REKLAMA
REKLAMA

Koszt poręczenia finansowego kandydata na prezesa Realu może sięgnąć nawet prawie 3 milionów euro

Enrique Riquelme zapewnia, że spełnia już dwa najważniejsze wymogi, by wystartować w wyborach na prezesa Realu Madryt: ma 20-letni staż socio i dysponuje poręczeniem na 187 milionów euro. Samo jego uruchomienie przez bank może jednak kosztować nawet około 3 milionów euro, których się nie odzyskuje.

REKLAMA
REKLAMA
Koszt poręczenia finansowego kandydata na prezesa Realu może sięgnąć nawet prawie 3 milionów euro
Enrique Riquelme. (fot. Getty Images)

Przedsiębiorca Enrique Riquelme odpowiada na pytania mediów, że dysponuje poręczeniem niezbędnym do zgłoszenia swojej kandydatury w wyborach na prezesa Realu Madryt. Ten wymóg, ustalony w tym roku na poziomie 187 milionów euro, jest jedną z dwóch największych przeszkód w staraniach o stanowisko, obok konieczności posiadania 20-letniego stażu jako socio, który Riquelme również wypełnia.

Chociaż Hiszpan dysponuje odpowiednim majątkiem, to zorganizowanie poręczenia za pośrednictwem banku wiąże się z wysokim kosztem, którego nie da się odzyskać. Według analityka finansowego Marca Vidala, który wypowiedział się dla radia COPE, prowizja za taką usługę może wynosić od 0,5% do 1,5% rocznie od całkowitej kwoty poręczenia. Przekłada się to więc na kwotę od 900 tysięcy euro do 2,8 miliona euro rocznie, czyli pieniądze, które zostałyby stracone w przypadku przegrania wyborów albo które potencjalny nowy prezes musiałby co rok wykładać na utrzymanie poręczenia. Jak wyjaśnia Vidal, jest to „technicznie rzecz ujmując, cena za samo wystartowanie w wyborach”. Do tego dochodzą oczywiście koszty organizacji kampanii wyborczej na czele z opłaceniem członków sztabu, lokalu czy materiałów reklamowych.

REKLAMA
REKLAMA

Enrique Riquelme zapewnił w tym tygodniu, że już posiada poręczenie finansowe, ale pracuje nad swoją kandydaturą pod względem propozycji sportowej i instytucjonalnej. Jego ostateczną decyzję mamy poznać w sobotę, czyli ostatnim dniu na zgłoszenie kandydatury.

A do czego potrzeba takiego poręczenia? Do opłacenia złego zarządzania w temacie transferów, sponsorów czy prac na stadionie. Jeśli na tych polach klub wygenerowałyby straty, mogłoby zakończyć się roszczeniem ze strony socios o pociągnięcie prezesa i jego zarządu do osobistej odpowiedzialności. Według Marca Vidala, jest to jedno z niebezpieczeństw, z jakimi musiałby zmierzyć się nowy prezes.

Istnieją również inne scenariusze, w których prezes może być pociągnięty do odpowiedzialności. Są to między innymi audyt, który ujawniłby nieprawidłowości w finansach klubu, który mógłby obejmować także działania poprzednich zarządów. Do tego dochodzi odpowiedzialność za kontrakty podpisane w trakcie kadencji, które mogliby podważyć socios.

Ostatnie aktualności

REKLAMA
REKLAMA

Komentarze (6)

REKLAMA