Telefon w styczniu. Kolejny w lutym. Następny w marcu. Jeszcze jeden w kwietniu. Po jednej stronie Jorge Mendes, po drugiej José Ángel Sánchez. Odpowiedź Realu Madryt przez długi czas pozostawała taka sama: „Bardzo dziękujemy, Jorge, ale Bernardo Silva nas nie interesuje”. Według José Félixa Díaza z dziennika AS sytuacja zmieniła się dopiero tydzień temu, gdy o transfer Portugalczyka zaczął naciskać już nie tylko jego agent, ale przede wszystkim José Mourinho.
Florentino Pérez i dyrektor generalny Realu Madryt mieli ostatecznie zaakceptować propozycję, która przez wiele miesięcy była odrzucana. Dziennikarz Asa podkreśla, że dla Bernardo Silvy chodziło nie tylko o kolejny krok sportowy, ale także o spełnienie marzenia z dzieciństwa, czyli grę w białej koszulce.
W tej historii, jak zaznacza José Félix Díaz, nie było żadnej zdrady wobec kogokolwiek. Po kolejnych odmowach ze strony Realu Madryt Mendes zaczął szukać innych możliwości. Na stole pojawiły się Barcelona i Atlético, przy czym to klub z Metropolitano miał wykazywać większą determinację. W Atlético widziano w Bernardo piłkarza, który mógłby pod względem emocjonalnym i sportowym wejść w miejsce pozostawione przez Antoine’a Griezmanna.
Wszystko zmieniło się jednak w momencie, w którym najważniejsze osoby w Realu Madryt przyjęły argumenty Mourinho. Portugalczyk od początku domagał się sprowadzenia swojego rodaka, a gdy Bernardo zobaczył, że „efekt Mou” doprowadził do zmiany stanowiska klubu, poprosił o przekierowanie rozmów na Santiago Bernabéu. Według Asa nie chodziło o wykorzystywanie negocjacji z innymi klubami ani o podbijanie warunków. Decydujące miały być wola, marzenie i pragnienie samego zawodnika.
Mendes znalazł się w trudnym położeniu, ponieważ wcześniej prowadził już rozmowy z innymi klubami. Jego zadaniem było jednak doprowadzenie do rozwiązania zgodnego z wolą piłkarza, a w przypadku Bernardo Silvy tą wolą była gra w Realu Madryt. Dziennik AS zaznacza, że nie oznacza to lekceważenia Barcelony czy Atlético, lecz po prostu realizację najważniejszego celu zawodnika.
Odejście Bernardo Silvy z Manchesteru City od dawna było uznawane za realny scenariusz. Angielski klub potrzebował zmian po zakończeniu wielkiego cyklu z Pepem Guardiolą, w którym portugalski pomocnik odgrywał jedną z najważniejszych ról. Mimo to przez długi czas żadna informacja nie łączyła go bezpośrednio z Realem Madryt. Dopiero 24 kwietnia dziennik AS ujawnił, że Jorge Mendes zaoferował Bernardo działaczom Królewskich. Jak dziś dodaje José Félix Díaz, nie był to pojedynczy ruch, lecz powtarzające się próby od początku roku.
Real Madryt był więc pierwszym klubem, który bezpośrednio dowiedział się o intencjach Bernardo Silvy. Gdy odpowiedź z Valdebebas pozostawała negatywna, Mendes zaczął działać w innych kierunkach. W mediach pojawiał się Juventus, ale prawdziwe zainteresowanie wykazały Barcelona i Atlético.
Początkowe stanowisko obu klubów było podobne. Barcelona miała nawet wypuścić informację o zamkniętym porozumieniu, którego w rzeczywistości nigdy nie było. Atlético zachowywało się ostrożniej i przyznawało, że nie może dojść do poziomu oczekiwań Portugalczyka, choć z czasem Bernardo miał coraz mocniej spoglądać właśnie w kierunku Rojiblancos. Ostatecznie jednak do gry wrócił Real Madryt, a nacisk Mourinho zmienił scenariusz całej operacji.
Komentarze (9)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się