REKLAMA
REKLAMA

MARCA: Mourinho bierze na siebie „sprawę Valverde”

José Mourinho uważa Fede Valverde za jednego z najważniejszych zawodników swojego projektu i zamierza osobiście pomóc mu zostawić za sobą niezwykle trudny sezon. Portugalczyk nie myśli o odebraniu Urugwajczykowi opaski kapitańskiej ani o jego sprzedaży – wręcz przeciwnie, chce uczynić go jednym z filarów nowego Realu Madryt, informuje J. L. Calderón z dziennika MARCA.

REKLAMA
REKLAMA
MARCA: Mourinho bierze na siebie „sprawę Valverde”
Fede Valverde. (fot. Getty Images)

José Mourinho z niecierpliwością czeka na powrót wszystkich zawodników Realu Madryt, ale jeden przypadek interesuje go szczególnie. Chodzi o Fede Valverde, który po najbardziej burzliwym sezonie w swojej karierze na Santiago Bernabéu ma rozpocząć nowy etap pod wodzą portugalskiego szkoleniowca.

REKLAMA
REKLAMA

Sytuacja Urugwajczyka od dłuższego czasu niepokoiła władze klubu. W Realu liczono, że wyjazd na mundial, zmiana otoczenia i czas spędzony poza Valdebebas pozwolą mu odciąć się od napięć, które narastały w końcówce sezonu. Tak się jednak nie stało. Valverde również w reprezentacji Urugwaju znalazł się w centrum zamieszania, przez co nie zdołał uciszyć dyskusji wokół swojej osoby.

Od 27 czerwca, gdy Urugwaj odpadł z mistrzostw świata po porażce z Hiszpanią, pomocnik przebywa na wakacjach. Ma wrócić do Valdebebas pod koniec lipca i rozpocząć przygotowania z czystą kartą. Taki jest również jego plan – zamknąć wszystkie kontrowersyjne sprawy, odciąć się od konfliktów i ponownie skupić wyłącznie na piłce.

Pomóc ma mu w tym Mourinho. Portugalczyk zamierza odbyć ze swoim kapitanem szczerą rozmowę, wyjaśnić wszystkie wątpliwości i stworzyć mu warunki do odzyskania najlepszej wersji. Jak już wcześniej informowała MARCA, Valverde jest dla nowego trenera zawodnikiem nietykalnym. Mourinho nie zamierza odbierać mu opaski ani tym bardziej otwierać przed nim drzwi do transferu. Urugwajczyk pozostanie pierwszym kapitanem i ma być jednym z najważniejszych elementów projektu.

REKLAMA
REKLAMA

Trudna relacja ze sztabem Xabiego Alonso

Valverde ma za sobą sezon pełen napięć. Pierwsze poważne rysy pojawiły się jeszcze za kadencji Xabiego Alonso. Pomocnik, podobnie jak Vinícius Júnior, nie nawiązał najlepszej relacji ze szkoleniowcem, choć w jego przypadku konflikt nie był aż tak otwarty jak u Brazylijczyka. Najwięcej kontrowersji wywołały wydarzenia przed meczem z Kajratem Ałmaty. Po jednoczesnych kontuzjach Trenta Alexandra-Arnolda i Daniego Carvajala pojawiło się ryzyko, że Valverde ponownie zostanie przesunięty na prawą obronę.

– Nie urodziłem się po to, żeby grać na boku obrony. Nie wychowywałem się i nie uczyłem gry na tej pozycji. To zawsze było rozwiązanie awaryjne – mówił wtedy Urugwajczyk.

Dzień później rozpoczął spotkanie na ławce, a jego zachowanie podczas rozgrzewki natychmiast wywołało spekulacje o karze ze strony trenera. Według Marki nie miało to jednak nic wspólnego z sankcją. Absencja Valverde była zaplanowana wcześniej. Urugwajczyka zirytowało coś innego. Sztab miał poinformować go, że nie pojawi się na boisku, jeśli mecz będzie układał się po myśli Realu, a mimo to nakazano mu rozpoczęcie rozgrzewki. Spotkanie zakończyło się wynikiem 5:0, a pomocnik nie wszedł na murawę.

REKLAMA
REKLAMA

Valverde uznał, że wysyłanie go do rozgrzewki bez zamiaru wpuszczenia na boisko było brakiem szacunku. Dodatkowo w mediach błyskawicznie rozeszły się nagrania, na których stał przy linii bocznej i obserwował mecz zamiast wykonywać ćwiczenia. Obrazki te zostały wykorzystane do podważania jego profesjonalizmu.

Zawodnik zdecydował się wtedy na publikację komunikatu.

– Przeczytałem kilka artykułów, które uderzają we mnie jako człowieka. Mam dobre relacje z trenerem, dzięki którym czuję, że mogę powiedzieć mu, na jakiej pozycji najbardziej lubię grać. Zawsze jednak podkreślałem, że jestem gotowy wystąpić wszędzie, polecieć w każdą podróż i zagrać w każdym meczu. Zostawiłem dla tego klubu duszę i nadal będę to robił. Nawet jeśli czasami to nie wystarcza albo nie gram tak, jakbym chciał, przysięgam na swoją dumę, że nigdy się nie poddam i będę walczył do końca, niezależnie od pozycji – zapewniał.

Jak twierdzi MARCA, właśnie ten incydent stał się punktem zwrotnym. Od tego momentu relacje Valverde ze sztabem Xabiego Alonso miały ulec znacznemu pogorszeniu. Szczególnie trudne były jego kontakty z jednym ze współpracowników trenera, z którym nie potrafił znaleźć wspólnego języka już od początku sezonu.

REKLAMA
REKLAMA

Odrodzenie u Arbeloi i konflikt z Tchouaménim

Sytuacja uspokoiła się po przejęciu drużyny przez Álvaro Arbeloę. Valverde, podobnie jak Vinícius, stał się jednym z największych sojuszników nowego szkoleniowca. Real zaczął odzyskiwać równowagę, a Urugwajczyk ponownie prezentował futbol na najwyższym poziomie.

Kulminacją jego dobrej formy był marcowy występ przeciwko Manchesterowi City, gdy zdobył wszystkie trzy bramki Realu w pierwszym meczu dwumeczu, który ostatecznie zakończył się awansem Królewskich. W tamtym momencie wydawało się, że pomocnik definitywnie wrócił na właściwe tory.

Końcówka sezonu przyniosła jednak kolejny kryzys. Napięta atmosfera w Valdebebas coraz mocniej odbijała się na zawodnikach, a Valverde znalazł się w centrum wydarzeń po dwóch spięciach z Aurélienem Tchouaménim. Do incydentów doszło dwa tygodnie przed zakończeniem rozgrywek i to właśnie one sprawiły, że przyszłość kapitana zaczęła być publicznie kwestionowana.

Ponownie konieczny okazał się komunikat.

– Przepraszam. Przepraszam z całego serca, ponieważ boli mnie ta sytuacja i moment, przez który przechodzimy. Real Madryt jest jedną z najważniejszych rzeczy w moim życiu i nie mogę pozostawać obojętny. To była kumulacja wielu spraw, która zakończyła się bezsensowną kłótnią, zaszkodziła mojemu wizerunkowi i pozostawiła przestrzeń do wymyślania historii, oszczerstw i dodawania kolejnych elementów do zwykłego incydentu. Nie mam jednak wątpliwości, że wszelkie tarcia poza boiskiem przestają istnieć na murawie. Jeśli będę musiał bronić go na stadionie, zrobię to jako pierwszy – napisał między innymi Valverde.

REKLAMA
REKLAMA

Po tych wydarzeniach pojawiły się informacje, że klub rozważa odebranie Urugwajczykowi opaski kapitańskiej, a nawet jego sprzedaż. Zawodnik wyjechał jednak na mundial bez podjęcia ostatecznych decyzji.

Napięcia również w reprezentacji

W reprezentacji Valverde również nie zaznał spokoju. Wokół Marcelo Bielsy narastało napięcie, a według urugwajskich mediów kilku najważniejszych piłkarzy kadry – w tym kapitan Realu – miało narzekać na niezwykle wymagające treningi oraz długie odprawy wideo podczas mistrzostw świata. Zawodnicy byli już mocno zmęczeni po wyczerpującym sezonie klubowym.

Odpadnięcie Urugwaju w fazie grupowej tylko spotęgowało kryzys. Po zakończeniu turnieju Valverde po raz kolejny zabrał głos za pośrednictwem oficjalnego komunikatu.

– Biorę odpowiedzialność za tę porażkę i wiem, że nie stanąłem na wysokości zadania. Nie ma jednak możliwości, abym zrezygnował z reprezentowania swojego kraju, nawet gdyby miało mnie to kosztować życie – podkreślił.

Valverde zamknął w ten sposób kolejny trudny rozdział sezonu, o którym najchętniej jak najszybciej by zapomniał. Teraz przed nim odpoczynek, oczyszczenie głowy oraz rozmowa z Mourinho. Portugalczyk chce wyzerować licznik i odbudować kapitana, zamiast rozliczać go za wydarzenia ostatnich miesięcy.

Ostatnie aktualności

REKLAMA
REKLAMA

Komentarze (14)

REKLAMA