Florentino Pérez pojawił się we wtorek przed mediami po ponad dwóch dekadach u sterów Realu Madryt i po jednym z najgorszych sezonów sportowych oraz instytucjonalnych klubu, jakie można sobie przypomnieć. Kibice i obserwatorzy uznali, że nadzwyczajnie zwołana konferencja ma być odpowiedzią na sytuację klubu, który znalazł się w dryfie niegodnym swojej najnowszej historii. Po długim, chaotycznym i momentami oderwanym od rzeczywistości wystąpieniu najważniejszym wnioskiem nie było jednak ani przyspieszenie wyborów, ani przedstawienie projektu odbudowy klubu. Był nim wniosek inny: prezes Realu Madryt potwierdził, że on sam, podobnie jak jego klub, znajduje się w najdelikatniejszym momencie całego okresu swoich rządów.
Ta konferencja była potrzebna. Real Madryt przechodzi kryzys ogromnych rozmiarów. Nie chodzi wyłącznie o porażki sportowe, które w Realu Madryt nigdy nie są sprawą drugorzędną, lecz także o atmosferę wewnętrznego rozkładu, która w ostatnich miesiącach stała się widoczna dla wszystkich. Dwóch trenerów zużytych w jednym sezonie, publiczne i prywatne konflikty w szatni, wielomilionowe transfery, które nie odpowiedziały na oczekiwania, wewnętrzne pęknięcia, kwestionowany model biznesowy nowego stadionu i poczucie powszechnego zmęczenia, którego nikt już nie ukrywa. Do tego dochodzi zużycie strategicznych projektów osobiście forsowanych przez Péreza, takich jak Superliga, której polityczna i biznesowa droga jest dziś bardzo daleka od oczekiwań, z jakimi ją przedstawiano.
Obowiązkiem prezesa było wystąpić i odpowiedzieć na to wszystko. Wyjaśnić, co poszło źle, jak zamierza to naprawić i jaką perspektywę oferuje socios. Poza zapowiedzią wyborów, których terminów Pérez nie potrafił precyzyjnie określić, dużą część swojego wystąpienia poświęcił jednak budowaniu wyimaginowanych wrogów. Głównym stał się ten dziennik, któremu poświęcił 15 z 65 minut swojej wypowiedzi. Szczególnie znamienne było to, że nie potrafiąc wskazać konkretnych krzywd czy obiektywnych kłamstw opublikowanych przez tę gazetę, ostatecznie sprowadził swoje zarzuty do informacji, która ukazała się kilka godzin wcześniej i zawierała, na podstawie bezpośrednich źródeł, zdanie z jego najbliższego otoczenia: „Jestem zmęczony”. Nic więcej. Bez chorób, bez medycznych spekulacji, bez osobistych insynuacji. To sam Pérez powiedział wprost, że krążą plotki na temat jego zdrowia. ABC tego nie zrobiło. I nie zrobiło tego, ponieważ istotny temat nie dotyczył zdrowia, lecz czegoś znacznie bardziej oczywistego: politycznego, instytucjonalnego, a nawet fizycznego zmęczenia działacza, który od lat znajduje się pod ogromną presją.
To zmęczenie można było zresztą dostrzec podczas samej konferencji. Nie tylko w tonie czy treści, lecz także w trudnościach z uporządkowaniem spójnej wypowiedzi na temat realnych problemów klubu. Florentino Pérez był twarzą jednego z najbardziej udanych etapów w historii Realu Madryt i nikt rozsądny nie może podważać skali jego osiągnięć. Za jego kadencji klub zdobywał trofea, stabilność ekonomiczną i globalny wymiar, z którym trudno się równać. Właśnie dlatego tak niepokojący był wczorajszy widok Péreza chowającego się za zewnętrznymi krzywdami i dziennikarskimi spiskami, szukającego na zewnątrz przyczyn problemów, których źródło znajduje się dziś przede wszystkim wewnątrz klubu.
Real Madryt pozostaje jedną z największych instytucji sportowych świata i zasługuje na kierownictwo zdolne mierzyć się z tym kryzysem spokojnie, z autokrytyką i jasnym przekazem. Jeśli Florentino Pérez chce nadal prowadzić tę odbudowę, będzie musiał znów przypominać działacza z najlepszych lat swoich rządów i porzucić dryf, który pokazał wczoraj w Valdebebas.
ABC w swojej historii mierzyło się z ogromnymi naciskami politycznymi, biznesowymi i instytucjonalnymi. Nigdy wtedy nie przestało informować i nie przestanie robić tego teraz. Real Madryt jest instytucją lubianą i śledzoną z ogromną uwagą przez tę redakcję oraz jej czytelników. Właśnie dlatego nadal będziemy opisywać wszystko, co dzieje się w klubie, nawet jeśli będzie to niewygodne dla jego prezesa. Nawet jeśli zdecydował się przestać opłacać prenumeratę, którą zostawił mu ojciec.
Komentarze (9)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się