Jak w ogóle doszło do tego, że zostałeś socio Realu Madryt? Nie jest łatwo uzyskać taki status, szczególnie będąc osobą spoza Hiszpanii.
Witam wszystkich czytelników. Nie było to coś, czego aktywnie poszukiwałem. Od dziecka marzyłem, aby kiedyś pomieszkać w ciepłych krajach, a kiedy po wielu, wielu latach kibicowania sprzed tv zdołałem odłożyć pieniądze na wyjazd do Madrytu i pierwszy raz zasiadłem na trybunach Santiago Bernabéu, oglądając ukochany Real, to marzenie przybrało realny kształt. Od tego czasu poszukiwałem opcji, aby móc przeprowadzić się do Madrytu i żyć tym klubem na miejscu, chodzić na każdy mecz na najwspanialszy stadion na świecie. W końcu udało mi się to marzenie spełnić i miałem szczęście mieszkać parę lat w stolicy Hiszpanii, żyć bardzo blisko Klubu i zostać karnetowiczem na Bernabéu w czasach legendarnego threepeatu. Po paru takich sezonach życia w Madrycie i chodzenia na Bernabéu sam zostałem zaproszony przez Klub do zostania członkiem klubu, co było oczywiście dla mnie wielkim zaskoczeniem i niesamowitą niespodzianką. Sam nie zabiegałem o zostanie socio, było to poza sferą marzeń, marzeniem było po prostu żyć i kibicować Realowi w Madrycie. Raz tylko zapytałem przy jednej z wizyt w Klubie czy jest taka możliwość i otrzymałem standardową oficjalną odpowiedź: „tylko dla dzieci innych członków”. Uprzedzając przyszłe pytania: nie wiem, czy nadal można w taki sposób zostać socio.
Co dla ciebie oznacza bycie socio Realu Madryt?
Z pewnością wspaniale być aż tak blisko klubu jako jeden z jego członków, mieć jakiś minimalny wpływ na kształtowanie jego przyszłości, mieć bezpośredni kontakt z klubem i wiele przywilejów dostępnych tylko dla socio. Traktuje to też jako dodatkową motywację (jakbym jeszcze takowej potrzebował…) do zarażania pasją do Realu moich dzieci, aby w przyszłości były odpowiedzialnymi i kochającymi klub socios.
Czy twoim zdaniem socios mają dziś realny wpływ na najważniejsze decyzje w klubie?
Zakładając, że nie mówimy o potencjalnym kandydacie czy członkach jego zarządu, to każdy socio ma możliwość wyboru, kto ma rządzić klubem, a jako compromisario może też zadawać oficjalnie i bezpośrednio decydentom pytania i zażalenia. Na tym jednak ten realny wpływ się kończy, można go porównać do wpływu, jaki ma wyborca w demokratycznym kraju na władzę i decyzje w kraju – najczęściej kończy się przy urnie i jeśli chcesz mieć wpływ na te najważniejsze decyzje, to musisz sam kandydować lub być w składzie kandydującej partii/sztabu.
Jak oceniasz komunikację Realu Madryt z socios i kibicami w ostatnich latach? Klub dobrze tłumaczy swoje decyzje?
Oceniam na niewystarczającą. Prezes wychodzi do ludzi tylko raz na rok na zgromadzeniu, w mediach pojawi się raz na parę lat, każe czekać na swoje wystąpienia, jakby był papieżem. José Ángel Sánchez w ogóle się nie udziela. Kontrast w porównaniu z innymi klubami, w których decydenci są znacznie bliżej kibiców, jest znaczący. Znamy mniej więcej zarys struktury wewnętrznej klubu, ale nie znamy go dokładnie, niby JAS odpowiada za decyzje sportowe, ale na koniec mówi się, że Mbappé to transfer Péreza, Mastantuono to transfer Solariego, a ktoś inny przyszedł dzięki Calafatowi. Kibic nie wie, kto tak naprawdę odpowiada za te decyzje, odpowiedzialność się rozmywa. Zatrudniamy topowego szkoleniowca, niby zaczynamy obiecujący projekt i nagle jest zwalniany, słyszymy, że to nie był pomysł Florentino, przez co szybko się go pozbyto przy pierwszych kłopotach… Koniec końców nikt nie wychodzi do kibiców i nie mówi, co się wydarzyło, czemu podjęto takie, a nie inne decyzje. Można te wnioski podpiąć pod inne sztaby: Pintus odchodzi i przychodzi w ostatnich sezonach jak bumerang, Niko Mihić odchodzi i przychodzi, a kontuzji coraz więcej.
Ale ten brak transparentności w funkcjonowaniu nie kończy się na stronie sportowej, istnieje też na stronie kibicowskiej. Przyjmowanie nowych socios niby jest oficjalnie zamknięte, ale tak naprawdę cały czas są przyjmowani nowi socios ukrytymi mechanizmami (sam jestem tego przykładem). Prezes chwali się, że 1600 karnetowiczów zostało przyłapanych na odsprzedaży wydalonych, ale jak pytam w klubie o szanse na potencjalny karnet, to mnie zbywają, mówiąc, że jak będzie oficjalny nabór, to się o tym dowiem – ale takiego nie było w ogóle w tym wieku. I jestem pewien, że znowu ukrytymi mechanizmami ktoś te karnety jednak zgarnia. Może trzeba po prostu walczyć o swoje na miejscu. I jak już mowa o tych karnetach w odsprzedaży, to te 1600 to niewielka liczba, podejrzewam, że w obiegu w odsprzedaży jest ich pewnie ponad 10 tysięcy, o ile nie więcej, i klub praktycznie nic z tym nie robi.
Największym obecnie problemem jest moim zdaniem dostępność biletów. Jeszcze z 10 lat temu jako socio można było przebierać, wybierać na portalu, bez problemu dało się kupić podwójną wejściówkę na praktycznie większość meczów, jako posiadasz karnetu madridista też nie miałem problemów z zakupem wejściówek, a klub przygotowywał dodatkowy rzut biletów także dla ogólnej sprzedaży. A teraz? Nawet jako socio mam ogromny problem z kupnem biletu. Wchodzę na portal na oficjalnej stronie klubu w momencie rozpoczęcia sprzedaży dla socio i wita mnie kolejka na 100 tysięcy „osób”, w cudzysłowie bo wiadomo, że 99% to boty, nawet przecież nie ma tylu socio bez karnetów. Jak już wystoisz w kolejce to albo nie ma biletów, albo zostały same ochłapy. To, co mają powiedzieć posiadacze karnetu madridista albo zwykli kibice, skoro nawet socio ma problem z zakupem biletu? Nie rozumiem kompletnie tego, co klub wyczynia z tym portalem sprzedażowym, co nimi kierowało przy wprowadzaniu tego systemu z kolejkowaniem, to jest po prostu skandaliczne. Jak się kupuje, to trzeba liczyć, że będzie też otwarta sprzedaż na entradas i tam nie włączą kolejek. A i tak tych biletów jest zawsze mało w porównaniu z tym, co było jeszcze niedawno i schodzą szybko. To, gdzie się te wszystkie bilety podziały w porównaniu z przeszłością? Rozumiem, że popyt się zwiększył, ale bez przesady. Brakuje tu transparentności, nie wiadomo, ilu jest karnetowiczów, ile biletów trafia do sprzedaży, a ile zgarniają biura podróży czy usługi hospitality. Znam socios, którzy podejrzewają nieczystą grę w tej sprawie ze strony klubu i trudno się dziwić, uważają, że klub odstępuje wiele biletów biurom podróży czy firmom je odsprzedającym za znacznie wyższe kwoty niż oficjalne. Ten brak transparentności i komunikacji w kwestii biletów uważam za najbardziej palący problem komunikacyjny. Mamy szczęście, że chociaż jeszcze nasi decydenci zachowują rozum i godność człowieka i nie wprowadzili dynamicznego systemu cen, który powoduje, że ceny biletów rosną niebotycznie i nie można nigdy przewidzieć, jak droga będzie wejściówka, bo jak patrzę, co się dzieje u niektórych rywali, to biada kibicom, topowy futbol na żywo zaraz zostanie rozrywką dla bogaczy.
Jak z perspektywy socio odebrałeś wystąpienie Florentino Péreza w Valdebebas i jego późniejszy wywiad u Josepa Pedrerola?
Ta konferencja to był lekki szok. Kontrast był ogromny pomiędzy nienaganną komunikacją Péreza we wcześniejszych wystąpieniach a tym chaotycznym, lekko histerycznym i niekontrolującym emocji Florentino z konferencji. Mówił wiele tego, co chcieli socios od niego czy klubu usłyszeć od dawna, ale liczy się też forma, w jakiej to przekazujesz, a ta była fatalna, przez co przekaz się rozmył. To był ten Florentino z taśm. Na konferencji wypadł już troszkę lepiej, bo też widać było, że całość rozmowy była bardziej kontrolowana i Pedrerol traktował go bardzo łagodnie.
Ogólnie wszyscy sprzedają to jako porażkę prezesa, ale czy tak naprawdę było, jeśli weźmiemy pod uwagę utrzymanie władzy w klubie jako główny powód wystąpienia? Udało mu się odwrócić uwagę od problemów z drużyną i zogniskować uwagę na inne sprawy, na dodatek uprzedził rodzącą się za plecami opozycję. To był ruch typowy bardziej dla polityka niż sternika klubu. Co do przekazu, to myślę, że głównymi odbiorcami mieli być właśnie socios, a był on taki, że największe problemy klubu są na zewnątrz, nie wewnątrz. I zgadzam się z tym, prezes ma rację, korupcja w hiszpańskim futbolu i postawa służalczych mediów to ogromny problem dla naszego klubu, szkoda tylko, że tak późno o tym mówi i w tak chaotycznej formie. Rozumiem też rozgoryczenie wielu kibiców, którzy oczekiwali wyjaśnień w kwestii sportowej, choć coś tam między słowami prezes pod tym względem powiedział: Mbappé ma być liderem sportowym, miłe słowa w kierunku Viniego, klub nie popada w histerię, nie przykłada aż tak dużej wagi do incydentów i spokojnie będzie budował dalej kadrę. Zresztą bądźmy szczerzy: publiczna samokrytyka u Florentino występuje bardzo rzadko, właściwie słyszałem ją tylko po jego pierwszej nieudanej kadencji.
Co masz do zarzucenia Florentino w ostatnich latach? Co twoim zdaniem zrobił źle albo czego zabrakło w jego zarządzaniu klubem?
Z pewnością nazbierało się tego w ostatnich latach. Zacznę od strony sportowej, bo ta z pewnością wzbudza obecnie największe kontrowersje. Przede wszystkim ogromnym minusem jest fakt, że wciąż gigantycznym problemem są kontuzje i ten problem jeszcze narastał w ostatnich sezonach, choć już wcześniej były z tym duże problemy. To sprawiło, że trenerzy cały czas musieli sztukować ustawienia obronne i ciężko było wypracować jakąś stałość. Jeśli chodzi o obronę, to trzeba też skrytykować, że od lat nasze boki obrony odbiegają od standardów topowego futbolu, a bez tego bardzo ciężko o rywalizowanie z najlepszymi. Przykłady najlepiej grających drużyn obecnie potwierdzają, że mocne ofensywne boki obrony to nadal kluczowy element. Jeszcze jak był zdrowy Mendy i Carvajal jakoś to wyglądało, choć forma Daniego od dawna była chwiejna, a Ferland nawet w tych okresach, w których grał więcej niż mniej i tak wypadał z gry często. W pomocy zastąpienie CKM nie idzie po myśli sterników, postawiono na fizyczność, trochę zapominając, że to wcale nie była mocna strona poprzedniej pomocy (jak i nie jest innych topowych linii pomocy obecnie w innych klubach), liczy się też umiejętność rozgrywania, czytania gry, zwrotność i przyśpieszenie. Kończy się tym, że sprowadzany jako „dziesiątka” czy prawy atak Arda Güler (swoją drogą, jeden z największych pozytywów obecnej kadry) musi być cofany i przysposabiany do roli rozgrywającego. Niby w tej pomocy mamy dużo jakości, ale to po prostu nie trybi. W ataku od dawna prawe skrzydło niedomaga, a po odejściu Benzemy potrzebowaliśmy konkretnej „dziewiątki” i sprowadzono Mbappé, który ma problem, aby zostać w pełni zaakceptowany przez drużynę jako nowy lider ataku i zespołu. Ewidentnie równowaga w szatni została po tym transferze zachwiana, niekoniecznie z winy samego Mbappé i kolejni trenerzy nie mogą sobie z tym poradzić. Nie można winić Florentino za sprowadzenie takiej klasy piłkarza jak Mbappé, to topowy goleador i kadra potrzebowała takiego zawodnika. Ale z pewnością muszę go winić za to, jaki przekaz popłynął z klubu, kiedy zaczęły się problemy i tarcia przy projekcie Xabiego. Każdy widział, że piłkarzom oddano za dużą władzę i zabrakło wsparcia trenera. Nie wiem czemu tak klub potraktował Xabiego i po co go w ogóle zatrudniał, jeśli nie chciał mu dać pełnego wsparcia w tym, co robi. Jak dla mnie jeśli chodzi o Xabiego musiało dojść do jakiegoś głębokiego nieporozumienie u sterników, wygląda to tak jakby Florentino nie był przekonany, został namówiony do jego zatrudnienia przez José Ángela Sáncheza i przy pierwszych problemach prezes się od Xabiego odwrócił. Polityka sprowadzania za pieniądze tylko bardzo młodych piłkarzy, a starszych tylko jako wolnych agentów odbija się teraz czkawką – ci nieliczni wolni agenci borykają się ciągle z problemami zdrowotnymi, po odejściu starszych liderów w tej młodej kadrze brakuje nowych liderów z prawdziwego zdarzenia, a potencjalni kandydaci na nich są wyjątkowo młodzi jak na taką rolę i nie mogą się ze sobą dogadać. Myślę, że zabrakło paru transferów zawodników w średnim wieku i z dużą jakością (z naciskiem na dużą, przez co też droższych) na te pozycje, które sprawiały nam problemy: boki obrony, rozgrywający, prawe skrzydło.
Mam też wrażenie, że Florentino czasami kierował się własnymi ambicjami, budując własną legendę i pozycję, niż dobrem klubu. Mówię tu głównie o projekcie Superligi, po którym udało się wygrać batalię prawną z UEFA, ale okupiono dużym uszczerbkiem wizerunkowym dla klubu. Czas pokaże, czy Real zbierze z tej batalii w przyszłości jakiekolwiek profity, bo na ten moment bilans jest wyjątkowo negatywny, nawet jeśli uznamy, że uzyskano jakąś kartę przetargową w walce o wpływy w UEFA. Ten sam schemat powtarza się teraz w sekcji koszykarskiej, gdzie Real pozostał sam na placu boju o europejską NBA, kiedy wszystkie inne uznane marki koszykarskie w Europie przedłużyły już umowy z Euroligą. Z innych instytucjonalnych porażek z pewnością trzeba wymienić też problem z koncertami, temat wygłuszenia zbagatelizowano i można było uniknąć tego całego zamieszania.
Wielką drzazgą w jego wizerunku wśród socios jest z pewnością temat pomagania Barcelonie w jej kłopotach, będzie się on ciągnął za Florentino długo, zwłaszcza po słowach z Walnego Zgromadzenia 2024 („Barcelona i Real muszą sobie pomagać”), długo po wybuchu sprawy NegreiraBarça. Pytany o to ostatnio idzie w zaparte, że sprawa NegreiraBarça to świeżynka i kłamie. Trzeba zwrócić też uwagę na niemoc klubu w tej sprawie i dość oszczędną komunikacją na ten temat przez długi czas.
Florentino łatwo wchodzi we wszelakie konflikty, ale ma ogromne problemy z budowaniem zakulisowych czy medialnych wpływów. Słyszymy propagandę o „mackach Péreza” i jego wielkiej mocy, ale to nieprawda, Florentino nie jest niestety w ogóle tak potężny zakulisowo, na jakiego się go kreuje. Gdyby tak było, nie słyszelibyśmy przede wszystkim takich haseł. Tak naprawdę Real Florentino wydaje się sam na placu boju, z zerowym wpływem w La Lidze czy federacji, ze znikomym poparciem politycznym i praktycznie bez żadnej obstawy medialnej, bo trudno za taką nazwać klubową telewizję, El Español i paru dziennikarzy w La Sexta i Asie, którzy też muszą respektować linie redakcyjną szefostwa. Real nie może liczyć nawet na madryckie dzienniki sportowe: MARCA jest kompletnie przejęta przez osoby proAtletico i antyReal, a AS nadal należy do grupy PRISA, która nienawidzi Florentino, przez co też dostaje się Realowi. Wszystkie telewizje, Movistar, DAZN czy GOL TV, nawet hiszpańska telewizja publiczna, są obstawione w szefostwach (i nie tylko) przez culés, do tego stopnia, że Barça nie potrzebuje już nawet własnej telewizji klubowej. Wszystkie rozgłośnie sportowe też są nastawione antyReal. La Liga pompuje w dzienniki i rozgłośnie pieniądze, a wiadomo jaką sympatią darzy Tebas Real i Florentino. Nawet ten słynny i nieszczęsny ABC wywoływany na konferencji, który przez wiele lat był dziennikiem proReal, teraz trafił w ręce osób, które mają odwrotną linię redakcyjną. Cały główny człon medialny chroni układ trzymający władzę w hiszpańskim futbolu, któremu tak mocno sprzeciwia się Real. Kończy się tym, że Real żyje w środowisku medialnym, które jest cały czas wrogo do niego nastawione, produkujące tony negatywnego kontentu na temat klubu, cały czas próbuje się za ich pomocą ten klub destabilizować. Jak się słucha tych mediów, to można odnieść wrażenie, że Real żyje w ciągłym kryzysie, napędza się do niesamowitego poziomu histerię i negatywizm, który niestety kibice łatwo podłapują. Od prezesa tak wielkiego klubu oczekiwałbym, że będzie znacznie bardziej skuteczny w zakulisowych działaniach i że zbuduje znaczną otoczkę medialną, która będzie starała się chronić klub.
Na koniec, szczerze, ja mam pretensje do Florentino, że takie coś jak korumpowanie związku sędziowskiego przez FC Barcelona przez tyle lat mogło przejść niezauważone pod jego nosem, a przecież wiadomo było od bardzo dawna, że mamy do czynienia z procederem korupcyjnym na długo przed ujawnieniem całej afery, przynajmniej dla mnie i wielu innych osób śledzących uważnie hiszpański futbol było to oczywiste. Wiele lat temu pisałem, że na miejscu Florentino wynająłbym armię detektywów i hakerów, którzy szukaliby dowodów na tę korupcję. Niestety tego nie zrobiono, efekty właśnie widzimy i możemy jedynie się cieszyć, że korumpujący sami się wkopali. Ktoś powie, że budowanie otoczki medialnej i zakulisowych wpływów czy szukanie na granicy prawa „kwitów” na rywali grających nieczysto nie leży w kompetencjach prezesa i będzie miał w tym sporo racji, ale sytuacja w Hiszpanii i Realu jest taka, a nie inna, także z wyniku nieudolnych działań Florentino (porażka o władzę w RFEF w 2004).
A za co najbardziej mógłbyś go pochwalić? Co uważasz za największe osiągnięcie Florentino z perspektywy socio?
Przejmował najlepszy klub XX wieku w 2000 roku i mimo wielu błędów i wywrotek sprawił, że na dziś jest to też najlepszy klub XXI wieku. Real za Florentino stał się wzorcem na wielu poziomach, zwłaszcza jeśli chodzi o zarządzanie finansami klubu, mamy odnowiony ultranowoczesny stadion, topowe miasteczko sportowe, a sportowo święciliśmy za jego kadencji niesamowity czas z 6 Ligami Mistrzów w 10 lat. Reputacja Klubu na świecie osiągnęła w ostatniej dekadzie z pewnością szczytowy poziom, a sam Florentino przecież jest wymieniany za jednego z najlepszych sterników klubowych w historii futbolu. Myślę, że każdy socio jest dumny, że kibicuję tak wspaniałemu klubowi, a Florentino do tej wspaniałości się walnie w tym wieku przyczynił.
Co myślisz o pomysłach zmiany modelu zarządzania klubem? Real Madryt powinien pozostać klubem należącym do socios czy dopuściłbyś jakąś formę otwarcia na zewnętrzny kapitał?
Ciężko się wypowiadać na ten temat, jeśli nie znamy żadnych konkretów. Z chęcią wysłucham propozycji prezesa, bo w obecnej formie będzie trudno na dłuższą metę rywalizować finansowo jak równy z równym z klubami-państwami czy innymi superklubami zasilanymi zewnętrznym kapitałem, a może będzie to nawet wkrótce kompletnie niemożliwe. Przy czym ważne, aby po przekształceniach klub nadal pozostał w rękach socios i wybrany przez nich przedstawiciel nadal był głównym decydentem w klubie. Przy przekształceniu kluczowe będzie też bezpieczeństwo klubu, czyli wykształcenie mechanizmów, które będą chronić klub przed wrogim przejęciem w przyszłości. Oczekuję, że w ewentualnej propozycji prezesa będzie to wszystko zawarte.
Niestety, na razie od prezesa usłyszeliśmy tylko jakieś dziwne populizmy, że chce zostawić majątek socios, przez co tworzą się pogłoski, że każdy socio otrzyma udział warty konkretne pieniądze liczone w dziesiątkach lub nawet setkach tysięcy euro. Przecież gdyby taki udział dało się sprzedać, to dość szybko u wielu socios zaświeciłyby się znaczki euro w oczach i zbyliby swoje udziały, co pewnie w końcu skończyłoby się tym, że Real wylądowałby w rękach jakiegoś szejka. I nawet jeśli miałyby być niesprzedawalne, to pozostaje pytanie, jak mają być przekazywane, jak mogą do klubu wstąpić wtedy nowi socios, jak sprawić, aby udziały socios zawsze przewyższały udziały prywatnych inwestorów itd. Itp.
Czy twoim zdaniem wymagania wobec kandydatów na prezesa Realu Madryt są uzasadnione, czy w praktyce zbyt mocno ograniczają możliwość realnej rywalizacji wyborczej?
To ciężki temat, z jednej strony chcesz chronić klub (który jest wielką organizacją z miliardowym budżetem) przed przypadkowymi osobami, z drugiej przy obecnych warunkach tych socios, którzy mogą kandydować, można pewnie policzyć na palcach jednej czy dwóch dłoni (choć u Ramóna de Mona ostatnio mówili, że znalazłoby się z 60 takich osób). Ograniczenia finansowe z poręczeniem 15% budżetu własnym majątkiem zarządu (czyli trzeba mieć jakieś 200 milionów w kieszeni) to ogromna przeszkoda, która broni pozycji obecnego prezesa i w oczywisty sposób ogranicza tworzenie się jakieś zorganizowanej opozycji. I tak zawsze pozostaje zagrożenie, że któryś socio zostanie słupem dla obcego, wrogo nastawionego środowiska. Póki jest Florentino, można spać spokojnie, ale co po nim? Niewykluczone, że słup, za którym stoją wrogie klubowi siły, zostanie prezesem, a madridistas nie będą nawet w stanie stanąć przeciw niemu do walki przez te ograniczenia.
Wiesz już, na kogo oddałbyś głos?
Florentino, to chyba oczywiste? Słowo klucz to zaufanie – mimo popełnionych błędów ja Florentino po prostu ufam. Wiem, że to niezależny i kochający klub madridista, który jest w stanie zbudować niesamowicie jakościowe drużyny i utrzymywać klub na szczycie światowego futbolu, a także udowodnił w przeszłości, że potrafi wyciągać wnioski ze swoich błędów. Na to zaufanie zapracował sobie wieloma latami ciężkiej pracy, która przyniosła klubowi ogrom sukcesów.
Inni kandydaci moim zdaniem stoją przez to na starcie na przegranej pozycji właśnie przez brak zaufania. Nie sądzę, aby istniał kandydat, który w ogóle może wygrać wybory z tak wielkim i zasłużonym prezesem jak Florentino, przynajmniej nie w tym momencie. Ale jakikolwiek kandydat potrzebuje czasu, aby zbudować zaufanie kibiców. To nie kwestia pojedynczych wyborów, a wielu lat tworzenia opozycji, udzielania się, budowania wizerunku. Myślę, że realna i sensowna opozycja dla Florentino jest potrzebna, byłoby to zdrowe dla klubu, choćby tylko po to, aby motywować zespół Florentino i spółki do jeszcze większego wysiłku.
Ale kto wie, być może nie doceniam liczebności opozycji Florentino, która już istnieje wśród socios, czy możliwości mediów do prania mózgów socios kampaniami antyFlorentino, kiedy realna opozycja się pojawi, lub ewentualnie łykania przez socios potencjalnych szalonych obietnic wyborczych tejże opozycji. W swoim życiu przeżyłem już wiele wyborów demokratycznych, po którym łapałem się za głowę z niedowierzania w to, co uczynili głosujący, także nic mnie nie zaskoczy, uroki demokracji.
Dlaczego Florentino, a nie np. Enrique Riquelme?
Zanim wypowiem się o Riquelme jedna ważna dygresja: Florentino był prezesem przez większość XXI wieku i praktycznie zmonopolizował (on i jego otoczenie), co to znaczy być człowiekiem klubu, prawdziwym madridistą. Ludzie przez niego skreśleni, wyrzuceni poza klub, odnajdują często zarobek w mediach, które są przeciwne Realowi i tracą m.in. przez to zaufanie i szacunek kibiców, chociażby mowa o Valdano czy Casillasie. Czy to, że Valdano pisze dla El País lub pracuje dla telewizji Movistar, czyni z niego od razu „gorszego” madridistę? Nie, ale jednak zaufanie kibiców jest mniejsze.
I teraz pojawia się Riquelme, który właśnie otacza się tymi podobnymi „wyrzutkami”, albo członkami sztabu byłego prezesa Calderóna. Dodatkowo pojawiają się na zdjęciach z wieloma postaciami, które są od dawna wrogie Realowi, pojawiają się artykuły, w których mają zanim stać odpychające osobistości. Oczywiście, to tylko fotki, o niczym nie muszą świadczyć, to wszystko może być kampania zniechęcania do niego. Ale trudno otaczając się takimi osobami zbudować jakiekolwiek zaufanie, między innymi przez to, o czym mówiłem przed chwilą. Real funkcjonuje w stanie oblężonej twierdzy i Riquelme jawi się na ten moment jako kandydat nie do końca niezależny, być może nawet kandydat sił, które nie życzą Realowi dobrze lub tych ludzi klubu, którzy otwarcie kumają się z wrogami. Albo przynajmniej tak skutecznie przedstawił go Florentino i kibice w social media odkopując jego publiczne wystąpienia. Będzie mu moim zdaniem piekielnie trudno to odwrócić, zwłaszcza że pierwsze przecieki od tego, kogo chce mieć w zarządzie jakoby potwierdzają te pogłoski. Być może właśnie to chciał osiągnąć Florentino swoim wystąpieniem, w którym ogłosił wybory, poskarżył się na potencjalnego rywala, jednocześnie wzmacniając pozycję oblężonej twierdzy. Choć ja z chęcią Riquelme wysłucham, jeśli podniesie rękawice, chciałbym zobaczyć kogoś rzucającego wyzwanie Pérezowi.
A gdybyś mógł wskazać swojego wymarzonego kandydata na przyszłość, kto by nim był?
Nie mam wymarzonego kandydata. Chciałbym, aby Florentino sam wskazał swoich następców, wyznaczył, kto ma konkretnie przejąć po nim schedę i kontynuować jego wizję. Naturalnym takim kandydatem z zewnątrz wydaje się obecna prawa ręka Florentino, czyli José Ángel Sánchez, ale czy on sam tego zechce? Kto wie, co przyniesie przyszłość w tej sprawie.
Gdybyś mógł pojawić się na Walnym Zgromadzeniu i zadać Florentino jedno pytanie, o co byś zapytał?
Zapytałbym pewnie o sytuację z kruchą dostępnością biletów, o ten portal biletowy i prosił o zmiany w tej sprawie, aby nie tylko socio, ale i zwykły kibic miał sensowną możliwość zakupu biletów, bo to, co się obecnie dzieje w tym zabotowanym portalu sprzedażowym, to jakieś kompletne nieporozumienie.
Niektórzy zarzucają ci, że w mediach społecznościowych wygłaszasz zbyt radykalne opinie. Skąd bierze się u ciebie tak mocna reakcja na to, co dzieje się wokół Realu Madryt?
Radykalne, mówisz? No cóż, o sprawach, o których mówiłem od lat, czyli o korupcji w hiszpańskim futbolu czy jak wyglądają media w Hiszpanii, teraz mówi o nich tym samym językiem sam Florentino Pérez… Opisywałem mechanizmy korupcji w hiszpańskim sędziowaniu, teraz są one w tej samej formie opisane w akcie oskarżenia hiszpańskiej Prokuratury przeciwko FC Barcelona za korumpowanie związku sędziowskiego poprzez wiceszefa sędziów. Także może nie były to radykalne opinie, a po prostu bardzo bolesna dla niektórych prawda.
Ale prawdą jest też, że jestem zmęczony i sfrustrowany tym, co się dzieje od dawna w hiszpańskim futbolu. Futbol to ma być rozrywka, ma cieszyć, a podstawowym tego założeniem jest, że rywalizacja jest prowadzona na równych warunkach. W każdym normalnym kraju po ogłoszeniu, że jeden klub opłacał wiceszefa sędziów przez dekady, nastąpiłaby surowa kara z degradacją o parę poziomów i odebraniem tytułów, a w Hiszpanii korumpujący i skorumpowani sami stworzyli sobie prawa sportu, w których największe przewiny jak korupcja przedawniają się po ledwie 3 latach. A najgorsze w tym wszystkim, że nie było też żadnej reakcji strukturalnej – sędziują ci sami i tym razem już nie muszą się nieudolnie kryć, bo i tak pozostają kompletnie bezkarni i są w pełni chronieni. Hiszpańskie media wyciszają sprawę, udają, że jej nie ma, większość postronnych zagranicznych kibiców nadal nic o sprawie NegreiraBarça nie wie. Oglądanie La Ligi stało się dla mnie po tych wielu latach nierównego traktowania mordęgą. Co z tego, że możesz mieć świetną drużynę, jak zawsze będziesz się denerwował, że rywale mogą kosić i zaliczać 10+ fauli bez żadnej kartki, a twoi od razu dostają kartkę za byle co. Że w twoim polu karnym to faul, ale taka sama sytuacja w polu karnym rywala już faulem nie jest. Że to wejście twojego zawodnika to czerwona, ale takie samo wejście w twojego zawodnika już na czerwoną nie zasługuje. Ponieważ Real niestety większość meczów, ponad 80%, rozgrywa w lokalnych rozgrywkach, to wiem, że przez większość meczów będę musiał oglądać parodię sportu i sytuacja ta autentycznie negatywnie wpłynęła na moją pasję do oglądania futbolu i samych meczów Realu. W pierwszej dekadzie tego wieku byłem zakochany w hiszpańskim futbolu, do tego stopnia, że potem aż wyemigrowałem do Hiszpanii, aby żyć nim na miejscu, teraz już nawet nie oglądam meczów rywali w lidze, bo po prostu uważam, że szkoda moich nerwów na taką parodię rywalizacji. Dzięki Bogu, że jest jeszcze ta Liga Mistrzów i tam człowiek tam z radością czeka na mecze.
Co gorsza, nie ma za bardzo perspektyw na zmianę. Wynik sprawy karnej będzie ważny, jeśli chodzi o reputację i wizerunek, ale ewentualny wyrok skazujący do kar sportowych doprowadziłby tylko w najpoważniejszym wyroku, do którego pewnie nie dojdzie (bo w przepisach z 2010 roku przewidziano pełno okoliczności łagodzących jakby stworzonych pod tę sprawę), ale może ewentualnie stanowić bodziec dla UEFA i FIFA do działania. Ludzie, którzy są blisko klubu karmią sfrustrowanych madridistas głodnymi kawałkami, że UEFA będzie interweniować, że złożony zostanie jakiś raport Realu, niektórzy kibice z prawniczym wykształceniem wzięli nawet sprawy w swoje ręce i sami zaczęli składać donosy do UEFA i FIFA na RFEF i FC Barcelona, udostępniając jak najwięcej informacji o wykrytym procederze korupcyjnym. Ale czy cokolwiek z tego wyniknie? Ciężko mi w to wierzyć. Chyba aby coś się zmieniło, Florentino musiałby wyciągnąć te swoje mityczne macki na hiszpańskiej prawicy (jeśli wygrają przyszłoroczne wybory, na co się mocno zanosi) i przekonać UEFA i FIFA, aby dały zielone światło na interwencję rządu, z której wyniknęłyby poważne zmiany w RFEF i podlegającym mu związku sędziowskim.
I o ile o sprawach zewnętrznych wypowiadam się mocno, o tyle jeśli chodzi o sprawy wewnętrzne, staram się z reguły, na ile mogę, zachowywać umiar. Wspominałem o mediach napędzających histerię, że kreuje się rzeczywistość, w której Real to ciągły kryzys, dzieje się to teraz i działo się to nawet w tych sezonach, w których Real sięgał po Ligę Mistrzów, nawet w czasach threepeatu, gdzie po wpadkach w La Lidze (do których bardzo często przyczyniało się stronnicze sędziowanie) tworzono atmosferę gigantycznego sportowego kryzysu. Dlatego staram się zachowywać dystans do wszelakich sensacyjnych doniesień i patrzeć z wiarą na pracę wykonywaną w klubie, wielokrotnie starałem się dawać w swoich wpisach taki przekaz nawet w czasach histerii i kryzysu, bo też i klub i piłkarze wielokrotnie udowadniali, że potrafią, często bardzo szybko, w ciągu paru miesięcy, zawrócić na odpowiedni tor i wrócić do wygrywania najważniejszych trofeów. Boli mnie, jak patrzę na to, co się dzieje obecnie w środowisku kibicowskim, gdzie trwa wojna domowa między zwolennikami pojedynczych piłkarzy, gdzie kibice bardzo łatwo podłapują wszelakie negatywy z mediów i się nakręcają w bańce, sam zresztą się na to trochę załapałem w tym sezonie po zwolnieniu Xabiego, które było dla mnie dużym szokiem. Na Nowy Rok prezes Realu, doprawdy proroczo, tuż przed burzą, życzył kibicom jedności i podobnym życzeniem chciałbym ten wywiad skończyć, Real bardziej niż kiedykolwiek potrzebuje jedności między sternikami, szatnią i kibicami, aby w ogóle mieć jakiekolwiek szanse na trofea w obecnej sytuacji klubu, jeśli chodzi o czynniki zewnętrzne.
Komentarze (2)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się