Olympiakos został zwycięzcą Euroligi w sezonie 2025/26. Po zaciętym finale to Grecy okazali się lepsi. Real Madryt pokazał swoją waleczność i nie poddawał się mimo niekorzystnych okoliczności. Nawet w końcówce Królewscy otarli się o naprawdę spektakularne odrobienie strat. Drużynie nie można odmówić chęci i zaangażowania, ale dysponujący pełnym składem Olympiakos był najtrudniejszym możliwym rywalem.
Real Madryt bardzo dobrze rozpoczął mecz. Agresywna gra w obronie przynosiła efekty i Królewscy wyszli na prowadzenie 9:1. Bartzokas poprosił o czas, ale po powrocie dalej Madrytczycy mieli inicjatywę dzięki znakomitej skuteczności na obwodzie Lylesa i Abalde. Udało się odskoczyć na dziesięć punktów, ale wtedy Olympiakos się obudził i zaczął gonić. Podopieczni Scariolo utrzymywali bardzo solidną grę w ofensywie i po pierwszej kwarcie mogli być zadowoleni z prowadzenia (19:26).
Druga część rozpoczęła się od celnej trójki Abalde, jednak później Olympiakos miał swój moment, podczas gdy Madrytczycy zaczęli się mylić. W trudnej sytuacji pojawił się Lyles, który przełamał zły moment. Z dystansu trafił też Llull, ale czuć było, że swoją chwilę mieli Grecy. Grali z większą pewnością i byli skuteczniejsi, co dodatkowo rozgrzewało kibiców. To sprawiło, że Olympiakos pierwszy raz w tym spotkaniu wyszedł na prowadzenie. Królewscy musieli gonić i znów błysnął Lyles, który już do przerwy miał 21 punktów na koncie. Do szatni w minimalnie lepszej sytuacji schodził Olympiakos (46:44).
Po zmianie stron mecz był trochę nerwowy, obie drużyny się myliły, ale Real Madryt szybko zdołał dogonić rywali. Ofensywną rolę Lylesa przejęli Hezonja i Feliz. Spotkanie się wyrównało. Królewscy znów zachwycali defensywą. Pozwolili Olympiakosowi na zdobycie tylko 15 punktów w trakcie całej kwarty. Dobrze wyglądała też kwestia zbiórek, ale Madrytczykom zaczynały kumulować się faule. Wynik przed decydującą częścią był korzystny (61:65).
Ostatnia kwarta, jak przystało na finał, była wypełniona emocjami i walką. Nikt nie odpuszczał i prowadzenie wiele razy przechodziło z rąk do rąk. Królewscy zaczęli odczuwać problemy z faulami, kiedy na kilka minut przed końcem po cztery przewinienia mieli Lyles i Okeke. Olympiakos cały czas utrzymywał środkowych na parkiecie, podczas gdy Scariolo momentami grał piątką złożoną tylko z graczy obwodowych.
Olympiakos w końcowych minutach miał delikatną przewagę, ale Real Madryt się nie poddawał. Postawa poszczególnych zawodników była naprawdę godna podziwu. Na celną trójkę Hezonji z uznaniem reagowali nawet młodzi zawodnicy Barcelony, który siedzieli na trybunach. Niestety, Olympiakos był do bólu skuteczny i uciekł na osiem punktów, gdy do końca było 36 sekund. Królewscy nawet w tak trudnej sytuacji nie poddali się i byli o włos od remontady. Udało się zdobyć pięć punktów i Feliz oddawał rzut z dystansu, ale nie trafił. To oznaczało koniec i chwilę później Olympiakos mógł rozpocząć świętowanie tytułu.
92 – Olympiakos (19+27+15+31): Walkup (10), Wezenkow (12), Papanikolaou (0), Dorsey (1), Milutinov (8), Ward (7), Peters (16), Joseph (5), Hall (4), McKissic (5), Jones (4), Fournier (20).
85 – Real Madryt (26+18+21+20): Lyles (24), Abalde (9), Campazzo (5), Okeke (0), Hezonja (19), Krämer (-), Procida (-), Maledon (8), Almansa (-), Deck (4), Llull (3), Feliz (13).
Poza kadrą znaleźli się:
Edy Tavares – uraz więzadła w kolanie (nie wróci już do gry w tym sezonie)
Ołeksij Łeń – uraz stopy
Usman Garuba – uraz ścięgna Achillesa
Ömer Yurtseven – nie został jeszcze zgłoszony do rozgrywek
Komentarze (7)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się