Półfinał Ligi Mistrzów 2022. Santiago Bernabéu. Ponad 60 tysięcy kibiców na trybunach, Manchester City prowadzi 1:0. Siedziałem na ławce Realu Madryt, gdy Carlo Ancelotti zawołał mnie, kazał wejść na boisko, grać agresywnie i rozstrzygnąć mecz.
Wszedłem na murawę w 68. minucie. W 90. minucie wyrównałem, choć w dwumeczu wciąż przegrywaliśmy. Wznowiliśmy grę, a minutę później znów strzeliłem, doprowadzając do dogrywki. Wygraliśmy, a reszta jest historią: kolejny tytuł dla klubu po zwycięstwie nad Liverpoolem w finale. Wspominam ten moment, aby podkreślić, jak ważni są trenerzy w drodze zespołu i jak decydującą rolę odgrywają w karierze piłkarza, wykonując pracę, której często nie widać z zewnątrz.
Mam szerokie doświadczenia jako zawodnik prowadzony przez Ancelottiego. Uważam, że piłkarzom łatwiej zrozumieć jego metody, bo prawdziwa rzeczywistość futbolu rozgrywa się za kulisami, a nie przed kamerami. Dla mediów i wszystkich spoza szatni trudno przewidzieć, co zrobi. Naturalne jest, że czują się zagubieni, próbując odczytać jego sposób myślenia, ponieważ mogą oczekiwać jednego wyboru, a on ostatecznie podejmuje zupełnie inny.
Ale nie ma co się łudzić: jego decyzje są zawsze przemyślane, oparte na niezwykłej spójności wynikającej zarówno z serca, jak i z umysłu człowieka o głębokiej wiedzy taktycznej i wyjątkowym wyczuciu zarządzania grupą. W miarę jak zbliża się poniedziałkowy mecz z Japonią, wierzę, że wszyscy moi rodacy – zwłaszcza ci, którzy dopiero poznają jego idee – będą coraz mocniej wspierać pracę Mistera.
Ancelotti jest dla nas jak ojciec. To człowiek, którego ogromnie podziwiam jako trenera i jako osobę. Rozmawia z nami, doradza w sprawach boiskowych i poza nimi. Słyszałem, że powstaje serial lub dokument o Ancelottim i jestem pewien, że będzie znakomity. Dziś media społecznościowe, kanały YouTube i produkcje filmowe dają większy dostęp do tego, co dzieje się wewnątrz klubów i reprezentacji, pokazując momenty, które kiedyś pozostawały tajemnicą albo trafiały do artykułów i autobiografii dopiero po latach, gdy ich autorzy kończyli kariery.
Mimo to niezliczone sprawy nadal rozwiązuje się w prywatności szatni i sal odpraw. I właśnie tam wielkość mentorów okazuje się najbardziej decydująca: w rozmowach o życiu rodzinnym, w dialogach dotyczących niezadowolenia, w stanowczości, gdy wskazują właściwą drogę.
Pamiętam pierwszego trenera, który dostrzegł mój potencjał, poza moim ojcem, Erikiem Goesem, byłym piłkarzem, który do dziś inspiruje mnie, by sięgać wyżej. Miałem sześć lat i grałem na ulicy z dużo starszymi chłopakami w Osasco, mieście w aglomeracji São Paulo. Byli ponad dwa razy starsi i trenowali w lokalnej akademii, do której ja byłem jeszcze za młody.
Pewnego dnia trener akademii zatrzymał się, by obejrzeć naszą uliczną grę, którą nazywamy pelada. Gdy wyładowaliśmy całą energię na prowizorycznym boisku, zawołał mnie, zrobił zdjęcie i zarejestrował do turnieju miejskiego jako zawodnika drużyny z sąsiedztwa, choć byłem o połowę młodszy od pozostałych. Wtedy zrozumiałem, że mój ojciec miał rację: żeby się rozwijać, muszę mierzyć się z największymi i pokonywać najlepszych.
W młodzieżowych drużynach Santosu oglądałem pierwszą drużynę i marzyłem o chwili, gdy założę tę koszulkę, a kibice będą skandować moje imię na Vila Belmiro. Trener Jair Ventura wskazał mi drogę. W 2017 roku wprowadził mnie do pierwszego zespołu, otwierając okno, by wpuścić światło, żebym mógł pokazać swój talent. Jair mówi, że lubi ludzki aspekt futbolu, poznawać życie i aspiracje zawodników. W rozmowie z nim wspomniałem, że jednym z moich celów jest gra dla Realu Madryt. Uwierzył w siłę moich słów, a ja zacząłem dostawać więcej szans. Po kilkudziesięciu meczach, w 2018 roku, otrzymałem ofertę, a Ventura był jednym z pierwszych, którzy się o tym dowiedzieli.
W okresie przygotowań do mundialu 2022 selekcjoner Brazylii, Tite, zadzwonił do Ventury, by porozmawiać o innym zawodniku, a Ventura wspomniał o mnie, opisując mój styl gry i podkreślając moje mocne strony. Ventura mówi, że byłem wyjątkowy, a jego jedyną rolą było rozpoczęcie mojej kariery. Używa słowa „jedyną”, nie zdając sobie sprawy, że ta „jedyna” może znaczyć wszystko. Niedługo później otrzymałem pierwsze powołanie do seniorskiej reprezentacji i pozostałem częścią kadry Tite przez cały cykl, aż do mojego pierwszego mundialu w Katarze.
Niedawno w Nowym Jorku spotkałem Luiza Felipe Scolariego za kulisami programu Seleção Copa w brazylijskiej stacji SporTV i zrozumiałem, dlaczego drużyna, która wygrała mundial w 2002 roku, nazywana jest „Rodziną Scolariego”. Felipão postrzega futbol jako przestrzeń prawdziwych relacji i traktuje zawodników przede wszystkim jako ludzi – z ich zaletami, wadami, potencjałem, zdolnością do nauki i nieprzewidywalnymi zachowaniami.
W całej mojej dotychczasowej drodze prowadziło mnie wielu topowych trenerów, a także ludzie, których szanuję i którym jestem wdzięczny, tacy jak Zinédine Zidane, Fernando Diniz, Xabi Alonso czy Álvaro Arbeloa. Kontynuuję rehabilitację z wielką nadzieją, że dołączę do Realu Madryt pod wodzą José Mourinho, trenera, który ma wszystko, by poprowadzić nas z powrotem do zdobywania trofeów. W tak konkurencyjnej dziedzinie jak futbol trudno nie czekać z ekscytacją na współpracę z kimś, kogo nazywa się The Special One.
Komentarze (2)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się