Kiedy angielska federacja zatrudniała Thomasa Tuchela w październiku 2024 roku, nie ukrywała, że interesuje ją wyłącznie najwyższy cel. Niemiec nie przychodził po to, by przez kilka lat spokojnie przebudowywać reprezentację. Miał zakończyć trwające od 1966 roku oczekiwanie Anglików na drugie mistrzostwo świata. Jak ujawniają Jack Pitt-Brooke, Oliver Kay, David Ornstein i Laurie Whitwell z The Athletic, pierwszym wyborem federacji był Pep Guardiola. Działacze mieli osiągnąć z Hiszpanem ustne porozumienie, ale ten ostatecznie zdecydował się pozostać w Manchesterze City. Wtedy Anglicy zwrócili się do Tuchela, który miał za sobą między innymi triumf w Lidze Mistrzów.
Anglii zabraknie jednak w niedzielnym finale na MetLife Stadium. Zamiast walczyć o puchar, zagra w Miami z Francją o trzecie miejsce. Osiem lat temu, podczas pierwszego mundialu Garetha Southgate’a, podobne spotkanie z Belgią stanowiło zakończenie niespodziewanie udanej przygody młodego zespołu. Tym razem jest przykrym obowiązkiem dla grupy, która od początku mówiła wyłącznie o zdobyciu trofeum.
Wiara w sukces była ogromna. Jake Reid, prezes Sporting Kansas City, które pomagało Anglikom w czasie turnieju, zdradził dziennikarzom The Athletic, że Tuchel i najważniejsi przedstawiciele federacji rozważali wykonanie pamiątkowych tatuaży w przypadku zdobycia mistrzostwa świata. Nie wiadomo, na ile mówili poważnie, ale w obozie reprezentacji naprawdę panowało przekonanie, że Anglia może sięgnąć po drugą gwiazdkę.
Nie chciał kolekcjonować nazwisk
Podczas pierwszego spotkania z piłkarzami Tuchel miał zrobić na nich ogromne wrażenie. Mówił z pełnym przekonaniem, że ich misją jest umieszczenie drugiej gwiazdki na koszulce reprezentacji. Według The Athletic zawodnicy byli zachwyceni jego pewnością siebie oraz aurą trenera, który wie, jak wygrywać najważniejsze mecze.
Niemiec szybko uznał jednak, że sama jakość indywidualna nie wystarczy. W reprezentacji zaczęto budować projekt określany jako „Team England”. Drużyna miała mieć nie tylko wyraźny styl, ale również tworzyć prawdziwe braterstwo. Każdy zawodnik musiał być gotowy odłożyć własne ambicje na bok i podporządkować się wspólnemu celowi.
Anthony Gordon mówił później o „zabijaniu własnego ego”. Tuchel wielokrotnie podkreślał natomiast, że nie zamierza jedynie zbierać największych talentów. Chciał stworzyć zespół złożony z piłkarzy, którzy dobrze zniosą wielotygodniowy pobyt w Stanach Zjednoczonych, zaakceptują swoje role i nie będą źródłem problemów poza boiskiem.
Pod koniec maja selekcjoner wykonał około 50 telefonów do kandydatów do wyjazdu na mundial. Jak opisuje The Athletic, każdemu dokładnie wyjaśniał swoją decyzję oraz miejsce przewidziane dla niego w drużynie. Około 15 zawodników miało tworzyć podstawowy trzon. Pozostali stanowili „jednostkę do zadań specjalnych”, która miała odmieniać spotkania po wejściu z ławki.
W ten sposób poza kadrą znaleźli się między innymi Phil Foden, Cole Palmer, Trent Alexander-Arnold i Harry Maguire. Tuchel uznał, że na pozycji numer „10” więcej pokazali Jude Bellingham, Morgan Rogers i Eberechi Eze. Trent praktycznie nie grał u Niemca, natomiast pominięcie Maguire’a miało wywołać złość zarówno samego zawodnika, jak i jego najbliższych.
Najbardziej brzemienne w skutki okazały się jednak rezygnacje z Adama Whartona oraz Morgana Gibbsa-White’a. Autorzy materiału podkreślają, że obaj należeli w ostatnich sezonach do najlepszych angielskich pomocników w Premier League. Tuchel postawił jednak na zawodników bardziej pasujących do jego wizji zespołu.
Anglia pojechała na mundial z kadrą silną fizycznie, intensywną i zdyscyplinowaną, ale pozbawioną kilku graczy mogących uspokoić mecz przy piłce lub odmienić go dzięki technicznym umiejętnościom. Za Declanem Rice’em i Elliotem Andersonem w hierarchii środkowych pomocników znajdowali się tylko 35-letni Jordan Henderson oraz Kobbie Mainoo.
Mainoo przed mundialem nie rozegrał u Tuchela ani minuty w meczu o punkty. Nie wystąpił również w żadnym z siedmiu spotkań turnieju. Selekcjoner świadomie zdecydował się więc na bardzo wąskie pole manewru w środku pola.
Hotel miał stać się domem
Angielska federacja długo szukała odpowiedniej bazy. Ze względu na wysokie temperatury i ogromne odległości uznano, że najlepszym rozwiązaniem będzie centralna część Stanów Zjednoczonych. Anglicy chcieli uniknąć sytuacji, w której po meczach w Los Angeles, Seattle czy Nowym Jorku będą musieli odbywać wielogodzinne podróże.
Ostatecznie wybrano spokojne przedmieścia Kansas City. Hotel znajdował się blisko lotniska, a do ośrodka treningowego można było dotrzeć w około 20 minut. Federacja nie chciała wynajmować jedynie kilku pięter w dużym wieżowcu. Zależało jej na stworzeniu miejsca, które przez kilka tygodni będzie rzeczywistym domem reprezentacji.
Dziennikarze The Athletic opisują, że w hotelowym lobby ustawiono gramofon, tarczę do darta, piłkarzyki i stół bilardowy, który w ostatniej chwili pozyskano od jednej z miejscowych rodzin. Na zewnątrz zawodnicy mieli do dyspozycji boisko do koszykówki, basen z podwodnymi rowerami pomagającymi w regeneracji, jacuzzi oraz sauny na podczerwień.
Wieczorami piłkarze spotykali się przy palenisku, a Bellingham nauczył kolegów gry w Skyjo. Kane zaprosił do hotelu swojego przyjaciela Eda Sheerana, który wystąpił przed drużyną. Reprezentantów odwiedził również Tom Brady.
Nie obyło się bez problemów. Jeszcze przed przyjazdem kadry skradziono między innymi cztery pary korków, pięć par butów, trzy podpisane koszulki reprezentacji wyceniane łącznie na około pięć tysięcy dolarów, mundialową piłkę, głośnik oraz zestaw Lego przedstawiający but Nike. Przedmioty zostały później odzyskane przez policję.
Podczas turnieju doszło również do naruszenia bezpieczeństwa w centrum medialnym. Jak informuje The Athletic, do obiektu wszedł mężczyzna trzymający klucz francuski, ale został szybko wyprowadzony przez ochronę.
Atmosfera była dobra, ale nie wszyscy czuli się potrzebni
Mimo tych incydentów w angielskim obozie nie dochodziło do większych konfliktów. Rozmówcy dziennikarzy zgodnie twierdzą, że grupa była zjednoczona, a atmosfera w bazie pozostawała dobra.
Bellingham, który podczas EURO 2024 nie zawsze sprawiał wrażenie szczęśliwego, tym razem całkowicie zaangażował się w życie drużyny. Pomagała mu obecność bliskiego przyjaciela, Jordana Hendersona. Doświadczony pomocnik odgrywał ważną rolę poza boiskiem nawet po tym, jak po zwycięstwie nad Meksykiem złamał nadgarstek, przeskakując przez bandę reklamową.
Henderson musiał wrócić do Kansas City na operację. Władze Sporting Kansas City pomogły znaleźć dla niego samolot, a po zabiegu zawodnik ponownie dołączył do zespołu i pozostał z nim do końca turnieju.
Największym wyzwaniem dla rezerwowych nie była więc zła atmosfera, ale upływający czas. Siedem tygodni poza domem, niewiele spotkań z rodzinami oraz kolejne mecze spędzane na ławce sprawiały, że część zawodników zaczynała mieć dość.
Według źródeł The Athletic niektórzy piłkarze zaczęli czuć, że pojechali na mundial wyłącznie po to, by uzupełniać liczbę zawodników na treningach. Nie wszyscy potrafili znaleźć dla siebie rolę tak jak Dan Burn, który stał się ważnym rezerwowym.
Najbardziej widoczne było rozczarowanie Mainoo. Pomocnik Manchesteru United często jako jeden z pierwszych przechodził po spotkaniach przez strefę mieszaną i wracał do autokaru. Miał coraz większe problemy z ukrywaniem frustracji, gdy kolejne mecze mijały, a selekcjoner nie dawał mu szansy.
Jedna z osób związanych z reprezentacją zastanawiała się, czy Tuchel nie uznał po prostu, że 21-letni zawodnik będzie zadowolony z samego udziału w mundialu. Inni rozmówcy twierdzili, że Mainoo nie zrobił wystarczająco dużo, by zdobyć zaufanie trenera.
Niezależnie od powodów nigdy nie było jasne, po co Tuchel zabrał go na turniej. Mainoo nie otrzymał szansy nawet wówczas, gdy Rice miał wyraźne problemy fizyczne. W środku pola Niemiec wolał wystawić nominalnego prawego obrońcę Reece’a Jamesa.
Później właśnie tych pozostających na marginesie zawodników Tuchel potrzebował najbardziej. Kiedy przeciwko Argentynie Anglia musiała odzyskać energię, wyjść spod pressingu i przesunąć grę dalej od własnej bramki, większość ofensywnych rezerwowych nadal siedziała na ławce.
Bellingham stał się liderem
Harry Kane przyjechał na mundial po sezonie, w którym strzelił 61 goli dla Bayernu Monachium i zdobył drugie mistrzostwo Niemiec. Od miesięcy powtarzał, że znajduje się w najlepszej formie i kondycji w życiu.
Tuchel zauważył również zmianę w sposobie, w jaki Kane pełnił funkcję kapitana. Nie ograniczał się już do dawania przykładu na boisku, ale coraz częściej zabierał głos w szatni. Po zapewnieniu sobie awansu na mundial wygłosił przemowę, w której przypomniał młodszym zawodnikom, jak wyjątkowym wydarzeniem jest taki turniej.
Kane rozpoczął mistrzostwa od dwóch bramek przeciwko Chorwacji. Trafił także z Panamą, a w pierwszej rundzie pucharowej zdobył dwa gole z Demokratyczną Republiką Konga. Po tym spotkaniu zebrał piłkarzy w kręgu na środku boiska, aby wspólnie świętować z kibicami. Jak zauważa The Athletic, nie było to zachowanie typowe dla angielskiego kapitana, który zwykle unikał podobnych gestów przed publicznością.
Na najważniejszym etapie turnieju wpływ Kane’a na grę zaczął jednak maleć. Ostatniego gola z akcji strzelił w czwartym z siedmiu spotkań. Przeciwko Argentynie nie tylko nie stwarzał zagrożenia, ale nie potrafił również przytrzymać piłki i pozwolić odpocząć obrońcom.
Znacznie lepiej wyglądał Bellingham. Przed mundialem nie było nawet pewne, czy zawodnik Realu Madryt rozpocznie turniej w podstawowym składzie. Według autorów materiału Tuchel rozważał pozostawienie Morgana Rogersa na pozycji numer „10” i wykorzystywanie Bellinghama jako alternatywy dla Kane’a w ataku.
Wszystko zmienił znakomity występ pomocnika w sparingu z Kostaryką. Bellingham rozpoczął później każdy mecz mundialu i okazał się najbardziej kompletnym zawodnikiem reprezentacji. Grał za napastnikiem, wracał do środka pola, prowadził kontrataki i regularnie pojawiał się w polu karnym.
Zdobył sześć bramek, tyle samo co Kane. Trafiał z Chorwacją i Panamą, dwukrotnie pokonał bramkarza Meksyku, a następnie uratował Anglię w ćwierćfinale z Norwegią. To właśnie on w największym stopniu uosabiał braterstwo, którego oczekiwał Tuchel.
Jedyny publiczny zgrzyt pojawił się po spotkaniu z Norwegami. Bellingham, odpowiadając na krytyczne uwagi selekcjonera, zasugerował, że Tuchel nie wie, jak trudno gra się w takich warunkach. Niemiec zakończył krótką karierę piłkarską w wieku 25 lat z powodu kontuzji.
Kane i Tuchel szybko stanęli jednak w obronie Bellinghama. Według The Athletic ich reakcja pokazała, jak ważne było dla reprezentacji utrzymanie pomocnika Realu Madryt wewnątrz grupy i niedopuszczenie do rozdmuchania konfliktu.
Styl pojawił się tylko na chwilę
Najlepszy mecz Anglicy rozegrali na początku turnieju, gdy pokonali Chorwację 4:2. Grali wtedy intensywnie, odważnie i dominowali fizycznie, przypominając czołową drużynę Premier League. Był to jednak pierwszy i ostatni raz, kiedy przez dłuższy czas prezentowali futbol oczekiwany przez Tuchela.
Im dalej Anglia docierała, tym bardziej oddalała się od swojej planowanej tożsamości. Przed kolejnymi spotkaniami selekcjoner regularnie mówił o potrzebie wejścia na wyższy poziom. Wskazywał na konieczność cierpliwszego rozgrywania piłki, wychodzenia spod pressingu i dominowania na połowie przeciwnika. Poprawa nigdy nie nadeszła.
Anglia długo męczyła się z Panamą i Demokratyczną Republiką Konga. Zwycięstwa zapewniały jej przede wszystkim indywidualne umiejętności Kane’a i Bellinghama. Przeciwko Meksykowi, po czerwonej kartce dla Jarella Quansaha, Tuchel przeszedł na ustawienie z pięcioma obrońcami, a jego drużyna przez większość meczu broniła się we własnym polu karnym. Było to wielkie zwycięstwo w bardzo trudnych okolicznościach, ale nie był to sposób gry, który można było regularnie powtarzać.
W ćwierćfinale z Norwegią Anglicy przez długie fragmenty wyglądali bardzo słabo i uratowali się dopiero w dogrywce. Dziennikarze The Athletic wyliczają, że spośród siedmiu mundialowych spotkań drużyna pokazała swoją najlepszą wersję jedynie przez drugą połowę meczu z Chorwacją, kilka fragmentów starcia z Demokratyczną Republiką Konga, pojedyncze kontrataki przeciwko Meksykowi oraz dogrywkę z Norwegią. Dlatego podczas półfinału z Argentyną Anglicy nie tyle stracili własny styl, ile pokazali, że tak naprawdę nigdy nie zdołali go utrwalić.
Sam ograniczył sobie możliwości
Po objęciu prowadzenia Anglia zaczęła stopniowo cofać się pod własną bramkę. Po przerwie praktycznie przestała atakować i oddała Argentynie pełną kontrolę nad spotkaniem.
Rozmówcy The Athletic nie ukrywali zaskoczenia i rozczarowania decyzjami Tuchela. Niektórzy zaczęli podważać jego opinię wybitnego taktyka. Ich zdaniem próba obrony jednobramkowego prowadzenia w niskim ustawieniu przeciwko drużynie klasy Argentyny nie mogła zakończyć się powodzeniem.
Marc Guéhi przyznał po spotkaniu, że Anglicy powinni nadal naciskać na przeciwnika. Kane stwierdził natomiast, że na tym poziomie samo bronienie wyniku nie wystarcza. Obaj unikali bezpośredniej krytyki selekcjonera, ale ich wypowiedzi dobrze oddawały rozczarowanie sposobem rozegrania drugiej połowy.
Tuchel zastanawiał się później, czy Anglicy nie mają po prostu problemu z uspokojeniem meczu poprzez utrzymywanie się przy piłce. Nie wszystko zależało wyłącznie od niego. Jak ustalił The Athletic, Rice przyjechał na turniej z nerwobólem w okolicy mięśnia uda, a później zmagał się z poważnymi problemami żołądkowymi. W ćwierćfinale z Norwegią był w stanie rozegrać tylko pierwszą połowę.
Selekcjoner sam zbudował jednak drużynę uzależnioną od zdrowia i energii Rice’a. To on wybrał jako rezerwowych Hendersona oraz Mainoo, rezygnując z Whartona i Gibbsa-White’a. To również on zabrał na mundial wielu szybkich i dynamicznych zawodników, a następnie nie skorzystał z nich, gdy Anglia najbardziej potrzebowała możliwości wyprowadzenia kontrataku. Tuchel nie wykorzystał więc kadry, którą sam wybrał.
Nie straci pracy
Mimo bolesnej porażki Niemiec nie musi obawiać się zwolnienia. W styczniu zainteresowanie jego zatrudnieniem wykazywał Manchester United, ale selekcjoner był zadowolony z pracy z reprezentacją i prowadził już negocjacje w sprawie nowej umowy.
Według ustaleń Davida Ornsteina i pozostałych autorów materiału Tuchel podpisał w lutym kontrakt obowiązujący do EURO 2028, które Anglia rozegra na własnych stadionach.
W umowie znajdowały się zapisy pozwalające obu stronom zakończyć współpracę po odpadnięciu w fazie grupowej, 1/16 finału lub 1/8 finału mundialu. Jedno z wyłączeń wprowadzono później ze względu na możliwość rozegrania przez Anglików meczu z Meksykiem na Estadio Azteca.
Anglia dotarła jednak do półfinału, dlatego żadna z klauzul nie może zostać wykorzystana. Pod względem samego wyniku był to udany mundial. Reprezentacja po raz czwarty w historii znalazła się w najlepszej czwórce i po raz trzeci dokonała tego poza własnym krajem.
Federacja przeprowadzi standardową analizę występu drużyny. Jej dyrektor generalny Mark Bullingham już przed rozpoczęciem turnieju zaznaczał, że oceny nie można opierać wyłącznie na rundzie, w której zespół odpadł.
Przypomniał mundial w Katarze, który zakończył się dla Anglików na ćwierćfinale, ale był prawdopodobnie najlepszym turniejem Southgate’a. Reprezentacja rozegrała wtedy wyrównany mecz z Francją i przegrała przez drobne szczegóły, dlatego kibice nie mieli do drużyny większych pretensji.
Tym razem nastroje są zupełnie inne. Anglia prowadziła z Argentyną, lecz dobrowolnie oddała jej piłkę oraz inicjatywę. Spory o to, czy drużyna zaczęła cofać się samoczynnie, czy na polecenie trenera, będą trwały długo. Nie zmienia to jednak faktu, że Tuchel zatwierdził obrany kierunek swoimi zmianami personalnymi i taktycznymi.
Jeszcze przed półfinałem cieszył się ogromnym poparciem kibiców. W Atlancie śpiewano, że futbol wraca do domu razem z Thomasem Tuchelem. Jak zauważają dziennikarze The Athletic, znaczna część tej sympatii zniknęła w trakcie drugiej połowy spotkania z Argentyną.
Niemiec pozostanie na stanowisku, ale jego pozycja nie będzie już taka sama. Pierwszy test reakcji kibiców nastąpi w meczu o trzecie miejsce z Francją. Kolejny we wrześniu, gdy Anglia rozpocznie rywalizację w Lidze Narodów. Na Wembley może wówczas przyjechać Hiszpania już jako nowy mistrz świata.
Komentarze (6)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się