W czym zmienił się Florentino Pérez od 2000 roku, gdy po raz pierwszy wygrał wybory?
Cóż, nadal jestem taki sam. Zmienił się Real Madryt. Gdy przyszedłem w 2000 roku, klub nie miał pieniędzy nawet na wypłacenie pensji zawodnikom. Musiałem poręczyć, żeby można było uregulować płatności. Teraz, 26 lat później, Real Madryt piąty rok z rzędu jest najbogatszym klubem świata.
Dlaczego więc zwołuje pan wybory?
Dostrzegłem ruch ze strony tych, którzy byli częścią najmroczniejszego okresu Realu Madryt, złowrogich lat 2006–2009. Ojciec Riquelme też był z Calderónem. Dwadzieścia lat później startują synowie albo krewni ludzi z tamtego etapu.
Wczoraj opublikowaliśmy w dzienniku El Español, że Nanín, pionek Calderóna, dzwonił do agenta jednego z zawodników Realu Madryt, żeby poparł Riquelme i skrytykował pana. Czy Riquelme jest kandydatem Calderóna, Nanína, Tebasa…?
Tutaj zebrali się wszyscy źli: ludzie Calderóna, ludzie Tebasa, ludzie Hiszpańskiej Federacji Piłkarskiej… Ludzie z tamtego złowrogiego etapu chcą za wszelką cenę ponownie przejąć Real Madryt. Chcą przejąć klub dla własnej korzyści, czego ja nie zrobiłem ani razu przez te 26 lat, które minęły od mojego zwycięstwa.
W 2000 roku startował pan z głównym hasłem, że klub zawsze będzie należał do socios.
Tak, że klub będzie należał do swoich socios. Nic więcej. Że będzie i nadal będzie należał do swoich socios. Ze mną Real Madryt zawsze będzie należał do swoich socios. Nikt we mnie nie wątpi, nikt nie wątpi w to, że od 2000 roku poświęciłem się temu, by Real Madryt miał sytuację ekonomiczną na tyle solidną, żeby takie ryzyko nigdy nie istniało. Co chcę zrobić teraz? Forbes podaje, że Real Madryt jest wart 10 miliardów, chociaż ja uważam, że więcej, a moja propozycja polega na tym, by ten majątek trafił bezpośrednio do socios. Krótko mówiąc, chcę, żeby socios byli właścicielami tego majątku ekonomicznego. Teraz jesteśmy właścicielami tylko majątku emocjonalnego, a ja chcę, żeby więź socio Realu Madryt została wzmocniona i wykraczała poza jego śmierć. To znaczy, żeby ten majątek ekonomiczny dziedziczyły jego dzieci albo jego rodzina.
W jaki sposób zostanie przeprowadzona ta operacja?
Formę przeanalizujemy, przedyskutujemy i poddamy pod głosowanie wszystkich socios w referendum. Można to poddać pod głosowanie, ponieważ to ja wpisałem to do statutu. Chcę przejść od romantyzmu bycia socio Realu Madryt do czegoś namacalnego i realnego. Ponadto to także sposób, by w przyszłości ochronić klub przed takimi przypadkami jak poprawki do ustawy o sporcie, które próbował narzucić Tebas. La Liga wprowadziła poprawki, za pośrednictwem lobby o nazwie Acento, do posłów PSOE i PP. Ostrzeżono mnie przed tym ruchem i dzięki temu udało mi się sprawić, że ustawa o sporcie nie odebrała socios Realu Madryt ich majątku. Gdybym się o tym nie dowiedział, La Liga osiągnęłaby swój cel. Wtedy socios nie byliby już pełnymi właścicielami klubu. Od tamtej pory tak bardzo się tym przejąłem, że każdego dnia walczyłem o uratowanie Realu Madryt. Dlatego chcę, żeby majątek naprawdę przeszedł na socios. Jego prawdziwych właścicieli.
Kandydatura Riquelme utrzymuje jednak, że Real Madryt jest zadłużony i że pan robi to, ponieważ potrzebuje pieniędzy przed 30 czerwca.
Ogłaszam to od bardzo dawna. Dowiedziałem się o poprawkach do ustawy o sporcie i doprowadziłem do ich wycofania 26 września 2022 roku. Od tamtej pory odetchnąłem spokojnie, uratowaliśmy nasz majątek, ale nie przestałem myśleć o alternatywie, która pozwoliłaby na zawsze obronić majątek socios. Dlatego moja walka zawsze polegała na uzyskaniu wyceny. Jeśli druga kandydatura mówi, że jesteśmy zadłużeni, a jesteśmy najbogatszym klubem świata, to w jakiej sytuacji są pozostałe hiszpańskie drużyny? To kłamstwo, że trzeba przeprowadzić wycenę z powodu kredytu na przebudowę Bernabéu. Kredyt ma oprocentowanie poniżej 3%, a do spłaty pozostaje 1 miliard. Stadion jest spłacany co roku z przychodów, które już generuje. Czym innym jest to, co opublikował Bloomberg, czyli kredyt pomostowy na 54% odsetek, o który Riquelme poprosił dla swojej firmy. To rzeczywiście niebezpieczna operacja. My za Bernabéu musimy płacić 60 milionów rocznie. Połowę w odsetkach, a drugą połowę w kapitale. Możemy poradzić sobie z tymi płatnościami, ponieważ sam zysk, jaki osiągnęliśmy dzięki nowym miejscom, wynosi 150 milionów. Chcę, żeby ten biznes służył dalszemu rywalizowaniu. Jestem przedstawicielem socios i tak jak w mojej firmie patrzę na interesy socios. Każdego dnia walczę o to, by ten majątek trafił do Realu Madryt i właśnie dlatego chcę wycenić klub. Ponadto, żeby socio był spokojny przed niedzielą, jeśli wejdzie inwestor z jednym, dwoma albo trzema procentami, zrobi to bez jakiejkolwiek władzy czy kontroli. Na koniec powtarzam, że wszyscy socios zagłosują nad tym w referendum. To możliwe, ponieważ zmieniłem statut tak, by wszystkie operacje odbywały się w taki sposób.
Kto może być tym inwestorem?
Może to być wielka marka, której celem będzie związanie się z Realem Madryt, ale nie będzie miała prawa do niczego. 100% nadal będzie należało do socios.
Czy koncerty wrócą na Bernabéu?
Koncerty dają prestiż nam i miastu. Będziemy pracować z administracją, by zobaczyć, co można zrobić, ale wszyscy piosenkarze, którzy przyjeżdżają do Europy, chcą wystąpić na Bernabéu. Nawet papież chce przyjechać na Bernabéu. Kto atakuje stadion, okazuje brak szacunku Realowi Madryt, nie mnie. Ta wielka transformacja, którą przeprowadziliśmy, daje nam duże przychody, co pozwoliło nam zostać najbogatszym klubem świata.
Jedną ze skarg Riquelme jest to, że socios i karnetowicze są zaniedbywani. Co zrobi Florentino Pérez, by zwiększyć poczucie przynależności i wierność klubowi?
Chcemy, żeby mieli stały kontakt z Realem Madryt. Dlatego każdego roku będziemy wręczać naszym socios La Socia. Co to jest? Ekskluzywna oficjalna koszulka, na której będzie widniała unikatowa odznaka zarezerwowana dla prawdziwych właścicieli klubu. To będzie koszulka, której nie będzie można zdobyć w żadnym zakątku planety. Chcemy w ten sposób wzmacniać poczucie przynależności do Realu Madryt, ponieważ nikt na świecie, poza socios, nie będzie mógł jej dostać. Każda koszulka będzie historycznym egzemplarzem, dzięki któremu nasi socios będą mogli stworzyć własną, wyjątkową kolekcję koszulek.
Pana projekt dotyczący ośrodka treningowego to hub technologiczny. Jakie przychody i jaką wartość dodaną przyniesie Realowi Madryt?
Gdy przyszedłem, miaseczko sportowe przy Castellanie było ruiną. Musiałem poręczyć 25 miliardów peset, żeby drużyna w 2000 roku mogła dostać wypłaty. Zidane raz chciał trenować i nie mógł, bo trenowała tam drużyna Juvenilu B. Dlatego szukałem w okolicach Madrytu, aż znalazłem Valdebebas. Zawsze marzyłem o centrum technologicznym takim jak Silicon Valley. To coś, co w Stanach Zjednoczonych robią już Dallas Mavericks. To w Valdebebas na pewno będzie najlepszym centrum w Europie. I oczywiście z czasem będzie warte ogromne pieniądze. Powiększamy majątek Realu Madryt, czyli majątek jego socios. Teraz przychodzi druga kandydatura i mówi, że chce zrobić korty do padla albo baseny… To tak, jakby mieć działkę przy Paseo de la Castellana wartą 1 miliard i chcieć postawić na niej huśtawki. Uważam, że Riquelme idzie po Real Madryt, ale na dodatek nie jest kompetentny w sprawach biznesowych. Proszę posłuchać, jeśli na czymś się znam, to chyba na liczbach, prawda? Real Madryt, który zastałem, nie miał nawet na wypłatę pensji, a sami państwo widzą, w jakim miejscu klub jest teraz.
Jaki cel ma Riquelme w dyskredytowaniu Bernabéu?
Oni chcą przejąć klub. To atak na Real Madryt. Natychmiast by go zubożył, a potem przyszedłby ktoś i go kupił, jak stało się we wszystkich klubach w Hiszpanii. Ze mną na stanowisku prezesa Real Madryt zawsze będzie należał do swoich socios, a teraz, dzięki moim propozycjom, będzie tak na zawsze.
Jaki projekt sportowy pan przedstawi?
Wszyscy wiedzą, że jeśli nadal będę prezesem Realu Madryt, będą tu grali najlepsi piłkarze świata.
Czy tego lata będą wielkie transfery?
Oczywiście. W czwartek ogłoszę pierwszy wielki transfer Realu Madryt na przyszły sezon. Wszyscy wiedzą, jaki jest mój projekt sportowy: mieć najlepszych zawodników i dalej wygrywać.
A co z trenerem? Czy Mourinho byłby dobrym trenerem dla tego Realu Madryt?
Wkrótce ogłoszę, kto będzie nowym trenerem Realu Madryt.
Czy w kampanii poznamy więcej nazwisk?
Poznamy nazwiska przed niedzielą, spokojnie. Ludzie w to nie wątpią, ludzie mnie znają. Zawsze wzbudzałem nadzieję przez 23 lata, w których jestem prezesem. Ci, którzy mnie znają, wiedzą, że najlepsi piłkarze będą w Realu Madryt i że jakaś Liga Mistrzów wpadnie.
Jak odebrał pan to, że Riquelme ogłosił Raúla jako dyrektora sportowego?
Wydaje mi się to w porządku, chociaż nie wiem, czy z nim rozmawiał. Dzwonią do mnie agenci i mówią, że Riquelme rozmawia z piłkarzami i mówi im: „Nie mówcie, że nie”. W nic mu nie wierzę. Mówił, że jednym z transferów będzie Rodri, ale logiczne, że nie ma tego domkniętego. Wszystko, co mówi Riquelme, przypomina program telewizyjny Todo es mentira [„Wszystko jest kłamstwem”]. Mówi, że przychodzi ratować Real Madryt, a dla swojej firmy musi prosić o kredyt na 54% odsetek. Tego nie da się zrozumieć.
Czy uważa pan, że Riquelme poparłby podpisanie kredytu z CVC?
Cóż, nie mam żadnych wątpliwości, ale nie znam go zbyt dobrze. Prawda jest taka, że go nie znam. Znam jego ojca, bo był w ekipie Calderóna.
Nie rozmawialiśmy jeszcze o projekcie nieskończonego Bernabéu. Co będzie oznaczał dla klubu?
Bernabéu ma 80 tysięcy miejsc. Socios i kibiców Realu Madryt są miliony na całym świecie. Wystarczy zobaczyć, że Real Madryt jest instytucją o najlepszej reputacji. Mamy 700 milionów obserwujących w mediach społecznościowych. Nieskończone Bernabéu pozwoli nam powiększyć legendę, którą stworzyliśmy w ostatnich dekadach, ponieważ sprawi, że każdy człowiek w każdym miejscu na świecie będzie mógł obejrzeć mecz tak, jakby był na stadionie. Będzie można oglądać futbol w immersyjnym doświadczeniu, tak jakby było się na samej murawie. Albo jakby było się w narożniku boiska, obok zawodnika, który będzie oddawał strzał. I osiągnęliśmy to razem z Apple.
Pana rywal mówi, że okulary są drogie…
Niech się nie martwi. To będzie globalne zjawisko i ceny spadną. Bo teraz stoimy przed technologiczną rewolucją w świecie futbolu. W latach 40. były nią stadiony, ponieważ chciano, żeby na obiekty przychodziło wiele osób. Gdy startowałem w 2000 roku, rewolucją były telewizja i marketing, w których żyliśmy do tej pory. A teraz jest nią technologia. Polecam wszystkim socios, by przyszli do naszej siedziby wyborczej obok Santiago Bernabéu i je przetestowali. Bo im więcej osób to zobaczy, tym bardziej będą olśnieni. A ponadto to projekt, który da nam dużo pieniędzy i zmieni sposób rozumienia futbolu. Chciałbym jednak zrozumieć, co robi drugi kandydat. Co proponuje? Co robi? Bo nie robi nic. Nie mogę go krytykować, ponieważ widzę tylko, że przychodzi spróbować przejąć Real Madryt. Ja natomiast przychodzę bronić klubu.
Co powiedziałby pan socios, którzy w niedzielę muszą udać się do urn?
Wiele osób uważa mnie za zwycięzcę, ale tutaj nic nie jest wygrane. Zachęcam socios, żeby poszli głosować, ponieważ gramy o Real Madryt. W tych wyborach chodzi nam nie tylko o obronę majątku ekonomicznego, lecz także o historię legendy, jaką jest Real Madryt. Ludzie, którzy startują, reprezentują najbardziej złowrogi okres Realu Madryt, ten, w którym przemycano ludzi na zgromadzenia, żeby głosowali tak, jakby byli socios. Wracają 20 lat później, ponieważ chcą przejąć klub. Tylko ze mną Real Madryt zawsze będzie należał do swoich socios. W 2000 roku przyszedłem uratować Real Madryt przed ruiną, w 2006 roku musiałem wrócić, żeby klub nadal należał do swoich socios. I teraz mówię to ponownie: Real Madryt zawsze będzie należał do swoich socios. Dlatego chcę podzielić wartość klubu między 100 tysięcy socios, którymi jesteśmy. I żeby gdy umrą, zostawili tę więź swoim potomkom i mogli zachować dziedzictwo bycia madridistą na zawsze.
Komentarze (126)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się