Sytuacja, którą Endrick zastał po powrocie z wakacji, nie mieściła się w żadnym scenariuszu, stwierdza MARCA. Brazylijski napastnik skrócił urlop po mistrzostwach świata z nadzieją na walkę o miejsce w składzie, ale stanął przed wyzwaniem, które wydaje się niemal niemożliwe do pokonania. Jest praktycznie skazany na zapomnienie. W kadrze José Mourinho znajdowało się dwóch środkowych napastników: Kylian Mbappé i Gonzalo García. Odejście wychowanka nabrało już kształtów – ogłoszenie jego transferu do Fulham prowadzonego przez Arbeloę jest kwestią krótkiego czasu – i wydawało się, że otworzyło to Endrickowi furtkę do ponownej rywalizacji z Francuzem o miejsce w podstawowym składzie, a przynajmniej sporą szansę na grę.
Ta furtka zamknęła się jednak równie szybko, jak się otworzyła. Real Madryt zachował asa w rękawie, by zastąpić Gonzalo i sięgnął po nowego snajpera na wyraźne życzenie José Mourinho. Portugalczyk domagał się silnego fizycznie napastnika, będącego punktem odniesienia, czyli zawodnika o profilu zbliżonym do Emmanuela Adebayora, którego sam sprowadził podczas swojej pierwszej kadencji w klubie. Endrick nie pasuje do tego wzorca. Dlatego klub postawił na Carlosa Espíego w błyskawicznej operacji sfinalizowanej w czwartkowy wieczór. Real zapłacił 25 milionów euro zapisanych w klauzuli odstępnego za mierzącego 194 centymetry napastnika Levante z Walencji i podpisał z nim kontrakt do 2031 roku. Endrick, choć nie miał z tym nic wspólnego, stał się poboczną ofiarą tego planu.
Ten ruch przynosi natychmiastowe efekty. W piątek były już napastnik Levante trenował w Valdebebas, a następnie znalazł się w kadrze na pierwszy przedsezonowy sparing z Fiorentiną, razem z samym Endrickiem. Dwóch napastników wyruszy w tę samą podróż, choć ich drogi zdają się zmierzać w przeciwnych kierunkach. Jeden przybywa jako ekscytująca nowość, drugi obserwuje, jak jego perspektywy ponownie się zawężają, chociaż na pewno ma przed sobą obiecującą przyszłość.
W tej sytuacji Endrick ponownie znajduje się praktycznie poza planami, tym razem u trenera, którego nie miał nawet czasu przekonać, mimo że skrócił swoje wakacje. To samo odczucie towarzyszyło mu w grudniu 2025 roku, gdy zaczęto finalizować jego wypożyczenie do Olympique’u Lyon. Ostatecznie doszło do tego ruchu, a Brazylijczyk wykorzystał półroczny pobyt we Francji, grając głównie jako prawoskrzydłowy z dala od roli klasycznej „dziewiątki”, ale otrzymując minuty i zaufanie. To pozwoliło mu ostatecznie wskoczyć do kadry Brazylii na mundial.
W Realu jednak też wyczerpała się możliwość odnalezienia nowej roli na skrzydle. Na prawej stronie ataku Real Madryt ma wielu znaczących zawodników. Wkrótce ma przybyć Yan Diomande, Brahim pełni rolę wartościowego zmiennika, Rodrygo wróci po kontuzji (jego powrót przewidywany jest pod koniec roku), a w tym sektorze boiska może również znaleźć dla siebie miejsce Federico Valverde. Niezależnie od tego, z której strony spojrzeć na ofensywę zespołu, pozostaje w niej niewiele przestrzeni dla 20-letniego piłkarza, który wciąż szuka miejsca, by pokazać swoje umiejętności.
Przed nim jeszcze cały okres przygotowawczy, a lipcowe plany rzadko pozostają nienaruszone do września. Endrick otrzyma minuty w sparingach, by spróbować na nowo otworzyć dyskusję, która obecnie wydaje się zamknięta, a jego młody wiek nadal przemawia za cierpliwością. Punkt wyjścia pozostawia jednak Brazylijczyka dokładnie w tym samym miejscu, z którego chciał uciec, czyli z większą liczbą konkurentów i mniejszym entuzjazmem niż wtedy, gdy pakował walizki przed wyjazdem do Francji, podsumowuje MARCA.
Komentarze (22)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się