REKLAMA
REKLAMA

Kandydatura rozżalonych

Autorem poniższego felietonu jest Yasujiro Mizoguchi, niezależny publicysta piszący pod pseudonimem. Autor specjalizuje się w tematyce Realu Madryt i hiszpańskiej piłki, jest znany ze swojej działalności na X oraz z napisania kilku książek, a jego teksty wyróżniają się ostrym, krytycznym spojrzeniem na media i instytucje sportowe w Hiszpanii. Przedstawiamy pełne tłumaczenie jego tekstu, który nie jest stanowiskiem naszej redakcji.

REKLAMA
REKLAMA
Kandydatura rozżalonych
Fernando Hierro i Iker Casillas. (fot. Getty Images)

Kandydatura rozżalonych

Autor: Yasujiro Mizoguchi

REKLAMA
REKLAMA

Ostrzegałem przed tym krótko po rozpoczęciu kampanii wyborczej. Zrobiłem to za pomocą jednego z moich ulubionych memów. Don Vito Corleone rozmawiający z synem Michaelem. W moim dialogu padało: „Michael, synu. Kandydat, który będzie miał u siebie Ikera Casillasa, jest zdrajcą”. Wczoraj wieczorem to się potwierdziło.

Możecie sprawdzić, jak nerwowo zareagował wczoraj Iker Casillas w mediach społecznościowych na mój wpis w artykule „Nie, Riquelme. Nie jesteśmy mandriles” (po hiszpańsku mandril to „małpa”, słowo jest bardzo podobne do Madrid, więc antimadridistas czasem używają prześmiewczej formy Real Mandril albo mandriles na określenie Realu Madryt i jego kibiców. Riquelme w jednym z programów z niewiadomego powodu wybrał zaś na maskotkę klubu małpkę, na której widniał napis Real Mandril – dop.). Kilka godzin po mojej wymianie opinii z Casillasem ogłoszono jego dołączenie do kandydatury Enrique Riquelme. Wtedy wszystko nabrało sensu. Postanowił przedstawić mnie jako bota Florentino, bo wie, że to, co pokazuję w moim wpisie, może odebrać głosy kandydatowi Realu Mandril. Dziś opowiem wam dużo więcej. Postanowiłem napisać ten artykuł, żeby najmłodsi wiedzieli, kim naprawdę są Hierro, Raúl, Casillas i Del Bosque.

REKLAMA
REKLAMA

W kilka dni Enrique Riquelme zdołał zebrać śmietankę ludzi rozżalonych, zawziętych, tych, którzy źle odeszli z Realu Madryt, tych, którzy pomylili Florentino Péreza z klubem. Możesz źle odejść z klubu swojego życia z różnych powodów. Możesz być skonfliktowany z Florentino Pérezem. Możesz mieć do niego żal. Nie możesz jednak obejmować się z wrogami klubu i próbować go destabilizować tylko dlatego, że źle zakończyłeś relację z prezesem. Klub jest czymś znacznie większym. Jest historia, herb i tradycja. Są też miliony kibiców na całym świecie. Klub i madridistas nie zasłużyli na wasze afronty. Sami zajęliście się roztrwonieniem swojego prestiżu od dnia, w którym opuściliście Real Madryt. Przestaliście zasługiwać na sympatię, którą kiedyś wam daliśmy. Trzeba mieć klasę, panowie, trzeba umieć odchodzić z miejsc w dobrym stylu. Weźcie przykład z Ancelottiego, Toniego Kroosa czy Luki Modricia. Nie są Hiszpanami, ale pokazali, że są większymi madridistas niż wy. Bo niektórzy nie rozumieją, że w historii Realu Madryt było wielu zagranicznych piłkarzy i trenerów, którzy są większymi madridistas niż Raúl, Casillas i Del Bosque razem wzięci. Narodowość nie ma nic wspólnego z madridismo.

REKLAMA
REKLAMA

W ostatnich godzinach wielu mnie atakowało za podawanie w wątpliwość madridismo Del Bosque, Raúla i Casillasa. Trzeba odróżnić bycie pracownikiem klubu od bycia madridistą. Są piłkarze, którzy są jednym i drugim. O tych można powiedzieć tylko to pierwsze. Współpraca z wrogami klubu, piąta kolumna, chęć podobania się wszystkim i filobarcelonizm (probarcelońskie sympatie – dop.) to główne cechy madridistas w przebraniu, świetne określenie ukute przez José Mourinho. Del Bosque, Raúl i Casillas są ich największymi przedstawicielami.

Przejdźmy jednak po kolei. Jak w tym wspaniałym westernie Budda Boettichera zatytułowanym Seven Men from Now, w którym dobry Randolph Scott szukał siedmiu bandytów i polował na nich. Jednego po drugim. W tym przypadku jest ich czterech. Ważne, żeby najmłodsi wiedzieli, kim w rzeczywistości są Fernando Hierro, Raúl, Iker Casillas i Vicente del Bosque oraz dlaczego odeszli z Realu Madryt w taki sposób.

Fernando Hierro

Zacznijmy od Fernando Hierro, który odegrał główną rolę w tak zwanym „buncie w Txistu” podczas świętowania mistrzostwa Hiszpanii w 2003 roku. Trenerem Realu Madryt był wtedy Vicente del Bosque. To były czasy, gdy Florentino Pérez wprowadzał do kadry Realu Madryt galácticos. Jego celem było to, by w Realu Madryt grali najlepsi piłkarze świata. Taki sam cel miał Bernabéu, kiedy sprowadzał Di Stéfano, Puskása, Kopę czy Santamaríę. Pierwszymi galácticos byli Luís Figo i Ronaldo Nazario. Niektórzy hiszpańscy piłkarze nie zgadzali się z tą polityką klubu. Gdy ogłoszono transfer Davida Beckhama, sprzeciw tej grupy zawodników był radykalny. Warto powiedzieć, że zespół wygrał dwie Ligi Mistrzów w krótkim odstępie czasu, w latach 1998 i 2000, tuż przed przyjściem Florentino Péreza. Liderzy szatni czuli się na tyle mocni, by rzucić mu wyzwanie. Del Bosque i Fernando Hierro starli się z Florentino Pérezem i jego zamiarem zbudowania drużyny, w której graliby najlepsi piłkarze świata.

REKLAMA
REKLAMA

Zagraniczne gwiazdy wypychały hiszpańskich piłkarzy. Tak było z Ronaldo Nazario, który odsunął Morientesa. Niektórzy hiszpańscy zawodnicy tworzyli w szatni toksyczną sektę, grupkę, która chciała zarządzać Realem Madryt. Teraz zrozumiecie, dlaczego Fernando Morientes wylewa pomyje na Real Madryt we wszystkich mediach, w których współpracuje, gdy tylko ma okazję. Zrozumiecie też, dlaczego pracuje dla Javiera Tebasa. Wszystko z nienawiści i urazy do Florentino Péreza.

Z tak małą, prowincjonalną mentalnością, z tym zatęchłym Realem Madryt pod wodzą Vicente del Bosque i grupką Fernando Hierro, która pilnowała wyłącznie interesów hiszpańskich piłkarzy, w Realu Madryt nie graliby najlepsi zawodnicy świata. Nie cieszylibyśmy się Thibaut Courtois, Marcelo, Casemiro, Kroosem, Modriciem, Cristiano, Benzemą czy Bale’em. Real Madryt nie stałby się najcenniejszym klubem sportowym świata. Nie przeżylibyśmy najbardziej zwycięskiego okresu w historii klubu z sześcioma Ligami Mistrzów w dziesięć lat. Do tego chce wrócić Riquelme, ponownie hiszpanizując Real Madryt i oddając kontrolę nad klubem ludziom rozżalonym.

Wróćmy jednak do 2003 roku. Florentino Pérez ustalił z piłkarzami, że wykonają dwie rundy honorowe po boisku, żeby świętować mistrzostwo na Bernabéu. Jedną mieli zrobić sami, drugą z prasą. Piłkarze byli skłóceni z częścią mediów. Po pierwszej rundzie weszli do szatni. Tylko Guti był gotów wyjść na drugą. Jorge Valdano musiał zejść, poprosić o wyjaśnienia i spróbować przekonać ich, że muszą wyjść na tę drugą rundę, bo czekają na nich wszyscy kibice. Hierro starł się z Valdano. Florentino Pérez był świadkiem wszystkiego. Kolejnym powodem dyskusji była celebracja na La Cibeles. Ratusz zakazał piłkarzom wchodzenia na fontannę, żeby założyć bogini Kybele szalik i flagę Realu Madryt, w tamtych czasach wspinali się na pomnik, a nie wchodzili na platformę. Już na placu Raúl starł się z policjantem. Obraz był żałosny. Florentino coraz bardziej się gotował. Napięcie między toksycznymi piłkarzami a klubem rosło. Z La Cibeles mieli pojechać do restauracji Txistu, stąd nazwa buntu. To tam miała odbyć się kolacja zespołu z okazji zdobycia mistrzostwa. Niektórzy piłkarze dotarli bardzo późno, bo zatrzymali się na piwo. To, co miało być swobodną celebracją, skończyło się żenującym spektaklem.

REKLAMA
REKLAMA

Kropla, która przelała czarę cierpliwości Florentino Péreza, spadła podczas tej kolacji. Fernando Hierro podszedł do Florentino Péreza i powiedział mu, że następnego dnia nie pójdą na uroczystości prezentacji mistrzostwa przed Wspólnotą Madrytu, ratuszem i w katedrze, jak Real Madryt robi zawsze. Powiedział mu to dodatkowo grożącym tonem, uderzając go palcem w klatkę piersiową. Florentino odpowiedział: „Nie uderzaj mnie palcem, bo nie jestem sędzią”. Kolacja mistrzowska była pogrzebem. Florentino wygłosił na niej bardzo mocne przemówienie: „Czy nam się to podoba, czy nie, mieliśmy problem. Nie pozwolono nam wejść na Cibeles. Czy nam się to podoba, czy nie, musimy to zaakceptować. Klub musi złożyć wizytę wspólnocie, ratuszowi i w katederze. Są sprawy, które nie dotyczą piłkarzy, ale instytucji. Proszę was, żebyśmy jutro włożyli garnitury i poszli do instytucji. Robienie z tego wielkiej sprawy nie ma sensu, a za każdym razem, gdy wygrywamy, trzeba mieć przyjemne twarze. Dzisiaj widzę twarze, które nie pasują do zdobycia tytułu. Kibice mają prawo oczekiwać, że będziemy zachowywać się jak dorośli. Życzę wam udanych wakacji i pogodnych twarzy”.

W tamtych czasach bardzo krytykowano galácticos. Figo był pełnym profesjonalistą. Ronaldo organizował swoje imprezy. Najbardziej toksyczni nie byli jednak obcokrajowcy ani galácticos, tylko grupa hiszpańskich piłkarzy, która rzuciła wyzwanie prezesowi. Kiedy dziś mówi się, że ten czy tamten zawodnik ma wielką władzę w szatni, chce mi się śmiać. Zwykle krytykuje się pod tym względem zagranicznych piłkarzy. Najbardziej żałosny obraz ostatnich dekad dali jednak właśnie ci hiszpańscy zawodnicy. Później niektórzy przychodzą i mówią, że trzeba hiszpanizować Real Madryt, bo hiszpańscy piłkarze bardziej czują koszulkę niż obcokrajowcy. Mam nadzieję, że teraz rozumiecie, dlaczego Florentino Pérez woli drużynę złożoną z zawodników wszystkich narodowości, a nie zespół, którego podstawą są Hiszpanie. Innym czynnikiem jest to, jak reprezentacja Hiszpanii szkodzi Realowi Madryt. Będziecie mogli to sprawdzić później, gdy opowiem o Ikerze Casillasie.

REKLAMA
REKLAMA

Bunt w restauracji Txistu zakończył się odejściem Del Bosque i Hierro z klubu. Del Bosque nie potrafił zapanować nad kadrą. Poza tym zaakceptował przedłużenie kontraktu, które Florentino Pérez zaproponował mu kilka miesięcy przed końcem ligi. Kiedy wygrał ligę, nagle zażądał większych pieniędzy. Florentino nie przyjął tego ultimatum i nie przedłużył z nim umowy. Wolał poszukać trenera, który nie byłby przyjacielem piłkarzy. Po latach Hierro stwierdził: „Zrobiłem to, co musiałem. Broniłem swojej rodziny”. Zakładam, że miał na myśli swoją klikę z szatni. W przypadku Hierro nie mam wiedzy o żadnym innym afroncie wobec klubu po jego odejściu. Nie mogę powiedzieć tego samego o pozostałych rozżalonych.

Raúl

Przejdźmy do Raúla Gonzáleza Blanco. Raúl miał w klubie dwa etapy, pierwszy jako piłkarz i drugi jako trener w akademii. Warto przypomnieć, że Raúl wywodził się z akademii Atlético Madryt. Raúl zdecydował się odejść z Realu Madryt, gdy ogłoszono przyjście Mourinho. Po odejściu grał w Schalke 04, Al-Sadd i Cosmosie. Kiedy zawiesił buty na kołku, zaczął pracować dla Javiera Tebasa, największego wroga Realu Madryt. Casillas i Morientes zrobili dokładnie to samo. Rozumiem, że po zakończeniu kariery piłkarz chce się czymś zajmować. Otwórzcie restaurację, salon fryzjerski albo sieć klinik przeszczepu włosów. Macie ustawione życie. Sprzymierzanie się z wrogami klubu jest czymś zbędnym. Nie na miejscu. Tak, wiemy. Robią to z nienawiści, żalu i urazy. Klub jednak na to nie zasługuje i madridistas też nie.

REKLAMA
REKLAMA

Od legendy Realu Madryt takiej jak Raúl oczekuje się minimum lojalności i wdzięczności. Minimum obycia. To nie jest takie trudne. Pokazało to wielu piłkarzy, jak Modrić, Kroos, Casemiro, Roberto Carlos, Ronaldo, Nacho, Benzema, Marcelo, Coentrão, Lucas Vázquez, Bale, Joselu czy Pepe. Swoją madrycką historię wszyscy nosili z dumą. Podobnie trenerzy, jak Ancelotti czy Mourinho, którzy deklarują miłość do klubu przy każdej okazji.

Raúl nie ma jednak tej klasy, Raúla zjada uraza. Po zakończeniu kariery piłkarskiej zaczął pracować dla Javiera Tebasa, prezesa La Ligi, obecnego wiceprezesa Hiszpańskiej Federacji Piłkarskiej, największego wroga Realu Madryt. Na tym etapie Raúl rozwinął filobarcelonizm, który można wyjaśnić wyłącznie jego dzieciństwem w akademii Atleti. Raúl popisywał się tym, że cieszył się z Pucharów Europy zdobywanych przez Barcelonę. Nie znam wielu takich madridistas. A jeśli sprawiają ci radość, możesz to ukryć. Nie trzeba rozgłaszać tego na cztery strony świata. Możliwe jednak, że Raúl szukał pracy w Barcelonie. Bo gdy pytano go, czy widzi się kiedyś w pracy w Barcelonie, odpowiadał, że kto wie, że „to jest futbol”, że „nie można mówić, że tego czy tamtego nie zrobię”. Żeby dalej karmić swoje dobre relacje z Barceloną, postanowił razem z Bartomeu otworzyć oficjalny sklep Barcelony w Nowym Jorku. No właśnie, Raúl był pracownikiem klubu. Nie wyobrażam sobie madridisty, który dawałby się kokietować Barcelonie, świętował jej Ligi Mistrzów albo otwierał oficjalny sklep Barcelony. Tym bardziej nie wyobrażam sobie tego u legendy. To brak szacunku wobec madridismo.

REKLAMA
REKLAMA

Florentino go jednak odzyskał i dał mu szansę trenowania w akademii. Spędził tam kilka lat. W pewnym momencie przychylna Raúlowi prasa rozpoczęła kampanię, by objął ławkę trenerską Realu Madryt. Florentino nie widział go jako pierwszego trenera. Raúl opuścił klub. Znowu rozżalony. Jego odpowiedzią było sprzymierzenie się z Enrique Riquelme, by wejść do klubu jako dyrektor sportowy. Wszystko po to, by pokazać środkowy palec najlepszemu prezesowi w historii Realu Madryt obok Santiago Bernabéu.

Iker Casillas

Przejdźmy jednak do kreta. Nie lubię pogardliwych przezwisk. To jest jednak szczególnie obrazowe. Dam wam trochę kontekstu. Real Madryt przez kilka lat odpadał w 1/8 finału Ligi Mistrzów. FC Barcelona, przy wsparciu Negreira boys, pokazywała miażdżącą przewagę w Hiszpanii. I wygrywała czasem Ligę Mistrzów z pomocą Busakki, Starka, Øvrebø, De Bleeckere i spółki. Wszyscy oni działali pod rozkazami Ángela Maríi Villara, który był prezesem sędziów w UEFA. Florentino Pérez postanowił zatrudnić José Mourinho, który dopiero co wyeliminował Barcelonę i wygrał Ligę Mistrzów z Interem. Jego celem było zakończenie hegemonii drużyny Guardioli. Rozpoczynała się rekonkwista. Don José przychodził, by odwrócić układ sił. By zwiększyć konkurencyjność zespołu. I to osiągnął. Wygnał Guardiolę i zbudował podstawy pod drużynę, która w kolejnym sezonie wygrała Ligę Mistrzów. A po niej przyszło jeszcze pięć kolejnych. Przerwał bardzo negatywną bezwładność. Wszystko zmieniło się z don José.

REKLAMA
REKLAMA

W Europie i Hiszpanii FC Barcelona miała sędziów w kieszeni. Ángel María Villar, prezes Hiszpańskiej Federacji Piłkarskiej dzięki temu, że Joan Laporta złamał dyscyplinę głosowania, był szefem Sáncheza Arminio i Enríqueza Negreiry, prezesa i wiceprezesa hiszpańskich sędziów. Mówi się o sprawie Negreiry, gdy obaj tworzą nierozerwalną trójcę. Villar był też szefem sędziów w UEFA. Wszystkie sędziowania wiały na korzyść Barcelony. Piłkarze Barcelony o tym wiedzieli. Guardiola też. W starciach z Realem Madryt strategia była jasna. Udawać agresję i odstawiać teatr, padać, robiąc przewroty, i wszyscy otaczać sędziego, żeby ten miał więcej argumentów do pokazywania żółtych lub czerwonych kartek piłkarzom Realu Madryt i osłabiania drużyny. Brudne sztuczki. Nieczysta gra. Brak wartości. Coś, co robisz, gdy wiesz, że masz ludzi z gwizdkiem w kieszeni. Mourinho przeżył to kilka miesięcy wcześniej z Interem Mediolan na Camp Nou. Busquets udał bycie uderzonym, a sędzia zostawił Inter w dziesięciu. Inter awansował. Mou i jego chłopcy świętowali na murawie. Włączono zraszacze, żeby przerwać celebrację. Wartości Barcelony.

Ta tak mało sportowa taktyka Barcelony podgrzała nastroje wśród piłkarzy Realu Madryt, którzy byli masakrowani przez sędziów. Zła atmosfera przeniosła się na zawodników obu drużyn, którzy spotykali się w reprezentacji Hiszpanii. Xabi Alonso i Arbeloa byli po stronie Mourinho. Iker Casillas, kapitan Realu Madryt, przedłożył jednak interesy reprezentacji nad interesy Realu Madryt. Zadzwonił do Xaviego Hernándeza, żeby go przeprosić. Przeprosić za co? Dlaczego piłkarze Barcelony nie przepraszali za tak mało sportową strategię, jak próba prowokowania wyrzucania z boiska zawodników Realu Madryt w porozumieniu z sędziami?

REKLAMA
REKLAMA

Casillas zadzwonił do Xaviego bez wiedzy kolegów z Realu Madryt. Bez prośby kogokolwiek. Wszystko po to, by lepiej wypaść w reprezentacji Hiszpanii. Kapitan Realu Madryt składający hołd rywalowi. Ciekawe, że selekcjonerem Hiszpanii był Vicente del Bosque. Vicente, który nadal pokazywał swoją nienawiść do wszystkiego, co białe, zamienił reprezentację w prywatny folwark piłkarzy Barcelony, którzy zawetowali Arbeloę. Nie chcieli go widzieć nawet na obrazku. Część piłkarzy Realu Madryt skreśliła Casillasa, szatnia pękła. Po raz kolejny to nie obcokrajowcy wysadzili szatnię Realu Madryt. Mourinho skreślił go. Casillas zaczął przekazywać zaprzyjaźnionym dziennikarzom wszystko, co działo się w szatni.

Hiszpania wygrała mundial, a Iker Casillas dostał Nagrodę Księcia Asturii za zdradzenie trenera Realu Madryt, swoich kolegów i madridistas z reprezentacji oraz za spuszczenie spodni przed piłkarzami Barcelony. Wielki bramkarz i zły kapitan. Przedłożył reprezentację Hiszpanii nad Real Madryt. Kiedy zakończył karierę piłkarską, szybko pobiegł pracować pod rozkazami Javiera Tebasa. Jak wszyscy zdrajcy Realu Madryt. Tebas rekrutuje ich tak samo jak Riquelme. Mógł założyć hodowlę bydła albo sieć burgerowni. Mając ustawione życie, wolał pracować z wrogami Realu Madryt. Nie tylko z Tebasem. Także z Gerardem Piqué, z którym współpracuje w Kings League. Dodatkowo śmieje się z żartów katalońskiego suprematysty w różnych kampaniach reklamowych. Tworzą duet komediowy. Rolę głupka Iker odgrywa bardzo dobrze. Niedawno można było zobaczyć go w nagraniu w mediach społecznościowych, gdy śmiał się, kiedy Gerard Piqué nazwał Álvaro Arbeloę pachołkiem. Tak, siedzisz z byłym piłkarzem Barcelony, który obraża trenera Realu Madryt, i cię to śmieszy. Taki jest Iker Casillas. Wielki bramkarz. Legenda klubu. Legenda reprezentacji Hiszpanii. Zły kapitan. Pracownik klubu.

REKLAMA
REKLAMA

Vicente del Bosque

I przejdźmy do Marqués del Nabo. Nie, to nie jest pogardliwe przezwisko. Vicente del Bosque został w 2011 roku mianowany przez króla Jana Karola I markizem Del Bosque. Przydomek pojawił się, gdy został honorowym członkiem bractwa i otrzymał „Złotą Rzepę” w asturyjskiej miejscowości La Foz de Morcín.

Jak mogliście zauważyć, Del Bosque jest obecny we wszystkich aferach. Był przy buncie w Txistu. Był przy etapie przekształcania reprezentacji Hiszpanii w kramik piłkarzy Barcelony. Del Bosque jest jednak najbardziej toksyczny ze wszystkich. To on najczęściej afrontował klub. Nie mylcie się. To nie są afronty wobec Florentino. To są afronty wobec Realu Madryt. Vicente del Bosque został uhonorowany złotą i brylantową odznaką Realu Madryt, ale nie chciał przyjść jej odebrać. Nie chciał też przyjść na pogrzeb Alfredo Di Stéfano.

W 2017 roku, kilka miesięcy przed nielegalnym referendum w Katalonii, Del Bosque otrzymał Nagrodę Blanquerna, która „wyróżnia pracę osób, które przyczyniły się na poziomie państwowym do rozwoju, promocji, poznania lub projekcji Katalonii”. Otrzymał ją z rąk prezesa Generalitat de Catalunya, puczysty Carlesa Puigdemonta, który nadal przebywa w Belgii jako uciekinier przed wymiarem sprawiedliwości. Po tę nagrodę poszedł. Po złotą i brylantową odznakę Realu Madryt nie. Del Bosque nie chciał pójść na pogrzeb Alfredo Di Stéfano. Za to szybko pobiegł na pogrzeb Tito Vilanovy. Od dawna nazywam Del Bosque Del Bosc (bosque po hiszpańsku to „las”, a bosc to „las” po katalońsku – dop.). Del Bosc był pracownikiem Realu Madryt. Nigdy nie był jednak madridistą. Jest większym culé niż Laporta.

REKLAMA
REKLAMA

W ostatnim czasie Del Bosc wyróżniał się tym, że neguje sprawę Negreiry, gdy tylko ma okazję. Kilkakrotnie zapewniał, że Negreira nie miał żadnego wpływu na wyniki, że Barcelona wygrałaby tak samo z Negreirą i bez Negreiry. Wszystko po to, by sprzeciwić się klubowi. Tak wygląda madridismo tej postaci. Jego jedyną motywacją, by wrócić do Realu Madryt, jest zemsta na Florentino. Nic więcej. Osobista zemsta. Jak mogliście sprawdzić w tym artykule, Del Bosque, Raúl i Casillas są takimi samymi madridistami jak Javier Tebas. Nie. Nie chcę ich w Realu Madryt.

Na koniec kilka refleksji. Czasem hałas zatrutej prasy nie pozwala nam spokojnie myśleć.

To, co stało się jasne w ostatnich dniach, to fakt, że Florentino miał rację. Chodzi o operację przejęcia kontroli nad Realem Madryt. Ma błogosławieństwo rządu i opozycji. Wszystkie media, ze wszystkich nurtów politycznych, jako przykład niech posłuży spektrum tworzone przez RTVE, COPE, ABC, SER i El País, atakowały Florentino Péreza w sposób skoordynowany i wściekły, a jednocześnie wspierały i promowały Riquelme. Jednym z powodów jest zgłoszenie sprawy Negreiry. W tym kraju kataloński suprematyzm jest nietykalny. Real Madryt jest niewygodnym klubem w państwie będącym bagnem korupcji.

REKLAMA
REKLAMA

Propozycją modernizacji Realu Madryt przez młodego kandydata było sprowadzenie Raúla, Casillasa, Hierro i Del Bosque, hiszpanizacja, ponowne wpuszczenie Ultras Sur na stadion, pamiętajcie, że sprofanowali grób żony Florentino Péreza, gdy wyrzucił ich z Bernabéu, przywrócenie starego hymnu o „madryckich dziewczętach”, odzyskanie Trofeum Santiago Bernabéu i mandril jako maskotka klubu. Więcej stęchlizny niż w latach 80. Powrót do najmroczniejszych etapów klubu.

W tę niedzielę gramy o przyszłość klubu. To wy decydujecie, czy chcecie zmienić najlepszy klub świata w klub prowincjonalny. Czy chcecie zmienić Real Madryt w Real Mandril. Czy chcecie oddać klub jego wrogom.

Ostatnie aktualności

REKLAMA
REKLAMA

Komentarze (47)

REKLAMA