Aby do klubu trafił tego lata jakiś galáctico, najpierw ktoś musi odejść, stwierdza AS. Jest to warunek konieczny, jeśli Królewscy myślą o przeprowadzeniu wielkiego transferu. W takiej sytuacji najpoważniejszym kandydatem do odejścia wydaje się Eduardo Camavinga. Francuz nie ma jednak zamiaru odchodzić i sprawa na razie stoi w miejscu. Jego celem jest zmazanie plamy po słabym sezonie, przez który stracił nawet powołanie na Mistrzostwa Świata. Chce zostać i walczyć, co na ten moment całkowicie blokuje większe ruchy działaczy na rynku, podkreśla hiszpański dziennik.
Kwestia pieniędzy w klubowej kasie wydaje się prosta. Los Blancos wydali tego lata już około 85 milionów euro – 15 mln za Mourinho, 20 mln za Dumfriesa i 50 mln za Cucurellę, podczas gdy Bernardo Silva i Konaté przyszli na zasadzie darmowych transferów. Finanse balansują się głównie dzięki sprzedażom Nico Paza za 60 milionów czy Víctora Muñoza za 20 milionów. Czym innym jest jednak zbilansowany budżet, a czym innym posiadanie środków na operację rzędu 150 milionów euro na gracza ze światowego topu. Do tego potrzebny jest jeszcze jeden potężny zastrzyk gotówki.
Właśnie dlatego na liście transferowej znalazł się Camavinga, dodaje AS. W drugiej linii to właśnie on jest graczem najmniej niezbędnym i łatwiej wyobrazić sobie jego odejście niż choćby Tchouaméniego, Valverde, Bellinghama czy Gülera. Real jest gotowy wysłuchać ofert, ale nie zamierza oddawać go za bezcen. Królewscy chcą za Francuza minimum 70 milionów euro i nie zamierzają rozpoczynać negocjacji poniżej tej kwoty. Mimo gorszego okresu, 23-latek ma na koncie 11 trofeów w barwach Królewskich oraz dalej oferuje ogromną uniwersalność.
Pomocnik od dłuższego czasu nie może wejść na swój najwyższy poziom. W minionym sezonie rozegrał zaledwie 43% możliwych minut. Choć pojawiał się na boisku w 43 z 56 meczów, jego średnia wyniosła zaledwie 46 minut na spotkanie. To wyraźny krok w tył dla piłkarza, który jeszcze niedawno wychodził w wyjściowej jedenastce na finał Ligi Mistrzów w Londynie. Do słabych liczb dochodzą fatalne odczucia. Symbolicznym momentem była czerwona kartka w Monachium i przepraszanie kibiców na Bernabéu. Klub podjął decyzję o wystawieniu go na sprzedaż, ale główną przeszkodą jest sam zawodnik.
Camavinga chce udowodnić swoją wartość i odzyskać dawny poziom. Saga ta może potrwać do końca okienka transferowego, bo obie strony twardo trzymają się swoich założeń. Podczas gdy w gabinetach analizuje się cyfry i szuka funduszy na wielki transfer, Camavinga od 13 lipca trenuje w Valdebebas. Dziś to właśnie jego postawa stanowi główny hamulec dla dalszych poczynań Realu Madryt na rynku.
Komentarze (7)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się