Naomi Klein w popularnym eseju z 2007 roku nakreśliła główne założenia tego, co nazwała „doktryną szoku”. Władza wykorzystuje oszołomienie wywołane kryzysem, by wprowadzać zmiany, które w normalnych warunkach napotkałyby większy opór. Reakcja Realu Madryt na bójkę Auréliena Tchouaméniego i Federico Valverde, która w czwartek zakończyła się pobytem Urugwajczyka w szpitalu, ma w sobie coś z takiego wykorzystania traumatycznej okoliczności, by spróbować naprowadzić na właściwe tory dryfującą ku rozpadowi szatnię.
Nieco ponad 24 godziny po bójce klub ogłosił w piątkowe popołudnie nałożenie dwóch kar po 500 tysięcy euro na tych zawodników, najwyższych w swojej historii. To także pierwszy taki przypadek za rządów Florentino Péreza, w którym Real upublicznił rozstrzygnięcie postępowania dyscyplinarnego, podkreśla David Álvarez z El País.
Finał sprawy poznano po tym, jak piłkarze w czwartek stawili się przed rzecznikiem dyscyplinarnym prowadzącym postępowanie, gdzie najwyraźniej się pojednali. „Zawodnicy wyrazili pełną skruchę z powodu zaistniałej sytuacji oraz przeprosili się nawzajem”, głosi komunikat klubu. „Ponadto przekazali przeprosiny klubowi, kolegom z drużyny, sztabowi szkoleniowemu oraz kibicom. Obaj oddali się do dyspozycji Realu Madryt, deklarując gotowość do przyjęcia kary, jaką klub uzna za stosowną.”. Kara pół miliona euro. Sprawa zamknięta.
Klub uważał za konieczne przykładne ukaranie pomocników, od którego można byłoby zacząć prostować sytuację w rozpadającej się szatni, z piłkarzami, którzy od miesięcy ze sobą nie rozmawiają, z grupą skonfliktowaną z trenerem oraz z obniżającymi się standardami profesjonalizmu. Bójki ze środy i czwartku były objawami, które zaalarmowały co do głębokości pęknięcia. Ale nie tylko one.
Kilka wewnętrznych źródeł przyznaje, że poza samym incydentem martwi je liczba prywatnych szczegółów, które wypłynęły w ostatnich miesiącach z szatni zespołu. Epizod z bójką traktują również jako objaw mnożenia się przecieków, które tak bardzo ich niepokoją, po latach utrzymywania hermetycznego otoczenia wokół drużyny i instytucji. Uważają, że gdyby machina działała jak dawniej, bójki nie wyszłyby na jaw. Albo przynajmniej nie doszłoby do tego zaledwie kilka minut po ich wystąpieniu. W Realu są zdania, że wewnątrz jest kilka osób, które chcą zaszkodzić klubowi i jego prezesowi Florentino Pérezowi, rozpowszechniając kulisy życia pierwszej drużyny.
Dziennikarz dodaje, że reakcja na sprawę bójek, z publicznym nagłośnieniem i stanowczością kar, ma również wywołać zmianę w tym temacie. Drużyna została poinformowana, że klub namierza przecieki, by zidentyfikować ich autorów.
Komentarze (8)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się