[…] W Argentynie jest też Enzo Fernández, zawodnik, którego zna pan bardzo dobrze.
Ma się dobrze, bardzo dobrze, jest bardzo regularny. Pomijając Messiego, to zawodnik, który najczęściej pojawiał się w ważnych momentach w ataku reprezentacji. Bardzo dobrze kontroluje też momenty defensywne drużyny. Miał naprawdę bardzo dobry rok i wieńczy go dobrym mundialem. Mamy nadzieję, że mundial zakończy się dla niego dobrze na poziomie indywidualnym. Wygrał Klubowe Mistrzostwa Świata, Ligę Konferencji, w krótkim czasie przeszedł z Argentyny do Benfiki, a później do Chelsea. Mając zaledwie 25 lat, gra na swoim drugim mundialu, po tym jak w pierwszym został mistrzem. Wszystko potoczyło się u niego bardzo szybko. Za każdym razem, gdy mam okazję, staram się z nim rozmawiać, żeby korzystał z każdej chwili i cieszył się nią tak, jakby była ostatnia, bo człowiek nie wie, co może się wydarzyć jutro.
I w jego grze wciąż jest duży margines do poprawy…
Tak jest, bo ma zwycięską mentalność. Jest jednym z takich zawodników. Bardzo podoba mi się jego mentalność, bo daje mi możliwość dzielenia się przeżytymi doświadczeniami, żeby mógł dalej się rozwijać. Czuje, że jest w ciągłym rozwoju i sam tego szuka. Rady piłkarskie? Mogę mu dawać rady dotyczące tego, co widzę w kwestii postaw, ale on bardzo dobrze rozumie futbol. Zaczynał jako „dziesiątka”, później grał jako defensywny pomocnik, a u Mareski w Chelsea wychodził jako lewy skrzydłowy, żeby schodzić w pole karne. Dostosowuje się do wszystkiego i jest bardzo inteligentny w tym, czego potrzebuje drużyna: czy trzeba przytrzymać piłkę, czy wyjść szybko albo wolno… Jest do tego obdarzony talentem. Ma dobrą nogę, ale jednocześnie charakter, żeby walczyć i biegać dla drużyny, jeśli trzeba bronić, a to nie jest tak łatwe do znalezienia u ofensywnego pomocnika.
Od dłuższego czasu sporo mówi się o przyszłości Enzo i nie można zapominać, że jest w Chelsea, klubie, który łatwo sprzedaje i kupuje, prawda?
To klub, który zwykle kupuje dużo młodych talentów i daje im grać w Premier League, tak jak stało się z Enzo. Każdy ma swój proces i swoją drogę do przejścia. W Chelsea radził sobie bardzo dobrze. Przez 3,5 roku zdobył trofea. Jest bardzo szczęśliwy, ale przychodzi moment, w którym trzeba podążać drogą zawodnika i jeśli domaga się rzeczy, których klub nie może mu zapewnić, trzeba szukać rozwiązań.
Czy już poszukiwane są te rozwiązania?
Tak, ale w tym momencie starałem się też wszystko zatrzymać, bo na mundialu gra się o bardzo dużo. Enzo musi się tym cieszyć, ale zawodnik ma głowę wszędzie. W mediach społecznościowych i w wielu streamach pojawia się mnóstwo wiadomości czy podobnych rzeczy, których on nie powinien teraz słuchać. W tym momencie wolę, żeby był skoncentrowany na próbie wygrania kolejnego Pucharu Świata. Przyjdzie jeszcze czas na rozmowy.
Enzo kosztował dużo pieniędzy…
Wszyscy kosztowali dużo. Jeśli spojrzysz na transfery z ostatnich dni, wszystkie są na poziomie 90 czy 100 milionów euro. Ceny zawodników są bardzo wysokie i jego cena na pewno też jest bardzo wysoka, ale wynika to z tego, co pokazał, jak się rozwinął i co zbudował w ostatnich latach. Dlatego ma taką wartość. Są kluby, które będą mogły to zrobić, a są inne, którym będzie trochę trudniej. Będziemy do dyspozycji i będziemy pracować, żeby spróbować dojść do porozumienia.
A Real Madryt jest jednym z nich, prawda?
Tak, Real Madryt się pojawiał. Realowi Madryt podobają się najlepsi zawodnicy, a Enzo był w tym roku jednym z najlepszych. To zawodnik, który podoba się Realowi Madryt, a jemu podoba się Real Madryt, tak jak podobają mu się też inne kluby, które są obok. Teraz trzeba trochę poczekać.
Nie może pan zaprzeczyć, że Enzo wyglądał na bardzo szczęśliwego w Madrycie podczas swoich wizyt w stolicy Hiszpanii.
Wy bardzo go szukacie i oczywiście jest szczęśliwy, ale jest szczęśliwy także w Londynie, bo zawodnik osiąga dobre wyniki, gdy jest szczęśliwy w miejscu, w którym się znajduje, a Enzo był szczęśliwy w angielskiej stolicy. Często przyjeżdżał do mnie do Madrytu i spotykał się z przyjaciółmi, którzy grają w Hiszpanii, konkretnie w Atlético. Oczywiście, że lubi Madryt, ale lubi też Londyn. Nie zapominajmy o tym. Musieliśmy kilka razy rozmawiać w ciągu roku i dlatego wielokrotnie przyjeżdżał do Madrytu.
Komentarze (7)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się