REKLAMA
REKLAMA

„Jest ważna różnica między tym, co zrobił Real, a tym, co zrobiła Barcelona w sprawie Juliána Álvareza”

Znany hiszpański dziennikarz, Manu Carreño, który wielokrotnie przekazywał sprawdzone informacje na temat Realu Madryt, w programie El Larguero na łamach Cadena SER podzielił się swoją opinią na temat oferty złożonej przez Królewskich za Juliána Álvareza.

REKLAMA
REKLAMA
„Jest ważna różnica między tym, co zrobił Real, a tym, co zrobiła Barcelona w sprawie Juliána Álvareza”
Julián Alvarez. (fot. Getty Images)

– Jest pewna, a właściwie dla mnie ważna różnica między tym, co zrobił Real Madryt, a tym, co zrobiła Barcelona. Oba kluby wykazały zainteresowanie Juliánem Álvarezem, tylko jeden zrobił to w jeden sposób, a drugi w inny. Barcelona uparła się, żeby wszystko pokazywać publicznie, żeby wszyscy wiedzieli, tak jak poprzedniego lata z Nico Williamsem i jeszcze wcześniejszego lata, że prowadzi rozmowy, że przedstawiciel zawodnika pokazuje się w Barcelonie i tak dalej, że przeciekają kolejne informacje. Zrobiono to więc inaczej, pewnie mniej elegancko, ale inaczej, choć nie jest to jedyny taki przypadek w futbolu. Dla mnie było to jednak mniej eleganckie. Do czasu, aż Atlético Madryt odpowiedziało słynnymi tweetami, w których wrzuciło zdjęcia Pedriego i Raphinhi w koszulce Atlético Madryt, pamiętacie? „Wymienię ich za, nie wiem co, bilety na Bad Bunny’ego”, cała ta żartobliwa akcja community managera.

– Do tamtego momentu Barcelona nie złożyła Atlético Madryt żadnej oferty. Po tych słynnych tweetach w Barcelonie zapadła grobowa cisza, ale potem rzeczywiście Atlético otrzymało ofertę od Barcelony za pośrednictwem agenta, czyli agenta Juliána Álvareza. Ta oferta wynosiła, albo wtedy wynosiła, bo została złożona jakiś czas temu, kilka dni temu, 100 milionów euro. Według tego, co agent przekazał Atlético Madryt w imieniu Barcelony, chodziło o 100 milionów euro płatne w ratach przez sześć lat. 100 milionów za Juliána Álvareza do zapłacenia w ciągu sześciu lat. Taką ofertę agent przekazał Atlético w imieniu Barcelony. To prawda, że dotarła ona po tych słynnych tweetach. Dzisiaj Atlético Madryt odpowiedziało Realowi w podobny sposób, również tweetami, ale uważam, że procedura w przypadku Realu Madryt była inna. Moim zdaniem Real Madryt postąpił wprost i złożył poważną, formalną ofertę, tak jak robi to wiele klubów.

REKLAMA
REKLAMA

– Później Atlético Madryt może powiedzieć: „Słuchajcie, nie interesuje nas to, dziękujemy bardzo”. I tyle. Albo: „Tak, interesuje nas to, usiądźmy do negocjacji”. Moim zdaniem jest tu różnica. Według mnie, a także w rzeczywistości, Real Madryt złożył ofertę na linii klub-klub, a Atlético Madryt odpowiedziało tymi tweetami, które są reakcją na komunikat Realu Madryt. W tym komunikacie Królewscy sugerują, że relacje między klubami nie są tak złe, jak w rzeczywistości Atlético najwyraźniej to odbiera. Dlatego Atlético odpowiada: „No dobrze, to może przestańcie zabierać nam zawodników z cantery, skoro te relacje są takie dobre. Żadnej wdzięczności nie ma, wcale nie jesteśmy wdzięczni”. Krótko mówiąc, widać, że między obiema stronami nie ma szczególnie dobrych relacji. Dlatego Atlético odpowiedziało żartobliwymi tweetami, choć moim zdaniem dzisiaj taki ton był mniej uzasadniony, bo Real Madryt złożył formalną ofertę.

– Jeśli cię ona nie interesuje, to mówisz: „Dziękujemy, dobrego popołudnia, o innych sprawach porozmawiamy innym razem, ale Julián nie jest na sprzedaż”. Teraz wszyscy zadają sobie pytanie, i zaraz oddam wam głos, czy za tym stoi coś więcej, czy był to po prostu sposób Florentino Péreza na powiedzenie: „Spełniłem swoją obietnicę, ale się nie udało”.

– Albo inaczej: czy naprawdę jest w tym coś więcej? Na razie Julián Álvarez milczy, jest skoncentrowany na reprezentacji Argentyny w Alabamie, w Stanach Zjednoczonych. Piłkarz nie powiedział ani słowa. To jego przedstawiciel wykonuje ruchy, oczywiście za zgodą swojego klienta, którym jest Julián Álvarez. Nie wiem, co o tej porze nocy myślą kibice Atlético. Rozmawiałem z kilkoma w ciągu dnia i zakładam, że mają trochę mieszane uczucia. Chcą, żeby został, bo Julián Álvarez jest bardzo dobry. Naprawdę bardzo dobry. Z drugiej strony niektórzy zaczynają mieć tego dość i mówią: jeśli nie chce tu być, niech odejdzie. Zobaczymy, jak to wszystko zostanie rozegrane.

Ostatnie aktualności

REKLAMA
REKLAMA

Komentarze (17)

REKLAMA