Martyn Ziegler – szef działu sportowego The Times i dziennikarz zajmujący się kulisami organizacyjnymi w futbolu, w tym działaniami FIFA i UEFA – podaje, że podział najważniejszych korzyści między gospodarzami mistrzostw świata w 2030 roku nie został jeszcze ustalony, ale szykuje się prawdziwa bitwa o to, gdzie odbędzie się finał. Gospodarzami są Hiszpania, Portugalia i Maroko, do tego dojdą trzy mecze w Ameryce Południowej, a dobrze umocowane źródła w FIFA twierdzą, że w kwestii finału szanse rozkładają się po równo między przebudowane Bernabéu w Madrycie a ogromny nowy stadion w Casablance.
Tu dodajmy, że obiekt w Maroku jest w fazie budowy. Najnowsze wiarygodne dane mówią o około 30–40% zaawansowania prac: Reuters po wizycie 23 maja mówił o ukończeniu 30% całości i ok. 40% trybun, a AS cytował wiosną przedstawiciela marokańskiej agencji infrastrukturalnej, który mówił o 40% ukończenia całej budowy.
Mówi się, że Maroko naciska niezwykle mocno. Stadion Hassana II, mogący pomieścić 115 tysięcy widzów, będzie największym piłkarskim obiektem na świecie. Dodatkowo ten kraj stał się też jednym z najwierniejszych sojuszników prezesa FIFA, Gianniego Infantino. Marokański stadion został zaprojektowany przez firmę Populous, która na swojej stronie internetowej informuje, że arena będzie miała „pięć poziomów hospitality, by przyjąć 12 tysięcy użytkowników VVIP, VIP, hospitality i lóż” oraz „możliwość organizacji finału Mistrzostw Świata FIFA 2030”.
Hiszpańska Federacja Piłkarska pozostaje jednak nieugięta i uważa, że ten przywilej należy się jej. Na początku tego roku jej prezes, Rafael Louzán, zapewniał, że Hiszpania „będzie liderem mistrzostw świata w 2030 roku, a finał tego mundialu odbędzie się tutaj”. W grę wchodzi też polityka: organizacja finału w Maroku nie zostałaby dobrze przyjęta przez wiele europejskich krajów, które uważają, że ostatnio są wręcz wypychane z organizacji tych wielkich wydarzeń.
Pierwotnie Hiszpania i Portugalia ubiegały się o organizację turnieju wspólnie, a ich głównym rywalem była wspólna oferta z Ameryki Południowej, mająca upamiętnić stulecie pierwszych mistrzostw świata rozegranych w Urugwaju. Według źródeł, to Infantino naciskał, by iberyjska kandydatura przyjęła również Maroko. Ostatecznie w 2023 roku ogłoszono, że cała trójka będzie współgospodarzami, a po jednym meczu odbędzie się w Urugwaju, Paragwaju i Argentynie jako ukłon w stronę stulecia mundialu. To z kolei wygodnie otworzyło drogę Arabii Saudyjskiej do bycia jedynym kandydatem do organizacji mistrzostw świata w 2034 roku.
Jakby tego było mało, Infantino wybrał Rabat w Maroku na miejsce przyszłorocznego Kongresu FIFA, podczas którego będzie ubiegał się, niemal na pewno bez kontrkandydata, o swoją czwartą kadencję na stanowisku prezesa światowej konfederacji.
Co ważne, Ziegler podaje, że martwa wydaje się za to jedna z propozycji forsowanych przez południowoamerykańskich działaczy. Chodzi o pomysł, by mistrzostwa świata w 2030 roku zostały jednorazowo ponownie rozszerzone – z 48 do 64 drużyn – z okazji stulecia turnieju. Choć propozycja nie została oficjalnie odrzucona, źródła twierdzą, że tak radykalny ruch ma niewielkie poparcie na świecie. Pojawiały się sugestie, że był to jedynie sposób, by przekonać FIFA do przyznania trzem południowoamerykańskim gospodarzom więcej niż po jednym meczu, ale nawet to wydaje się słabym argumentem, by dokonać tak znaczącej zmiany.
Dla porządku dodajmy, że w artykule nie ma żadnej wzmianki o staraniach przebudowywanego obecnie Camp Nou o finał mundialu, o czym stale informują źródła z Katalonii oraz klubu FC Barcelona.
Komentarze (3)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się