W listopadzie Cristiano Ronaldo uczestniczył w uroczystej kolacji w Białym Domu jako gość prezydenta Donalda Trumpa razem z prezesem FIFA Giannim Infantinem. Portugalczyk opublikował na Instagramie selfie z kolacji, na którym za Ronaldo znajdowała się grupa osób. Na zdjęciu byli Elon Musk, szef administracji Trumpa do spraw sztucznej inteligencji David Sacks, sekretarz handlu Stanów Zjednoczonych Howard Lutnick oraz narzeczona Ronaldo, Georgina Rodríguez. Z tyłu stał Infantino, będący już stałym gościem w Białym Domu, który wyglądał na zachwyconego możliwością przebywania w takim towarzystwie.
W następnym tygodniu FIFA ogłosiła, że jej Komisja Dyscyplinarna zawiesiła wykonanie dwóch z trzech meczów kary nałożonej na Ronaldo za brutalne zachowanie podczas spotkania Portugalii z Irlandią. Było to bezprecedensowe posunięcie, dzięki któremu zawodnik mógł wystąpić w dwóch pierwszych meczach mistrzostw świata, które zgodnie z przewidywaniami miał opuścić. FIFA nigdy nie opublikowała pisemnego uzasadnienia tej decyzji. Podejrzewano, że 56-letni Infantino machnął swoją magiczną różdżką, aby zapewnić udział jednej z największych gwiazd turnieju już od jego rozpoczęcia – podobnie jak wcześniej wcisnął Inter Miami Lionela Messiego do pierwszej edycji Klubowego Mundialu bez przeprowadzania jakiegokolwiek procesu kwalifikacyjnego.
Martyn Ziegler informuje, że Infantino był już wówczas głęboko zaangażowany w ściśle tajne rozmowy z Joshuą Kushnerem, miliarderem i inwestorem venture capital, który jest bratem Jareda Kushnera – zięcia Trumpa oraz wieloletniego sojusznika prezesa FIFA. Tematem tych rozmów było nabycie przez Kushnera udziałów w mistrzostwach świata oraz innych turniejach FIFA i ich maksymalne skomercjalizowanie. Źródła znające przebieg negocjacji twierdzą, że początkowo uczestniczył w nich również Jared Kushner, ale później wycofał się na dalszy plan.
Mimo wszystko decyzja w sprawie Ronaldo była czymś, co Infantino mógł umieścić w wirtualnej broszurze skierowanej do prywatnych inwestorów. Przekaz był prosty: komercyjny sukces mistrzostw świata będzie ważniejszy od tak błahych spraw jak standardowe sankcje dyscyplinarne. Dwa tygodnie później Infantino ponownie pojawił się w Waszyngtonie, przymilając się do Trumpa podczas wręczania mu pierwszej w historii Pokojowej Nagrody FIFA, stworzonej wyłącznie po to, aby jeszcze bardziej przypodobać się amerykańskiemu prezydentowi.
FIFA wtedy ogłosiła również, że podczas każdego meczu mistrzostw świata w połowie każdej z części spotkania będą odbywały się trzyminutowe przerwy na nawodnienie, stwarzające potencjalne nowe możliwości sponsorom i emisji reklam telewizyjnych. Zapowiedziano także wzorowane na Super Bowl widowisko w przerwie finału, całkowicie ignorując własne przepisy FIFA, które ograniczają przerwę między połowami do 15 minut. Do tego czasu narastała fala krytyki związana ze wzrostem cen biletów na mundial, spowodowanym stosowaniem dynamicznego systemu cenowego. Poza kilkoma działaniami na pokaz Infantino nie zrobił nic. Ceny nadal rosły, podobnie jak szacunki FIFA dotyczące przyszłych przychodów – co stanowiło kolejną atrakcję dla potencjalnych inwestorów.
Miesiąc przed rozpoczęciem mistrzostw świata pojawił się jeszcze jeden argument przemawiający za planem sprzedaży udziałów: Fundusz Inwestycji Publicznych Arabii Saudyjskiej (PIF), który zawdzięczał Infantinowi przyznanie organizacji mundialu w 2034 roku, ogłosił lukratywną umowę sponsorską dotyczącą turnieju.
Nawet po rozpoczęciu mundialu w tajny plan wtajemniczona była jedynie wąska grupa zaufanych osób, ale Infantino zaczął zdradzać, co chodziło mu po głowie. – Po 2031 roku możemy zarobić na tym naprawdę poważne pieniądze – powiedział jednemu ze współpracowników, odnosząc się do daty, w której według jego założeń miała zakończyć się jego prezydentura. Kiedy żartobliwie zapytano go, czy jego wynagrodzenie w wysokości 6 milionów dolarów rocznie jest wystarczające, Infantino odparł: „Nie, mówię o naprawdę poważnych pieniądzach”.
W środku turnieju FIFA uchyliła zawieszenie amerykańskiego zawodnika Folarina Baloguna. Wysoko postawione źródło wewnątrz FIFA powiedziało The Time że „absurdem byłoby choćby przypuszczać”, iż Infantino nie uczestniczył w podejmowaniu tej decyzji, a pracownicy działu dyscyplinarnego byli zbulwersowani tym, co się wydarzyło. Infantino publicznie zapewniał, że nie miał żadnego udziału w sprawie Baloguna. Decyzja ta spełniła jednak określony cel: pokazała potencjalnym przyszłym mocodawcom Infantino, co można zrobić, aby mistrzostwa świata stały się produktem jeszcze łatwiejszym do sprzedania.
Infantino początkowo zamierzał ogłosić swój plan sprzedaży udziałów i utworzenie FIFA Forward Enterprises (FFE) podczas śniadania dla prezesów krajowych federacji w nowojorskim hotelu Waldorf Astoria w przeddzień finału mistrzostw świata. Ostatecznie uznano jednak, że nie był to odpowiedni moment. Niektórzy twierdzą, że wszystko popsuł ogromny konflikt z UEFA w związku ze sprawą Baloguna. The Times ujawnił, że norweska federacja zamierzała złożyć formalną skargę do Komisji Etyki dotyczącą politycznej ingerencji w tę sprawę.
Infantino miał początkowo zostać przewodniczącym nowego przedsiębiorstwa, a według źródeł znających szczegóły projektu zamierzano powierzyć mu funkcję dyrektora generalnego lub komisarza po zakończeniu jego prezydentury. Jego podstawowe wynagrodzenie, bez uwzględnienia premii, miało wynosić 30 milionów dolarów rocznie. FIFA utrzymuje, że taki pomysł nigdy nie był omawiany.
Perspektywa zdobycia takiego majątku musiała być niemal niewyobrażalna dla człowieka, który często mówi o swoim skromnym pochodzeniu. Rodzice Infantino byli włoskimi imigrantami w Szwajcarii, którzy wykonywali nisko opłacane prace na kolei. Prezes FIFA opowiadał wcześniej o wrogości i ksenofobii, z jakimi się mierzył, oraz o tym, jak wielka ambicja i talent do języków – posługuje się siedmioma – pomogły mu przezwyciężyć trudne początki i dostać się na studia prawnicze na uniwersytecie we Fryburgu. Najpierw pracował w Międzynarodowym Centrum Studiów nad Sportem (CIES) w Neuchâtel, a następnie dołączył do działu prawnego UEFA. Tam rozwinął swój instynkt polityczny i stopniowo piął się po szczeblach kariery, aż został sekretarzem generalnym.
Infantino znalazł się w odpowiednim miejscu i w odpowiednim czasie w 2016 roku, kiedy Europa poszukiwała odpowiedniego kandydata na prezesa FIFA po tym, jak prezes UEFA Michel Platini uwikłał się w skandal. Był to jednak wybór, którego Europa często później żałowała. Obietnice Infantino dotyczące przejrzystości i dobrego zarządzania zdawały się odchodzić w zapomnienie w miarę, jak zabiegał on o większe pieniądze i większą władzę dla FIFA. Jego własne wynagrodzenie także gwałtownie rosło, a on zaczął szczególnie zabiegać o względy tych, którzy – jak sądził – mogliby finansowo wesprzeć jego plany ekspansji, zwłaszcza Arabii Saudyjskiej i Maroka.
Szybko ujawniło się również jego zamiłowanie do przebywania w otoczeniu słynnych piłkarzy, gwiazd i światowych przywódców. Jego konto na Instagramie – zawsze towarzyszy mu pracownik, który wszędzie za nim chodzi i robi zdjęcia – jest przepełnione relacjami z takich spotkań. Osoby, które pracowały z Infantinem, twierdzą, że on sam zdaje się uważać, iż powinien prowadzić podobnie gwiazdorski tryb życia. Wymagania FIFA dotyczące ochrony jej prezesa tylko wzmacniają ten wizerunek. W kwietniu kanadyjska policja odmówiła, gdy poproszono ją o przyznanie mu takich samych przywilejów transportowych, jakie zwykle zarezerwowane są dla prezydenta Stanów Zjednoczonych i znajdują się tylko o jeden poziom niżej od tych przysługujących papieżowi.
Według źródeł, Infantino zadbał o to, aby umowa sponsorska FIFA z Qatar Airways obejmowała również świadczenie rzeczowe w postaci prywatnego samolotu, z którego korzysta podczas zdecydowanej większości podróży. Jego koszt nigdy nie pojawia się w sprawozdaniach finansowych FIFA. Ten prywatny samolot umożliwiał mu częste oglądanie dwóch spotkań dziennie podczas mistrzostw świata, mimo znacznych odległości dzielących niektóre miasta-gospodarzy. Na stadionach jego popularność zaczynała jednak spadać i często był wygwizdywany, gdy nieuchronnie pojawiał się na telebimach.
W ostatnich dniach turnieju Infantino dał do zrozumienia, że FIFA „z całą pewnością” rozważy powiększenie rozgrywek, które już wtedy wiele osób uważało za rozdęte, z 48 do 64 drużyn. Dla niektórych było to kolejne jabłko w mundialowym ogrodzie Edenu, mające skusić prywatnych inwestorów. Jednak w końcu po decyzji w sprawie Ronaldo, farsie z Pokojową Nagrodą FIFA, astronomicznych cenach biletów, przerwach na nawodnienie i skandalu związanym z Balogunem świat futbolu powiedział: dość.
Plan sprzedaży udziałów w mistrzostwach świata został wyrzucony do kosza. Teraz wydaje się, że tylko kwestią czasu jest, kiedy tą samą drogą podąży Infantino, a jego dni spędzone na obracaniu się wśród bogatych i wpływowych, lataniu prywatnymi samolotami oraz przemieszczaniu się przez zakorkowane ulice w eskortowanych przez policję kolumnach nagle dobiegną końca, podsumowuje Ziegler.
Komentarze (5)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się