– Wiem, że czekacie na moją opinię. W porządku, nie jestem aż tak ważny, choć wygląda na to, że dla niektórych jednak jestem. Powiem więc, co myślę o dzisiejszym wystąpieniu Florentino Péreza. Powiem wam coś od razu. Nie ma nic gorszego niż wypuszczenie jakiegoś przekazu, jakiejś insynuacji, na przykład takiej, że Florentino jest chory. A ten przekaz dotarł do nas wszystkich. Chory, słaby… Rozumiem, że wychodzi, żeby się przed tym bronić. I że chce pokazać siłę przed socios, bo to jest dla niego najważniejsze. Mówiono, że jest chory, że ma raka. Czy jest coś gorszego niż coś takiego? Coś gorszego niż powiedzenie czegoś takiego? Niż wypuszczenie takiej insynuacji, takiej plotki? Z jaką intencją? Florentino popełnił błędy, moim zdaniem. Później powiem wam o tym więcej. Uważam jednak, że dobrze się stało, że wyszedł i pokazał twarz. To było potrzebne.
– Najpierw mówiłem wam, przedstawiałem też swój punkt widzenia, bo uważam, że powinienem to zrobić. Już na początku powiedziałem, że rozumiem wystąpienie Florentino Péreza. Uważam, że dobrze się stało, że się pojawił. Moim zdaniem powinien zabierać głos częściej, częściej pokazywać twarz, nie tylko w El Chiringuito, ale też na konferencjach prasowych. Bardzo dobrze, że padło 16 pytań, niezależnie od tego, czego dotyczyły, chociaż on miał jasny przekaz. To nie był moment na rozmowę o kryzysie. Teraz nadchodzą wybory i przyjdzie czas, by wyjaśnił, co zrobił dobrze, co zrobił źle i co proponuje na przyszłość jako prezes albo jako kandydat w wyborach. Wtedy będzie mógł to przedstawić, zwłaszcza że za dwa dni będzie już kandydatem. Będzie więc mógł przekazać, co zrobił dobrze, a co źle, bo w głębi duszy wie, że w tym roku się pomylił. Mam nadzieję, że powie to w kampanii wyborczej albo wtedy, gdy uzna to za stosowne.
– Uważam jednak, że był jeden dość brzydki element w tym wszystkim, co krążyło wokół niego. Mówiono, że Florentino jest już prawie niezdolny do pracy, że nie daje rady, że jest za stary albo chory i nie jest w stanie dalej stać na czele Realu Madryt. Jeśli coś takiego powiedziano by o którymkolwiek z nas, wyobrażam sobie, że trzeba byłoby zareagować. I on zareagował, żeby powiedzieć: „Jestem w dobrej formie”. Jest w tym pewien pozytywny aspekt. Ja zobaczyłem go silniejszego niż kiedykolwiek. Z błędami, zapewne z błędami, ale silniejszego niż kiedykolwiek. Wysłał komunikat: „Jestem tutaj. Ci, którzy wątpią w moje możliwości, niech wiedzą, że jestem tutaj i mam więcej sił niż kiedykolwiek”.
– To było bardzo ważne, żeby zobaczyli to socios, bo to była konferencja skierowana do socios. Nie do wszystkich kibiców, tylko do jego socios, do tych, którzy głosują i którzy być może w czwartek mogliby domagać się jego dymisji. Tym wystąpieniem osiągnął jedno: uniknął plebiscytu na Bernabéu, który zaczynano już przygotowywać w tej podstępnej kampanii ludzi działających z tyłu, ludzi, którzy chcą wystartować w wyborach albo zająć jego miejsce i domagają się, by odsunął się na bok albo podał do dymisji. Florentino tego uniknął. Sprawił, że w czwartek Bernabéu nie stanie się plebiscytem. I zrobił to bardzo prosto: wybory. Nie podaję się do dymisji, prasa mnie nie wyrzuci, ale żeby socio miał pełną wolność, by powiedzieć, czy jestem najlepszy, czy nie, rozpisuję wybory. W ten sposób zatrzymał tę kampanię. Moim zdaniem zrobił to inteligentnie.
– Jeśli chodzi o temat prasy, Florentino się pomylił. Może śledzić to, co mówi dowolne medium, ale moim zdaniem to błąd. Instytucja jest ponad opinią jakiegokolwiek dziennikarza i trzeba to uszanować, czy komuś się to podoba, czy nie. Uważam, że się pomylił. Te uwagi o Cañizaresie czy o kimkolwiek innym były błędem. To mój punkt widzenia i tak to mówię. Moim zdaniem takie krytyczne uwagi wobec prasy były niepotrzebne.
– Był to jednak Florentino, którego niektórzy z nas znali. Kiedy zachowuje się bardziej nieformalnie, a nie tak prezesowo, jest właśnie taki. Potrafi żartować i zapewne potrafi też się pomylić, jak ktoś już powiedział, czy rzucić jakiś niefortunny komentarz w ferworze walki. Zaczął przecież spięty, mówiąc wręcz o walce, a później poczuł się swobodnie. Nawet dobrze się bawił, co jest ciekawe. Zobaczyliśmy Florentino najbardziej napiętego, najbardziej rozdrażnionego, a potem nagle: „Jak dobrze mi się tutaj siedzi, jacy jesteście mili, bo dobrzy jesteście wy, źli są wasi szefowie”.
– Uważam, że dziś w oczach socio Florentino wygrał. Nie było tak, że ktoś mógł powiedzieć: „Ojej, jak źle z nim jest”. Nie, nie. Zapewne się mylił, zapewne był to inny Florentino. Mówił o tym, że MARCA pisała o dezorientacji. Pewnie dla wielu rzeczywiście była to dezorientacja, ale dzisiaj jego przekaz był skierowany do socios. W oczach ogółu kibiców i prasy mógł wypaść źle, chaotycznie, z papierami latającymi w tę i z powrotem, z powtarzanym kilka razy tym samym komunikatem. Uważam jednak, że miał tylko jeden cel: socio, który na mnie głosuje, musi wiedzieć, co myślę. I musi wiedzieć, że klubem nie rządzi prasa ani inne interesy. Mówił o Ultras Sur, którzy wciąż kręcą się wokół stadionu i tworzą klimat sprzyjający temu, by gwizdać na jednego albo na drugiego. Florentino nazwał rzeczy, które uważał za słuszne. I w oczach socio Florentino dziś wygrał.
Komentarze (10)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się