Real Madryt – Fiorentina: Przewidywany skład
„Dnia świstaka ciąg dalszy”, pomyślał Andrzej tuż po otwarciu oczu w pewien późny listopadowy poranek. Gdy odsłonił żaluzje, ku swojemu zdziwieniu zauważył, że na zewnątrz jest słonecznie, a na niebie nie ma ani jednej chmury. Gdy po chwili chwycił za telefon, zaczął wątpić, czy faktycznie zdążył się już obudzić. „Hej, może skoczymy w weekend na drinka?”, brzmiała treść wiadomości od Karoliny, która od dawna mu się podobała, ale nigdy nie zwracała na niego uwagi. Nie miał pojęcia, skąd miała jego numer, ale rzecz jasna się zgodził.
Po porannej kawie, śniadaniu i przywdzianiu służbowego uniformu wyszedł z domu. Auto wyjątkowo odpaliło za pierwszym razem, a kiedy dotarł na miejsce, szef zamiast standardowej odprawy zakomunikował, że dziś w ramach integracji-niespodzianki cały dział uda się na kręgle. Bawił się przednio, zaliczył kilka strike'ów, choć nigdy wcześniej nie miał z tym sportem do czynienia. „To mój szczęśliwy dzień”, stwierdził w myślach. Postanowił więc przed powrotem wstąpić do kolektury. W domu usiadł wygodnie i sprawdził, co dla niego przyszykowano w zdrapce. Okazało się, że było to 10 tysięcy złotych. Euforyczne uniesienie nie trwało jednak długo. Niemal w tej samej chwili poczuł, że gwałtownie opada z sił. Zamknął oczy i nigdy ich już nie otworzył. Już jakiś czas wcześniej myślał o kupieniu czujnika czadu, ale nie uważał tego za priorytetowy wydatek. Być może wystarczyło zainwestować w zdrapkę kilka dni wcześniej… Tego się już jednak nigdy nie dowiemy.
Powiedzieć, że powyższy opis dnia brzmi jak totalna fikcja, to nic nie powiedzieć. Szansa na podobny splot tylu absurdalnych okoliczności wynosi zapewne jeden do nieskończoności. Nie zmienia to jednak faktu, że ten jeden sprawia, iż czysto teoretycznie taka historia mimo wszystko może się wydarzyć. Sęk w tym, że rozstrzał między teorią a praktyką potrafi być często kolosalny.
Ostatnie mecze poprzedniego sezonu w teorii były walką o ligowe punkty, w praktyce jednak potyczki te sprowadzały się jedynie do odliczania w wygaszaniu kampanii stojącej pod znakiem kompletnie przestrzelonego projektu. W momencie, kiedy po raz pierwszy pojawiają się wzmianki o matematycznych szansach, najczęściej wiadomo już, że nie ma się czym ekscytować. Dziś natomiast Real Madryt w teorii rozegra jedynie sparing, a jednak w praktyce budzić on może, i pewnie budzi, o wiele większe zainteresowanie niż kilka spotkań kończących ostatnie ligowe rozgrywki razem wzięte.
Teoretycznie pod wieloma względami starcie z Fiorentiną jest obdarte z atrakcyjności. Jest to dopiero pierwsza gra kontrolna, wielu kluczowych piłkarzy Królewskich wciąż przebywa na urlopach, a oczekiwanie jakichś konkretnych wskazówek dotyczących tego, jak ma wyglądać Real Madryt w sezonie 2026/27 byłoby wyjątkowo naiwne. Możemy śmiało założyć, że ponad wszelką wątpliwość dowiemy się wyłącznie tego, jak nowy komplet koszulek leży na zawodnikach. Czasami jeden czynnik sprawia jednak, że postrzeganie całości zmienia się diametralnie. Tak właśnie dzieje się w tym przypadku.
Gdyby ktoś rok temu powiedział nam, że Real Madryt zmierzy się z Fiorentiną, a na ławce trenerskiej zasiądzie José Mourinho, to zapewne zdecydowana większość z nas wyszłaby z założenia, że Portugalczyk będzie stał na czele ekipy z Florencji. Śledząc losy The Special One w ostatnich latach, logika nie byłaby w stanie podpowiedzieć innego scenariusza. W praktyce jednak Mourinho po ponad dekadzie ponownie poprowadzi Królewskich, a fakt, że dziś dokona tego po raz pierwszy od 2013 roku na oczach całego świata, rozprawia się z teorią o zwykłym sparingu.
Mourinho był bez wątpienia nieoczywistym wyborem do posprzątania bałaganu po swoich poprzednikach. Nie może dziwić, że zdania na temat jego powrotu są podzielone. Tak czy inaczej, nie sposób zaprzeczyć, że właśnie niebanalność tego wyboru sprawia, iż nawet jeśli dziś José dopiero otwiera kanciapę z miotłą, mopem i detergentami, to po prostu chcemy to obserwować od samego startu. Moc impulsu, siła oddziaływania na wyobraźnię i ciekawość przysłaniają całą zwyczajność towarzyszącą prostej grze kontrolnej. To, co będzie się w jej trakcie działo, schodzi na dalszy plan. W tej wyjątkowej sytuacji kolor papierka rzeczywiście wydaje się istotniejszy od smaku cukierka.
Na sam koniec jeszcze jedna, być może nieco abstrakcyjna obserwacja. Wśród nas znajdzie się pewnie jeszcze niemało kibiców pamiętających mecz Realu z Fiorentiną w Warszawie w sierpniu 2014 roku. Wydawać by się mogło, że 12 lat w futbolu to cała wieczność. Czasami jednak w jej obrębie dochodzi jedynie do pewnych zmian w konfiguracji. Warto bowiem zauważyć, że we wspomnianej prehistorycznej potyczce brali bowiem udział trzej ostatni trenerzy Królewskich (Ancelotti, Xabi i Arbeloa). Kto wie, być może zataczająca koło historia José Mourinho wcale nie jest więc aż tak nieprawdopodobna, jak może wydawać się na pierwszy rzut oka i tak po prostu miało być?
Mecz z Fiorentiną rozpocznie się dzisiaj o godzinie 18:00 w Klagenfurcie (Austria) na Wörthersee Stadion, a w Polsce będzie można obejrzeć go na platformie MEGOGO.
Komentarze (5)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się