Jakie jest twoje pierwsze wspomnienie z mundialu?
Z 2014 roku. Moja mama była w pracy i wróciła na drugą połowę meczu Kolumbia – Urugwaj, tego, w którym gola strzelił James. Przyszła i dokończyliśmy oglądanie razem. Teraz jest tutaj ze mną. Płakała już, gdy debiutowałem. Powiedziałem jej: „Jak życie potrafi się zmienić…”. Moje pierwsze wspomnienie z mundialu jest związane z nią, a teraz możemy przeżywać to w taki sposób. Marzyłem o tym, ale nigdy nie sądziłem, że stanie się to tak szybko.
Gdy patrzysz wstecz, jak duże znaczenie miały poświęcenia twoich rodziców na drodze do tego miejsca?
Tego, co zrobiła moja mama i tego, co zrobił mój tata, ja nie byłbym w stanie zrobić dla nikogo poza własnym dzieckiem. Zrozumiałem, że na takie poświęcenie mogą zdobyć się tylko rodzice. Zacznijmy od tego, że jeśli nie masz pieniędzy, bardzo trudno sprawić, żeby twoje dziecko grało w piłkę. Jeśli nie masz pieniędzy, bardzo trudno dać mu prezent na Trzech Króli. Gdy nie masz pieniędzy, bardzo trudno zrobić wiele rzeczy. A moi rodzice potrafili to wszystko zapewnić. Grałem w piłkę. Dostawałem prezenty na Trzech Króli. To coś, czego nigdy nie będę w stanie im oddać.
Jak przyswoić tak szybką zmianę, od skromnego życia, z pewnymi brakami, do życia w luksusie?
Myślę, że są dwa sposoby patrzenia na życie. Są ludzie, którzy żyją normalnie, potem przechodzą do luksusu, ale spokojnie. I jestem ja, bo rozumiem, że trzeba z tego korzystać. Wydaje mi się, że ludzie za dużo o wszystkim myślą: co będzie, jeśli zrobię to, co będzie, jeśli poznam tę osobę, co będzie, jeśli ten związek się skończy, co będzie, jeśli coś sobie kupię, a później już tego nie będę chciał. Myślę, że gdy będę starszy, nie wydam wszystkich zarobionych pieniędzy. Mam możliwość zostawienia czegoś moim dzieciom i jednocześnie cieszenia się życiem. Bo życiem trzeba się cieszyć.
Co rozumiesz przez cieszenie się życiem?
Wszystko, na co mam ochotę, a czego nie mogłem robić jako dziecko, będę robił teraz. I bez strachu, że może to za dużo. Bo sam na to zapracowałem. Nie miałem niczego, a wszystko, co mam, zdobyłem dzięki grze w piłkę. Nikt mi tego nie podarował ani po nikim tego nie odziedziczyłem. Dlatego uważam, że mam prawo robić ze swoim życiem to, co chcę. Dla mnie to życiowa zasada: z tym, co sam zdobyłeś, możesz zrobić, co chcesz. To prawda, że potrzebujesz rad od wszystkich: „Ja tutaj bym tego nie zrobił” albo coś w tym stylu. I to też jest w porządku.
Mówisz, że musiałeś bardzo szybko dojrzeć.
Każdy ma w życiu problemy. Każdy: ty, ja, osoba, która czyta ten wywiad. Są jednak rzeczy normalne dla dziecka i takie, które normalne nie są. Ja musiałem wcześniej żyć sam. Musiałem być daleko od rodziców. Czasami jako dziecko czegoś chcesz, masz jakieś pragnienia i nie możesz ich spełnić. Wtedy uczysz się akceptować, że twoje życie wygląda właśnie tak i zaczynasz doceniać wszystko, co robią twoi rodzice. Te wszystkie procesy, widok mojej cierpiącej mamy, która próbowała wszystkiego, żeby mnie uszczęśliwić… To wszystko sprawiło, że dojrzałem wcześniej i pozwala mi w wieku 18 lat wejść do szatni pełnej weteranów bez wrażenia, że jestem dzieckiem.
Ceną, którą musisz zapłacić, jest brak normalnego życia?
Wiele razy jem z partnerką albo z mamą i ktoś mówi: „Można zdjęcie?”. A ja spokojnie siedzę na tarasie i myślę: „Może to nie jest ten moment”. Ludzie nie wiedzą, jaką wartość ma możliwość spokojnego wyjścia na coś do picia albo do kina. My nie możemy tego przeżywać. Myślę, że wiele rzeczy z tego, co mamy, zamieniłbym na bycie wolnym człowiekiem. Każdy może pójść do centrum Barcelony, kupić ubrania, napić się czegoś i wrócić do domu. Ja nie. Dlatego w tych momentach, kiedy mogę to zrobić, na przykład teraz, gdy jestem w Stanach Zjednoczonych, gdzie nikt mnie nie zna, bardzo z tego korzystam.
Pamiętasz moment, w którym zrozumiałeś, że jesteś już sławny i wszystko się zmieniło?
Tak. Miałem 13 lat i jak każdy dzieciak chciałem wyjść na spacer. Poszedłem do parku z przyjaciółmi i rozpoznało mnie jakieś dziecko. Od tego wszystko ruszyło: „To ten chłopak z Barçy, ten, o którym mówią, że jest bardzo dobry”.
Opowiedz mi o ego.
Myślę, że są dwie rzeczy. Jest ego i jest pewność siebie. Obie są ważne. Do pewnego momentu bycie egocentrycznym też ma znaczenie. Nie widzę w tym nic złego. Najważniejsze jest jednak to, żeby mieć bardzo dużą pewność siebie. Ludzie często mylą pewność siebie z egocentryzmem. W świecie, w którym żyjemy, jeśli nie jesteś pełen pewności siebie, mogą cię zniszczyć. I prawdą jest też to, że trochę ego daje zabawę. Idziesz na konferencję prasową i trochę się śmiejesz.
Miałeś przygotowane tamto zdanie: „Dopóki wygrywam, nikt nie będzie mógł mi nic powiedzieć”?
Nie, wyszło w danym momencie. Wiem, że jeśli powiem coś takiego, potem idę do domu, kładę się i śmieję, gdy ciągle to komentujecie. Lubię ten element, nie przeszkadza mi. Uważam, że to jest futbol. Podobał mi się dawny futbol, z 2010 roku, kiedy były mecze Barçy z Realem Madryt i to wszystko. Najważniejsze to mieć pewność siebie, bo bez niej możesz skończyć zniszczony.
Gdzie jest granica, żeby nie przesadzić?
Oczywiście, jeśli powiem, że w niedzielę strzelę sześć goli, a wiem, że ich nie strzelę, to jest problem. Jeśli jednak mówię ci, że w niedzielę zagram dobrze, wiem, że mam do tego umiejętności. Chodzi o znajomość własnych granic i tyle.
Nigdy nie miałeś wątpliwości?
Nie. Widzę siebie dużo lepszym, niż widzą mnie ludzie. Wiem, że droga jest bardzo długa i że mam wiele rzeczy do poprawy. Wiem, że ludzie patrzą na mnie tak, jakby to już był mój poziom i tyle. Całą tę pewność, którą mam, mogę jednak wykorzystać do wielu rzeczy. Powtarzam: przede mną jeszcze długa droga, wiele do poprawy. I bardzo, bardzo, bardzo dużo futbolu. Mam 18 lat.
Twój futbol to ulica i akademia. To idealna mieszanka?
Myślę, że tak. U zawodników, którzy teraz się pojawiają, widzę taki problem, że w wieku czterech lat zapisują ich już do drużyny piłkarskiej, a w drużynie mówią ci: „Dobra, boczny obrońca ma przyjąć i podać skrzydłowemu; skrzydłowy ma przyjąć i podać defensywnemu pomocnikowi. Wszyscy muszą bronić, wszyscy muszą atakować, wszyscy musimy grać piłką”. A kiedy ja grałem na ulicy, było tak: kto strzeli dwa gole, wygrywa, a drugi schodzi. Chodziło o spryt, o radość. Brakuje mi tego, żeby ludzie cieszyli się oglądaniem futbolu. Kiedyś oglądałem bardzo dużo piłki, a teraz przychodzi mi to trudniej, bo do oglądania meczu potrzebuję takich zawodników jak Neymar, Isco, Benzema, Vinícius czy Cherki, piłkarzy, na których po prostu lubisz patrzeć. To nie musi być Brazylijczyk w stylu Ronaldinho. Henry’ego nie widziałem na żywo, ale na nagraniach bardzo mi się podobał.
Wizualizujesz sobie akcję, drybling, zagranie, czy po prostu dajesz się ponieść inspiracji chwili?
Kiedyś w ogóle o tym nie myślałem. Teraz rzeczywiście już przed meczem wiem, co będą chcieli mi przygotować. To znaczy wiem, że będę miał przed sobą trzech rywali.
Trzech?
Minimum. Zawsze trzech. Jeśli mam szczęście, dwóch. Jeden na jednego nigdy, nigdy, nigdy. Wtedy zaczynam myśleć o akcjach: rozmawiam z bocznym obrońcą i mówię mu: „Jeśli ci podam, zrób to”. Trener mówi mi: „Jeśli masz przy sobie trzech, to trzech kolegów jest wolnych”. Wtedy oczywiście trzeba grać do tyłu, ale dryblingi to improwizacja. Nie da się ich planować. To niemożliwe.
Nie ćwiczysz nawet jakiejś fantazji, jakiejś sztuczki?
To jest problem dzisiejszych zawodników, że ćwiczą na przykład wykonanie rowerka. A to wychodzi samo, kiedy przychodzi moment: robisz rowerek. I tyle. Jeśli go wyćwiczysz, nie wyjdzie naturalnie. Są rzeczy, których w piłce się nie ćwiczy.
Jak oceniasz mundial?
Oglądałem, jasne. I wyciągnąłem jeden wniosek.
Jaki?
Że wy, dziennikarze, bardzo spieszycie się z kończeniem swojej pracy. Jesteśmy po pierwszej kolejce. Hiszpania ma jeden punkt, Portugalia ma jeden punkt, Argentyna wygrała 3:0, Francja wygrała 3:1. I już myślicie, że finał to Francja – Argentyna? Nie rozumiem tego. Zamiast cieszyć się meczami, chcecie bardzo szybko wyciągnąć wniosek. Teraz Hiszpania jest beznadziejna. Ale ci, którzy się znają, wiedzą, że tak nie jest.
A jaki jest twój wniosek?
Że do 19 lipca nie będziecie wiedzieć, kto wygra, a wy chcecie wiedzieć już dzisiaj.
Widzisz siebie grającego w wieku 40 lat, jak Messi?
Niemożliwe. Niemożliwe. Niemożliwe. Grać może i tak. Ale na takim poziomie to bardzo, bardzo, bardzo trudne. Trzeba też mieć ogromne chęci. Dla mnie jest najlepszy i nadal to udowadnia. Ma przewagę nad wszystkimi, a ma 40 lat.
A widzisz siebie grającego w środku?
Myślę, że Leo też bronili we trzech. A jedyne miejsce, w którym nie mogą bronić cię we trzech, to środek. Jest tam dużo ludzi. Z czasem tam skończę, bo na skrzydle bardzo łatwo bronić we trzech, a w środku nie będą mogli mnie tak pilnować.
Kibice nie będą tęsknić za twoimi dryblingami?
W środku też mogę mieć pojedynek jeden na jednego. Jestem bardziej decydującym zawodnikiem, gdy odwrócę się w środku, niż gdy odwrócę się na skrzydle. Oczywiście teraz uważam, że dla drużyny lepiej, żebym grał na skrzydle. Przyjdzie jednak moment, w którym w środku będę bardziej decydujący. I tam skończę.
Komentarze (13)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się