„Dotrwa do końca turnieju mimo ogromnego bólu” – ta przepowiednia jednej z osób z otoczenia Williama Saliby opublikowana w ubiegłym tygodniu okazała się aktualna zaledwie przez kilka dni. We wtorek obrońca reprezentacji Francji w półfinale z Hiszpanią przegrał z przewlekłymi problemami z plecami. „Już nie mogę, moje plecy są martwe”, rzucił zawodnik Arsenalu do Dayota Upamecano na kilka sekund przed zejściem z boiska w 30. minucie tego spotkania.
Był to nieunikniony koniec turnieju dla piłkarza, który przez ostatnie sześć tygodni zgrupowania Francji był w stanie występować wyłącznie dzięki swojej determinacji i silnym środkom przeciwbólowym, donosi L'Équipe. Dziennik stawia przy tym poważne pytania: Dlaczego plecy obrońcy odmówiły posłuszeństwa właśnie w tym momencie?; Czy Didier Deschamps podjął ryzyko, wystawiając go w pierwszym składzie?; Czy sam zawodnik naraził na niebezpieczeństwo dalszą część swojej kariery?
Saliba miał grać z przewlekłym bólem od miesięcy, ale nauczył się nad nim panować. Pomagały mu w tym środki przeciwbólowe, ale także bardzo lekki program treningowy. Przykładowo nigdy nie odbywał treningów dzień po meczu. Sztab reprezentacji Francji stosował te same procedury, które dla 25-latka wdrożył Arsenal.
Scenariusz z zejściem z boiska z wtorkowego wieczoru można tłumaczyć intensywnością spotkania, porównywalną z finałem Ligi Mistrzów. W tamtym meczu z Paris Saint-Germain obrońca Kanonierów poczuł ból już po pięciu minutach gry, ale był w stanie wytrzymać kolejnych 115. We wtorek dolegliwości – objawiające się uczuciem blokady – również pojawiły się bardzo szybko. Transmisja telewizyjna tego nie pokazała, ale przy kilku okazjach, między innymi w momencie rzutu karnego dla Hiszpanii w 20. minucie, Saliba próbował wykonywać ćwiczenia rozciągające. Bezskutecznie.
L'Équipe informuje, że podczas spotkań na tak wysokim poziomie stres i intensywność powodują u Saliby napięcia oraz nasilają blokadę, szczególnie podczas sprintów. Dziennik wskazuje, że trudno mieć pretensje do Deschampsa, że mimo ryzyka, którego był świadomy – choć być może tylko częściowo – ponownie postawił na duet Upamecano–Saliba, tak znakomicie spisujący się od początku turnieju. Selekcjoner od początku zgrupowania był bardzo spokojny w tej sprawie, ale także z powodu pozytywnych sygnałów ze strony piłkarza i sztabu medycznego.
Pięć i pół meczu rozegranych przez obrońcę reprezentacji Francji oraz takie zejście z boiska w meczu z Hiszpanią rodzi pytania o jego najbliższą przyszłość. Nie ma wątpliwości, że stoper Arsenalu, podobnie jak Samuel Umtiti, który w 2018 roku grał z problemami z kolanem, podjął ryzyko. Oczywiście nie wystąpi w sobotnim meczu o trzecie miejsce w Miami, a później będzie musiał podjąć decyzję. Na razie zaplanowano dodatkowe badania. Niczego ostatecznie nie przesądzono, ale najbardziej prawdopodobnym rozwiązaniem jest operacja. Wykluczyłaby ona obrońcę z gry na kilka miesięcy. W Arsenalu już wewnętrznie zakładają, że Saliba będzie nieobecny przez 4-5 miesięcy i spekulują o jego powrocie do gry nawet dopiero w grudniu.
Długość przerwy będzie oczywiście zależała od wybranego sposobu leczenia. L'Équipe dodaje, że Saliba cierpi na bóle pleców od okresu dojrzewania i nawet jeśli nie podda się operacji, to będzie musiał poświęcić czas na leczenie i wzmocnienie pleców, a następnie na odbudowę formy.
To ciekawe i ważne informacje także dla Realu Madryt, który szczególnie w poprzednim roku był mocno łączony ze stoperem Arsenalu. 25-latek przedłużył jednak we wrześniu swoją umowę z Kanonierami z 2027 do 2030 roku i temat na razie ucichł. Królewscy też w poprzednim roku postawili na transfer Deana Huijsena, a teraz pozyskali na zasadzie wolnego transferu Ibrahimę Konaté. Wiek i poziom Saliby pozostawiały go jednak w orbicie zainteresowań na dalszą przyszłość. Teraz wszyscy na czele z samym zawodnikiem będą czekać na jego decyzje w sprawie martwiącej kontuzji.
Komentarze (2)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się