Zawsze opowiadał się pan za wprowadzeniem technologii do sędziowania. Nadal obstaje pan przy swoim zdaniu?
Przecież żyjemy otoczeni technologią. Doszliśmy do momentu, w którym wszystkie osoby siedzące wokół boiska, również te znajdujące się na ławkach rezerwowych, mogły oglądać na swoich urządzeniach to, co się dzieje… Wszyscy poza sędzią. Nie wspominając już o ludziach siedzących przed telewizorami, którzy mieli nawet do dyspozycji powtórki w bardzo zwolnionym tempie. To było dość dziwne. W sędziowaniu mieliśmy dwie możliwości. Mogliśmy uczynić z futbolu coś chronionego przed światem zewnętrznym, jakby była to społeczność amiszów, która nie korzysta z technologii, albo pójść właśnie w tym kierunku technologii. Sędziowie są ludźmi i popełniają błędy. Nawet jeśli są najlepiej przygotowani na świecie. Trzeba zapewnić im wsparcie, bo to dobre dla samej gry.
Postęp następuje we wszystkich obszarach, również w kwestii spalonego, który nadal jest krytykowany. Systemy są jednak coraz bardziej zautomatyzowane, a zawodnicy przedstawiani są na mundialu w realistyczny sposób…
Na początku technologia różniła się od tej, którą dysponujemy obecnie. Na boisku wyznaczano linie, ale oglądającym trudno było w nie uwierzyć. Pomyślałem wtedy: dlaczego decyzje podejmowane przy pomocy technologii goal-line są akceptowane, a spalony o jeden centymetr nie jest traktowany w taki sam sposób? Różnica polegała na tym, że technologia linii bramkowej działała bez ingerencji człowieka, natomiast przy spalonym to człowiek decydował, w którym momencie piłka została zagrana, a następnie wyznaczał linie. Niestety ludzie nie ufają innym ludziom. Zawsze podejrzewają, że coś jest nie tak. Dlatego pracowano nad bardziej zautomatyzowanym systemem i właśnie w ten sposób powstała półautomatyczna technologia wykrywania spalonego, a następnie także wizualizacje 3D. Cały czas robione są kolejne kroki naprzód, jak chociażby przejście od pokazywania na ekranie standardowej sylwetki zawodnika do odtwarzania wyglądu konkretnego piłkarza. Dzięki temu decyzja jest bardziej wiarygodna. I oczywiście również łatwiej w nią uwierzyć.
W jaki sposób sędziowie odczuwają ten postęp?
Korzystając z tych narzędzi. Warto wspomnieć na przykład o Football AI Pro, czyli narzędziu służącym do analizowania spotkań, ponieważ korzystają z niego nie tylko reprezentacje. My również mamy analityków, a sędziowie także przygotowują się do meczów, poznając taktykę drużyn, ich charakterystykę i inne elementy. Pamiętam, jak w 2002 roku przygotowywałem się do finału mistrzostw świata. Zostałem wyznaczony do prowadzenia meczu Niemcy–Brazylia. Przygotowywałem się, zdobywając nagrania spotkań na kasetach VHS. Przez cały dzień przewijałem na wideo mecze do przodu i do tyłu. Bardzo zazdroszczę tym, którzy weszli do sędziowania po mnie. Podczas mundialu w Katarze byłem obecny na wszystkich meczach. Mimo to również muszę później ponownie je oglądać, ponieważ ludzkie oczy nie wychwytują tego, co może uchwycić technologia. Prezes FIFA może poprosić mnie o wyjaśnienie konkretnej sytuacji, a ja muszę umieć mu odpowiedzieć.
Czego, pana zdaniem, kibice nadal nie rozumieją w kwestii VAR-u i wideoweryfikacji?
Ludzie sądzą, że technologia może udzielić odpowiedzi na każde pytanie w futbolu. Tak nie jest. Istnieją inne dyscypliny, w których technologia może pomóc w większym stopniu. Na przykład podczas finiszu wyścigu kolarskiego można zobaczyć, kto zwyciężył o jeden centymetr. Piłka nożna jest jednak sportem kontaktowym i nie istnieje technologia, która mogłaby ocenić takie sytuacje jak popychanie, przytrzymywanie czy celowość zagrania ręką. Mimo wszystko zrobiliśmy ogromny krok naprzód, wykorzystując technologię do rozwiązywania problemów. Ludzie do dziś dyskutują o golu strzelonym w finale mistrzostw świata w 1966 roku w Anglii [o tym, czy piłka przekroczyła linię bramkową]. Obecnie poznalibyśmy odpowiedź w ciągu kilku chwil.
VAR-owi zarzuca się jednak, że odbiera futbolowi emocje, a gol stracił swoją istotę, ponieważ trzeba czekać na zakończenie wideoweryfikacji…
Czy naprawdę traci się emocje? Problem polega na tym, że nie można emocjonować się czymś, co jest błędem. Można cieszyć się z pomyłki, ale nie myśli się wtedy o osobie, która cierpi, ponieważ popełniła ten błąd. Staramy się przyspieszyć cały proces wideoweryfikacji, żeby ludzie nie musieli czekać. Uważam, że twierdzenie, iż VAR zabija emocje związane z golem, jest nieporozumieniem. Zawodnicy i kibice świętują po zdobyciu bramki. Później następuje chwila napięcia związana ze sprawdzaniem sytuacji. Jeżeli gol zostaje uznany, wszyscy świętują ponownie. Emocje są więc podwójne. Przyznajemy jednak, że cały proces trzeba maksymalnie przyspieszyć.
Jakich innowacji spodziewa się pan w przyszłości?
Trudno powiedzieć, ponieważ technologia zawsze potrafi zaskoczyć. Byłem na tamtym zebraniu w Belfaście w 2014 roku, gdzie zastanawiano się nad wprowadzeniem technologicznego wsparcia dla sędziów. Było to mniej niż 12 lat temu, ale nigdy nie wyobrażałem sobie, że na tym mundialu będziemy dysponować tym, co mamy obecnie. Technologia jest wspaniała, ale decyzje nadal podejmują ludzie. Dlatego chcę, aby sędziowie byli przygotowani najlepiej, jak to możliwe. Wydajemy dużo pieniędzy na technologię, ale naszym celem jest to, żeby nie trzeba było z niej korzystać. Chcę, aby sędziowie byli tak dobrzy, żeby ich decyzje zawsze były prawidłowe. Wiem jednak, że nie jest to realistyczne. Technologia musi być więc dostępna, żeby im pomagać, a nie ich zastępować.
Co sędziowie mówią o konieczności noszenia kamery na swoim ciele?
Na początku było to trochę skomplikowane. Technologia była bardzo ciężka. Kiedy biega się po boisku przez 90 minut, liczy się każdy gram. Poprosiliśmy o maksymalne zmniejszenie ciężaru urządzenia. Znacząco rozwinięto również system dźwiękowy, z którego korzystają sędziowie. Jeżeli chodzi o kamerę, to obecne rozwiązanie jest lepsze od kamery mocowanej na klatce piersiowej, którą wcześniej testowano. Teraz można śledzić dokładnie to, co widzi sędzia. Kwestia ciężaru była bardzo ważna, ponieważ urządzenie może stać się uciążliwe.
Co pomyślałby pan w czasach swojej kariery, gdyby poproszono pana o noszenie kamery, przemawianie do publiczności i przyjmowanie korekt ze strony VAR-u?
Rozumiem, że ta praca nie jest łatwa. Pojawiło się wiele żartów związanych ze słowami sędziego podczas meczu otwarcia [konkretnie jego słabym angielskim]. Być może nie zrobił tego w najlepszy sposób, ale trzeba zrozumieć, że przemawianie do pełnego stadionu w stresującej sytuacji jest trudne. Chodzi o to, żeby wyjaśnić ludziom znajdującym się na stadionie, dlaczego podjęto daną decyzję, a nie tylko przekazać samą decyzję. Uważam, że są to dobre innowacje. Czy chciałbym w czasach swojej kariery dysponować taką technologią i takim wsparciem VAR-u, jakie istnieje obecnie? Byłbym głupi, gdybym powiedział, że nie. A nie jestem głupi. My, sędziowie, się mylimy. Popełniamy błąd. Pierwszą osobą, która za niego płaci, jest sędzia. Później oczywiście poszkodowana drużyna. Ale pierwszy jest sędzia. Jak mógłbym więc być temu przeciwny?
Komentarze (3)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się