REKLAMA
REKLAMA

Calderón: Florentino zmierza w bardzo niebezpiecznym kierunku autorytaryzmu czy wręcz dyktatorskich zapędów

Ramón Calderón był gościem w programie Què t'hi jugues w radiu SER. Były prezes Królewskich skomentował wczorajszą konferencję Florentino Péreza. Przedstawiamy treść tej rozmowy.

REKLAMA
REKLAMA
Calderón: Florentino zmierza w bardzo niebezpiecznym kierunku autorytaryzmu czy wręcz dyktatorskich zapędów
Ramón Calderón. (fot. Getty Images)

Co pan sądzi o konferencji prasowej Florentino Péreza?
Szczerze mówiąc, wydawała mi się niefortunna. Momentami było mi go nawet trochę żal. Dobrze go znam. To było wystąpienie zupełnie nieprzystające do prezesa Real Madryt, zwłaszcza w momencie, jaki aktualnie przeżywa klub. Myślę, że socios oczekiwali czegoś innego. Uważam, że właściwe byłoby samo ogłoszenie wyborów, żeby sprawdzić, czy socios nadal go popierają, bo prawdą jest, że popełniono błędy… i tyle. Nic by się nie stało. Tymczasem przez całą godzinę obwiniał wszystkich dookoła oraz prasę bez żadnej samokrytyki. W kółko mówił o rzeczach, które nikogo nie interesowały, jak choćby o decyzji o rezygnacji z prenumeraty ABC.

To oczywiste.
Zawsze powtarzam, że w swoim czasie go popierałem. To człowiek, który zrobił wiele dobrego dla klubu, ale w ostatnich latach zmierza w bardzo niebezpiecznym kierunku autorytaryzmu czy wręcz dyktatorskich zapędów. Przypomniał mi tych dyktatorów, którzy gdy są atakowani, twierdzą, że atakowany jest cały kraj. Utożsamiał Real Madryt z własną osobą. Każdy z nasz może popełnić błąd podczas publicznego wystąpienia i jemu właśnie to się wczoraj przydarzyło. Zakładam, że gdy obejrzy to później na nagraniach, sam to zauważy. Jestem też pewien, bo znam ludzi z jego otoczenia, że oni również czuli zażenowanie, podobnie jak ja.

Uważa pan, że Florentino nadal ma w sobie siłę?
To, co wydarzyło się wczoraj, i zapewne jakiś psycholog mógłby to potwierdzić, pokazuje dokładnie coś przeciwnego. Pokazuje nerwowość, rozdrażnienie, poczucie słabości. Jeśli Florentino twierdzi, że Real Madryt należy do socios i że to oni powinni się wypowiedzieć, nie może jednocześnie twierdzić, że będą musieli wyrzucić go stąd siłą. Mogą go odsunąć głosami w wyborach, jeśli rzeczywiście do nich dojdzie. Moim zdaniem nie było potrzeby, aby coś takiego mówić, bo nadal ma ogromny kredyt zaufania wśród socios. Ostatnia dekada stała pod znakiem trofeów, dobrze wykonanej pracy, wzorowo działającego miasteczka sportowego i stadionu, który, mimo że kosztuje więcej niż zakładano, budzi podziw wśród wielu ludzi. W wyborach Florentino odniósłby zwycięstwo, co do tego nie mam żadnych wątpliwości. Dlatego mówię, że wczorajsze zachowanie świadczy o nieuzasadnionym zdenerwowaniu. Bał się czwartkowego protestu kibiców, którzy mogą wymachiwać białymi chusteczkami. Wczorajsza konferencja odbyła się dlatego, że spodziewa się w czwartek kibiców domagających się jego dymisji. A tego bardzo nie lubi. Dlatego postanowił się bronić.

REKLAMA
REKLAMA

Zna go pan dobrze, zaczynał pan razem z nim. Potem sam pan był prezesem. Widzi pan możliwość pojawienia się jakiejkolwiek realnej konkurencji dla Florentino?
Myślę, że pojawi się ktoś, kto przynajmniej będzie w stanie prowadzić z nim dialog i proponować nowe rozwiązania lub przedstawić tezę, że obecny model zarządzania nie jest odpowiedni. Taka debata nie byłaby niczym złym, zwłaszcza z osobą, którą wczoraj widziałem. Osobą kompletnie wyprowadzoną z równowagi. To może wyjść klubowi na dobre. Uważam, że i tak ponownie wygra wybory, ale być może znajdzie się ktoś, kto spróbuje ostrzec socios przed niepożądaną sytuacją. I jeszcze jedno. Cały czas powtarzał, że Real Madryt należy do socios, podczas gdy jedyną osobą, która otworzyła możliwość przekształcenia klubu w sportową spółkę akcyjną poprzez sprzedaż 10% udziałów, był właśnie on.

Wczoraj Florentino powiedział, że przegrał kiedyś wybory, bo „głosowali zmarli”. Co miał na myśli?
Nie wiem. On zwykle bardzo dobrze kontroluje każdy swój ruch i dokładnie wszystko kalkuluje. Wczoraj tak nie było, bo to była czysta improwizacja. Przecież on nie potrzebuje żadnych dziwnych działań, żeby wygrać wybory. Sądzę, że wszystko odbędzie się szybko, bo tego właśnie chce. Przypuszczam, że socios ponownie okażą mu poparcie, przynajmniej tym razem. Będą chcieli zobaczyć, czy potrafi rozwiązać problem. Ale nie zapominajmy, że w piłce nożnej bycie prezesem wybranym demokratycznie bardzo szybko traci znaczenie, gdy wyniki nie są zgodne z oczekiwaniami. Mierzenie się na trybunie honorowej z okrzykami o dymisji i machaniem chusteczkami ostatecznie zmienia wszystko, niezależnie od mandatu uzyskanego w wyborach. Tak działa futbol i polityka… Liczą się okoliczności i rezultaty.

Wczoraj Florentino mocno atakował prasę. Kilkukrotnie mówił, że dwóch dziennikarzy go oczerniało, a później zaczęli pracować dla klubu. Z pana doświadczenia, jaka jest relacja Florentino z mediami?
Jeśli jest jakiś działacz sportowy, który był przez prasę chroniony, to jest nim właśnie on. Potrafił nią zarządzać i nadal robi to bardzo dobrze. Nie toleruje krytyki. Ci dwaj dziennikarze nadal z nim współpracują. Kilka dni po odejściu z El Mundo zaczęli pracować dla niego i są tam już od 16 lat. Jeden jest dyrektorem Real Madrid TV, a drugi dyrektorem komunikacji pierwszej drużyny. Dwóch dziennikarzy skazanych prawomocnym wyrokiem sądu prowincjonalnego za zniesławienie mnie… Przypominam, że sąd stwierdził, że używali fałszywych informacji z zamiarem zaszkodzenia mojemu dobremu imieniu. A on zatrudnił ich cztery dni po objęciu funkcji prezesa. Gdy wczoraj mówił o kampaniach medialnych, miałem ochotę przypomnieć mu tę, którą prowadził przeciwko mnie… To dopiero była kampania. To, co spotkało jego, to żart. Każdy, kto miał choćby minimalny zamiar go skrytykować, był zwalniany albo upominany. Regularnie dzwoni do dyrektorów i właścicieli gazet, gdy zobaczy jakąś krytykę. Wczoraj aż podskoczyłem w fotelu, bo o kampaniach wiem naprawdę sporo.

Ostatnie aktualności

REKLAMA
REKLAMA

Komentarze (5)

REKLAMA