Koszykarze Realu Madryt przegrali czwarte ligowe spotkanie z rzędu. Żadna z tych porażek nie wiąże się z konsekwencjami, bo pierwsze miejsce w tabeli już od dawna jest zagwarantowane. Dzisiaj Królewskim zabrakło trochę sił w końcówce, co nie może dziwić, biorąc pod uwagę wyjazd do Aten na Final Four Euroligi. Dla Baskonii to zwycięstwo oznacza awans na drugie miejsce w tabeli. Co ciekawe, Baskowie, aby utrzymać tę pozycję, mogą wyeliminować z dalszej gry Unicaję w ostatniej kolejce, dzięki czemu Blancos uniknęliby tego rywala w ćwierćfinale. Na trybunach Movistar Areny pojawił Hugo González, były zawodnik Realu Madryt, a obecnie gracz Bostonu.
Ömer Yurstseven nie musiał długo czekać na debiut, bo znalazł się w wyjściowej piątce. Na pierwsze punkty w barwach Realu Madryt potrzebował niecałych dwóch minut. Razem z nim na parkiecie Królewscy mieli przewagę w zbiórkach. Poza tym byli skuteczni zarówno na obwodzie, jak i spod kosza. Na minus liczba strat, która pomogła Baskonii zyskać prowadzenie na początku, a później utrzymywać się blisko za plecami Madrytczyków (29:26).
W drugiej części skuteczność obu zespołów mocno spadła. Królewscy utrzymywali przewagę w zbiórkach. Bardzo dobrze pod tym względem prezentował się Almansa. Alarmująca była natomiast liczba strat. Były ich jeszcze więcej niż w pierwszej kwarcie. Do tego Trey Lyles na wczesnym etapie spotkania zgromadził trzy faule na koncie, przez co Scariolo miał odrobinę utrudnione zadanie. Real Madryt prowadził przez całą kwartę, ale najwyższa przewaga wyniosła zaledwie siedem oczek (46:42).
Po zmianie stron Królewscy na dłużej zostali w szatni. Wyglądało na to, że wróciła tylko Baskonia, która serią 10:0 odzyskała prowadzenie. Scariolo poprosił o czas i próbował wytłumaczyć podopiecznym, żeby skupili się na grze, a nie na szukaniu fauli. Podziałało. Madrytczycy lepiej zbierali, odważnie wchodzili pod kosz i odwdzięczyli się rywalom serią 13:2. Świetne minuty rozgrywał Hezonja i spotkanie znów się wyrównało (66:64).
W ostatniej kwarcie Królewscy wyraźnie opadli z sił. Byli mniej skuteczni i w obronie nie nadążali za akcjami rywali. Baskonia uciekła na siedem punktów, lecz w końcówce dzięki bardzo dobrej grze Krämera udało się odzyskać na moment prowadzenie. Bohaterem kwarty był jednak Luwawu-Cabarrot, który w jej trakcie zdobył 12 punktów i znacznie się przyczynił do zwycięstwa drużyny z Vitorii.
83 – Real Madryt (29+17+20+17): Campazzo (8), Okeke (13), Hezonja (21), Llull (8), Yurtseven (5), Lyles (5), Krämer (13), Abalde (2), Procida (0), Maledon (4), Almansa (4).
88 – Baskonia (26+16+22+24): Villar (4), Kurucs (6), Forrest (15), Edwards (2), Radzevičius (6), Diakite (5), Simmons (9), Omoruyi (17), Sedekerskis (0), Luwawu-Cabarrot (21), Spagnolo (3), Frisch (0).
Poza kadrą znaleźli się:
Edy Tavares – uraz więzadła w kolanie (nie wróci już do gry w tym sezonie)
Ołeksij Łeń – uraz stopy
Usman Garuba – zerwanie ścięgna Achillesa
Gabriel Deck – decyzja trenera (jeden z trzech zawodników z paszportami spoza Wspólnoty, a do każdej kolejki Ligi Endesa można zgłosić dwóch takich graczy, tym razem byli to Okeke oraz Lyles)
Andrés Feliz – decyzja trenera
Komentarze (0)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się