REKLAMA
REKLAMA

Przez jaki tekst kobiety Florentino zrezygnuje z prenumeraty ABC?

Przedstawiamy pełne tłumaczenie felietonu, do którego odnosił się wczoraj prezes Realu Madryt.

REKLAMA
REKLAMA
Przez jaki tekst kobiety Florentino zrezygnuje z prenumeraty ABC?
Florentino Pérez. (fot. Getty Images)

„Proszę spojrzeć na dzisiejsze gazety. Dwa artykuły w ABC przeciwko Realowi Madryt. Jeden napisała kobieta, nie wiem nawet, czy zna się na futbolu. Ogłaszam więc tutaj, że rezygnuję z prenumeraty ABC, aby uhonorować mojego ojca, bo gdyby podniósł głowę, nie wybaczyłby mi, że dalej jestem prenumeratorem. Ale ABC i grupę Vocento ta przygoda kosztowała 100 milionów, bezpośrednio Relevo 25”, powiedział podczas wczorajszej konferencji prasowej Florentino Pérez.

REKLAMA
REKLAMA

Teks wspomnianej kobiety został napisany przez Maríę José Fuenteálamo i nosił tytuł „Real Madryt i głuchota przegranego”. Poniżej przedstawiamy pełne tłumaczenie tego felietonu.

Moi znajomi madridistas mówią mi, że ich kolejną zagadką jest poziom decybeli przy najbliższej porcji gwizdów kibiców na Bernabéu. Taki jest futbol, ale mnie przychodzi do głowy zdanie przypisywane R. L. Stevensonowi: „Kochaj mnie wtedy, gdy najmniej na to zasługuję, bo właśnie wtedy najbardziej tego potrzebuję”. Nigdy nie należy zostawiać przegranego samego, bo zwycięzca ma wszystko, a pokonanemu, cóż mu zostaje poza ciepłem swoich ludzi? A jednak pozwalam sobie wątpić, tak jak Los Blancos, czy klub taki jak Real Madryt w tych chwilach zasługuje na ich miłość albo na miłość kogokolwiek.

Enrique Arnaldo przypomina w swojej książce „Sport w literaturze”, że przynależność do drużyny jest być może jedną z niewielu rzeczy „niezmiennych i nieprzemijających” na tym świecie. Koszulki nie zmienia się tak jak głosu w wyborach. Ani tak jak mody. Dlatego w głębi duszy kibic Realu Madryt nie może przestać kochać tego Realu pogrążonego w potrójnym kryzysie: wyników, wizerunku publicznego i zarządzania stadionem. Wszystkie trzy sprowadzają się do jednego: braku sportowej klasy. Tej, która polega na szacunku dla zasad, ludzi wewnątrz klubu i rywali. Bo Real Madryt jest winien szacunek nie tylko swoim socios, którzy go utrzymują, i nie tylko kibicom, którzy go wspierają. Real Madryt jest winien szacunek społeczeństwu, które na niego patrzy, bo – jak przypomina Arnaldo – sportowcy są dziś bohaterami naszych czasów. Czy nam się to podoba, czy nie. U fryzjerów prosi się o ich fryzury, na Spotify słucha się ich playlist, a na szkolnych boiskach dzieci marzą, żeby być takie jak oni. Ta społeczna lupa nie jest niczym nowym dla „najlepszego klubu świata”. Nie chodzi też o to, by dusić Real Madryt etyką, ale wielkość buduje się również na przeszkodach. Wielkim jest się także dlatego, że trudne chwile przechodzi się z godnością. Tego Królewscy w tym sezonie nie potrafili zrobić. Jeśli kilkadziesiąt lat temu problemem była przemoc przy bramach stadionów, dziś niewybaczalne jest to, że w klubie tej wielkości pojawia się ona wewnątrz szatni. Klub, którego stadion potrafi w ciągu kilku minut ewakuować tysiące osób w razie zagrożenia, powinien mieć taki sam plan zapobiegania innym niebezpieczeństwom.

REKLAMA
REKLAMA

Kiedy piszę te słowa, a państwo je czytają – jeśli jest dzień i nie ma meczu – setki ludzi z najróżniejszych zakątków świata spacerują po udostępnionej zwiedzającym części stadionu. W wielu przypadkach spełniają swoje marzenie o wejściu na Bernabéu, najczęściej odwiedzaną atrakcję Madrytu po największych muzeach. Nie wiem, czy nie należałoby postawić piłkarzy albo członków sztabu w roli przewodników po tych trasach, żeby dotknęli tej iluzji i naprawdę poczuli odpowiedzialność, jaką na sobie mają, a która nie sprowadza się tylko do strzelania goli i zdobywania tytułów. Być może niektórych należałoby zabrać, tak jak robił to Santiago Bernabéu, do kopania, przycinania i usuwania pędów winorośli w gospodarstwie, w którym się urodził. Żeby poczuli grunt poza boiskiem. Żeby wykopali coś, co naprawdę ma sens.

Oczywiście to zwycięstwa czynią drużyny wielkimi – gole są spoiwem chwały – ale sukces nie polega wyłącznie na wygrywaniu. Można przegrać La Ligę i zachować podniesioną głowę.

Najsmutniejszą sportową sceną naszych czasów jest ta, w której piłkarz, widząc rząd dzieci proszących o zdjęcia, wychodzi w słuchawkach na uszach i udaje, że nie słyszy ani nie widzi. Mówi się, że wielu z nich niczego wtedy nie słucha. Dziś Real Madryt przypomina właśnie coś takiego. Giganta, który udaje głuchego na gwizdy swoich kibiców. I na całą resztę. Udawaną głuchotę, która odbija się echem w społeczeństwie.

REKLAMA
REKLAMA

Drugi tekst, który wspominał kilkukrotnie prezes, został usunięty przez dziennik ABC w trakcie trwania konferencji prasowej.

Ostatnie aktualności

REKLAMA
REKLAMA

Komentarze (18)

REKLAMA