraktem, abym mógł nadal realizować swoje marzenie o grze w NBA. Będę mu za to dozgonnie wdzięczny. Chciałbym, żeby wszyscy ludzie byli równie poważni, bezpośredni i łatwi do zrozumienia. Zawsze będę cenił relacje budowane na dotrzymywaniu słowa, szacunku i zaufaniu. To wartości, które zawsze uważałem za fundamentalne i które nadal będę doceniał, niezależnie od tego, dokąd trafię”, napisał w mediach społecznościowych Mario Hezojna.
Komentarze (0)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się