REKLAMA
REKLAMA

Mourinho ma przywrócić porządek w szatni Realu Madryt: „Zobaczymy, kto teraz odważy się podnieść rękę”

José Mourinho wraca na ławkę Realu Madryt nie tylko po to, by odbudować konkurencyjność drużyny. Według J.L. Calderóna z dziennika MARCA w klubie liczą przede wszystkim na to, że Portugalczyk zakończy bałagan w szatni, który w poprzednim sezonie mocno utrudnił pracę Xabiemu Alonso i Álvaro Arbeloi.

REKLAMA
REKLAMA
Mourinho ma przywrócić porządek w szatni Realu Madryt: „Zobaczymy, kto teraz odważy się podnieść rękę”
José Mourinho. (fot. Getty Images)

José Mourinho ponownie zasiądzie na ławce Realu Madryt po 13 latach przerwy, a w klubie nie ukrywają, że za tą decyzją stoją nie tylko względy sportowe. Oficjalnie Florentino Pérez tłumaczył powrót Portugalczyka przede wszystkim potrzebą odzyskania konkurencyjności i zbudowania drużyny zdolnej do regularnego wygrywania. „Mourinho uczynił nas konkurencyjnymi i położył fundamenty pod Ligi Mistrzów, które później wygraliśmy”, mówił prezes Królewskich.

REKLAMA
REKLAMA

Jak przekazuje J.L. Calderón z dziennika MARCA, za tą decyzją kryje się jednak także bardzo konkretna potrzeba przywrócenia porządku w szatni. W Valdebebas przez cały sezon narastały napięcia, które ostatecznie odbiły się na pracy dwóch ostatnich trenerów i doprowadziły do kampanii bez żadnego trofeum. W klubie dobrze wiedzą, że sam poziom sportowy nie był jedynym problemem. Równie istotne były gesty niezadowolenia, podważanie decyzji szkoleniowców, narzekania i codzienna atmosfera, która coraz mocniej utrudniała normalną pracę.

Przekaz z klubu ma być w tej sprawie bardzo czytelny: „Zobaczymy, kto teraz odważy się podnieść rękę”. To bezpośrednie nawiązanie do zachowań zawodników, którzy w poprzednich miesiącach często okazywali frustrację wobec decyzji trenerów. Mourinho ma być dla Florentino Pérezem gwarancją mocnej ręki i człowiekiem, który nie będzie musiał dopiero budować swojej pozycji w szatni. Portugalczyk wraca jako trener o ogromnym autorytecie, bardzo silnej osobowości i pełnym zaufaniu prezesa.

Według dziennika MARCA Florentino chciał mieć maksymalną pewność, że problem, który wymknął się spod kontroli, zostanie rozwiązany od razu. Prezes widzi w Mourinho osobę zdolną do ponownego ustawienia drużyny nie tylko od strony sportowej, ale też mentalnej i dyscyplinarnej. W klubie liczą również na odbudowanie więzi między trenerem a szatnią, której zabrakło zarówno przy Xabim Alonso, jak i przy Arbeloi. Zakład jest podobny do tego, który Real podejmował w przeszłości przy Carlo Ancelottim i Zizou: skoro coś zadziałało za pierwszym razem, może zadziałać również za drugim.

REKLAMA
REKLAMA

Calderón przypomina, że klub próbował tonować sprawę bałaganu w szatni, którą MARCA opisała już w styczniu po zwolnieniu Xabiego Alonso. Wtedy drużyna była już popękana od środka. Hiszpan mierzył się z lekceważącymi gestami, ostentacyjnymi reakcjami i zachowaniami, które sprawiały, że codzienna praca stawała się dla niego coraz większym obciążeniem. „Nie wiedziałem, że przychodzę trenować przedszkole!”, miał wybuchnąć szkoleniowiec podczas jednego z treningów, poirytowany postawą swoich piłkarzy.

Ten moment nie był zwykłym podniesieniem głosu ani jednorazową próbą zmobilizowania drużyny. Według dziennika MARCA był raczej oznaką zmęczenia, frustracji i poczucia, że zespół nie podąża za wymaganiami trenera. Xabi Alonso od dłuższego czasu miał być niezadowolony z tego, jak piłkarze reagowali na intensywność pracy, szczególnie w wymiarze taktycznym. Złe miny, brak odpowiedniego nastawienia i komentarze pod nosem narastały tygodniami. Gdy trener w końcu powiedział piłkarzom to, co myślał od dłuższego czasu, rana między nim a szatnią już się nie zagoiła.

Xabi Alonso formalnie odszedł z Realu Madryt w styczniu, ale według madryckiego dziennika zaczął tracić szatnię już na początku listopada. Wewnętrzny dystans między trenerem a zawodnikami był wtedy coraz bardziej widoczny. Każdy kolejny tydzień w Valdebebas tylko pogłębiał problem, aż sytuacja ostatecznie wybuchła. Później drużynę przejął Álvaro Arbeloa, który doskonale wiedział, z czym będzie musiał się zmierzyć.

REKLAMA
REKLAMA

Były obrońca Realu Madryt również postawił na twarde zasady, nawet jeśli z zewnątrz nie zawsze było to tak dobrze widoczne. Calderón podkreśla, że Arbeloa miał swoich sojuszników w szatni, ale miał też „rebeliantów”. Musiał mierzyć się z kilkoma zawodnikami niezadowolonymi ze swojej sytuacji sportowej, a z częścią z nich prowadził bardzo napięte rozmowy. Trener miał postawić się nawet sześciu piłkarzom, którzy na różne sposoby okazywali mu swoje niezadowolenie.

Arbeloa przez ostatnie tygodnie sezonu musiał wykonywać ogromną pracę dyplomatyczną, ale nie wszystkie konflikty udało się rozwiązać. Atmosfera w Valdebebas była coraz trudniejsza, a końcówka sezonu tylko potwierdziła, że Real Madryt potrzebuje nie tylko zmian piłkarskich, lecz także jasnego przywództwa w szatni. Właśnie w tym miejscu pojawia się Mourinho. Klub wierzy, że Portugalczyk nie przychodzi prosić o posłuch, tylko od pierwszego dnia ma go wymagać.

Ostatnie aktualności

REKLAMA
REKLAMA

Komentarze (16)

REKLAMA