REKLAMA
REKLAMA

Roura: W Klasyku wszystko jest możliwe, nie można być zbyt pewnym siebie

Były zawodnik, trener kategorii młodzieżowych, trzymczasowy szkoleniowiec pierwszego zespołu, analityk, dyrektor szkółki – dla Jordiego Roury Barcelona i La Masia nie mają żadnych tajemnic. W przeddzień Klasyku udzielił on wywiadu dziennikowi AS.

REKLAMA
REKLAMA
Roura: W Klasyku wszystko jest możliwe, nie można być zbyt pewnym siebie
Jordi Roura. (fot. Getty Images)

Ludzie mówią, że był pan wielkim piłkarzem.
Skoro tak mówią, to musi to być prawda. (śmiech) Byłem szybkim prawoskrzydłowym, zwinnym, bezpośrednim i dobrym w pojedynkach jeden na jeden. Miałem dobre podanie, ale strzelałem niewiele goli. Gra w Barçy Cruyffa była w zasięgu niewielu, a mi udało się to osiągnąć.

REKLAMA
REKLAMA

Wszystko zastopowała poważna kontuzja w 1989 roku w meczu z Milanem.
Zadomowiłem się w pierwszej drużynie i regularnie wychodziłem w pierwszym składzie, ale przyszedł ten rewanżowy mecz w Superpucharze i wszystko się zatrzymało. Po przypadkowym starciu z Rijkaardem zerwałem więzadła w kolanie. Miałem wtedy 22 lata. Rehabilitacja nie przebiegała zbyt dobrze, były pewne problemy, kilka razy próbowałem wrócić i w wieku 26 lat musiałem zostawić futbol, bo po prostu nie dało się tego kontynuować.

Cruyff był zarodkiem tak zwanego DNA Barçy?
Bez wątpienia. To była rewolucja. On i Rexach przeprowadzili wielką przemianę. Wszystko zaczęło się kręcić wokół piłki, nawet z perspektywy defensywy. To był również zarodek złotej epoki La Masii. Zaczęli się pojawiać Guillermo Amor, Milla, Guardiola i inni w dużo młoszym wieku niż dochodziło do tego wcześniej. Zaimplementowany został system 3-4-3, który łamał wówczas wszystkie schematy i wtedy zaczęła się nowa era.

Guardiola doprowadził ten model do perfekcji?
Pep dodał niuanse do filozofii stworzonej przez Johana. Guardiola poprawił tę ideę, wdrażając dużo więcej pracy taktycznej, strategii, analizy rywala i pewnych wariantów, które zapewniły ewolucję oryginalnemu modelowi bez tracenia jego esencji.

REKLAMA
REKLAMA

Luis Enrique również.
To podobny przypadek. Czasami był krytykowany za grę kontrą, ale to była dużo bardziej bezpośrednia gra, dodając do niej warianty ze stylu zaimplementowanego przez Cruyffa. Nie można być niewolnikiem tylko jednej idei. Jeśli czasami trzeba zagrać kontrą lub bardziej bezpośrednio, to tak trzeba zrobić.

Flick dodał kolejną zmianę za sprawą swojej wysuniętej linii obrony.
Dokładnie. Ale nigdy nie wyrzekając się konceptu dominacji w meczu za pośrednictwem posiadania piłki i porządku. Ten niuans taktyczny w postaci tak wysuniętej linii obrony był bardzo innowacyjny i okazał się sukcesem.

Chciałby pan móc zobaczyć szpaler Realu Madryt na Camp Nou?
Nie za dużo o tym myślałem. Ja chcę po prostu jak najszybciej zdobyć tytuł. Rozumiem, że dla culés miałoby to szczególny smaczek właśnie przy okazji starcia z wielkim rywalem, ale to tylko anegdotka. Najważniejsze jest to, aby jak najszybciej postawić kropkę nad i przy fantastycznym sezonie.

Nie wydaje się, aby Real Madryt było stać na zrujnowanie fiesty.
Wydaje się, że oni mają się źle, a my dobrze, ale wszyscy dobrze wiemy, czym jest Klasyk. Tutaj niespodzianki są na porządku dziennym. Absolutnie nie można być zbyt pewnym siebie.

REKLAMA
REKLAMA

Co pan sądzi o ostatnim zamieszaniu w ich szatni?
Jeśli prawdą jest to, o czym się mówiło, to bez wątpienia nie jest to dobra sytuacja. To wpływa na wszystko pod każdym względem. Co by jednak nie mówić, uważam, że Real Madryt równie dobrze może wygrać na Camp Nou, tak samo jak my czasami dokonywaliśmy tego na Bernabéu, gdy byliśmy w gorszej sytuacji niż oni. Wszystko jest możliwe.

Przed Barçą jest jeszcze kilka wyzwań jak rozegranie perfekcyjnej ligi na Camp Nou i dotarcie do granicy 100 punktów, co udało się tylko dwa razy w historii.
Tak. Są pewne ważne dodatki, ale tym głównym zadaniem jest jak najszybsze zostanie mistrzem, a z drugiej strony dla Realu Madryt najważniejsze jest to, aby to jak najbardziej opóźnić. Każdy wiosłuje w swoim kierunku i to jest logiczne.

Dwiema jedynymi drużynami, które osiągnęły 100 punktów, były Real Madryt Mourinho i Barça Vilanovy. Był pan obecny przy incydencie z palcem w oku?
Byłem w sztabie technicznym, ale jeszcze nie na ławce. To był wstyd. Wtedy została przekroczona czerwona linia i to była kropla, która przelała czarę goryczy. Było wielkie napięcie i to było coś ekstremalnie obrzydliwego.

Ewentualny powrót Mourinho wpłynąłby jakoś na relacje między klubami?
Mam nadzieję, że nie. Jeśli Real Madryt zdecyduje się go sprowadzić, to zrobi tak ze względów piłkarskich. Nie chcę myśleć w ten sposób, że jego powrót mógłby nas na nowo zaprowadzić do tych niewygodnych rozdziałów z przeszłości. Jeśli wróci, to mam nadzieję, że wszystko zostanie zachowane w ramach sportowych.

REKLAMA
REKLAMA

To pan ściągnął Lamine'a, gdy ten miał osiem lat. To prawda, że pierwsze wrażenie nie było zbyt dobre?
Tak. Grał w La Torreta, miał siedem lat i był bardzo chudym chłopakiem, który trochę dziwnie się poruszał. Ale wszystkie wątpliwości były rozwiewane, gdy otrzymywał piłkę. Pojechałem go zobaczyć w oparciu o wcześniejsze raporty skautów i dosyć mocno mnie zaskoczył. Był inny od wszystkich. Miał drybling i zmysł, których nie da się wytrenować. To czysty instynkt i talent.

Spodziewał się pan tak wielkiej eksplozji w jego wykonaniu?
Miałem przeczucie, że zajdzie bardzo daleko, ale nie że tak szybko. Zaskakuje mnie to, że w takim wieku tak szybko to wszystko osiąga, ponieważ to coś bardzo trudnego. Aby zatriumfować na tym najwyższym poziomie, nie wystarczy tylko bardzo dobrze grać, ale trzeba mieć również mentalność, osobowość i umiejętność radzenia sobie w trudnych sytuacjach.

Technicznie jest na poziomie Messiego?
Leo jest niepowtarzalny i nie lubię takich porównań, ponieważ dla Lamine'a na pewno nie będzie to dobre. Trudno mi odpowiedzieć, ale Lamine jest nad wyraz uprzywilejowany pod względem technicznym i jest tym piłkarzem, który ma największe szanse na to, aby zbliżyć się do najlepszego w historii.

REKLAMA
REKLAMA

Szkółka Realu Madryt jest na takim samym poziomie jak ta Barçy?
Tak. Przez wiele lat z nimi rywalizowałem i bardzo dobrze znam zawodników i drużyny, jakie tam mieli i wciąż mają. Myślę, że różnica między nami polega na tradycji. Historycznie Barcelona dawała więcej szans zawodnikom ze szkółki niż Real Madryt. Wystarczy spojrzeć, że największe epoki Barçy zawsze bazowały na tym samym – na talentach ukształtowanych w La Masii dopełnionych wielkimi światowymi gwiazdami. Gdy pozyskujemy jakiegoś młodego chłopaka, to tym początkowym zamysłem jest to, aby docelowo dotarł do pierwszego zespołu. Nie patrzymy na to w ten sposób, aby w przyszłości go sprzedać. Co logiczne, później niektórzy tam docierają, a inni nie. Tutaj zawsze stawiało się na ludzi ze szkółki, a Real Madryt ma inny model. Ale ogólny poziom jest podobny.

Którego canterano Realu Madryt chciałby pan mieć w Barcelonie?
Spośród tych, którzy ostatnio debiutowali, bardzo mi się podoba Gonzalo. Ma zmysł strzelecki, a nam zawsze trudno było ukształtować środkowego napastnika na dobrym poziomie. On jest klasyczną dziewiątką, napastnikiem z pola karnego, wielkim strzelcem i takim prototypem piłkarza, którego Barça by potrzebowała.

REKLAMA
REKLAMA

A spośród wszystkich zawodników, nie tylko canteranos?
Niesamowity jest Güler, ale zawodników o takim profilu mamy dosyć dużo. Skoro najbardziej potrzebujemy dziewiątki, to gdyby przyszedł Mbappé, nie byłoby źle. (śmiech)

Chciałby pan, aby Messi wrócił do Barcelony?
To nie jest tak, że ja bym tego chciał. To się musi stać. Nie wiem, na jakich warunkach i w jakiej roli, ale powinien być w tej instytucji. Jego odejście nie było czymś, czego ludzie się spodziewali i klub ma wobec niego dług. Powinien otrzymać uznanie swojego domu.

Ostatnie aktualności

REKLAMA
REKLAMA

Komentarze (0)

REKLAMA