REKLAMA
REKLAMA

Ojciec Espíego: W Valdebeas przywitał nas Mourinho i jego zachowanie wprawiło nas w osłupienie

Juanjo Espí, ojciec Carlosa, czyli nowego napastnika Realu Madryt, w piątek w trakcie powrotu do regionu Walencji z Madrytu telefonicznie udzielił wywiadu walenckiemu oddziałowi radia SER. Przedstawiamy wypowiedzi Hiszpana na temat jego syna i transferu do Realu Madryt.

REKLAMA
REKLAMA
Ojciec Espíego: W Valdebeas przywitał nas Mourinho i jego zachowanie wprawiło nas w osłupienie
Carlos Espí. (fot. Getty Images)

Juanjo Espí, witamy, dzień dobry. Przede wszystkim, gratulacje. Gratulacje z powodu tego gigantycznego kroku, który wykonał piłkarz, który jest też twoim synem. Jako ojcu serdecznie ci gratuluję.
Bardzo dziękuję. Jesteśmy naprawdę szczęśliwi i chyba jeszcze nie zdajemy sobie sprawy ze skali tego kroku w jego karierze. Ostatnie godziny były…

REKLAMA
REKLAMA

Jak z filmu, prawda? Można by na ich podstawie nakręcić film. O tym, co rodzina Espí przeżyła w ciągu ostatnich 24 godzin.
Rzeczywiście trochę tak było. Cała sytuacja przypominała film, jakbyśmy byli aktorami w jakiejś wielkiej produkcji. Najważniejsze było to, żeby nic nie wyciekło i wszystko odbyło się możliwie najbardziej dyskretnie. Obowiązywała pełna poufność. Przypuszczam, że tak wyglądają tego rodzaju sprawy. Wczorajszy dzień był szalony, a my teraz jesteśmy już w drodze powrotnej do domu.

Jak dokładnie wyglądały te ostatnie godziny? Opowiedz nam o wczorajszych badaniach medycznych i momencie podpisania kontraktu. Wyobrażam sobie, że przez cały czas byłeś z Carlosem. Opowiedz nam wszystko krok po kroku.
Przypuszczam, że nie różniło się to od innych tego rodzaju operacji. Zostajesz wezwany na konkretną godzinę, żeby przejść badania medyczne. Jeżeli nie pojawiają się żadne zastrzeżenia, a kluby – w tym przypadku Levante, które chciało sprzedać zawodnika, oraz Real Madryt, który chciał go kupić – są ze sobą dogadane, podobnie jak my, to pozostaje dopięcie ostatnich szczegółów. W pewnym momencie wszystko było już uzgodnione i podpisano kontrakt. Od dzisiaj, ponieważ umowę podpisano wczoraj wieczorem, Carlos jest już zawodnikiem pierwszej drużyny Realu Madryt. Został wezwany na trening i znajduje się pod opieką klubu. Jutro odbędzie się sparing, więc rozumiemy, że może znaleźć się w kadrze i pozostaje do dyspozycji trenera. My oczywiście wracamy już do domu, ponieważ on jest teraz ze swoim nowym klubem.

REKLAMA
REKLAMA

Spędziliście razem ostatnią noc?
Tak, oczywiście. Byliśmy razem tej nocy. Dzisiaj wcześnie rano przyjechali po niego, żeby zabrać go do ośrodka treningowego, ponieważ nie miał jeszcze samochodu. Od tego momentu znajduje się już pod opieką klubu i czeka na sobotni wyjazd na sparing w Austrii.

Juanjo, jak wyglądało dzisiejsze pożegnanie? Jak wtedy, gdy dziecko pierwszy raz idzie do szkoły albo do pracy? Oczywiście przeżyliście już wiele takich pierwszych razów i wiele klubów, ale teraz chodzi o Real. Pojechał trenować z Realem Madryt i José Mourinho. To ogromny krok naprzód. Jak wyglądało wasze dzisiejsze pożegnanie?
Dzisiejsze pożegnanie było proste i normalne. Więcej rozmawialiśmy wczoraj wieczorem. Powiedziałem mu to, co każdy ojciec powiedziałby swojemu synowi: żeby próbował i wykorzystywał to, co ma, czyli pracę, pracę i jeszcze raz pracę. Dzięki temu dotrze tam, dokąd będzie w stanie dotrzeć i dokąd będzie chciał. Jego narzędziem jest ciągła praca. To ona pozwoliła mu dostąpić szczęścia, jakim jest możliwość zostania profesjonalnym piłkarzem. Teraz pojawiły się okoliczności umożliwiające mu wykonanie kolejnego kroku. To był splot wydarzeń przypominający ogromny skok, dzięki któremu dotarł do miejsca, w którym obecnie się znajduje. Jego narzędzia pozostają jednak takie same. Nie potrzebuje niczego poza konsekwencją, odpowiednim nastawieniem, a przede wszystkim codzienną pracą. O tym rozmawialiśmy. A później przyszła ta sytuacja, w której ja zawożę go swoim samochodem pod hotel, a stamtąd zabiera go furgonetka z przyciemnionymi szybami. Oczywiście dodaje to wszystkiemu filmowego charakteru, o którym wcześniej rozmawialiśmy [śmiech].

REKLAMA
REKLAMA

Miałeś z kimś kontakt z Realu Madryt? Mogłeś być na treningu? Widziałeś wczoraj Mourinho?
Nie. Dzisiaj ośrodek był oczywiście całkowicie zamknięty. Nie można było wejść do środka, wpuszczani są wyłącznie piłkarze. Porozmawialiśmy jednak z Carlosem po zakończeniu treningu. Jest bardzo szczęśliwy i został bardzo dobrze przyjęty zarówno przez kolegów, jak i trenera. Bardzo zaskoczyła nas natomiast pewna sytuacja, której obraz zachowamy na zawsze. Kiedy wczoraj przyjechaliśmy do Valdebebas całą grupą – był cały sztab agencji InterStar oraz nasza rodzina, czyli moja córka, zięć i żona – zaraz po wejściu do holu powiedziano nam, że Mourinho chce się z nami przywitać. Wyszedł do nas. W tym ogromnym obiekcie nie było nikogo poza Mourinho, który bardzo elegancko przywitał się z nami wszystkimi. Następnie objął Carlosa za szyję, zabrał go do środka i powiedział: „Biorę go ze sobą”. Carlos poszedł z Mourinho. Trener oprowadził go po ośrodku i jak przypuszczam, wyjaśnił mu, czego od niego oczekuje jako od członka drużyny, którą musi zarządzać. Nie zobaczyliśmy go ponownie aż do momentu, gdy wyszedł po badaniach medycznych. Następnie pojechaliśmy na Bernabéu podpisać kontrakt.

REKLAMA
REKLAMA

Carlos Espí urodził się 24 lipca 2005 roku. Dopiero co skończył 21 lat. Wspominam o tej dacie, ponieważ Mourinho miał już wtedy na koncie triumf w Lidze Mistrzów z Porto, pracował w Chelsea i właśnie wygrał z nią Premier League. Mówię to w kontekście tego gestu, kiedy objął Carlosa za szyję – oczywiście za jego zgodą i z pełnym szacunkiem – jakby był jego synem, jego chłopakiem. Wczoraj zobaczył jednak napastnika, którego sam chciał i którego będzie wykorzystywał. Wyobrażam sobie, że jako ojca napełnia cię to jeszcze większą dumą. Dla chłopaka to oczywiście coś nieprawdopodobnego, ale pytam o ciebie i twoją żonę. To trener Realu Madryt, José Mourinho, chce korzystać z waszego syna i dostrzega w nim wartość.
Myślę, że muszą minąć dni, a może nawet tygodnie, zanim przyswoimy sobie to, co wydarzyło się w ostatnich dniach i uświadomimy sobie skalę tego wszystkiego. Zachowanie Mourinho wprawiło nas w osłupienie. Zostaliśmy wręcz sparaliżowani. Oczywiście mieliśmy świadomość, że jedną z rzeczy motywujących do przejścia do Realu Madryt jest poziom tego klubu, klasa jego zawodników oraz to, kim Carlos może się tam stać. Wiemy jednak, że w tym momencie będzie o to bardzo trudno. Jednak jeżeli to sam trener cię wybrał czy wyraził zgodę na przeprowadzenie tej operacji – nie wiem dokładnie, jak to funkcjonuje – i już na samym początku okazuje taką bliskość, mówiąc: „Chodź, wszystko ci wyjaśnię”, to ma ogromne znaczenie. Mniej więcej znamy charakter i styl Mourinho. Jako ojciec wolę trenera, który już pierwszego dnia obejmie mojego syna za szyję i wyjaśni mu, jak wygląda sytuacja, niż kogoś, kto przez wiele miesięcy nie będzie z nim rozmawiał. Takie sytuacje są oczywiście znacznie mniej korzystne dla piłkarzy.

REKLAMA
REKLAMA

Los bywa przewrotny. W tym roku jego przeznaczeniem okazał się Real Madryt. Wiedzieliśmy, że ma być największą sprzedażą Levante, transferem za miliony. Mówiliśmy o 25 milionach euro jako rynkowej okazji za takiego piłkarza. Pamiętasz, w jakiej sytuacji byliście dokładnie rok temu? Rozmawialiśmy tutaj z [agentem] Pepem Sererą o sytuacji Carlosa. Powiedzieliście wtedy: „Nie, żadnego Mirandés. Zostaje tutaj i spróbuje wywalczyć swoją szansę”. Pamiętasz, jak wyglądała sytuacja rok temu 31 lipca o 15:49, gdy rozmawialiśmy?
Tak, pamiętam. Tak samo jak wczorajszy dzień będzie dla nas niezapomniany, nie zapomnimy też 30 lub 31 sierpnia ubiegłego roku, czyli ostatniego dnia okna transferowego. To były oczywiście zupełnie inne sytuacje, ale z każdej z nich trzeba wyciągać wnioski i dzięki każdej można się poprawić. Tamtego dnia Carlos udzielił nam lekcji. Powiedział: „Zobaczcie, jak wszystko może się zmienić w ciągu dwóch dni. Wcześniej na mnie liczono, a teraz radzą mi, żebym odszedł”. To były oczywiście decyzje klubu i ostatecznie można je zrozumieć, ale sytuacja była zupełnie inna. W tamtym momencie praktycznie każdy klub Segunda División mógł zaakceptować jego wypożyczenie. Carlos zdecydował jednak, że zostanie w Levante. Znał ten klub. Wiedział, że jest ostatnim napastnikiem w hierarchii podczas przygotowań, ale zamierzał spróbować. Chciał wyważyć drzwi, gdy tylko otrzyma szansę. Okoliczności są jednak takie, jakie są, a futbol potrafi nagle wszystko zmienić. Dzięki zaufaniu i otrzymanej możliwości – temu: „Zobaczymy, spróbujmy” – dał z siebie wszystko. Ostatecznie drużyna pozostała w Primera División, co oczywiście jest dla klubu nowym życiem, a on sam zdołał tupnąć nogą i powiedzieć: „Oto jestem”.

REKLAMA
REKLAMA

Chciałbym powiedzieć coś o Carlosie i jego otoczeniu, o którym tak często się mówi. Osobiście powiedziałem to Pepowi Sererowi. Od 22 lat pracuję tutaj, w radiu SER, poznałem wiele osób oraz wielu agentów. Rozumiem rolę, którą niejednokrotnie muszą odgrywać, by bronić interesów piłkarza, chociaż najczęściej mówimy też o tej obronie w kontekście finansowym. Zapamiętałem jednak pewną wypowiedź Pepa Serera. Zapytaliśmy go: „Pep, jak trafna okazała się decyzja otoczenia oraz samego piłkarza, by zostać i nie odchodzić do Mirandés, dokąd mógł trafić 31 sierpnia?”. Odpowiedział: „Sam byłem piłkarzem i trzeba brać pod uwagę wiele rzeczy. Mówimy o 19-letnim chłopaku, który studiuje w Walencji, wychował się tutaj i ma tu rodzinę. Nie chodzi tylko o wysłanie go gdzieś, żeby grał w piłkę. Wysyłasz 19-latka do Mirandy de Ebro”. Możesz wysłać go do Vigo, Estremadury, Katalonii albo w dowolne inne miejsce. Chodzi jednak o to, że wyrywasz go jednak z jego środowiska i być może spowodujesz w ten sposób spadek jego poziomu, tracąc jednocześnie piłkarza oraz człowieka. Wytrzymaliście wtedy presję i wspólnie podjęliście decyzję: „Nie wyślemy go w wieku 19 lat do Mirandy. Niech zostanie tutaj i spróbuje. W styczniu zawsze zdążymy poszukać dla niego innego rozwiązania. Nie będzie można powiedzieć, że nie spróbował”. Postawiliście na niego i podjęliście taką decyzję. Teraz chłopak odszedł, będziecie mieli go 350 kilometrów od domu, ale za to w Realu Madryt.
Oczywiście. Chciałbym jednak podkreślić, że rzeczywiście wyglądało to tak, jak mówisz. Jako rodzice – sam wspominałem o tym podczas tych negocjacji – egoistycznie być może wolelibyśmy, żeby nadal występował w Levante. Był blisko domu, kontynuował studia, miał swoje mieszkanie w Walencji. Funkcjonował w wygodnym, łatwym i bardzo uporządkowanym środowisku. Jako zawodowiec musi jednak wykonać ten krok. Nie chodzi wyłącznie o przejście do Realu Madryt, co oczywiście stało się wyjątkowym zwieńczeniem całej historii, ponieważ początkowo tego nie przewidywaliśmy. Istniały również inne możliwości. Ostatecznie trzeba podjąć decyzję. Przed rokiem jego agencja InterStar przedstawiła Carlosowi dostępne możliwości i zapewniła, że uszanuje jego wybór oraz będzie go w pełni wspierać. Carlos zdecydował się zostać. Gdyby okoliczności potoczyły się inaczej, być może zimą podjąłby decyzję o odejściu. Sytuacja się jednak odwróciła. Zaczął grać i strzelać gole, a od tamtego momentu nabierał coraz większego znaczenia. Początkowo ani wy, ani kibice Levante nie rozumieliście, dlaczego Carlos chce zostać. Uważano, że straci czas i że powinien odejść. Ostatecznie jednak wszystko się ułożyło. To, co jednego dnia wyglądało na złą decyzję, później okazało się najlepszą decyzją w jego życiu.

REKLAMA
REKLAMA

Jak dotąd jego decyzje okazują się trafne. Na zakończenie chciałem poznać także kilka ciekawostek. Pamiętam, jak rozmawialiśmy tutaj o Carlosie Espím, gdy dopiero przebijał się w zespole. Powtarzaliśmy jeszcze wtedy: „Calero, wpuść Espíego!”, bo nie był jeszcze podstawowym zawodnikiem, a trenerem Levante pozostawał Julián Calero. Rozmawiałem raz z tobą poza anteną o jego rozwoju. Padło wtedy też pytanie: jakim samochodem jeździ, ponieważ to wiele mówi o człowieku. Czy nadal studiuje? Czy teraz będzie kontynuował naukę w Madrycie?
Samochód nadal jest ten sam, ale też kiedy Real Madryt zatrudnia zawodników, zapewnia im jednak samochód.

Tak, oczywiście. To już realia klubów znajdujących się na innym poziomie. Będzie musiał wybrać samochód konkretnej marki. Moje pytanie ma jednak drugie dno. Znamy przypadki piłkarzy, którzy w wieku 18 czy 19 lat – mają do tego pełne prawo – kupują sobie Lamborghini, Ferrari albo inny samochód sportowy. Nie sugerowałem niczego takiego, ale…
Prawda jest taka, że rozglądał się za różnymi samochodami, ponieważ umowa najmu tego, którym obecnie jeździ, dobiegała końca. Nagle pojawił się jednak Real Madryt, więc wyszło nawet lepiej. Jeżeli chodzi o studia, chcielibyśmy, żeby je kontynuował. Problem w ostatnich dniach polegał na tym, że nie znaliśmy jeszcze jego następnego klubu i nie wiedzieliśmy, jak to wszystko zorganizować. Od wczoraj próbujemy sprawdzić, w jaki sposób mógłby kontynuować naukę w Madrycie. Przypuszczam, że nie będzie to szczególnie skomplikowane, ale cały czas nad tym pracujemy.

REKLAMA
REKLAMA

Na pewno znajdzie się uniwersytet, który z wielką przyjemnością przyjmie Carlosa Espíego. Mój realizator Luis Ifré pochodzi z Alziry i z ogromną radością powiedział mi: „Słuchaj, Alzira otrzyma niezłą sumkę. W moim mieście jesteśmy bardzo szczęśliwi”. UD Alzira też coś na tym transferze zyskała.
To już są kwestie między klubami.

Dobrze, nie będziemy w to wchodzić.
Ale bardzo się cieszę, że nasza drużyna, UE Tavernes, w której Carlos się wychował i spędził dziesięć lat, też otrzyma przynajmniej pewną kwotę z tytułu ekwiwalentu za wyszkolenie. Jesteśmy bardzo szczęśliwi, że możemy w ten sposób pomóc klubom szkolącym młodych zawodników.

Ostatnie aktualności

REKLAMA
REKLAMA

Komentarze (1)

REKLAMA