[Real Madrid TV] Jutro ostatni mecz sezonu u siebie, na Bernabéu, przed naszymi kibicami. Jakie masz odczucia i co chciałbyś jutro zobaczyć?
Cóż, to wielki mecz, chcemy pożegnać się z kibicami, oferując im, miejmy nadzieję, zwycięstwo i wielki wysiłek. Ostatni mecz sezonu rozgrywany u siebie zawsze jest wyjątkowy, jest inny. Jestem pewien, że jutro też taki będzie i chcemy sprawić radość kibcom, bo myślę, że to jest najważniejsze w takim dniu jak jutrzejszy.
[La Sexta] Chciałem zapytać cię o ciebie. Jak przeżywasz jutrzejszy mecz? To pożegnanie czy „do zobaczenia”?
Cóż, oby to było, oby to było „do zobaczenia”, bo zawsze uważałem to miejsce za mój dom. Należę do Realu Madryt od 20 lat, pełniąc wiele funkcji, i zawsze będę uważał go za mój dom. Jasne jest, że to będzie mój ostatni mecz w tym sezonie jako trener Realu Madryt. Nie wiem, czy to będzie ostatni mecz w moim życiu jako trener Realu Madryt, ale tego nigdy nie wiemy, więc postaram się też nim cieszyć i, jak powiedziałem wcześniej, myśląc o zwycięstwie.
[El Desmarque] Laporta właśnie przemawiał w Barcelonie, gdzie określił konferencję prasową Florentino Péreza jako groteskową i powiedział, że zaczęli rozrzucać brudy i nie zamierzają na to pozwolić. Co o tym sądzisz?
Przywiązuję bardzo małą wagę do słów Laporty. Myślę, że zawsze byliśmy bardzo klarowni we wszystkim, o czym mówiliśmy, i wyobrażam sobie, że odnosi się do sprawy Negreiry. My nadal czekamy na rozstrzygnięcie tak poważnej sprawy, która przez wiele lat plamiła hiszpański futbol, w której nadal, nawet po wszczęciu śledztwa, wielu sędziów powiązanych z tą sprawą dalej sędziowało. Nadal mamy to samo odczucie, gdy widzimy zakrwawionych piłkarzy Realu Madryt i nie odgwizdują ci karnego, a nagrodą jest sędziowanie finału Pucharu Króla. Cóż, to są rzeczy, które dla nas nie są normalne i myślę, że naszym obowiązkiem jest nadal je potępiać.
[COPE] Mówiłeś kilka tygodni temu, że masz przed sobą rozmowę z klubem. Po tym, co przed chwilą odpowiedziałeś, myślę, że jeszcze jej nie odbyłeś, ale niezależnie od tego, jeśli nie zostałbyś w Realu Madryt, po tym, jak przeszedłeś przez ławkę pierwszej drużyny, po tym, jak rozegrałeś już mecze w Lidze Mistrzów, robiąc to zresztą bardzo dobrze, masz kilka opcji: zostać w szkółce, zdecydować się na odejście i spróbować się poza Realem Madryt jako trener pierwszej drużyny, a nawet, jeśli istnieje taka możliwość, jeśli przyszedłby Mou, zostać częścią jego sztabu.
Nie jestem tutaj, żeby rozmawiać o możliwościach. Jeśli chodzi o trenera Mou, to myślę, że ma fantastyczny sztab szkoleniowy, tak dobry jak on sam, i myślę, że jest bardzo dobrze otoczony. Jeśli trafi tutaj, do Realu Madryt, myślę, że zrobi to ze swoim sztabem szkoleniowym, tak jak powinno być. Cóż, nie ma żadnej możliwości, żebym ja mógł być z nim. Moja przyszłość? Przez cztery miesiące nie myślałem o sobie, myślałem o Realu Madryt, myślałem o kolejnym meczu i od poniedziałku rzeczywiście przyjdzie mi już pomyśleć o tym, co jest najlepsze dla mnie. To jasne, że rok temu widziałem siebie jako trenera w szkółce, w Juvenilu A, a rok później jestem tam, gdzie jestem i myślę, że wykonałem już ten skok i bardzo się poprawiłem przez te cztery miesiące. Czuję się gotowy na nowe wyzwania, więc od poniedziałku przyjdzie mi o nich pomyśleć.
[OkDiario] Jutro żegna się Dani Carvajal, legenda klubu, jedyny, który grał w pierwszym składzie przy zdobyciu sześciu Pucharów Europy. Ty, jako madridista, już nie jako trener, ale jako madridista, który siedział tutaj i zawsze pokazywał, że jest wielkim madridistą, jak byś go określił?
Myślę, że jest symbolem tego, jaki powinien być zawodnik Realu Madryt. To, co reprezentował przez te wszystkie lata… Fakt, że jest zawodnikiem stąd, wychowankiem, że położył pierwszy kamień w miasteczku sportowym Realu Madryt, czyni go w moich oczach piłkarzem całkowicie wyjątkowym, unikalnym. Jest powodem do dumy dla wszystkich madridistas. Myślę, że jutro będzie bardzo piękny dzień dla nas wszystkich, żeby móc zgotować mu hołd, owację, na jaką zasługuje. Jutro wyjdzie w pierwszym składzie i na pewno otrzyma wielki hołd, wielkie pożegnanie również wtedy, kiedy go zmienię. A po zakończeniu meczu, cóż, niech wszyscy wstaną z miejsc. Myślę, że Dani zachowa piękne wspomnienie z jutrzejszego dnia, z miłości, jaką okażą mu wszyscy kibice, i na pewno, gdy spojrzy wstecz, będzie bardzo dumny ze wszystkiego, co zrobił dla Realu Madryt przez tyle lat. My, madridistas, mieliśmy dużo szczęścia, że mogliśmy cieszyć się Danim Carvajalem.
[El Chiringuito] Chciałem zapytać o Viníciusa. Wczoraj nie trenował i wszystko wskazuje na to, że jest poza krajem. Jak zarządzasz tą sytuacją? Zagra jutro, będzie dzisiaj trenował? Prosiłbym o trochę najświeższych informacji na temat Viníciusa.
Tak, on ma pozwolenie klubu z powodu sprawy osobistej i jeszcze nie wiemy, czy będzie mógł jutro być.
[TVE] Zapytano cię i mówiłeś o Danim Carvajalu jako madridista. Chciałem zapytać ciebie, jako że też byłeś bocznym obrońcą, gdzie umieściłbyś Daniego Carvajala wśród bocznych obrońców, którzy byli w historii? Czy dla ciebie jest najlepszym bocznym obrońcą ogólnie, najlepszym prawym obrońcą? Gdzie byś go umieścił?
Na pewno na samym szczycie. Na samym szczycie obok najlepszych bocznych obrońców, jacy byli. Myślę, że dla mnie jedną z najlepszych cech Daniego, albo tym, co robił najlepiej, jest to, że potrafił być bardzo ważny ofensywnie i defensywnie. Myślę, że trudność w przypadku bocznych obrońców zawsze polega na tym, żeby mieć tę równowagę. Jest wielu bocznych obrońców, którzy są bardzo dobrzy w defensywie, albo bardzo dobrze radzą sobie w ataku. Myślę, że Dani potrafił być niezwykle dominujący w obu aspektach, zarówno idąc do przodu, jak i broniąc. Miał mentalność, która prowadziła go do tego, by doskonalić się z każdym rokiem. Jest urodzonym walczakiem i za każdym razem, kiedy mierzył się z najlepszymi, zawsze bardzo wysoko stawiał poprzeczkę. Wśród tych trudności, jaką ma dziś każdy boczny obrońca, on rozwiązywał to w najlepszy sposób, zawsze prezentując świetny poziom.
[SER] Chciałem zapytać, czy uważasz, że zbyt szybko dostałeś okazję do trenowania Realu Madryt? Czy jest coś z tych ostatnich pięciu miesięcy, o czym powiedziałbyś, że „nie możemy już cofnąć czasu” ale powiedziałbyś, że „to lub tę relację z tym zawodnikiem bym zmienił"?
Myślę, że pytasz mnie o relację z moimi zawodnikami. Jestem im wszystkim bardzo wdzięczny za to, co przeżyliśmy przez te cztery miesiące. Jestem świadomy, że nie możesz mieć takich samych relacji z 25 osobami i na pewno przez te miesiące mieliśmy różnice między jednymi a drugimi, ale to jest normalne. Nie będę to ani pierwszy, ani ostatni i myślę, że każdy trener, z którym porozmawiasz, może mieć różnice ze swoimi zawodnikami, ale ja zawsze rozwiązywałem je w najlepszy sposób, a oni zawsze okazywali mi wielki szacunek. Ja też starałem się okazywać go im. Okazja... Okazja przyszła wtedy, kiedy przyszła. Są w życiu rzeczy, których człowiek nie wybiera: ani momentu, ani okoliczności. Dla mnie zawsze ważne, bardziej niż to, co cię spotyka, jest to, jak się z tym zmierzysz. Sposób, w jaki musisz mierzyć się ze wszystkim, co cię spotyka. Zawsze starałem się robić to w najlepszy sposób, myśląc o Realu Madryt. Sądzę, że to były cztery miesiące, w których, było wiele momentów, gdy myślałem bardziej o Realu Madryt niż o sobie. Nie byłem taki, jaki byłem przez wiele, wiele lat w szkółce, ale robiłem to dlatego, że uważałem, iż to najlepsze dla klubu. Na pewno gdybym był w innym klubie, w innych okolicznościach, byłoby inaczej, ale zawsze robiłem to z myślą o Realu Madryt, bo uważałem, że właśnie to muszę robić. Nie ma powrotu, więc nie ma miejsca na żal
[Onda Cero] Chciałem pogłębić tę ostatnią rzecz, którą właśnie powiedziałeś, o tym, że robiłeś bardziej to, czego potrzebował klub niż to, czego domagało się od ciebie ciało. Powiedziałeś coś podobnego, gdy kończyła się konferencja prasowa po meczu w Niemczech, gdy wyeliminowano Bayern. Nie wiem, czy mówisz to z powodu okoliczności końcówki sezonu? Gdybyś zaczął sezon, zrobiłbyś rzeczy inaczej? W jakich okolicznościach byłbyś bardziej sobą, a mniej przyklejony do klubu?
[śmiech] Cóż, myślę, że w wielu. To są te, które mi przypadły. Wiem, w jakim stanie była drużyna i szatnia, kiedy przyszedłem. Wiem, z czym musiałem się zmierzyć w tych wyjątkowych okolicznościach, w których musiałem to robić. I cóż, były na pewno inne niż gdybym zaczynał sezon od początku, tu nie ma wątpliwości. Gdyby sprawy wyglądały inaczej, ja też mógłbym być inny, ale jak wam powiedziałem, to było tym, co mi przypadło. Starałem się robić to w najlepszy sposób - nie po swojemu, ale w najlepszy sposób. I cóż, na pewno wynik nie był taki, jakiego chcieliśmy wszyscy madridistas, czyli zwycięstwo, ale też zrobiliśmy moim zdaniem wiele rzeczy dobrze, biorąc pod uwagę to, w jakiej sytuacji przychodziliśmy. I jestem zadowolony z tego, co zrobiliśmy w wielu aspektach w klubie, w szatni i w drużynie.
[Radio MARCA] Po tym wyznaniu i po tym, jak przyznał pan, że były różnice, co jest normalne w każdym współżyciu, chciałem zapytać pana bardziej jako człowieka z domu, który zna cały klub: jaką radę dałby pan następnemu trenerowi Realu Madryt?
Nie, ja nie jestem od dawania wielu rad. Na pewno trener, który przyjdzie, będzie trenerem z dużym doświadczeniem. I jak mówisz, nie sądzę, żeby istniał na świecie trener, który nie miałby jakiejś różnicy ze swoimi zawodnikami. To normalne, a jeszcze bardziej w takiej szatni jak ta, o której zawsze mówiłem, że wszyscy mają wielką ambicję gry. W każdym meczu moim zdaniem jest więcej zawodników niezadowolonych niż tych, którzy kończą zadowoleni, ale to normalne. I cóż, są to sytuacje do tego w takim sezonie jak ten, w którym zebrało się wiele rzeczy... Cóż, były trudne też do zarządzania, było dużo frustracji, więc normalne, że mogą pojawić się wtedy różnice. Ale ja zawsze zostaję przy rzeczach pozytywnych. Miałem wielu, wielu bardzo zaangażowanych zawodników. Wielu zawodników, którzy włożyli dużo wysiłku, którzy byli po mojej stronie i zostaję z tym. Z dobrą relacją, jaką miałem z wieloma z nich. Z innymi, z którymi miałem różnice, rozwiązałem je bez problemów i wynoszę świetną relację z prawie wszystkimi, więc zostanę z sympatią, szacunkiem i postawą, jaką mieli wszyscy.
[AS] Zakładam, że jesteś świadomy informacji o tym, że prawdopodobnie po raz pierwszy od 2006 roku odbędą się wybory [na prezesa]. Chciałem zapytać cię, czy wydaje ci się ważne - niezależnie od tego, że już pokazałeś swoje poparcie dla Florentino i że ufasz jego zarządzaniu - żeby odbyły się wybory dla zdrowia klubu? A także o twoją opinię na temat słowa, które jest trochę modne w tych dniach w tym kontekście, czyli prywatyzacji, czyli planu albo tego, co zasygnalizował prezes Florentino, chociaż jeszcze nam tego nie wyjaśnił?
[oficer prasowy przypomina, że zadaje się tylko jedno pytanie] Nie, nie martw się. Są rzeczy, w które nie mogę wchodzić i wydaje mi się świetnie, że są wybory i że są ludzie, którzy chcą przedstawić swoją kandydaturę na prezesa Realu Madryt. Oni już wiedzą, gdzie zawieszona jest poprzeczka i jeśli uważają, że są w stanie ją przeskoczyć, będziemy na nich czekać i słuchać, jakie pomysły mogą nam przedstawić.
[Radio Nacional] Mówisz, że czasami stawiałeś klub ponad sobą w części swoich decyzji. Mieliśmy wrażenie, że podobna sytuacja była z twoim poprzednikiem, z Xabim Alonso i chciałem zapytać: kiedy jesteście trenerami na tej ławce, czy nie możecie podejmować własnych decyzji? Że ponad tym jest coś innego, że nie możecie robić tego, co sami chcecie?
Nie, nie, nie, nie. Ja nie idę w tę stronę ani w taką interpretację. Są momenty, w których człowiek musi myśleć o Realu Madryt. Myślę, że w wielu czy w większości z tych 4 miesięcy, właśnie to robiłem. A robiłem to z odpowiedzialności wynikającej z mojego stanowiska i mojej funkcji. To nie oznacza, że nie mam wolności albo że klub kiedykolwiek postawił mi jakiś warunek. Jeśli to robiłem, to dlatego, że uważałem, iż to jest to, co muszę zrobić, a nie dlatego, że mnie do tego zmuszono.
[EFE] Powiedziałeś, że czujesz się przygotowany na nowe wyzwania, że to będzie ostatni mecz w tym sezonie w Realu Madryt. Wszystko brzmi jak pożegnanie. Możesz potwierdzić, że w następnym sezonie nie usiądziesz na tym krześle?
Tak.
[MARCA] Kilka miesięcy temu opowiedziałeś nam po raz pierwszy, że masz w swoim gabinecie szarą kanapę, przez którą przewinęło się wielu piłkarzy, żeby rozmawiać na wszelkiego rodzaju tematy. Ja chciałbym wiedzieć, czy jest jakaś rozmowa, która szczególnie cię naznaczyła? Albo jakaś, która sprawiła, że urosłeś jako trener w tych czterech miesiącach, w których byłeś u sterów?
Nie, musiałbym przejść niemal zawodnik po zawodniku [uśmiech]. Prawie wszystkie sprawiły, że się rozwinąłem jako trener i jako człowiek, żeby nie powiedzieć, że wszystkie. Cóż, jak mówisz, zostawię tutaj tę szarą kanapę dla następnego trenera, żeby mógł z niej korzystać. I jak powiedziałem, miałem relację ze wszystkimi moimi zawodnikami. Pdbyłem wiele rozmów, słuchałem ich, oni słuchali mnie. Czasami się zgadzaliśmy, innym razem nie, ale to jest część życia zarówno trenera, jak i zawodnika. Ja mam to szczęście, że byłem tam, gdzie byli oni. Powiedziałem im pierwszego dnia: wiem, co czujecie, niezależnie od tego, jaka jest wasza sytuacja. Przeszedłem przez to, gdzie wy jesteście. Cóż, ja ich rozumiem. Wiele razy, co jest normalne normalne, ich wizja jest bardzo różni się od wizji trenera, bo dla mnie łatwiej jest postawić się w ich skórze niż im w mojej. To naturalne. To zawsze będzie się działo w relacji trener–zawodnik, ale naprawdę odchodzę z Realu z dużą wdzięcznością wobec moich zawodników. Uczynili mnie lepszym i sprawili, że każdego dnia się cieszyłem, bardzo dużo się uczyłem i jestem dziś lepszym trenerem niż byłem tamtego 12 czy 13 stycznia. Więc jestem też bardzo wdzięczny prezesowi, [dyrektorowi generalnemu] José Ángelowi za szansę, którą mi dali, wszystkim osobom otaczającym pierwszą drużynę. Odchodzę z Realu Madryt wdzięczny, bo przez te ostatnie 8 lat mogłem lepiej poznać klub. Miałem kontakt z bardzo wieloma osobami i odchodzę, zostawiając wielu przyjaciół. Odchodzę bardzo szczęśliwy. I obym pewnego dnia mógł wrócić. Dziękuję bardzo.
Komentarze (9)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się