Enrique, wczoraj zrzuciłeś prawdziwa bomba z Haalandem…
Podobało wam się? Uważacie, że to dobre dla Realu Madryt?
Zdecydowanie, zrobiło się głośno.
To wielkie nazwisko, nad którym pracujemy od dłuższego czasu. Trzeba pamiętać, że to jest kandydatura i są wybory. Może wygrać jeden kandydat albo drugi. Rozumiem, że jego otoczenie musi bronić i chronić zawodnika, tak samo jak jego klub. Wydaje mi się to normalne. Jestem jednak bardzo zadowolony, że mogę ogłosić, iż wielkie postacie, takie jak Haaland, jeśli zostanę prezesem, będą grały w Realu Madryt.
Jak go przekonałeś?
Bardziej niż ja Haalanda przekonuje Real Madryt. Tutaj chcą przychodzić najlepsi piłkarze świata, jeśli okoliczności są odpowiednie. Real Madryt rywalizuje też z wielkimi klubami z całego świata, które mają ogromne możliwości pod każdym względem i mogą wygrywać tytuły, ale żaden klub nie ma takiej historii jak Real Madryt.
Co pomyślałeś, gdy zobaczyłeś dementi jego ojca i agentki?
Cóż, to część gry. Wy wiecie to lepiej niż ktokolwiek. Tak było też z Figo, to część futbolu. Jak mówię, trzeba chronić zawodnika, rozmawialiśmy o tym wcześniej i później. Także z Pablo Barquero, przedstawicielem Rodriego. W przypadku Rodriego doskonale wiem, że później trzeba porozmawiać z City. Sytuacja Rodriego jest inna niż sytuacja Haalanda. Mamy maksymalny szacunek do tego klubu. I od tego momentu trzeba pracować w tym kierunku. Mamy wszystko tak jasno określone i tak uporządkowane, że wiem zupełnie jasno, iż jeśli zostanę prezesem Realu Madryt, ci dwaj zawodnicy będą grali w Realu Madryt.
Co masz, żeby przekonać socios, że to prawda?
Poza tym, co powiedziałem, złożyłem poręczenie, osobistą gwarancję, że jeśli nie spełnię którejś z tych obietnic, osobiście zapłacę składkę 100 tysięcy socios Realu Madryt, czyli około 15 milionów euro. Nie mogę prosić socios o zaufanie, jeśli sam nie ufam swojej propozycji. Nie przychodzę z polityki, przynajmniej jeden z dwóch kandydatów nie przychodzi z polityki. Skończę 37 lat, nie rywalizuję pokoleniowo z Florentino Pérezem. Nie zamierzam palić swojego wizerunku osobistego ani zawodowego, ani jako madridista, ani jako socio, po to, by sprowadzić jednego czy drugiego piłkarza i w tej sprawie zawieść. Mam absolutną jasność, że jeśli zostanę prezesem Realu Madryt, zrobimy wszystko, co możliwe, i mam jasność, że oni przyjdą.
Czy istnieje jakieś zobowiązanie podpisane przez zawodników?
Nie mogę podać więcej szczegółów, bo celem jest nie stawiać ludzi w trudnej sytuacji. Mówię, że rozumiem, iż klub chroni zawodnika, bo on jest w tym klubie i trzeba to uszanować. Mówię, że mam dużą pewność, iż nie będę ryzykował swojej reputacji zawodowej, osobistej i jako socio w wieku 37 lat, tym bardziej przy gwarancji, którą złożyłem, po to, by tego nie spełnić… Powiedziałem już, że jeśli zawiodę w przypadku jednego z tych dwóch zawodników, osobiście opłacę całą składkę 100 tysięcy socios, a to zostało podpisane u notariusza. Myślę, że jest jasne, iż sprawię, że ci dwaj piłkarze będą grali w Realu Madryt.
Uważasz, że City może się zirytować, gdy widzi koszulkę Realu Madryt z nazwiskiem swojego zawodnika w programie telewizyjnym?
To program rozrywkowy. Futbol to futbol, to część futbolu. Trzeba dalej rozmawiać, mamy maksymalny szacunek do City, ale zawodnik ma klauzulę, ma kontrakt, a w środę wysłaliśmy już prywatnie wiadomość do City. Nawet przez problem językowy mogą coś inaczej zrozumieć, ale wszystko jest jasne.
Spotkałeś się z Haalandem?
To zostaje między nami… Ale tak, bardzo niedawno widziałem się z nim. Trzeba szanować zawodnika. Ja mówię socios, że upubliczniłem gwarancję notarialną i że nie będę narażał przez to nie tylko swojego majątku, ale też swojej wiarygodności w wieku 37 lat z powodu transferu, który miałby nie dojść do skutku.
Haaland ma klauzulę odstępnego?
Ma klauzulę odstępnego, tak.
Od kiedy go znasz?
Czy cały wywiad będzie o Haalandzie? Nie będę wchodził w więcej szczegółów. Jeśli zostanę prezesem, Rodri i Haaland będą grali w Realu Madryt. Sprawię, że będzie to możliwe.
Jak Real Madryt poradzi sobie finansowo z transferem Haalanda albo innych zawodników?
Mój zespół sportowy, z Raúlem na czele, pracuje oczywiście nad kolejnymi nazwiskami. Ja kandyduję na prezesa, nie na trenera ani dyrektora sportowego. I słuchaj, trzeba przeprowadzić audyt, żeby zobaczyć, w jakim stanie są finanse. Od pierwszej minuty mówię, że w budżecie są dane ekonomiczne i ważne pozycje, które są całkowicie zbędne. Pozycje przesadzone i pozbawione sensu. Na początek Real Madrid TV z budżetem na poziomie 45 milionów euro.
Naprawdę można ograniczyć wydatki?
Są wysocy dyrektorzy, którzy zarabiają ponad dziesięć milionów euro rocznie. To jest ta przejrzysta część. Później jest to, co przejrzyste nie jest, bo mamy prawie 80 milionów euro wydatków na zewnętrzne doradztwo finansowe. W klubie pracuje zespół korporacyjny liczący 1200 osób. To znacznie powyżej tego, co można uznać za dopuszczalne. Jest prawie 50 dyrektorów Realu Madryt, którzy zarabiają ponad milion euro. O czym my mówimy? Od pierwszego dnia można znaleźć od 120 do 140 milionów euro oszczędności. Florentino tego nie zrobi, bo to on to stworzył. A później trzeba poprawić przychody.
Raúl i Hierro już ci doradzają?
Tak, oczywiście, w kwestii profili do sprowadzenia i możliwych odejść.
A w sprawie trenera?
Decyzja musi być wspólna. Będę ich wspierał, ale nie zamierzam wtrącać się w część sportową. Oczywiście wszystko musi mieć sens ekonomiczny.
Masz już trenera?
Wracamy do pracy nad sprowadzeniem profilu, który dyrekcja sportowa uznaje za idealny.
Masz dogadanego Kloppa albo próbujesz go dogadać?
Mówię, że od strony sportowej pracujemy nad sprowadzeniem trenera, który mnie, jako socio Realu Madryt, szczerze mówiąc najbardziej by ekscytował.
Trudno było przekonać Raúla?
Łączy nas miłość do Realu Madryt, szacunek i chęć pomocy. Oni nie wspierają mnie bezwarunkowo, wspierają Real Madryt. I jeśli jest okazja, żeby pracować dla Realu Madryt, to oni są gotowi. Nie pozwolą, by ktokolwiek zrobił krzywdę Realowi Madryt. Nie może być tak, że na poziomie szkółki zawodnicy trafiają do pierwszego zespołu w zależności od tego, kto jest ich agentem i jakie ma relacje. Musi rządzić merytokracja. Jest wielu wychowanków, którzy odnoszą sukcesy w innych drużynach.
Rok szkółki też nie był zły.
Wygrano Youth League, Castilla gra w play-offach o awans… Tak. Słuchaj, gdzie ci zawodnicy będą za kilka lat? Oczywiście to wymaga procesu i struktury. Trzeba to budować z wartościami Realu Madryt. Do Realu Madryt muszą przychodzić najlepsi na świecie, ale najpierw spójrzmy też na szkółkę. Trzeba sprofesjonalizować strukturę Realu Madryt. Hierro będzie mógł wiele rzeczy wyjaśnić chłopakom, bo sam już przeżył takie problemy. O Raúlu nawet nie wspominam, to człowiek, który najwięcej razy zakładał białą koszulkę.
Taka jest twoja idea.
Mieć strukturę i hierarchię. Sprawy nie mogą trafiać bezpośrednio do prezesa Realu Madryt, jak dzieje się teraz.
Martwi cię głosowanie korespondencyjne?
Zdecydowanie. Struktura klubu pracuje nad wsparciem konkretnego kandydata. I to jest obiektywny fakt. Będziemy dalej informować o tym komisję wyborczą. Wszyscy socios Realu Madryt mają kartę do głosowania i program Florentino. Mojego programu nie mają. Nadal nie mogłem dostarczyć swoich kart do głosowania. Będę mógł im je dać w niedzielę, żeby zagłosowali na mnie w kolejnych wyborach?
Jeśli zostaniesz wybrany, zmienisz system głosowania korespondencyjnego?
Na pewno, bez wątpienia. Nie tylko to, także system wyborów. Nie może być on tak arbitralny i tak korzystny dla tego, kto jest u władzy. Nie może być tak, że prezes przez 20 lat nie musi nikomu niczego wyjaśniać. I że zmienia się statuty z delegatami po to, by uniemożliwić kandydowanie innej osobie. Trzeba zmienić zasady, żeby wszystko było przejrzyste. Albo usuwa się głosowanie korespondencyjne, albo profesjonalizuje się je tak jak w wyborach powszechnych.
Widać, że jesteś zdenerwowany…
Nie może być tak, że głosowanie korespondencyjne odbywa się poprzez presję na peñas, żeby głosowały blokiem ze strachu przed represjami. Wielu członków peñas mówiło mi: „Nie mogę na ciebie zagłosować, bo później nie wyślą nam biletów…”. Naprawdę coś takiego musi się dziać w XXI wieku? Naprawdę taki ma być Real Madryt przyszłości, jakiego chcemy? To coraz bardziej przypomina Wenezuelę i Maduro niż Real Madryt. Tak nie może być.
Jeśli zostaniesz prezesem, złagodzisz warunki poręczenia?
Trzeba porozmawiać między wszystkimi i zobaczyć, co zrobimy. Socios będą musieli podejmować takie decyzje. Będziemy musieli przeprowadzić wiele referendów w ważnych sprawach. Tylko przeprowadzić je naprawdę! A Florentino Pérez nie musiał składać poręczenia. Nie chcę cały czas sprawiać wrażenia, że tupnę nogą, wolę wykorzystać czas na wyjaśnienie swojego projektu. Jednak to zmienianie przepisów w zależności od tego, co ci odpowiada, żeby utrudnić życie drugiej stronie, musi zniknąć.
A zmiana modelu własnościowego?
To nie jest kwestia pięciu procent czy pięćdziesięciu procent… Chodzi o zmianę statutu, którą trzeba przeprowadzić! Wraz z tą ostatnią zmianą skończy się ta niewielka demokracja, która jeszcze została w Realu Madryt. Teraz już nikt nie będzie zdawał sprawy z niczego…
Nie?
Kto uwierzy, że fundusz inwestycyjny przyjdzie i włoży w klub 1000 albo 2000 milionów euro, niczego nie oczekując w zamian? Jeśli chcą połączyć swoje nazwisko z Realem Madryt, to nazywa się sponsoring. Niech zapłacą i tyle. Fundusze to ludzie, którzy wkładają pieniądze, szukając rentowności. Co to za bajka?
Dlaczego twoim zdaniem Florentino forsuje tę zmianę?
Bardzo chciałbym zapytać go o to w debacie. To byłoby zdrowe i sprawiedliwe po 20 latach. Sprzedaż albo brak sprzedaży. Florentino ma usta pełne słów, że socios są właścicielami klubu, a teraz okazuje się, że daje im koszulkę. Co dziś ma socio?
Masz jakieś przypuszczenia, dlaczego dochodzi do zmiany modelu własnościowego?
Po to, żeby nikt go nie pytał i żeby utrwalić monarchię w klubie, w której on będzie wskazywał swoich następców. To mnie martwi i tym się zajmuję, dlatego tu jestem. A druga opcja brzmi: czy w klubie jest coś jeszcze, o czym nie wiemy? Jeśli trzeba naprawić część finansową klubu, niech to powie.
Co masz na myśli?
Nic innego nie przychodzi mi do głowy, bo przez całe życie bronił tego, że klub należy do swoich socios, a teraz nagle, kiedy klub zadłużył się w określony sposób, zmienia narrację.
Cóż, Florentino też poszedł do notariusza podpisać, że klub zawsze będzie należał do swoich socios. To cię nie uspokaja?
Zaprosiłem go, żeby podpisał dokument notarialny, który ja podpisałem. Jeśli zostanę prezesem Realu Madryt, klub nadal będzie w 100 procentach należał do swoich socios.
Nie wydaje ci się dziwne, że w kampanii więcej mówi się o notariuszach niż o czymkolwiek innym?
Jestem skupiony na prowadzeniu kampanii, ale z drugiej strony jest chęć całkowitego zdyskredytowania mnie.
Spodziewałeś się tak ostrej kampanii?
Nie, nie… I słuchaj, prezes Realu Madryt ma mój pełny szacunek. Myślę też, że po wyborach wszystko wróci do normy. Prosimy tylko, żeby socios poszli głosować. I żeby ocenili, co jest najlepsze. Bardzo ważne jest jednak, żeby poszli zagłosować, bo głosuje się nad czymś, co wykracza daleko poza transfery.
To początek?
Nie wiem. Rzeczywistość jest taka, że Florentino zawsze będzie miał mnie naprzeciwko, jeśli chodzi o sprzeciw wobec sprzedaży klubu. Mam swoje pomysły na klub. Jeśli socios ich nie lubią, nie zmienię swoich pomysłów tylko po to, żeby tu być. Jeśli Florentino Pérez będzie kontynuował pracę, będę naprzeciwko i będę przeciwko referendum oraz sprzedaży klubu. A dalej zobaczymy…
Aktywa, które udało ci się zdobyć po drodze, oddałbyś do dyspozycji Realu Madryt?
Bez żadnych wątpliwości. One nie są moje. Ja przynoszę propozycje i swoją pracę. Wiemy już, że najlepsi zawsze chcą przychodzić do Realu Madryt, ale ludzie nie mogą też zapominać o części społecznej.
Komentarze (27)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się