REKLAMA
REKLAMA

Florentino: Inni mówią, że sprowadzą nie wiadomo kogo, a potem dzwoni do nas jego agentka i mówi, że to kłamstwo

Florentino Pérez udzielił wywiadu dziennikowi La Razón. Przedstawiamy jego pełne tłumaczenie.

REKLAMA
REKLAMA
Florentino: Inni mówią, że sprowadzą nie wiadomo kogo, a potem dzwoni do nas jego agentka i mówi, że to kłamstwo
Florentino Pérez. (fot. Getty Images)

Mając cztery lata, ojciec zabrał pana już na mecz Realu Madryt...
Mieszkałem przy ulicy Hortaleza i chodziłem z ojcem na piłkę pieszo, bo to był inny Madryt, miasto inne niż teraz, a na stadion docierało się ubrudzonym pyłem z piasku, który był na ulicach. Ale prawdą jest, że mój ojciec, który był wielkim kibicem, zdołał wstrzyknąć we mnie ten jad, jakim jest madridismo. Mogę powiedzieć, że miałem szczęście oglądać najlepszych piłkarzy świata: Di Stéfano, Puskása, Gento… Tych obecnych... Wszystkich.

REKLAMA
REKLAMA

I marzył pan o zostaniu piłkarzem?
Grałem w piłkę. I muszę powiedzieć, że grałem dobrze w zakonie pijarów, którzy też byli obok mojego domu. Graliśmy w piłkę przeciwko innym drużynom z innych szkół. To była inna Hiszpania i inny świat. I w tym świecie trzeba przyznać, że Santiago Bernabéu stworzył z niczego mit. To, co ja robię teraz, skopiowałem od niego, czyli sprowadzanie najlepszych piłkarzy świata.

Kto był pana ulubionym piłkarzem, gdy był pan dzieckiem?
Di Stéfano. Brał piłkę w obronie i docierał aż do ataku, był zawodnikiem od wszystkiego. To on porządkował całą drużynę.

Kiedy zdecydował pan o rozpisaniu wyborów i ponownym kandydowaniu?
Jestem tutaj już od 2000 roku. To 26 lat, ale teraz widzę, że istnieje dziwny ruch ludzi, którzy nie kochają Realu Madryt – ruch destabilizujący klub. Przyszedłem w 2000 roku. I odszedłem w 2006 roku, gdy uważałem, że wypełniłem już swoją misję. Ale wtedy nadeszła najbardziej złowroga historia Realu Madryt. To ta historia, w której na zgromadzenia delegatów wchodzili ludzie, którzy delegatami nie byli. W 2008 roku zrobił się ogromny bałagan i musiałem ponownie wystartować, żeby uporządkować klub. Teraz nie mogę pozwolić na to, żeby znowu ci sami ludzie z tamtej złowrogiej epoki przejęli klub. Gdy przyszedłem po raz pierwszy, podjąłem wielki wysiłek. Nie było pieniędzy na zapłacenie ani zawodnikom ani dostawcom. Ze mną wszyscy otrzymali swoje pieniądze. A teraz żyjemy w szczęśliwym okresie i mamy drugą edycję tamtego zamieszania, bo to są te same osoby: synowie, przyjaciele, bracia. To ruch mający na celu przejęcie Realu Madryt, żeby zatrzymać go dla siebie.

REKLAMA
REKLAMA

Jaką cechę musi mieć prezes Realu Madryt?
Być socio od dziecka, chodzić na stadion od czwartego roku życia, przeżyć to we krwi. Real Madryt jest naszą pasją. Żyjemy z tym szczęściem, że mieliśmy takiego prezesa jak Santiago Bernabéu. Powtarzam z dumą, że go skopiowałem i że robię to, co on chciał robić. I gdy zobaczyłem i widzę, że chcą nas zdestabilizować, mówię: oto jestem.

Gdyby miał pan przed sobą Santiago Bernabéu, co by mu pan powiedział?
Nie wiem, Bernabéu zrobił bardzo wielkie rzeczy, jak stadion, o którym teraz mówią, że się zestarzał. Ale zanim się zestarzał, był największym sportowym monumentem na świecie. A kolejną rzeczą o fundamentalnym znaczeniu było stworzenie Pucharu Europy, które przeniosło futbol do innego wymiaru. Tak żyliśmy przez długi czas, aż do końca poprzedniego wieku, gdy to wszystko potrzebowało kolejnego impulsu. Kiedy przyszedłem po raz pierwszy, Real Madryt był w ruinie, a teraz jesteśmy najbogatszym klubem świata, klubem z największymi przychodami na świecie, z najlepszą kadrą, klubem z najlepszą reputacją. Forbes mówi, że jesteśmy warci 10 miliardów, ale wcześniej nie byliśmy warci nic. I będziemy warci 20 miliardów.

Jak się to osiąga?
W mojej pracy zawsze dostrzegałem szanse biznesowe, żeby firmy mogły rosnąć. Widzę, że gdy przychodzimy do Realu Madryt, mamy 10 hektarów w starym ośrodku, które nie są nic warte. Gdy przyszedł Zidane, w moim drugim sezonie, on przyjechał trenować, ale mówią mu, że tam nie może tego robić, bo będzie trenować drużyna kadetów. Tak przeprowadziliśmy wielką operację dotyczącą ośrodka. Poszukaliśmy miejsca w Madrycie, rozmawiałem ze Wspólnotą i z ratuszem, a następnie zbudowaliśmy najlepszy ośrodek sportowy na świecie. W Stanach Zjednoczonych, obok stadionu Dallas Cowboys, powstało miasteczko technologiczne niczym Dolina Krzemowa, a teraz ja chcę stworzyć Dolinę Krzemową na tych 90 hektarach, które mamy w Ciudad Deportiva. Pracujemy nad tym. Ale spotykam się z tym, że chcą stawiać baseny i huśtawki… Człowiek podejrzewa, że chcą, by Real Madryt znów zbankrutował, żeby nie był nic wart i żebyśmy zaczynali od nowa. Ale ja tutaj będę podnosić sztandar madridismo na całego i jestem gotów z nim umrzeć.

REKLAMA
REKLAMA

Kiedy pan przyszedł, miał pan wizję, która zmieniła futbol...
To był futbol, który żył z biletów. Biedny futbol, futbol długów, futbol marny, ale nie tylko w Realu Madryt, tylko w ogóle. Wiele klubów należało do socios, a teraz już nie należy. Kłamią. Ja umrę za to, żeby Real Madryt i jego majątek należały do socios. Nie pozwolę, żeby ktokolwiek przyszedł tutaj w sposób, powiedzmy, populistyczny, mówił takie rzeczy i wprowadził 100 tysięcy socios… Dlatego jestem tutaj znowu, jakbym zaczynał od początku.

Jaką wizję ma pan dla futbolu na przyszłość?
Inną, ale w gruncie rzeczy taką samą. W futbolu chodzi o to, by osiągać duże przychody. Mamy wielką drużynę, która medialnie jest najlepsza na świecie. Mamy to, że największa część kibiców na świecie kibicuje Realowi Madryt. W mediach społecznościowych mamy 700 milionów obserwujących. Wtedy, w tamtym okresie, w moim pierwszym etapie, pieniądze czerpało się z telewizji. Ponieważ Real Madryt urósł medialnie i stał się globalny, przeżyliśmy bardzo dobre lata. A te pieniądze, które zdobyliśmy, pozwoliły nam inwestować w wielkich piłkarzy: Figo, Zidane’a, Ronaldo, Beckhama… Teraz Mbappé, bo inwestycja jest najważniejsza w firmach i w życiu. Ale teraz nadchodzi druga rewolucja technologiczna. Od kilku lat pracujemy z Apple, czyli z pierwszą firmą technologiczną, jak wszyscy wiemy, która zmieniła świat i pomogła nam widzieć świat w inny sposób. I właśnie w ten sposób chcę działać z Realem Madryt. Zaczęliśmy pracować nad bardzo pięknym projektem, który polega na zapewnieniu satysfakcji miliardom madridistas rozsianych po świecie.

REKLAMA
REKLAMA

Czy będzie można oglądać mecze w ramach „Nieskończonego Bernabéu”?
Wszystkie mecze. Wspinasz się na górę, jesteś w domu, na pustyni, nie wiem gdzie… Zakładasz okulary i nie chodzi o to, że oglądasz mecz, tylko że to pozwala ci przeżyć doświadczenia, których nigdy nie jesteś w stanie sobie wyobrazić. To znaczy, kiedy zawodnik ma wykonywać rzut karny, schodzisz z nim na dół i widzisz to razem z nim. To jest nowa rewolucja. I Real Madryt tam jest. Potem otworzy się to także na wszystkich, bo wszystko, co robimy, przyniesie korzyści reszcie.

Czy jest wiele podobieństw między zarządzaniem firmą taką jak ACS a Realem Madryt?
Nie, są takie same. Świat budownictwa się zmienił. Mówi się o data center, półprzewodnikach, bateriach, licie… I my tutaj też potrafiliśmy się dostosować, a ja czuję dumę, że jesteśmy pierwszą firmą pod względem data center w Stanach Zjednoczonych.

Co w tej wizji przyszłości myśli Tebas?
Jestem tutaj od 2000 roku i nigdy nie widziałem, żeby myślał cokolwiek dobrego. Dzisiaj futbol jest wielkim biznesem, a Hiszpania jest pionierem w wielu sprawach, tak samo Real Madryt. Tebas chciał odebrać przychody ekonomiczne Realowi Madryt, Barcelonie i Athleticowi, które należą do socios, dla własnej korzyści. I trzeba z tym walczyć. Mnie przypada walczyć ze wszystkim. Real Madryt jest głównym aktywem La Ligi, a on chciał odebrać nam przychody ekonomiczne.

REKLAMA
REKLAMA

I przychodzi „sprawa Negreiry”...
La Liga i Hiszpańska Federacja są współwinne. Teraz będziemy ciężko pracować. W ciągu piętnastu dni przedstawimy dossier ze wszystkim, co działo się w historii i co działo się w ostatnich latach. Bo w ostatnich latach byli ci sami sędziowie, którzy byli wcześniej i działy się te same rzeczy. Nie można tego tak zostawić. Będę o to walczył. Dowiedziałem się o tym trzy lata temu. Dowiedziałem się, bo urząd skarbowy wystawił im protokół, a Real Madryt zgłosił się jako poszkodowany, ponieważ był pierwszy, a później przyszli inni. Potem zgłosiły się La Liga i Federacja i nie zadały żadnego pytania w procesie. Kiedy sędzia śledczy powiedział, że to największy skandal systemowej korupcji w historii światowego futbolu… No cóż, pokładam wielką nadzieję w UEFA i FIFA, bo to dwie uczciwe instytucje i uważam, że trzeba wejść w to dogłębnie. Zawsze mnie przypada to robić. Mam przyjaciół we wszystkich krajach i mówią mi: ale jak możecie na to pozwalać? No bo liga jest taka, Federacja jest taka i Komitet Arbitrów, który mamy w hiszpańskich rozgrywkach, też jest taki.

Co uważa pan za swój największy sukces w tych 26 latach, czym może się pan pochwalić?
Nie, niczym, chwalę się tym, że robię rzeczy normalnie, bo wcześniej nie robiono tego dobrze. Ponieważ przeszłość jest przeszłością, ja już o tym zapomniałem i nie roztrząsam tego dalej, ale teraz przeszłość wróciła wraz z tą kandydaturą, bo jak oni mają zarządzać Realem Madryt? Uważam, że oni przyszli po Real Madryt. Nic więcej.

REKLAMA
REKLAMA

Powiedzieli, że chce pan sprzedać klub...
Kłamią. Real Madryt zawsze będzie należał do swoich socios. Ich propozycje oznaczają ruinę. Ja postawiłem swój majątek, ryzykując jego utratę, gdy tutaj przyszedłem, żeby uratować Real Madryt. Ale jak oni mogą mówić coś takiego? Oni żyją przeciwieństwem futbolu, oni żyją z futbolu. Nie kochają Realu Madryt tak jak ja. Nikt we mnie nie wątpi. Ja nie muszę mówić, kogo sprowadzę, bo wszyscy wiedzą, że ze mną do Realu Madryt przychodzą najlepsi piłkarze. W 2000 roku powiedziałem: „Jeśli będę prezesem Realu Madryt, sprowadzę Figo”. I od tamtego czasu sprowadziłem Figo, Zidane’a, Ronaldo Nazário, Beckhama, Cristiano Ronaldo, Mbappé… Ja nie muszę mówić takich rzeczy, bo za mną przemawia historia.

Czyli nie będzie prywatyzacji?
Były kluby takie jak Real Madryt, które należały do swoich socios, a dzisiaj ten majątek nie należy do ich socios. W Realu Madryt tak jest i chcę, żeby ten majątek, nie tylko sentymentalny, ale też rzeczywisty, ekonomiczny, należał do socios… I kiedy umrą, nie tak jak teraz, że się ich pochowa i ich historia się kończy, tylko kiedy umrą, żeby odziedziczyły to ich dzieci albo wnuki. Bo tutaj mówienie, że jestem z Realu Madryt, że Real Madryt należy do socios, jest czymś sentymentalnym, ale jest kłamstwem. Jutro przychodzi ten pan, doprowadza go do ruiny, przejmuje go i Real Madryt się kończy.

REKLAMA
REKLAMA

Ale socio mógłby sprzedać swój udział...
Ja tego nie powiedziałem - powiedziałem, że przejdzie to na socios. I kiedy umrze, majątek będzie należał do jego dzieci albo wnuków. Jedyne, czego chcę, to żeby nikt nie odebrał tego majątku ekonomicznego.

Nie niepokoi pana, że druga kandydatura, która startuje w wyborach, za cztery lata będzie kontynuować ten atak i niszczenie?
Tak, będą kontynuować, ale też kiedy majątek będzie już należał do socios, ten majątek ekonomiczny, będę spokojniejszy. Bo mówią: „Rządzą socios”. No dobrze, socios rządzą w taki sposób. Tutaj rządzi ten, kto ma pieniądze, prawda? A pieniądze muszą być kolektywnie wśród socios.

A inwestor? Jaką rolę ma w tym wszystkim?
Nie, inwestor jest po prostu dla wyceny. Jak naprawdę wycenia się firmę? No tak, że jest ktoś, kto ją wycenia. A dlaczego firma weszłaby do Realu Madryt? Żeby mieć związek z tak ważną marką, jaką jest ten klub.

Przejdźmy trochę do tematu sportowego: czego, pana zdaniem, zabrakło drużynie w tym roku?
Czy naprawdę jest ktoś, kto uważa, że ze mną nie będą grać najlepsi piłkarze świata? Pan myśli, że ktoś taki istnieje? Nie. Przecież jeśli zrobię panu wyliczenie, są tu wszyscy najlepsi na świecie. Nie tak jak ci, którzy mówią, że sprowadzą nie wiadomo kogo, a potem dzwoni do nas jego przedstawicielka i mówi mi, że to kłamstwo.

REKLAMA
REKLAMA

Rozmawialiśmy o cechach prezesa. Jakie cechy musi mieć trener Realu Madryt?
Wygraliśmy 15 Pucharów Europy z wieloma trenerami. Trener musi identyfikować się z kulturą Realu Madryt. To znaczy, jeśli masz najlepszych i masz trenera, który ustawia każdego na swoim miejscu, przychodzą sukcesy, jakie mieliśmy. Wygraliśmy sześć Lig Mistrzów w dziesięć lat. A teraz przychodzą mówić, że wszystko jest bardzo źle. To coś niesłychanego.

Co więc wydarzyło się w tych dwóch latach?
W poprzednim sezonie po prostu nie wygrywaliśmy, walczyliśmy, ale nie wygrywaliśmy. Ale w tym sezonie Klubowe Mistrzostwa Świata nas zabiły, bo nie przeprowadziliśmy okresu przygotowawczego ani niczego. Przeszliśmy od zakończenia gry w La Lidze do rozgrywania Klubowych Mistrzostw Świata, a zaraz po zakończeniu Klubowych Mistrzostw Świata wróciliśmy tutaj, żeby znowu rozpocząć rozgrywki i nie mieliśmy okresu przygotowawczego. Potem widzimy, że po trzech czy czterech miesiącach mamy 28 kontuzjowanych w pierwszej drużynie i to nie jest normalne. Nigdy w życiu nie przeżyłem czegoś takiego jako prezes Realu Madryt… Ale cóż, z tego też się człowiek uczy. Zobaczymy, co zrobimy z Klubowymi Mistrzostwami Świata i jak zostaną przeprowadzone, żeby nie powodowały takich kontuzji w kolejnych sezonach.

REKLAMA
REKLAMA

Wiemy, że nie podaje pan nazwisk potencjalnych zawodników, którzy mogą przyjść, ale czy ta drużyna będzie miała transfery?
Już to panu powiedziałem. Czy uważa pan, że jest ktoś, kto myśli, że nie będzie miała najlepszych piłkarzy świata? Jeśli jest, to jest jedyną osobą, która tak myśli.

A kim są teraz najlepsi na świecie?
Ci, którzy w oczach całego świata są najlepszymi piłkarzami świata. Zawsze jest, rzeczywiście, ten ostatni najlepszy na świecie. Ostatnim jest Kylian Mbappé. W moim pierwszym etapie był nim Zinédine Zidane, który gdy przyszedł do Realu Madryt, strzelił tego gola w finale Ligi Mistrzów w Glasgow po woleju, który od tamtej pory mam wyryty w pamięci.

Uważa pan, że kibic piłki nożnej albo socio Realu Madryt ma pamięć czy ma pamięć zbyt kruchą?
Ma pełną pamięć, bez żadnych wątpliwości. Doskonale wie, co zrobiliśmy i jak pracowaliśmy dla klubu. Teraz ten pan mówi, że chce stworzyć 100 tysięcy kolejnych socios. Jeśli mamy teraz 100 tysięcy socios i mamy dobry majątek, to po co mamy wprowadzać więcej, żeby zdestabilizować klub? Przecież oni nie mieszczą się na stadionie. To, co możemy zrobić, to mieć teraz inny rodzaj relacji z socios, żeby byli realnymi właścicielami klubu. Co do tego nie możemy mieć żadnych wątpliwości. Oni naprawdę chcą wprowadzić dużo więcej socios, żeby klub zaczął tracić wartość i nie był nic wart. Ale przy tym, jaki jest dzisiaj futbol, wszystko jest możliwe. Tyle że ja jestem tutaj, żeby temu zapobiec.

REKLAMA
REKLAMA

Miał pan jakiś moment słabości, żeby powiedzieć: dość, odchodzę?
Nie, nie. Ale nie jestem wieczny, choć chciałbym, prawda? Któregoś dnia będę musiał odejść. Ale chcę odejść z konieczną stabilnością w tym klubie, który jest największy i będzie nim dalej. I muszę powiedzieć, że będę bardzo dumny, jeśli ta stabilność przetrwa niezależnie ode mnie, bo to jest ważne dla Realu Madryt i jego przyszłości, prawda? A na końcu będę po prostu jeszcze jednym socio.

Jakie wspomnienie, pana zdaniem, za 50 lat, tak jak pan mówi o Bernabéu, będzie istniało, gdy będzie się mówić o Florentino Pérezie?
Minęło 26 lat od mojego przyjścia i jest wielu młodych ludzi, którzy mają teraz mniej więcej tyle lat i nie widzieli niczego innego niż zwycięstwa Realu Madryt i myślą, że to jest normalne, że zawsze tak się dzieje. Niektórzy nawet protestują, bo nie wygrywamy Pucharu Europy co roku. Ale cóż, takie jest życie. Jednak tak ważna instytucja, z tyloma latami historii, o którą tak bardzo walczyliśmy… może zniknąć w minutę.

A co po tylu latach wciąż wzrusza pana w Realu Madryt?
Cała ta ekscytacja, którą wywołuje na świecie.

Ostatnie aktualności

REKLAMA
REKLAMA

Komentarze (72)

REKLAMA